Thursday, 4 June 2015

Justyn Bimber. Prawdziwe oblicze gwiazdy cz2

      Magda, soltysowka, zgodzila sie na uklad, jednak pod warunkiem. Nie obylo sie bez watka erotycznego I Justyn musial zaorac soltysowe poletko.
 Obie ztrony zadowolone I Justyn spokojnie rezerwuje wycieczke do Londynu. Przed samym wyjazdem sprzedaje instrument do lombardu, reguluje dlug I nastepnego ranka, gdy rodzice byli zajeci praca w oborze, wyrusza PKS-em do Wroclawia, a nastepnie autokarem w dluga podroz, by podbic brytyjska wyspe.
 Rodzicom nic nie wspomnial. Zostawil tylko list na lozku I prosil o modlitwe. Matczyne lzy kapaly na kartke rozmazujac tani tusz dlugopisu. Ojciec byl tak wsciekly, ze rzucil siekiera wbijajac ja w drzwi. "KURWA!!! Pieprzony szczeniak! A juz mu zalatwilem granie w zespole u Zdzicha. Mial zaczynac za tydzien. Dostal stale miejsce I mial jezdzic z nimi po powiecie." Wyseplenil zdenerwowany ojciec.
 Jednak Justyn mial inne plany. Obolale nogi juz siodmy raz dretwialy w przepelnionym autokarze. Tu takich jak on bylo wiecej. Kazdy ze swoimi marzeniami, planami I historyjka, ktora za chwile poczestuje angielskiego celnika na granicy.
 Po drodze zapoznaje sie z siedzacym obok Darkiem. Darek jest pokaznym rzeznikiem w srednim wieku, ktory jedzie do pracy w angielskiej fabryce kielbasy. Darek podaje Justynowi swoje angielskie namiary I obiecuje pomoc w razie klopotow.
 Justyn po 24 godzinnej podrozy wreszcie dociera do hotelu, gdzie najpierw bierze goracy prysznic, a pozniej goli swe nastoletnie jaja. Przebiera sie w biala koszule, mokasyny I pachnacy Old Spicem udaje sie pod slynna w srodowisku emigrantow "Sciane placzu". Stoi tam juz drugi dzien, sypia gdzies pod mostem lub w parku na lawce, a o prace ciezko. Ma niewielkie doswiadczenie I jeszcze nie trafil na to wlasciwe zlecenie.
 Obok Sciany placzu znajduje sie Polski Osrodek Spoleczno Kulturalny, w ktorym to czasami zjada polski obiad I marzy, by choc raz znalezc sie na tutejszym dancingu. Zagaduje mloda kelnerke, a ta opowiada mu, jak wygladaja tu sobotnie wieczory. Przychodzi tu cala masa ludzi, zamawiaja bigosy, schabowe I flaki. Tancza w rytm pana z klawiszami, ktory wybija rytm I spiewa znane melodie. Polskie melodie. Justyn odplywa rozmarzony, az piwo kapie na snieznobiala koszule.
 Wreszcie po tygodniu oczekiwania, gdy juz zapasy gotowki prawie wyparowaly, udalo mu sie dostac do pracy na plantacji jablek. Haruje ponad sily. Mieszka w farmerskim baraku. Nie dojada I odklada wszystkie zarobione pieniadze. Jego posilki, to jablka na sniadanie, obiad I kolacje. Pieczone w ognisku na kiju lub surowe prosto z drzewa. Pije litrami bezplatna herbate, ktora farmer zapewnia I po kilku ciezkich miesiacach udaje mu sie odlozyc wystarczajaco duzo, by w angielskim sklepie "Argos" kupic upragniony instrument. Nowiutki, pachnacy I lsniacy. Moze nie bardzo profesjonalny, jednak wystarczyl by przekonac kierownika POSK-u do zorganizowania wieczorku sobotniego z muzyka Papa Dance.
 Przygotowal sie solidnie, a impreza udala sie w 100%. Czasem rozpraszal go tylko wokal bufetowej, ktora przez mikrofon spiewajaco lecz nie pod melodie, wolala na cala sale: "MIELONE Z ZIEMNIACZKAMI I MIZERIA DO ODEBRANIA!" I wszyscy na komende, zamiast na Justyna, zerkali na zrywajacego sie od stolu jakiegos inzyniera, ktory chwiejnym krokiem z policzkami czerwonymi niczym banknot stu zlotowy z Warynskim, podaza do pani Gieni odebrac polski specjal lokalu. Jeszcze tylko komplement: "Zzzienkuje kochaniutka" I mozna zrec.
 Wieczor udal sie wysmienicie. Ludzie bawili sie I obzerali do poznej nocy, a Justyn przygotowywal sie do drogi powrotnej. Obawial sie powitania ojca. Zapewne nie wybaczy mu sprzedazy akordeonu...
cdn

No comments: