Friday, 25 March 2016

Agacie

chcialem zanurzyc
wspomnienie o tobie
w kaluzy lez...
lecz lez nie bylo

<<<<<<<<X>>>>>>>>

prymitywny drwal
wycial w pien
cala dusze twa

<<<<<<<<X>>>>>>>>

masz szczescie
gdybym wierzyl
pochloneloby cie pieklo

<<<<<<<<X>>>>>>>>

Wednesday, 9 March 2016

ballada o wspolczesnym rycerzu bez konia co dziwke chcial uczlowieczyc

na koncu tej niewinnej ulicy
w nowoczesnej i kolorowej kamienicy
na skrzyzowaniu marzen i pragnien
piekna marlena kusila owocem zakazanym
i choc na zegarze blizej do piecdziesiatki
to chetnych samcow
codzinnie calowala dziesiatki
zawsze dobrym perfumem pachnaca
ponetna i az nader pociagajaca
kazdego goscia witala w reku z pucharem
oraz puszystym boa rozowym szalem
to pewne i oczywiste
marlena miala oczekiwan liste
a ty w markowym portwelu
na papierze kolekcje wladcow wielu
jej menu wikwintne i urozmaicone
niczym w paryskiej knajpie w sezonie wieczorem
aksamitne i sterczace kutasy
znikaly w jej krwistych ustach
niczym drogie egzotyczne rarytasy
pewnego styczniowego wieczora
pojawil sie spragniony towarzystwa chlopaczyna
i gdy mialo wszystko zamarznac dookola
on wyrazil ochote
na blizsze poznanie puchatego boa
rozowy potwor wciagnal go do swej groty
gdzie doswiadczona marlena
do poznych godzin uprawiala zaloty
kuszony tak zwanym zakazanym owocem
wciaz zgrabna noga w ponczosze
i byc moze tez silikonowym
lecz napewno sztucznie opalanym cycem
odplynal powoli zadumany
statkiem zwanym pozadaniem
i choc bylo grubo przed sniadaniem
to mleko kipialo w chlopiecym garze
tutaj zwierzecy apetyt marleny
znany byl w kazdym lokalnym barze

kusili sie wiec wzajemnie dniami i nocami
zapominajac o troskach i rodzinie czasami
on zasypywal ja kwiatami i komplementami
gdy ona czestowala go slodkimi calusami
amory trwaly tygodni wiele
az przyszedl czas na wesele
lecz dnia pewnego
i tu juz nie bedzie wiecej rymowania kolorowego
skonczyl sie sen
czar ulecial
zaklecie minelo
piekna marlena nie byla juz taka piekna
z jej rozowego boa posypaly sie piora
i tym razem niczym krolewska kobra
pluja jadem i kasala mlodzienca
mlody junak nie stal obojetny jak dupa do srania
wyczyscil zamszowe buty spakowal walizke
i jeszcze przed obiadem ruszyl do poznania
trzasnal drzwiami na pozegnanie
splunal trzy razy przez ramie lewe
powtarzajac ciagle
juz nienawidze ciebie
jeszcze tylko moral zapodam moi mili
dziwka bedzie zawsze dziwka
i zaden rycerz tego nie zmieni