Saturday, 18 April 2015

Moja bitwa o Anglie cz 71

   Chlopaki pojedli dobrej, iranskiej kolacji I chetnie wypili angielska wodke, co zakonczylo sie polska awantura pomiedzy stolarzem, a malarzem. Obudzeni w srodku nocy sasiedzi ostrzegli, ze kolejnym razem wezwa policje. Nastepne noce nie byly lepsze. Na szczescie nie bylo interwencji policyjnej, jednak poziom wykonania ich prac zostawial wiele do zyczenia.
 Reza byl inteligentnym I wyrozumialym facetem I nawet poprosil mnie o wycene na remont swojego domu, ktory wlasnie kupil. jednak cierpliwosc moja I Rezy wyczerpala sie, gdy juz na zakonczenie, jeden ze stolarzy wywiercil dziure w rurce doprowadzajacej sprezone powietrze z kompresora do instrumentow dentystycznych. Kompresor eksplodowal z przepracowania, a zona Rezy zachodzila w glowe, dlaczego jej narzedzia tak dziwnie dzis dzialaja. Dodam, ze kompresor dzialal bardzo glosno, wiec byl schowany w dzwiekoszczelnej szopie w ogrodzie. Oczywiscie skutkowalo to udostepnieniem Rezie mojej polisy ubezpieczeniowej I wymiana kompresora za kwote £3.500. Adamowi potracilem roznice jaka bede musial zaplacic za nowe ubezpieczenie, a calosc zakonczyla sie milczeniem na temat remontu domu. Czyli kolejna nieudana budowa dla Przemka. Jednak wtedy jeszcze tego tak nie postrzegalem.
 Tak jak wspomnialem, nie mialem zamiaru podpisywac niczego co dotyczylo Alana, a jedyna rzecza, ktora oczekiwalem od niego, byly pieniadze za zalegla fakture. Niestety pan surveyor oswiadczyl, ze termin  podpisania umowy juz dawno minal I jesli w ciagu 24 godzin nie oddam kluczy, to on powiadami policje. Nie pozostalo mi nic innego, jak oddac sprawe do sadu, a klucze surveyorowi. Zanim to jednak zrobilem, zwrocilem wszystkie pozostale materialy do hurtowni I kazalem czekac chlopakom na telefon z nastepnym zleceniem. Oczywiscie nie czekali w domu przed telewizorem. Kazdy z nich znalazl sobie inne zajecie. Ja tez.
 Ponownie Przemek w akcji. Tym razem zorganizowal zlecenie dla dwoch irakijczykow. Jednak zanim zabralem sie za ta prace, dostalem kolejny list z Inland Revenue, czyli angielski odpowiednik Urzedu Skarbowego. Byla to wlasciwie informacja, ze zostalem ukarany kwota £12.500 (dwanascie tysiecy piecset funtow) za nieprzestrzeganie przepisow podatkowych, niekompetentna dokumentacje oraz kilka innych paragrafow, ktorych to nawet nie potrafie powtorzyc. Zakrecilo mi sie w glowie. Wiola trzezwiej myslala ode mnie I stwierdzila, ze konsekwencje tego powinien poniesc mistrz kalkulatora czyli Jaroslaw P. On odpowiadal glowa za wszystkie cyferki I rachunki. Za to mu placilem co miesiac £500. Zagotowalem sie na sama mysl o Jaroslawie. Oczywiscie nadal nie odbieral naszych telefonow I unikal nas. Postanowilem wiec, ze zaczekam na niego.
 Zamiast do pracy, pojechalem do jego biura na Park Royal I w samochodzie czekalem az sie pojawi. Wiola zrobila mi kanapki I kawe do termosu I cierpliwe czekalem od 7.00 do 22.00. Czekalem by dowiedziec sie, dlaczego musze placic tak wysoka kare oraz powiedziec mu, co o nim mysle. Czekalem tak przez dwa dni. Nie odszedlem na krok. Nie pojawil sie. Mysle, ze jego narzeczona powiedziala mu o tym. Moze I dobrze? Nie wiem jak by sie skonczylo to spotkanie.

 Teraz skoncentrowalem sie na nowym zleceniu. Musialem szybko nadrobic zaleglosci finansowe powstale po Alanie. Wiola natomiast uruchomila znajomosci oraz szare komorki. probowala zaradzic, jak uniknac zaplacenia tej kary podatkowej. Nie bylo to proste zadanie. Oczywiscie atmosfera w domu byla przygnebiajaca. W ciagu ostatnich dwoch miesiecy straty finansowe jakie ponieslismy, byly druzgocace, do tego ten wypadek pracownika I firma kolysala sie na jednej koslawej nodze. Zly humor udzielil sie tez mojej mamie I chodzila smutna I malomowna. Wiola wpadla na pomysl, by otworzyc jej konto na jednym z portali randkowych. Mama byla wdowa od ponad dekady, wiec bratnia dusza zawsze sie przyda by przytulic w trudnych chwilach. Odzew byl spory I juz na drugi dzien pojawilo sie kilku kandydatow, a matka niczym szalona szesnastolatka chciala rzucic wszystko I jechac na drugi koniec Anglii. A to zaledwie po wymianie jednego emaila. Do poznej nocy tlumaczylismy jej, jak nastoletniej corce, ze to nie rozsadne, ze trzeba najpierw sie poznac. To, ze ktos ma angielski paszport nie oznacza, ze jest ksieciem z bajki. Chyba dotarlo to do niej I kolejnego dnia juz inaczej podeszla do tematu.
 Tymczasem ja rozpoczalem budowe dla Adila I Omara, czyli irakijskich zleceniodawcow, a Wiola znalazla kolejnego "magika" od kalkulatora I paragrafow. Jednak o tym w kolejnym odcinku...

No comments: