Friday, 10 April 2015

Moja bitwa o Anglie cz 70

       Skompletowalem wszystkie dokumenty I osobiscie zawiozlem do biura Jaroslawa. Nie spotkalem go jednak I tym razem, nie spotkalem go tez poprzednio. Jego narzeczona poinformowala mnie, ze Jarek jest w trakcie robienia kursu brokerskiego I teraz rzadziej bywa w biurze.
 Po kilku dniach otrzymalem kolejna wiadomosc, by dostaczyc jeszcze inne dokumenty. Minelo znow kilka dni I kolejny telefon z pytaniem o nastepne dokumenty, rachunki, faktury. Nie wygladalo to ciekawie. Niestety nie udalo mi sie skontaktowac z Jaroslawem, by wyjasnic ta sprawe, a jego asystentki nie wiele wiedzialy jak zaradzic lub sensownie odpowiedziec kiedy bede mogl sie spotkac z nim.
 Uplynelo kilka tygodni. Budowa Alana nadal stoi nieruszona. Kilkakrotnie prosil mnie o oddanie kluczy, jednak odmowilem. Stwierdzilem, ze dopoki nie zaplaci mi zaleglej faktury, to nie ma o czym rozmawiac. Postraszyl mnie policja I adwokatem, za ograniczenie dostepu do jego nieruchomosci. Jednak pomachalem mu faktura I powiedzialem, ze chetnie porozmawiam z jego prawnikiem oraz bankiem, bo to bank nadal jest wlascicielem tego domu. Zamilkl na kilka dni, by odezwac sie ponownie. Tym razem chcial, bym umozliwil  wejscie na budowe "surveyorowi", ktory ma przygotowac nowe plany oraz specyfikacje.
 Surveyor to taka mieszanka architekta z nadzorem budowlanym. Opracowuje caly plan dzialania, opiekuje sie prawnie I zatwierdza wykonana prace. Oczywiscie zgodzilem sie na ta wizyte I bylem chetny na wspolprace. Pan surveyor jednak byl karmiony z kieszeni Alana, niczym golab w parku  I wykonywal jego polecenia. Przygotowal wiec nowe, inne plany budowy oraz nowa umowe na wykonanie tej pracy. Wszystko to przyslal mi poczta I okreslil, ze mam trzy dni na podpisanie kontraktu lub w przypadku odmowy,  zwrocenie kluczy bezposrednio do jego biura. Odpisalem wiec, ze obowiazuje nas poprzednia umowa, w ktorej to zostaly szczegolowo opisane warunki wspolpracy, a zmienienie jakiegokolwiek paragrafu lub calej umowy w trakcie jej trwania jest poprostu nie zgodne z prawem I nie uczciwe. Riposta byla natychmiastowa I podobnie jak Andrew Golota bylem nia zaskoczony. Ponoc Alan podpisal moja umowe pod przymusem. Oczywiscie nie moim tylko banku. Ponoc nie mial wyjscia obawiajac sie konfiskaty nieruchomosci I utraty wlozonego kapitalu. Wybral ta opcje aby tylko pokazac bankowi, ze cos tam sie dzieje. Ponoc byl w afekcie I podpisalby wszystko, co podsuneliby mu pod nos do podpisania. Surveyor przedstawil jeszcze kilka paragrafow, ktore potwierdzily jego slowa I podkreslil, ze zostal mi tylko jeden dzien na zlozenie autografu. Pytan mialem jeszcze wiele, np: Kto zaplaci zalegla facture? Co z materialami, ktore tez trzeba zaplacic? Dlaczego nikt o tym wczesniej nie wspomnial? Jednak surveyor swym zachryplym glosem dodal, ze to mam wyjasnic bezposrednio z Alanem, on przejal budowe teraz I nie moze odpowiadac za to, co wydazylo sie przedtem. Czyli zostalem wrobiony jak poprzednicy- pomyslalem.
 Mialem po dziurki w nosie firmy AAW Services. Alan, Jaroslaw oraz robotnik, ktory stracil palce, to tylko wieksze problemy, ktore ostatnio mi sie przytrafily. Dochodzi do tego dziesiatki malych spraw, takich jak telefon w srodku nocy od niezadowolonej klientki, ktorej to sie przypomnialo, ze plot ktory jej robimy, jest o trzy palce za dlugi I sasiad moze jej wytoczyc sprawe w sadzie, czy mila obsluga w hurtowni budowlanej. Wszystko to skumulowalo sie I wpadlem w nie mala depresje. Wiola tez.
 Co robic?? Co robic??? Statek tonie  na srodku oceanu I musze szybko znalezc rozwiazanie jak uratowac zaloge I rodzine.
  Tak sie zdazylo, ze zlecenia od Przemka nie ukladaly sie najlepiej. Kolejnym przykladem niech bedzie remont przychodni dentystycznej w okolicach Brighton, na poludniu Angli. Nie zamierzalem podpisywac nowej umowy z Alanem, wiec musialem szukac innego zajecia.
 Reza- dentysta byl z pochodzenia iranczykiem I razem z zona prowadzili przychodnie stomatologiczna o calkiem przyzwoitym standardzie I wyposazeniu. Nowoczesny sprzet podlaczony z inrenetem dawal mozliwosci bezposredniej konsultacji podczas skomplikowanego zabiegu. Wszystko czyste I sterylne, gabinety przestronne, a w poczekalni wygodne sofy oraz telewizor plazmowy. W recepcji mila pani wita soczystym usmiechem, a cieply glos Rezy I piekne, perskie oczy jego zony, sprawialy wrazenie, ze chce sie tam przychodzic, pomimo ze to dentysta.
 Polubilismy sie od poczatku I rozumielismy wzajemnie. Ustalilismy wszystkie szczegoly I uzgodnilismy cene. Niestety przychodnia nie mogla byc zamknieta na czas remontu I moglismy pracowac tylko w nocy. Rankiem o 8.00 wszystko musialo byc znow czyste I sterylne, gotowe na przyjecie pacjentow.
 Moja obecna brygada "od Alana" nie zgodzila sie na prace w delegacji, wiec musialem znalezc inna. Po przestudiowaniu setki ogloszen na lokalnym portalu, wybralem Adama I jego ludzi. Adam okazal sie czterdziestoletnim emerytem z pietnastoletnim stazem w ochronie samolotow pasazerskich. Po zakonczeniu sluzby, przeprowadzil sie do Londynu I wykonywal uslugi remontowe. Przyjal moja propozycje I ostro zabral sie do pracy.
 Sympatyczny Reza dokarmial I podlewal polska ekipe, myslac ze inaczej nie bedzie dzialac. I pewnie dzialalaby bez zarzutow, gdyby nie przelal I przekarmil. Jednak jak to sie zakonczylo, opowiem w nastepnym odcinku...

No comments: