Sunday, 29 March 2015

Moja bitwa o Anglie cz 68

    Nie bez przyczyny przezylismy ten sztorm. To musial byc oman nadchodzacych zmian. Ostatnio zbyt dobrze wszystko nam sie ukladalo. Nie bylismy przyzwyczajeni do takiej laski od losu. Wygladalo to podejrzanie I tylko czekalismy co sie wydazy wkrotce..
 Po powrocie na budowe do Alana, zadnych niepokojacych zmian nie zauwazylem. Chlopcy nadal pracowali bez zarzutu, lad I pozadek dookola. Jednak niespodziewanie pojawil sie Alan z pretensjami dlaczego zostawilem projekt bez nadzoru. To nie byly nawet pretensje. On mnie najwyrazniej na swiecie atakowal. Z jego punktu widzenia, podczas trwania tej pracy, nie powinienem nawet myslec o zadnym innym zleceniu. Zachowywal sie jak zazdrosny maz na dyskotece, ktory nie potrafi tanczyc I siedzi caly wieczor przy stoliku niepozwalajac zonie bawic sie, zmusza ja do tego samego. Alana zachowanie bylo komiczne, lecz zaczelo mnie przerazac. Nie chcialem skonczyc jak moi poprzednicy. Jednak kolejne dni byly tylko gorsze.
 W najblizsza sobote spodziewalem sie dostawy belek stalowych potrzebnych do przebudowy poddasza. Poprosilem Przemka o przyslanie sily roboczej w ilosci 15 osob. Potrzebowalem silnych I zdrowych chlopow, by przeniesc ta stal z ulicy do ogrodu. Jednak to zadanie, to wyzwanie dla prawdziwych twardzieli. Najwieksza belka miala 6 metrow dlugosci I wazyla ponad 300 kg. To nie zabawa dla malych chlopcow. W mojej karierze budowlanca, mialem juz wiele razy okazje przerzucac takie belki I wiem czym to grozi w razie zlekcewazenia uwag czy komend. Dlatego wiec bardzo uwaznie sprawdzilem kandydatow dzien wczesniej I udzielilem odpowiedniego instruktarzu, po czym umowilismy sie na nastepny dzien.
 Po sniadaniu, silni I pelni wigoru chlopaki melduja sie w moim biurze gotowi przenosic gory...stali. Poinformowali mnie, ze jednen z nich nie mogl dzis sie pojawic I podeslal kolege. Kolega nie wygladal na takiego, ktory to w zyciu dzwigal swoj bagaz doswiadczenia, lecz wyrazil ochote by nam pomoc. Jeszcze raz wszystkim przypomnialem o sluchaniu komend I o konsekwencjach niewykonywania ich. Nawet jedna sekunda nieuwagi moze skonczyc sie tragicznie. Tu nie ma mowy o pomylce I choc ta belka nie wybuchnie jak w przypadku sapera mina, to moze byc jedna z ostatnich pomylek w naszym zyciu.
 A wiec przymierzamy sie do pierwszej, tej najwiekszej. Aby zalozyc na nia specjalne pasy do przenoszenia oraz podlozyc drewniane kolki by ja toczyc, musimy najpierw przewrocic belke na "plecy". Wszyscy na moja komende lapia za jeden bok I obracajac ja musimy szybko wyciagnac dlonie, by uniknac zmiazdzenia. Niestety nie ma innej mozliwosci aby tego dokonac w bardziej bezpieczny sposob. No I stalo sie najgorsze. Jeden z pracownikow nie zabral wystarczajaco szybko reki I trzy palce zostaly zmiazdzone. Koncowki tych palcow wisialy  na ostatniej zylce, plaskie jak ziemniaczane czipsy. Nie mialem czasu na przerazenie czy oburzenie sie jego ignorancja. Udzielilem mu szybko pierwszej pomocy I zawiozlem do szpitala, gdzie zostal poddany fachowej opiece. W drodze powrotnej powiadamiam Przemka o zdazeniu. Teraz juz o jednego mniej dokanczamy przenoszenie I wspolnie zastanawiamy sie jak moglo dojsc do tego wypadku. Odnosimy wszyscy wrazenie, ze poszkodowany osobnik byl niespelna rozumu I przed praca na sniadanie wypil butelke taniego wina. Trunek smaczny I skutecznie tlumi bol nostalgii, lecz takze potrafi namieszac w mozgu opozniajac nasz refleks.
 Na drugi dzien odwiedzamy delikwenta w szpitalu. Przewiezli go do Camden Hospital, gdzie probowali zrekonstruowac jego zmiazdzone palce. Niestety dwoch nie udalo sie uratowac I lekarze zmuszeni byli je amputowac. Zaskoczylo mnie takze stanowisko poszkodowanego. Od momentu naszego wejscia do szpitala, od razu upominal sie ode mnie I od Przemka o odszkodowanie. Nie interesowaly go zadne procedury, jakakolwiek dokumentacja czy proba dojscia jak to sie stalo. Jego interesowaly tylko pieniadze: szybko I duzo. Nawet znalazl jakiegos adwokata-amatora w postaci prawdziwego Rumuna, kolegi z wynajmowanego pokoju. Kolega Rumun tez chyba byl po winie na sniadanie, bo sypal podobnymi banialukami. Oboje nadawali sie jako danie glowne dla plemienia ludozercow. Ich brednie byly tak slodkie, ze zapewne oslodzili by cala zgorzkniala wyspe kanibali. Postanowilismy z Przemkiem, ze zaczekamy az wyjdzie ze szpitala nasz slodki delikwent I zaproponujemy mu cos sensownego. Po tygodniu wiec skontaktowal sie z nami I umowilismy sie na spotkanie u Przemka w biurze. Niestety nasz slodziak nie zjawil sie o czasie, a ja mialem inne obowiazki I nie moglem czekac 5 godzin, bo tyle sie spoznil. Nie zdziwilo nas, ze zjawil sie po spozyciu alkoholu. I byla to napewno spora dawka, poniewaz byl dosyc agresywny I zostawil swoje wszystkie lekarstwa na przemkowym biurku. Musielismy ustalic kolejne spotkanie. Tym razem udalo sie. Spoznil sie tylko 30 minut. Zaproponowalismy mu powrot do Polski, do rodziny, by opiekowala sie nim podczas rekonwalescencji. Jednak jego rumunski kompan, szybko wybil mu ten pomysl z glowy, rzadajac pieniedzy. Cala ta rozmowa nie miala sensu...
 To byl dopiero poczatek wspinaczki na gore pod nazwa "PROBLEM".
cdn

No comments: