Sunday, 10 May 2015

Moja bitwa o Anglie cz 74 zakonczenie

   Niestety I to zlecenie od Przemka nie wygladalo najlepiej, a kolejne dni  tylko to potwierdzily. Nie dostalem spowrotem podpisanej umowy od Omara I Adila, a kazde nastepne wyplaty pieniedzy byly poprostu zenujace. Musialem doslownie zebrac, by miec srodki dla pracownikow. Nie bylem tez do konca przekonany odnosnie kwalifikacji moich irakijskich partnerow. Wykonywalismy ich polecenia dokladnie I wedlog planu, jednak wiele z nich bylo mocno nietrafionych. Az pewnego poniedzialku, po wejsciu na budowe nie moglismy znalezc narzedzi, ktore schowalismy tu w piatek. Brakowalo doslownie wszystkiego. Nawet pudelka ze srubkami zostaly oproznione. Zostalismy okradnieci. Zginely wszystkie moje narzedzia oraz czesc materialow, wszystko na kwote £8000. Zginely tez narzedzia Adila. Nie bylo ich wiele I jego straty to zaledwie kilka stow. Zglaszamy zdazenie na policji z nadzieja na odnalezienie.
 Jestem zalamany. W jaki sposob mamy teraz pracowac? Jestem kompletnie splukany. Ostatnie 5 miesiecy pracowalem calkowicie charytatywnie. Oszczednosci wyparowaly, narzedzia zostaly skradzione, kara do zaplacenia w urzedzie podatkowym czeka, trzy palce pracownika stracone. Mam tego dosc!
 Zanim jednak calkowicie zakoncze dzialalnosc firmy AAW Services Ltd. dostaje wiadomosc z policji o odnalezieniu naszych narzedzi oraz zatrzymaniu sprawcow na goracym uczynku. Jednak dla dobra sledztwa nie poznajemy ich nazwisk. Udajemy sie do Holborn Police Station celem rozpoznania  rzeczy. Schodzimy kilka pieter pod ziemie do magazynow, a tam pan sierzant udostepnia nam swoje zasoby. Lecz za grubymi kratami, na polkach rozpoznajemy tylko podpisane przeze mnie cztery chelmy oraz kamizelki odblaskowe. Reszta zapewne zostala juz sprzedana.
 To byl gwozdz do trumny mojej firmy. I tak jak bylem pelen optymizmu po niezaplaceniu faktury przez Alana, wierzylem w swoje sily, tak w tym przypadku niewiele moge zdzialac bez narzedzi, ktore kupowalem od 6 lat.
 Jedna moja polowka zaciskala zeby ze zlosci I przeklinala los, a druga cieszyla sie bezczelnie, ze wreszcie znajde czas na czytanie ksiazek, sluchanie muzyki oraz dla rodziny. Zanurkowalem wiec w internecine I tym razem wyszukalem interesujace mnie oferty pracy. Wybralem dwie najlepsze I udalem sie na interview. Co ciekawe, oba zaliczylem pozytywnie. Oba zajecia byly podobne, w duzych angielskich firmach z podobnym wynagrodzeniem. Wybralem te blizej domu, gdzie pracuje po dzis dzien juz osmy rok. Zeby bylo smiesznie, jest to w Slough, czyli w miescie, z ktorego uciekalem przed polska mafia, miasto do ktorego trafilem na poczatku swej angielskiej przygody. Historia zatoczyla kolo.
 Wlasciwie na tym mozna zakonczyc to opowiadanie. Wspomne tylko, ze dzieki tej prcy splacilismy wszystkie dlugi, Wiola rozpoczela prace jako manager na londynskim lotnisku Heathrow, a jej doskonale umiejetnosci w zarzadzaniu naszym budzetem domowym, pozwolily nam ustatkowac sie I spac spoojnie.
 Pozamykalem wszystkie sprawy dotyczace mojej firmy I obiecalem sobie juz nigdy wiecej nie zatrudniac pracownikow.
 Po drodze wydazylo sie jeszcze kilka wiekszych I mniejszych incydentow. Matka zlekcywazyla Wiole I jej oferte na wspolne, ponowne zamieszkanie. Do dzis nie dala mi szansy na wyjasnienie tej sprawy I pogodzenie sie.
 Zostalem lawnikiem w londynskim sadzie, gdzie calkowicie nie czerpiac przyjemnosci ze sluzby dla krolowej musialem sadzic ludzi za rozne dziwne przestepstwa.
 Udalo nam sie kupic skromne mieszkanie na obrzezach Londynu, w przepieknej okolicy przypominajacej bardziej Mazury niz wielka metropolie.
 Wychowalismy Stele na wspaniala kobiete, ktora po ciezkim okresie w szkole, sama zostala nauczycielka I rozpoczela prace z niepelnosprawnymi dziecmi poswiecajac im sie calym sercem, z czego jestem bardzo dumny. Poznala tez wspanialego mezczyzne, z ktorym planuje przyszlosc.
 Artur Junior rosnie szybko, niczym dlug w polsim banku. W szkole radzi sobie swietnie, zdobywa kolejne medale w Teakwondo, czyta hurtowo ksiazki, probuje swoich sil jako informatyk tworzac strony internetowe oraz wlasny kanal na Youtube (ma zaledwie 9 lat). Jest dzieckiem, jakiego zazdroszcza nam znajomi. Ma wiele zainteresowan, a jego lekcje nauki angielskiego dla dzieci, mozna bylo nawet uslyszec na antenie Radia Bunt.
 I tylko z nadzieja czekam na list od Grety, dla ktorej jestem w stanie zrobic wszystko, tak jak i dla Steli I Artiego, nawet wypic wiadro cieplego mleka, ktorego nie cierpie!
 Dzis, gdy wspominam to wszystko, dopiero teraz zdaje sobie sprawe jak wiele przeszlismy, jak wiele sie wydazylo w naszym zyciu. W zyciu emigrantow w Londynie. Narodziny, smierc, mafia, gangi maloletnich bandytow, kradziez, wypadek samochodowy, moja I Wioli operacja, zdemolowany samochod, kilka rozwodow oraz kilka innych wydazen.
 Teraz siedze w swym malym studio,  piszac te slowa popijam markowa whisky, ktora dostalem od Wioli I wspominam koncert Nicka Cave'a, ktory mielismy okazje zaliczyc kilka dni temu.

No comments: