Saturday, 28 February 2015

Moja bitwa o Anglie cz 64

     Jaroslaw, pogromca podatkowy, byl typowym "krawaciarzem". Otoczony przez sterty segregatorow sprawial wrazenie doswiadczonego, wrazliwego na los swoich klientow, wykorzystywanych przez  krwiopijczy system.
 Wiola dopiero poznwala wszystkie zakamarki miejscowej skarbowki, do tego dochodzilo permanentne rozkojarzenie spowodowane aktywnoscia Juniora. Arti potrafil skutecznie przeszkadzac jej w pracy. Tylko sobie znanymi sposobami doprowadzal Wiole do ostatecznosci. Raz domagal sie picia, innym razem misia, to znow nauczyl sie chodzic samodzielnie I nosilo go wszedzie. Totalnie aktywny I od oddania go do domu dziecka ratowal go tylko urok osobisty, bo przeciez kazda kobieta ulegnie blondynowi o oczach w kolorze nieba.
 Pewnego dnia doszlismy do wniosku, ze poprosimy o pomoc moja matke. Zaproponowalismy jej wspolne mieszkanie I zapytalismy o pomoc przy obsludze Juniora. Dostala swoj pokoj, odswierzony I umeblowany oraz co tydzien wyplate za wykonana usluge. Tak, nalezala do tych babc, co biora pieniadze za wychowywanie wnuczat. Ale nie mielismy z tym problemu I dorzucilismy jej jeszcze wyzywienie w pakiecie. Obie strony byly zadowolone I Wiola wreszcie moze w 100% poswiecic sie pracy, gdy babcia z wozkiem nabija kilometry po Londynie.
 Gdy wyszkolony pan Jaroslaw naliczal nasze podatki, nasz nowy wspolpracownik Przemek, preznie szukal dla nas zlecen. Od teraz polegam tylko na nim oraz na sobie. Od kiedy Kazik wrocil do Polski, stracilem nie tyle przyjaciela, co mentora I doradce. Teraz przyszla pora na wystepy solowe przy akompaniamencie Wioli.
 Jednym ze zlecen od Przemka, byla dosyc spora budowa na Ealing Common. Operator kamery z BBC, niejaki Alan, wynajal AAW Services do przerobienia domu na cztery osobne mieszkania, ktory to wlasnie zakupil celem inwestycji. Zlecenie duze I trudne. Dom bardzo zaniedbany I zniszczony. Opracowalem wiec cene I uroczyscie w pubie przy kolacji oboje podpisujemy kontrakt.
 Alan z wygladu przypominal mlodszego brata Einstaina. Z zachowania mysle, ze tez. Zachowywal sie jakby porazil go prad wysokiego napiecia podczas kolejnego doswiadczenia. Jezdzil malutkim Peugeotem 106 i robil zdjecia wszystkim I wszystkiemu. Zauroczony potega deweloperow I landlordow, postanowil sam zasmakowac tego chleba. Niestety, oprocz dobrych checi I einstanowskiej fryzury, nie posiadal nic, co by mu pomoglo w tym biznesie. Niby mial pomysl, zarys jakby to mialo wygladac, niby mial plany, lecz to wszystko bylo nie pewne I z tygodnia na tydzien sie zmienialo.
 Rozpoczelismy ten projekt  od demolition party, czyli tzw. posprzatania po poprzednich budowlancach. Musielismy rozebrac czesc konstrukcji, posprzatac I zabezpieczc kilka miejsc, by mozna bylo pracowac bezpiecznie.
 Alan od pierwszej naszej przepracowanej godziny, probowal ingerowac w nasz system pracy I musialem tlumaczyc mu, ze pracownicy potrzebuja przerwe na lunch, lub od czasu do czasu maly brejk na kawe lub papierosa. Podczas takich przerw dyskutuje sie I obmawia plan dzialania. Ale co to fotograf moze wiedziec na temat konstrukcji dachu czy uzbrojenia betonu?  Grzecznie porosilem, by nam zaufal I najlepiej niech przyjezdza na kontrole w kazdy piatek. Wtedy bedzie mial pelen obraz tego co zrobilismy przez caly tydzien.
 Alan byl nieco spanikowany I zestresowany. Ponoc nasi poprzednicy konkretnie zniechecili bank, z ktorego  dostal kredyt na ten dom. Duzo nie brakowalo, a bank przejalby ta nieruchomosc bez zwrotu zainwestowanego kapitalu. Nie wiem ile juz tam mlody Einstain wplacil pieniedzy, ale spocil sie podczas opowiadania, niczym podczas plodzenia teorii wzglednosci. Wlasciwie, dzis smialo moge stwierdzic, ze ta teorie mozna wykozystac wzgledem naszej umowy, ale o tym w dalszej czesci...
cdn

1 comment:

Beata said...

Artur nie dość, że pracowity z ciebie facet, to jeszcze pisarzem jesteś. Prawdziwy, czynny artysta :) Twoja kobita szczęśliwa z tobą jest. pozdrawiam serdecznie