Sunday, 31 May 2015

Jutyn Bimber. Prawdziwe oblicze gwiazdy. cz1

    Nazywam sie Justyn. Justyn Bimber. Tak poprostu. Wychowalem sie w biednej, podwalbrzyskiej wsi w rodzinie chlopskiej. Rodzice ciezko harowali w PGR-ze po dwanascie godzin na dobe by zapewnic nam normalne warunki do zycia.
 Ojciec za mlodu grywal po weselach na akordeonie. Mial swoj zespol, jednak w czasie zniw stracil palce I juz wiecej nie wzial instrumentu do reki. Jego marzeniem bylo, bym zostal wirtuozem harmonii. Bardzo chcial we mnie zaszczepic ta milosc. Chcial bym kontynuowal jego pasje. Owszem, kocham muzyke, kocham grac, jednak inaczej. Moimi idolami byli Papa Dance. Ich styl, klasa, sposob bycia! To bylo to, co chcialem robic w zyciu.
 Gdy nie bylo ojca w domu, to obracalem akordeon na bok, puszczalem z magnetofonu kasete Papa Dance I udawalem, ze gram z nimi. Znalem ich wszystkie piosenki na pamiec. Potrafie dopasowac wybrany cytat lub akord do piosenki w sekunde! Znam kazda nute I potrafie ja zagrac na harmonii. Jednak to nie to. Ja chce grac tak jak oni, na Korgach, na prawdziwych "klawiszach". Zrobie wszystko, by nauczyciel muzyki dal mi mozliwosc sprobowac zagrac, by nauczyl mnie obslugiwac ten sprzet.
 Pan Alojzy, nauczyciel muzyki w gminnej podstawowce hodowal lisy, a skory z nich wozil na handel na wschod, gdzie zamienial na zloto. A zloto, jak wiadomo, szczegolnie Ruskie, zawsze bylo w cenie. Nazwozil tyle tego zlomu, ze nie tylko kupil nowe Korgi w Pewexie, ale tez urzadzil niewielkie studio w domu, gdzie halturzyl muzyke biesiadna.
 Justyn byl w stanie zrobic absolutnie wszystko by znalezc sie w tym studio. Jako, ze pan Alojzy byl artysta przez wielkie A, bo przez duze A, to byl juz wczesniej, ubieral sie I zachowywal nawet kontrowersyjnie. Wszystko to zmylilo Justyna I blednie odczytal mowe ciala wirtuoza. Wzial go za praktykujacego geja, co skonczylo sie szarpanina I spoliczkowanej Bimbrowej, mlodej geby.
 Justyn byl zalamany. Nie wychodzil z pokoju dniami. Nawet nie spojrzal na instrument. Od tygodnia z jego pokoju dobiegal tylko dzwiek granej w kolo tej samej kasety Papa Dance. Rodzice martwili sie bardzo, co sie moglo stac ich synkowi.

 Justyn byl przystojnym I wysokim 17-to latkiem. Bujna blond czupryna, rumiane policzki z doleczkami I krystaliczne, blekitne oczy przyciagaly tlumy miejscowych wiesniaczek. Do tego wiedza absolutna na temat ukochanego zespolu I dwa bilety z koncertu we Wroclawiu schowane pomiedzy kartkami "W pustyni I w puszczy", powiekszaly nastoletniego penisa conajmniej o 5cm. Jednym slowem mial wziecie. Miala na niego tez oko corka soltysa, jednak jako samotna, rasowa 28-mio latka z dzieckiem, byla dla niego raczej "stara rura" niz aniolem.
 Justyn dlugo rozmyslal co zrobic I w jaki sposob zdobyc fundusze, by kupic upragnione I wymarzone "klawisze". Bylo kilka opcji:
- Zatrudnic sie w PGR-ze. Tam zawsze potrzebuja rak do pracy. Mozna zarobic sporo I przez kilka lat odlozylby potrzebna sume. Jednak to zbyt dlugo. Nie chcial czekac az tyle.
- Wariant drugi, to ulec soltysowej corce, ktora jest zamozna z domu. Soltys ma bowiem zakontraktowane hektary tytoniu I chetnie by widzial zaradnegi I przystojnego mlodzienca u boku swej pociechy.
- Ostatnia mozliwosc jaka wpadla mu do glowy, to wyjechac za granice I zarobic na budowie lub jakiejs farmie. Ta opcja podobala mu sie najbardziej I duzo czasu poswiecal na rozne notatki I wykresy zwiazane z ta eskapada. Problemem bylo zdobycie srodkow na wyjazd. Postanowil, ze pozyczy pieniadze od soltysowej corki I splaci jej dlug ze sprzedazy akordeonu. Ojciec zapewne nie wybaczy mu tego, jednak nie mial innego wyjscia.
cdn

1 comment:

Made Inja said...

Nowy "serial" rodem z PRL. Tylko ten Bimber lekko mnie w tytule zmylił.