Saturday, 21 February 2015

Moja bitwa o Anglie cz 63

    Jeszcze na starym mieszkaniu, odwiedza nas moja mama, z ktora wlasnie sie pogodzilem. Bardzo sie cieszy z poznania Wioli, Steli oraz wnuczka. Wyjasniamy sobie wszystko, spedzamy rodzinny tydzien pokazujac jej piekno Londynu. Rozstajemy sie usmiechnieci z nadzieja na kolejne spotkanie.
 Chwile pozniej odwiedzaja nas rodzice Wioli. Wygladaja na zniesmaczonych I rozczarowanych tym co tu zobaczyli. Odnosimy wrazenie, ze spodziewali sie, iz mieszkamy w penthausie nad Tamiza lub w wielkim domu z ogrodem gdzies na Richmond. Niestety trafili do malego mieszkania poczatkujacych emigrantow z ciagnacym sie ogonem pt. DLUG.
 Udaje nam sie wynajac piekny I skromny domek w dzielnicy Northolt. 3 sypialnie, 2 lazienki, salon, jadalnia z kuchnia I calkiem przyzwoity ogrodek. Do tego bezplatne miejsce parkingowe I nieograniczona cisza. Wreszcie spokoj. Jest to zamkniete osiedle, bez ulicy przelotowej, na uboczu. Krotkim spacerem mozemy dojsc do wielu sklepow I duzego parku, gdzie po kanale plywaja barki. Wysmienite miejsce na przechadzke z dziecmi.
 Wioli rodzice pomagaja nam w przeprowadzce. Niestety Arti rozchorowal sie. Ma wysoka temperature, duzo placze, jest niespokojny I marudny. Wiola denerwuje sie, nie moze sie skupic przy pracy. Udziela sie to jej rodzicom. Sa oburzeni zachowaniem Juniora I daja nam to zrozumiec. Nasz maly truten jest chory I dopiero skonczyl rok, wiec ma prawo byc kaprysny. Skoro dorosli nie potrafia tego zrozumiec, to problem jest z doroslymi.
 Pewnego dnia, gdy juz nasi rodzice wrocili do Polski, jadac moim ukochanym, odrestaurowanym fordem Mondeo przez dzielnice Chiswick, na srodku skrzyzowania taksowka Mini Cab, z calym impetem wjezdza w moj tyl. Udezenie jest powazne. Na szczescie nikt w  tym nie ucierpial. Oprocz mojego fordzika. Stojac w korku, calkowicie poprawnie, pan taksowkarz, rasowy Afganczyk, prawdopodobnie zagadany przez telefon, miazdzy moje auto. Tlumaczy sie mocno I przeprasza. Prosi by nie wywac policji. Tlumaczy, ze ma pasazera I boi sie utraty pracy. Daje mi swoje dane I obiecuje wszystko uregulowac. W zaprzyjaznionym garazu, mechanik prowizorycznie przklepal tyl mojego auta. Nie moglem go wyremontowac ani zostawic w warsztacie do momentu wyjasnienia sprawy z ubezpieczycielem. Potrzebowalem transportu kazdego dnia od rana do nocy.
 Mija kilka miesiecy, a firma ubezpieczeniowa, ktora mnie reprezentowala nadal milczy. Nawet nie skontaktowali sie ze mna po zgloszeniu kolizji. W koncu trace cierpliwosc  I zrywam z nimi umowe. Wynajmuje prywatne biuro do odzyskiwania odszkodowan I ostro biora sie do roboty. Juz po kilku dniach dzwonia do mnie z wiadomoscia, iz pan rasowy Afganczyk, czyli kierowca taksowki, zglosil u swojego ubezpieczyciela, ze to ja spowodowalem ta stluczke cofajac na skrzyzowaniu. Przedstawil nawet jakiegos swiadka- kolege po fachu. Sadzac po nazwisku- ziomka. Zskoczyl mnie ten obrot sprawy. Koles zwalil cala wine na mnie I do tego podstawil falszywego swiadka. To smierdzialo kryminalem. Powiedzialem krotko do mojego adwokata: jesli on tego natychmiast nie odwola, to skladam powiadomienie do prokuratury. Jednak ten pastuch wielbladow nie odpuszczal I szedl w zaparte proponujac podzial winy 50/50. Malo nie zwariowalem gdy dowiedzialem sie o tej propozycji. Odpowiedz byla krotka: zawiadomic odpowiednie sluzby! Jednak moj adwokat dal mu trzecia szanse I pan Beduin odwolal wszystko co mu sie przysnilo. Wkrotce pojawil sie likwidator szkod I w oswiadczeniu uznal auto za nieekonomiczne do naprawy, przy czym nie wymagal bym je zezlomowal. Dostaje tez wezwanie na komisje lekarska oraz pobieram serie sesji fizjoterapeutycznych. Wszystkie koszta pokrywa taksowkarz. Forda udaje mi sie szybko sprzedac I za uzyskany zwrot kosztow kupujemy Vouxhala Frontere, duze terenowe auto. Dodam tylko ze marka Vouxhall znana jest na calym swiecie jako Opel. Tylko tu w UK inaczej sie nazywa.
 Po otrzymanych kolejnych propozycjach od angielskiego zleceniodawcy, przestaje z nim wspopracowac. Niestety jego ceny byly nie do zaakceptowania. Nawiazuje nowe kontakty zawodowe. Jednym z nich jest Przemek. Mlody wilk, manager w firmie polonijnej. Przemek zajmowal sie rekrutacja polskiej sily roboczej, mial wiele znajomosci posrod lokalnych firm oraz osob prywatnych. Wypijamy wspolnie kilka piw I nawiazujemy znajomosc. Wkrotce dolacza do niego narzeczona I razem cala czworka czesto sie spotykamy rowniez pywatnie.
 Do Przeka zglaszaja sie Anglicy, I nie tylko, rzadni wyremontowania swojego gniazdka. Niestety zlecenia sa porozrzucane po calej Anglii I znow duzo czasu spedzam poza domem jezdzac na wyceny.
 W naszym nowym domu odswierzylem sciany I kazdy dostal swoj pokoj. Wreszcie mielismy swoja sypialnie, duza z king size lozkiem, przestronny salon, w ktorym urzadzilismy tez w kacie biuro AAW Services.
 Nasza firma powoli rozwijala sie. Zlecenia naplywaly regularnie I mielismy ciaglosc pracy. Moze nie zawsze zatrudnialem 20 osob, lecz zawsze bylo cos do zrobienia. Raz przerabialem fabryke z 20 murarzami,innym razem malowalem plot we dwoch.
 Stela pokochala brata na dobre. Teraz juz nie mogla doczekac sie powrotu ze szkoly by z nim spedzac czas. Oraz z nowa przyjaciolka. Ale o tym juz w kolejnym odcinku. Zapraszam...

1 comment:

Anonymous said...

Witam! Dawno tu nie byłam ,
a szkoda.... Nie można wszystkiego mieć od razu. Po nitce do kłębka... Z małego mieszkania do własnego domu i jest , czym cieszyć się. Dziecko ma prawo płakać i na pewno nie płacze bez powodu, coś mu jest, więc płacze, trzeba znaleźć przyczynę płaczu, utulić, zrozumieć i zachować spokój, bo niepokój źle wpływa na każde dziecko - zdrowe czy chore. Okazując zniecierpliwienie pogarsza się sytuację. życzę Maluszkowi zdrowia! Trzeba być ostrożnym i nie ufać zbytnio ludziom, pozory mylą... Dobrze , że tak się pozytywnie skończyło. Sprawdza się przysłowie- " nie ma złego, co by na dobre nie wyszło..." . Pozdrawiam - Krystyna