Friday, 23 January 2015

Moja bitwa o Anglie cz 59

    Z dwumiesiecznym opoznieniem konczymy Davidowy loft. To byla ostra szkola zycia. Doplacilem do tego zlecenia z wlasnej kieszeni £4.700 przez czyjes zaniedbania I arogancje. Przepracowalem tam setki godzin I jeszcze na koniec uszkodzili mi samochod. Stresu nie da sie przeliczyc.

 Kontrakt na przerabianie fabryki trwal nadal. Nawet Waldek sie przypomnial I zapytal o prace. Pogodzilismy sie I juz za kilka dni byl ponownie w Londynie. Dostal kask, kamizelke odblaskowa I mianowalem go kierownikiem betoniarki.
 Spotkany jeszcze wczesniej Derek, angielski manager, ktory wspolpracowal z Leszkiem, moim ostatnim pracodawca, tez dal znac o swoim istnieniu. Na poczatek dal mi dwie prace. Warunek byl jednak stanowczy- Musze zarejestrowac formalna firme I wykupic ubezpieczenie odpowiedzialnosci cywilnej, prowadzic uwaznie cala dokumentacje I ksiegowosc. Pomimo tego, ze nasze kieszenie byly permanentnie puste, ruch na koncie bankowym byl spory I musielismy zarejestrowac sie jako platnik VAT. Tak powstala firma AAW Services.
 Derek wielkich pieniedzy nie oferowal, lecz pracy mial bardzo duzo I w dluzszej perspektywie mozna bylo cos zarobic.
 Tak wiec pracowalem teraz na dwa fronty: konczac przebudowe fabryki oraz hurtowo remontujac domy dla Derka. Jego firma przysylala mi emaila z lista adresow. Byly to cale ulice w jednej z londynskich dzielnic. Np. 50 domow na Camden Town, malowanie I drobne naprawy, obok podane ceny za zlecenie. Wystarczylo tylko odpowiedziec  "yes" lub "no" I odeslac. Zatrudnilem kolejne trzy osoby, ktore obslugiwaly tylko zlecenia od Derka.
 Na pierwszym froncie w fabryce, praca przebiegala ogolnie dobrze, bez wiekszych niespodzianek. Wyzwaniem dla mnie byla konfrontacja z dwoma murarzami. Z kazdym z osobna. Najpierw jeden spoznil sie do pracy, wlasciwie pojawil sie w "cywilnym" ubraniu I nie mial zamiaru pracowac. Stanal na przeciwko mnie, twarza w twarz, caly czerwony, trzasl sie I jakal. Balem sie go. wygladal dziwnie I agresywnie. Trzymal rece w kieszeni I syczal mi w twarz, ze to jest jeden wielki przekret. Cofnalem sie dwa kroki. Czulem, ze przygotowal jeszcze inne niespodzianki. Na szczescie zauwazyl to wszystko David I podszedl do nas. Kolega murarz zwatpil I zbiegl po schodach. Nigdy wiecej juz go nie zobaczylem. Nie wiem co nim pokierowalo? Nie mial absolutnie zadnego powodu.
 Kolejnym takim dziwnym przypadkiem, bylo zachowanie nastepnego mistrza kielni. Rano, zanim zaczelismy prace, wszyscy zbieralismy sie w kantynie I przy porannej kawie omawialismy plan dzialania. Czesto sie smialismy, zartowalismy. Po czym wszyscy w dobrych nastrojach szli do pracy. Pewnego dnia jeden z nich, K. zostal na krzesle I stwierdzil, ze nigdzie nie idzie, ze mam mu wyplacic wszystkie pieniadze. Natychmiast! Zapanowala konsternacja. K. mial jakis problem, to bylo widac golym okiem. Usiedlismy w ustronnym miejscu I probowalem dotrzec do niego, porozmawiac. Niestety nie dal mi tej szansy. Byl bardzo agresywny I zamkniety w sobie. Schowal sie w swojej skorupie I nie dopuszczal do siebie zadnych innych wiadomosci. Rozstalismy sie wiec w ponurych nastrojach z niewyjasniona sprawa.
 Firma AAW Services rozpoczela dosyc ostro, bo az na dwoch frontach. Niestety, a moze I stety, w pojedynke, bez udzialu Mariusza, za to z nieformalnym udzialem Davida przy kolejnych zleceniach.
 Pierwsze dwa zlecenia od Derka byly skromne I nie wielkie. Odnowienie elewacji w dwoch domach. Uwinelismy sie z tym szybko I rozpoczelismy kolejne domy w okolicy. Jednak po dwoch tygodniach wspolpracy, zauwazylem, ze zapewnienia Derka I obietnice finansowe mozna wsadzic na polke razem z opowiadaniami o Harrym Potterze. procedura finansowa w firmie, ktora reprezentowal, byla bardzo konkretna I scisle przestrzegana, a jego zapowiedzi, ze w momencie zakonczenia projektu dostaje przelew do banku, to bujda na resorach. Obowiazywala tam zasada, iz pieniadze naliczane sa na koniec miesiaca, a wyplata nastepuje do 28 dni roboczych. Czyli praktycznie konczac zlecenie w pierwszym tygodniu miesiaca, musze odczekac prawie dwa miesiace aby te pieniadze znalazly sie na moim koncie. Gdybym o tym wiedzial przed rozpoczeciem tej pracy, to wszystko wygladaloby inaczej. Obiecalem chlopakom, ze dostana tygodniowki, musialem tez kupowac materialy za wlasne pieniadze. Wpadlismy w kolejny dolek finansowy. Aby nadal to kontynuowac, musielismy zaciagnac pozyczke w banku. Obawialem sie ponownej utraty szyb.
 Nasi nowi znajomi, zapowiadali sie na bardziej sensownych niz ich poprzednicy, z ktorymi to dalismy sobie spokoj, gdy Lucyna prawie wyznala milosc Wioli. To wszystko co sie dzialo wokol niej, to byl jeden wielki chaos, zgielk I plastik. A na deser solarium. Nie trawilem tej kobiety I jej uniesien emocjonalnych.
 Z Marcinami bylo inaczej. Byli powazni, opanowani, z klasa. Nie byli nachalni oraz glupio-madrzy, jak to nazywam niektore osobniki, co to lubia kazdego pouczac.  Marciny mieli w sobie spokoj, mozna bylo z nimi zrelaksowac sie, ale nie nudzic. Mieli inteligentny zart, mieli gust w urzadzeniu mieszkania, no I te perspektywy zawodowe Marcina! W tym swoim czarnym uniformie z bialymi rekawiczkami, wygladal niczym aktor pantomimy.
 Jednak o jego sztuce I kolejnych przygodach juz w kolejnym odcinku.
Zapraszam

Sunday, 18 January 2015

Moja bitwa o Anglie cz58

     Wiola bardzo przezywala oba te zlecenia. Loft- poniewaz tam nie bylo dnia, nie bylo rzeczy, ktora by nie byla do poprawienia po Sebastianie  I jego wspopracownikach. Fabryka- poniewaz juz tam zatrudnialem 20 osob I nie kazdy z nich blyszczal, ze tak powiem intelektualnie. Nie, nie rozliczalem ich z przeczytanych ksiazek, jednak dwoje z nich zachowywalo sie bardzo dziwnie. Niczym z innej planety.
 Wioli juz nie pomagaly gofry na uspokojenie, nie pomagala tez oryginalna, wloska pizza, a kolejne dni byly tylko gorsze. Owszem, zarabialismy spore pieniadze na przerobieniu tej fabryki, jednak wszystkie wydawalismy na poprawki loftu u Davida. Tylko na korekte instalacji wodnej I elektrycznej oraz schodow, wydalismy ponad £4000. Budzet na ten loft juz dawno sie skonczyl , a my nadal w lesie. Musialem dodatkowo zatrudnic fachowca, ktory to wszystko pouklada w calosc, oraz dwoch sprytnych stolarzy, by szybko dokonczyc I postawic scianki dzialowe. Sam oczywiscie tez tam pracowalem, jednak nie mialem zamiaru ani kwalifikacji, by brac sie za te powazniejsze sprawy.
 Jak wspomnialem poprzednio, w sobote otrzymalem dziwny telefon. Prawdopodobnie od Macka, z niezbyt milym pozdrowieniem noworocznym. Zaskoczylo mnie to bardzo. Powierzone zadanie, klasycznie spieprzyli narazajac mnie na duze, dodatkowe koszty, to jeszcze wyplacilem im wieksza niz powinienem zaliczke. Bylo to bardzo dziwne I podejrzane.
 W nocy Stela dostala temperatury I rozchorowala sie mocno. Bylo z nia tak zle, ze postanowilismy pojechac na pogotowie, aby lekarz ja zbadal. Nie bylo to jednak takie proste jakby sie wydawalo. Moj samochod, moj bialy, ukochany Ford Mondeo, przypominal zdeptana puszke po coca-coli. Ktos w nocy trenowal rzuty ceglowka oraz badal oddzialywanie kija bejsbolowego na lakier samochodowy. Jakos mnie ta scena nie zaskoczyla. Wlasciwie czekalem tylko na to. Od samego poczatku, zatrudniajac Sebastiana mialem takie przeczucia. Tylko dlaczego to zrobil??? Moj ukochany, dlugo wyczekiwany samochod, na ktory harowalem po godzinach, ktory sluzyl mi w pracy oraz w domu, ktory mial teraz zawiezc Stele do lekarza, byl totalnie zdewastowany. Zniszczona karoseria, wybite wszystkie szyby, urwane lusterka, zbite reflektory, porysowany lakier. Najpierw zamowilem taksowke I zawiezlismy chora Stele do przegladu. Po powrocie udalem sie na posterunek policji I pokazalem zdjecia . Wiedzielismy kto to zrobil, jednak nie mielismy zadnych dowodow. Nie bylo na naszej ulicy kamer CCTV, nie bylo swiadkow. Sprawa umarla smiercia naturalna. Jedak nie dla mnie. Na wlasna reke przeprowadzilem sledztwo. Okazalo sie , ze doslownie za rogiem, wynajela mieszkanie nasza wspolna kolezanka. Razem z Wiola, oraz zona Seby pracowaly w szkole. Ubieglej nocy "parapetowke". My tez bylismy zaproszeni, jednak Wioli stan odmienno-zdenerwowany oraz sytuacja z budowa nie byly zbyt dobrym momentum na swietowanie. Jednak na tej imprezie, bogato zakrapianej, pojawil sie nasz bohater. W nocy, gdy towarzystwo mialo juz ostro w czubie, wyszedl na 10 minut na papierosa. Tam juz czekali na niego wspolnicy- Tomek I Maciek. Pokrzywdzeni przez polskiego prywaciarza, zrozpaczeni, zdruzgotani, bez wizji na przyszlosc, bez szans na lepsze jutro, zniszczyli mu auto. Dali mu nauczke. Ale to tylko moje prywatne domniemania, na pdstawie rozmow ze wspolnymi znajomymi. Lecz jak mawial polski James Bond, pogromca cinkciarzy I lowca utalentowanych dziwek, porucznik Borewicz: "Morderca zawsze wraca na miejsce przestepstwa". Czekalem wiec na sygnal. Nie musialem dlugo. Juz nastepnego dnia, w poniedzialek zadzwonil Sebastian, pytajac co u mnie I czy moze odebrac swoje narzedzia. Rozmawialem z nim tak, jakby nigdy nic sie nie wydazylo. Pytalem o jego zdrowie, samopoczucie, czy pracuje. Umowilismy sie jeszcze tego samego dnia. Nie pojawil sie do dzis. Nadal mam Twoje narzedzia. Nie wszystkie, jednak sa, jakbys chcial je odebrac. Mialem jeszcze kilka gluchych telefonow.
 Wiola coraz bardziej psychycznie to znosila. Zblizal sie termin porodu. Martwilem sie o nia. Juz raz przeciez stracilismy dziecko...
cdn

Saturday, 10 January 2015

Moja bitwa o Anglie cz57

 Powoli mialem dosc tego projektu. Probowalem jeszcze tylko przed samym wyjazdem zalatwic od Mariusza duza drabine. Jednak jego telefon milczal. Dowiedzialem sie, ze swieta postanowil spedzic na Dominikanie. Zapomnial tylko mnie uprzedzic o tym. Jak na zlosc, przed samym wyjazdem na lotnisko mialem stluczke. Pani cofajac, nie zwrocila uwagi w lusterko I zdemolowala moj przedni zderzak.
 Nasz pobyt w Polsce tez nie zaliczam do udanych. Wiola tradycyjnie jak przystalo na krolowa, domagala sie gofrow z ulubionej smazalni, ja natomiast nie moglem spac myslac namietnie co poplynie w Davidowych rurach. Doszla do tego sroga, polska zima oraz opoznienia w komunikacji oraz na lotnisku. Sporym zaskoczeniem byly dla nas ceny biletow lotniczych. Po kalkulacji wyszlo nam, ze taniej I bez duzej straty czasu, polecimy skandynawskimi liniami SAS z przesiadka w Kopenhadze. Koszt podrozy LOT-em byl prawie trzy razy drozszy I musielibysmy czekac w Warszawie kilka godzin na lot do Gdanska.
 Po powrocie do Londynu dostaje wiadomosc, ze Sebastian wyladowal w szpitalu. Ponoc chory na cukrzyce. Jego wspolpracownicy tez odezwali sie duzo pozniej niz ustalilismy. Przyslali mi tylko dziwnego smsa z pytaniem, czy mam dla nich prace. Jakby swiadomi popelnionych bledow. Oczywiscie, odpisalem. Oczywiscie, ze tak. Jest jeszcze loft nie skonczony I chetnie zobacze ich tam z powrotem. Do tego David dal mi kolejna duza prace, ale o tym za chwile. Umowilismy sie wiec z chlopakami na srode.
 Bezskutecznie probowalem skomunikowac sie z Mariuszem. Nie wiem czy wrocil? Nie odbieral telefonow, nie odpisywal na smsy. Pani inzynierowa tez przedluzyla pobyt w ojczyznie. Ponownie zostalem sam z problemami.
 Zanim przystapilem do tej spolki z Mariuszem, opowiedzialem mu swoja historie z Polski z nieudanym biznesem oraz wspolnikiem, ktory mial dobre checi. Do pytania o zysk. Niestety nie bylo go wtedy, gdy pojawily sie problemy, gdy potrzebowalem pomocy I doradzenia. Bardzo to wtedy przezylem I obiecalem sobie: Nigdy wiecej spolek! Jednak Mariusz wydawal sie inny. Sprawial wrazenie odpowiedzialnego I rozsadnego partnera. Poza tym laczyly nas te same uniesienia muzyczne.
 W tym przypadku, to Mariusz zabiegal o moje wzgledy, znajac moje umiejetnosci. Udalo mu sie mnie zaczarowac swoimi przekonaniami. Obiecal, ze nigdy nie dopusci do podobnej sytuacji, ze jestesmy na dobre I na zle. Stuknelismy sie wtedy szklankami wypelnionymi Guinessem I uscisnelismy sobie rece. Jak widac, nie wiele to dla niego znaczylo I szybko zniknal na tropikalnej wyspie, zapominajac o krzywych schodach, strajkujacych stolarzach I szalejacych po Londynie huraganach.
 Wiedzialem, ze teraz wszystko jest juz zalezne ode mnie. Jedyna osoba n ktora moge jest moja Wiola. Postawilem sobie za punkt honoru dokonczenie tej budowy. Niezaleznie od kosztow. Przeciez przyjaznilem sie z Davidem. Nie mogelm go ot tak zostawic. Jak Mariusz.
 Na moje szczescie, David zalatwil nam kolejny duzy kontrakt. Trwalo to kilka miesiecy I na szczescie ruszylo teraz. Calkiem w odpowiednim momencie. Byl to kontrakt na przebudowe starej fabryki odziezowej na biurowiec. Wielki gmach o pieciu kondygnacjach. Kazda ponad 1200mkw. Do nas nalezalo wszystko w temacie "murowanie" oraz "dach". Mielismy przerobic kilkadziesiat otworow okiennych, zlikwidowac wszystkie drzwi I futryny zostawiajac otwarte pomieszczenia z powiekszonymi wejsciami. Wszystko z "arch effect" czyli luki. Do tego dochodzilo przebudowanie szybu windowego oraz wstawienie stalowych pretow w kazdej popekanej scianie. Na dach mielismy polozyc nowa pape- 1200 mkw. Zlecenie bardzo duze, ale nie tak trudne jak Davidowy loft. Uruchomilem ponownie "goraca linie" telefoniczna, zatudnilem 15 murarzy I 3 pomocnikow. Praca szla idealnie, bez najmniejszych problemow I duza czesc zarobionych tu pieniedzy moglem przeznaczyc na dokonczenie loftu.
 Minela umowiona sroda, a chlopcy nie pojawili sie w umowionym miejscu, by dokonczyc swoje dzielo. Minal czwartek I piatek. Nadal cisza. Dopiero w sobote rano dostalem dziwny telefon. Ktos mnie sympatycznie przywital: "Ty parowo jebana!" I odlozyl sluchawke. Po glosie poznalem, ze to Maciek, ktory mial pojawic sie wsrode na lofcie. Jakie mial powody, by tak sie zachowac? Nie rozmawialem jeszcze z nikim na temat tych bledow. Wszystko trzymalem w calkowitej tajemnicy, by wlasnie uniknac takiej sytuacji. Tylko ja I Wiola wiedzielismy co sie dzieje.Nawet David nic nie wiedzial. Niczego przeciez im nie obiecywalem, nie zwodzilem. Szczerze I uczciwie powiedzialem, gdy pytali, ze trzeba dokonczyc loft.
 Jednak pomyslowosc, spryt I odwaga Polakow na emigracji przekracza wszelkie granice. Dopiero tu czujemy sie silni, jak zerwany Rottweiler ze smyczy. Jednak o tym co wydazylo sie pozniej, przecztacie w koljnym odcinku. Zapraszam.
cdn

Saturday, 3 January 2015

Moja bitwa o Anglie cz 56

 Chodzac do tej szkoly jezykowej poznalem Anie, zdolna I sympatyczna pania inzynier, ktora to wrecz uwielbiala snuc sie po buowach w gumofilcach I kufajce. Wlasciwie, to spadla mi z nieba. Ja sam nie mialem az tak duzego doswiadczenia, a plany na przebudowe dawidowego loftu nie byly dokladne I wymagaly aktualizacji. Ania idealnie sie nadawala do tego. Nie tylko z wielka pasja chodzila po tym poddaszu odgarniajac pajeczyny I fachowo nazywajac kazdy element konstrukcji, to jeszcze potrafila obliczyc w pamieci grubosc belki stalowej, ktora nam bedzie potrzebna. Zlota dziewczyna! Odwiozlem ja do domu I zostawilem na noc lekture w postaci planow.
 W miedzy czasie spotykalem sie z Sebastianem I Mariuszem by dograc ostatnie szczegoly. Lukasz (wspolnik Mariusza) nie wtracal sie do naszego uklau I mial tylko uslugiwac nam w razie potrzeby z transportem.
 Calym tym przedsiewzieciem najbardziej podekscytowany byl David oraz jego partnerka Alex. Alex byla duzo mlodsza od Davida Wloszka, ktora studiowala sztuke w London College of Art. Na nowym, przerobionym poddaszu miala miec swoje studio I sypialnie. Alexandra malowala rozne obrazki, ukladala mozaiki ceramiczne oraz rzezbila w drzewie.
 Jak juz wczesniej wspomnialem, Sebastian byl typowym przedstawicielem dresiarsko- bejsbolowej  braci, kochal napoje energetyczne I wcale bym sie nie zdziwil, gdybym go spotkal na poczatku mej kariery w Slough, jako czlonka tej mafii. Jednak jego owczesna zona, przekonywala nas, ze jest inaczej. Nawet udalo mu sie przyzadzic dosyc smaczna kolacje, ktora to nas podjeli. Staralem sie uwierzyc mu. Dostal kredyt zaufania. Po zorganizowaniu jeszcze dwoch kolegow do pomocy dla Sebastiana, zakasalismy rekawy I przystapilismy do dziela.
 Ruszylismy ostro I przebojowo. Ania przygotowala nowe rysunki I doradzala nam odpowiadajac na kazde pytanie. Ja natomiast gralem "pierwsze skrzypce" jako kierownik budowy. Rozebralismy prawie caly dach, postawilismy nowa sciane I czekalismy na dostawe belek stalowych. Sadzac po ilosci wyprodukowanych smieci, wszystko powinno isc zgodnie z planem.
 Pierwsze problemy pokazaly sie po dostarczeniu stali. Huta zrobila je wedlog planow od Davida, gdzie zostal popelniony maly blad. Architekt zle obliczyl rozpietosc kata ustawienia kolumn. Pomylil sie tylko o 0.8%. Niby nie wiele, lecz konstrukcja juz nie zgadzala sie I musielismy przeciac ja I spowrotem zespawac. Cztery duze kolumny stalowe. Kosztowalo nas to kilka dodatkowych dni pracy, za ktore to ja musialem zaplacic. Sprawa kolejna, to sruby do skrecania tej konstrukcji stalowej. Ania od razu miala zastrzezenia do nich. Faktycznie, okazaly sie zbyt slabe I inspektor nadzorujacy nasz projekt odrzucil je. Obserwujacy z boku pomysla: Londyn, sruby, dziesiatki sklepow budowlanych. Jaki problem? A problem byl taki, ze mozna je kupic tylko na zamowienie. Dostawa do siedmiu dni roboczych. Czyli kolejna pauza. Oczywiscie mozemy robic w tym czasie cos innego, jednak to oczekiwanie napewno opozni nasz plan.
 Gdy juz dostarczyli nam te sruby I ponownie ruszylismy "z kopyta", to pojawil sie kolejny problem. Tym razem natury ludzkiej. Seba, niczym przedstawiciel zwiazkow zawodowych, wystapil z szeregu I zazadal dodatkowych pieniedzy za te opoznienia. Z jednej strony mial racje I rozumialem ich stanowisko. Z drugiej strony- cena ustalona, wracamy do pracy. Jednak po naradzie z Mariuszem udaje sie na rozmowe z Davidem. David niestety okazal sie irlandczykiem w szkocka krate I oprocz drwa do kominka nic nie dorzucil. Byl tak chytry, ze nawet torebke z herbaty parzyl na dwa kubki. Oczywiscie nie bylem pocieszony takim obrotem sprawy. Zdecydowalismy z Mariuszem, ze dolozymy chlopcom po kilka stowek z wlasnej kieszeni. Przyjeli nasza propozycje, a ja wpadlem na pomysl, by na koniec tego projektu negocjowac wszystkie dodatkowe prace z Davidem.
 Powoli to wszystko nabieralo ksztaltu. Wielkimi krokami zblizala sie zima I swieta. Bylo okropnie zimno. Jak na zlosc mielismy przygode z huraganem I kilkoma oberwaniami chmury, a wszystko to, gdy dach wciaz byl otwarty. Na szczescie przetrwalismy te sztormy I do swiat udalo sie go zamknac. Zrobilismy instalacje hydrauliczna I elektryczna, a nawet zamontowalismy schody. Tak, to mozemy leciec do Polski na swieta! Chlopaki polecieli kilka dni wczesniej, a ja zaczekalem jeszcze na kolejna wizyte inspektora. I choc nie mial juz zastrzezen do konstrukcji stalowej czy do dachu, to zaintrygowaly go nasze schody. Seba I spolka spieprzyli je tak fachowo, a jeszcze lepiej to ukryli przede mna, ze tylko wytrawny inzynier mogl to wychwycic. Moze gdyby Ania byla podczas tego montazu, to uniknelibysmy tego bledu? Lecz ona duzo wczesniej poleciala swietowac z rodzina. Inspektor tak sie "zagotowal", ze nakazal rozebrac je I zlozyc ponownie. Az dostalem dreszczy. Zapytalem sam siebie: Co moze pojawic sie, gdy puscimy wode w rury czy prad w kable? Mam tylko nadzieje, ze nie dojdzie do tego, ze probujac odkrecic kurek z woda, zapale swiatlo na tarasie. Oczywiscie nic nie powiedzialem chlopakom o tym co uslyszalem od inspektora. Mogli by nie wrocic do pracy zostawiajac mnie z tymi bledami. Przed wyjazdem wyplacilem im dosyc spora czesc pieniedzy. Moze nie powinienem? Jednak postawili sie ponownie...
cdn