Thursday, 31 December 2015

!!! Happy New Year !!!

Pomyslnosci i duzo zdrowia w Nowym Roku! Czytajcie wiersze, kochajcie zwierzeta i sluchajcie muzyki.




Thursday, 24 December 2015

Wesolych Swiat!!!!





Wesolych Swiat!!!
Mam nadzieje ze jestescie zadowoleni z prezentow i nie mordowaliscie karpia?

Thursday, 19 November 2015

RADIO MA W RYJA

myslisz moze ze wiecej cos znaczysz
bo masz radio, mikrofon i rockendrollowy sznyt
twoje miejsce na ziemi tlumaczy
wydane piec ksiazek i kilka plyt
sa tacy to nie zart
dla ktorych jestes wart
mniej niz zero

zawodowy pisarzu
ugrzeczniony dziennikarzu
krytyku muzyki  dla mas
choc bys nie chcial i tak znajde sposob
by twa biblia ogrzac moj dom
choc to niektorym wbrew
to ciagle cofasz sie
a dla mnie jestes wart
mniej niz zero

myslisz moze ze wiecej cos znaczysz
bo masz tytul, uklady i chec
twoje miejsce w sieci tlumaczy
znajomy muzyk co poslem sie stal
choc to i tobie wbrew
bezduszny licznik wskazal dzis
sluchaczy mniej niz zero
pic by madeinja

Sunday, 18 October 2015

Liebster award

 Yhyy, yhyy zostalem nominowany do Liebster award. Jest to forma promocji innych blogow. Forma nieskomplikowana, prosta i zabawna. Trzeba odpowiedziec  na 11 pytan oraz nominowac 11 blogerow, jednak nie mozna nominowac osoby, ktora nas do tego zaprosila.

No to jedziem:
1. Gdybym musial zaczac pisac innego bloga, to o jakiej tematyce? (trzeba wybrac choc jeden zakres tematyczny).

Mysle, ze bylby to blog na temat wplywu kumysu na rozwoj emocjonalny oraz porost wlosow pod pacha u mlodych chlopcow w Mongolii wschodniej lub poniekad ewolucja pieroga ruskiego po upadku komunizmu w krajach Europy srodkowo- wschodniej.

2. Historia z dziecinstwa, ktorej do tej pory sie wstydzisz/ ktora do tej pory cie smieszy.

O maj god, jest wiele takich historii! Pierwsza moja miloscia byla Katka z czeskiego filmu dla malolatow. Byla tak piekna, ze napisalem do niej list milosny. Do dzis mam dreszcze jak pomysle o tym.

3. Gdy byles dzieckiem chciales byc... co dzisiaj myslisz o tym.

Jako 5-6 latek moim marzeniem bylo zostac smieciarzem. Bacznie obserwowalem jak przyjezdzaja na nasze osiedle oproznic kible i z otwarta geba patrzylem jak jedna reka "zagluja" smietnikiem. Byli moimi idolami, chyba wiekszymi niz Zorro i Janosik razem. Dokarmialem ich oklamujac matke, ze jestem glodny. Robila mi wielka kanapke z kielbasa, a gdy im ja zanioslem (kanapke, nie matke), to wozili mnie w kabinie po osiedlu. Bylem dumny i z gory patrzylem na zazdrosnych kumpli. Dzis, po latach mysle, ze bylo to fascynujace doswiadczenie, ktore dalo mi wiele radosci w tym szarym i brudnym Walbrzychu w tamtym okresie. Warto bylo poswiecic kilogram kielbasy. Jazda smieciarka bezcenna!

4. Ksiazka/ film lub wydazenie, ktore wplynelo na moje dorosle zycie.

Napewno byla to ksiazka "Cena" Waldemara Lysiaka, ktora polecila mi znajoma z pracy. Od tej chwili wrocilem do czytania i nie moge przestac. Jednak takim najwazniejszym wydazeniem w moim zyciu byla chyba trzecia plyta Illusion "3". Po tym bylem juz innym czlowiekiem. Zaliczylem tez koncert promujacy ta plyte, ktory byl tez wielkim przezyciem. "...Pan Nikt siedzi w szarej celi swej..."

5. Zlapales zlota rybke, ale jest jakas nie teges i spelnia tylko jedno zyczenie. Co to za zyczenie?

Przypomnial mi sie dowcip z przeszlosci, gdy koles wlasnie zlapal zlota rybke i prosi o penisa do samej ziemi. Gdy sie obudzil rano, byl bez nog. Inny dowcip mowi, jak koles chcial miec tez duzego penisa na wlasnosc (co oni z tymi rozmiarami????) . Rybka niestety byla gluchawa i kolejnego dnia w sypialni facet zobaczyl stojacych obok swojego lozka Borisa Beckera i Wojciecha Fibaka. Wielki TENIS byl na wlasnosc. Nie ufam wiec tym obslizlym zwierzetom i wole swoje marzenia sam spelniac.

6. " Lepiej zalowac tego co sie zrobilo, niz to, czego sie nie zrobilo" - jedna rzecz w zyciu ktorej zalujesz ze zrobiles lub nie zrobiles.

Najbardziej zaluje, ze nie urodzilem sie w rodzine bogatego szejka Kataru. Nie dlatego by byc obrzydliwie bogatym i miec Lambirgini w kazdym kolorze z palety Dulux paint, lecz dlatego, ze maja nieograniczony dostep do karmelizowanych daktyli.

7. Gdybys musial wybrac jedna postac z kreskowki/ komiksu bys byl?

Mysle, ze bylbym kapitanem Zbikiem albo smokiem z Kajka i Kokosza.

8. Co nakreca cie do dzialania?

Nic nie daje kopa jak pozadna szklana denaturanu przed sniadaniem. Sex drugs i rock'n'roll...

9. Bez czego nie moglbys sie obyc (rzecz materialna)

Kiedys nie wyobrazalem sobie soboty bez imprezy w remizie w Dziecmorowicach. DJ Kowcz, okulary przeciwsloneczne w grudniowy wieczor i dzwieki Modern Talking wprawialy nas w cudowny letarg z ktorego do dzis nie moge ochlonac. A dzis? Paczka herbatnikow z Wedla, herbatka malinowa i zalegly odcinek M jak Milosc, sprawiaja, ze nie chce sie wychodzic z domu w grudniowy wieczor..

10. Wrzuc 3 obrazki (zdjecia, grafiki, gify), ktore okreslaja twoj chatakter.
Pytan nie zmieniam i nominuje:

Madeinja  http://nastroikiklimaciki.blogspot.co.uk
Beata  http://czarnobialaiwkolorze.bloog.pl
Krystyna  http://krystynar.bloog.pl/
Krystyna http://klubkotajasna8.blogspot.co.uk/
Asia  http://eksperyment-przemijania.blog.onet.pl/
Patyczak https://zapotwierdzeniemodbioru.wordpress.com/
Ewa http://ejbpm.bloog.pl

Thursday, 11 June 2015

Justyn Bimber. Prawdziwe oblicze gwiazdy zakonczenie. UWAGA! w tresci wystepuje slowo "PENIS"

    Po powrocie udaje mu sie odkupic z lombardu zastawiony instrument I z bagazami podjezdza taksowka pod dom. Ojciec wybiegl z obory przerazony, matka rzucila szmate w kat I rozdziawila paszcze az przeciag trzasnal furtka przed Justynem. Bez slowa podszedl do matki, polozyl instrument na trawie, wcisnal w reke £100 I przytulil mocno.
 Wieczorem ojciec wyciagnal butelke samogonu, matka odgrzala bigos, a Justyn do rana opowiadal o angielskiej przygodzie. Opowiedzial ojcu o planach, ktore na szczescie spodobaly sie rodzinie, a stary Bimber nawet obiecal pomoc mlodemu, ambitnemu muzykowi. Zalatwia mu prowadzenie sobotnich wieczorow w lokalnej remizie strazackiej. Bedzie gral I spiewal, to co uwielbia.
 Justyn przygotowuje sie jeszcze bardziej niz do wystepu w Londynie. Zaklada przywiezione z Anglii ubranie, a szpanerskie biale okulary przeciwsloneczne dodaja tylko tajemniczego szyku.
 Gra tak przez kilka tygodni zdobywajac serca coraz wiekszej rzeszy dziewczat. Na kazda impreze przychodza tlumy, wszyscy bawia sie swietnie I razem z Justynem spiewaja klasyczne kawalki Papa Dance.
 Pewnej soboty, urocza brnetka przez caly koncert probowala zwrocic uwage Justyna na swoja osobe. Byla ubrana bardzo kuszaco, a I zachowywala sie tez bardzo prowokujaco. Jej opalone, jedrne cialo plasalo w rytm muzyki, dlugie wlosy powiewaly pod wentylatorem niczym na rasowym motocyklu.
 Justyn byl prawdziwym samcem Alfa, wiec hormony zagotowaly sie szybko w mlodych jadrach, a glos kuszacego demona z tylu glowy podpowiadal coraz wyrazniej: Przelec ja! Wiec Justyn po zakonczonym wystepie, gdy adrenalina jeszcze siegala remizowego suftu, zlapal za reke piekna nieznajoma brunetke I romantycznie, jak w wenezuelskiej telenoweli, porwal ja... za stodole. Nie bylo czasu na gre wstepna, bialego rumaka czy inne takie pierdoly. Bylo tylko glebokie wzdechniecie brunetki I spory wiaterek od trzepotu jej sztucznych rzes. Justyn pomimo mlodego wieku, wiedzial, ze penis sluzy nie tylko do sikania, a rece sa stworzone nie tylko do pieszczenia klawiatury. Rozpoczal wiec ostro I bezposrednio. Nie mial ochoty na zabawe w sianie czy ciuciubabke w stodole wiec bez ceregieli wladowal swe artystyczne paluchy w majtki rozpalonej brunetki. Jednak okazalo sie, ze pod calkiem koronkowymi majteczkami, znajduje sie cos wiecej niz sie spodziewal, a spodziewal sie spotkac tam predzej bobra niz lisia kite. Jednak nieznajoma nie odpuszczala I niczym modliszka zlapala watlego blondyna w swe objecia I nachalnie sprowadza muzyka do "parteru" sugerujac, by ten uzyl swoich muzykalnych ust. Nasz bohater kucnal, jednak z odruchem wymiotnym zblizal sie nieuchronnie do tajemniczego krocza brunetki, ktore by bylo nawet zaskoczeniem dla prof. Starowicza. Gdyby jednak w tamtych czasach ogladal Eurowizje, to wiedzialby, ze nowoczesne kobiety nawet nosza wasy i brode, a co dopiero penisa.
 Juz czul cieplo jej instrumentu, juz czul ten zapach, gdy nagle ktos go oblal woda. Zimna woda! Rozglada sie wokol... Konsternacja... Gdzie ja jestem???? Ufff to byl tylko sen.
 Na koniec tej historii wypadaloby dolozyc madry moral, by dzieci wniskow pochopnych nie wyciagaly. Nie wazne co spiewasz, nie wazne gdzie spisz, lecz pamietaj, lepiej byc uczciwym, szczerym I pod mostem miec kwatere, niz plastikowym zostac bohaterem.

Monday, 8 June 2015

Kolaz


Kolaz wykonany przez znajoma kolazowke- Madeinja. Ponoc Pan Nikt przy pracy

Thursday, 4 June 2015

Justyn Bimber. Prawdziwe oblicze gwiazdy cz2

      Magda, soltysowka, zgodzila sie na uklad, jednak pod warunkiem. Nie obylo sie bez watka erotycznego I Justyn musial zaorac soltysowe poletko.
 Obie ztrony zadowolone I Justyn spokojnie rezerwuje wycieczke do Londynu. Przed samym wyjazdem sprzedaje instrument do lombardu, reguluje dlug I nastepnego ranka, gdy rodzice byli zajeci praca w oborze, wyrusza PKS-em do Wroclawia, a nastepnie autokarem w dluga podroz, by podbic brytyjska wyspe.
 Rodzicom nic nie wspomnial. Zostawil tylko list na lozku I prosil o modlitwe. Matczyne lzy kapaly na kartke rozmazujac tani tusz dlugopisu. Ojciec byl tak wsciekly, ze rzucil siekiera wbijajac ja w drzwi. "KURWA!!! Pieprzony szczeniak! A juz mu zalatwilem granie w zespole u Zdzicha. Mial zaczynac za tydzien. Dostal stale miejsce I mial jezdzic z nimi po powiecie." Wyseplenil zdenerwowany ojciec.
 Jednak Justyn mial inne plany. Obolale nogi juz siodmy raz dretwialy w przepelnionym autokarze. Tu takich jak on bylo wiecej. Kazdy ze swoimi marzeniami, planami I historyjka, ktora za chwile poczestuje angielskiego celnika na granicy.
 Po drodze zapoznaje sie z siedzacym obok Darkiem. Darek jest pokaznym rzeznikiem w srednim wieku, ktory jedzie do pracy w angielskiej fabryce kielbasy. Darek podaje Justynowi swoje angielskie namiary I obiecuje pomoc w razie klopotow.
 Justyn po 24 godzinnej podrozy wreszcie dociera do hotelu, gdzie najpierw bierze goracy prysznic, a pozniej goli swe nastoletnie jaja. Przebiera sie w biala koszule, mokasyny I pachnacy Old Spicem udaje sie pod slynna w srodowisku emigrantow "Sciane placzu". Stoi tam juz drugi dzien, sypia gdzies pod mostem lub w parku na lawce, a o prace ciezko. Ma niewielkie doswiadczenie I jeszcze nie trafil na to wlasciwe zlecenie.
 Obok Sciany placzu znajduje sie Polski Osrodek Spoleczno Kulturalny, w ktorym to czasami zjada polski obiad I marzy, by choc raz znalezc sie na tutejszym dancingu. Zagaduje mloda kelnerke, a ta opowiada mu, jak wygladaja tu sobotnie wieczory. Przychodzi tu cala masa ludzi, zamawiaja bigosy, schabowe I flaki. Tancza w rytm pana z klawiszami, ktory wybija rytm I spiewa znane melodie. Polskie melodie. Justyn odplywa rozmarzony, az piwo kapie na snieznobiala koszule.
 Wreszcie po tygodniu oczekiwania, gdy juz zapasy gotowki prawie wyparowaly, udalo mu sie dostac do pracy na plantacji jablek. Haruje ponad sily. Mieszka w farmerskim baraku. Nie dojada I odklada wszystkie zarobione pieniadze. Jego posilki, to jablka na sniadanie, obiad I kolacje. Pieczone w ognisku na kiju lub surowe prosto z drzewa. Pije litrami bezplatna herbate, ktora farmer zapewnia I po kilku ciezkich miesiacach udaje mu sie odlozyc wystarczajaco duzo, by w angielskim sklepie "Argos" kupic upragniony instrument. Nowiutki, pachnacy I lsniacy. Moze nie bardzo profesjonalny, jednak wystarczyl by przekonac kierownika POSK-u do zorganizowania wieczorku sobotniego z muzyka Papa Dance.
 Przygotowal sie solidnie, a impreza udala sie w 100%. Czasem rozpraszal go tylko wokal bufetowej, ktora przez mikrofon spiewajaco lecz nie pod melodie, wolala na cala sale: "MIELONE Z ZIEMNIACZKAMI I MIZERIA DO ODEBRANIA!" I wszyscy na komende, zamiast na Justyna, zerkali na zrywajacego sie od stolu jakiegos inzyniera, ktory chwiejnym krokiem z policzkami czerwonymi niczym banknot stu zlotowy z Warynskim, podaza do pani Gieni odebrac polski specjal lokalu. Jeszcze tylko komplement: "Zzzienkuje kochaniutka" I mozna zrec.
 Wieczor udal sie wysmienicie. Ludzie bawili sie I obzerali do poznej nocy, a Justyn przygotowywal sie do drogi powrotnej. Obawial sie powitania ojca. Zapewne nie wybaczy mu sprzedazy akordeonu...
cdn

Sunday, 31 May 2015

Jutyn Bimber. Prawdziwe oblicze gwiazdy. cz1

    Nazywam sie Justyn. Justyn Bimber. Tak poprostu. Wychowalem sie w biednej, podwalbrzyskiej wsi w rodzinie chlopskiej. Rodzice ciezko harowali w PGR-ze po dwanascie godzin na dobe by zapewnic nam normalne warunki do zycia.
 Ojciec za mlodu grywal po weselach na akordeonie. Mial swoj zespol, jednak w czasie zniw stracil palce I juz wiecej nie wzial instrumentu do reki. Jego marzeniem bylo, bym zostal wirtuozem harmonii. Bardzo chcial we mnie zaszczepic ta milosc. Chcial bym kontynuowal jego pasje. Owszem, kocham muzyke, kocham grac, jednak inaczej. Moimi idolami byli Papa Dance. Ich styl, klasa, sposob bycia! To bylo to, co chcialem robic w zyciu.
 Gdy nie bylo ojca w domu, to obracalem akordeon na bok, puszczalem z magnetofonu kasete Papa Dance I udawalem, ze gram z nimi. Znalem ich wszystkie piosenki na pamiec. Potrafie dopasowac wybrany cytat lub akord do piosenki w sekunde! Znam kazda nute I potrafie ja zagrac na harmonii. Jednak to nie to. Ja chce grac tak jak oni, na Korgach, na prawdziwych "klawiszach". Zrobie wszystko, by nauczyciel muzyki dal mi mozliwosc sprobowac zagrac, by nauczyl mnie obslugiwac ten sprzet.
 Pan Alojzy, nauczyciel muzyki w gminnej podstawowce hodowal lisy, a skory z nich wozil na handel na wschod, gdzie zamienial na zloto. A zloto, jak wiadomo, szczegolnie Ruskie, zawsze bylo w cenie. Nazwozil tyle tego zlomu, ze nie tylko kupil nowe Korgi w Pewexie, ale tez urzadzil niewielkie studio w domu, gdzie halturzyl muzyke biesiadna.
 Justyn byl w stanie zrobic absolutnie wszystko by znalezc sie w tym studio. Jako, ze pan Alojzy byl artysta przez wielkie A, bo przez duze A, to byl juz wczesniej, ubieral sie I zachowywal nawet kontrowersyjnie. Wszystko to zmylilo Justyna I blednie odczytal mowe ciala wirtuoza. Wzial go za praktykujacego geja, co skonczylo sie szarpanina I spoliczkowanej Bimbrowej, mlodej geby.
 Justyn byl zalamany. Nie wychodzil z pokoju dniami. Nawet nie spojrzal na instrument. Od tygodnia z jego pokoju dobiegal tylko dzwiek granej w kolo tej samej kasety Papa Dance. Rodzice martwili sie bardzo, co sie moglo stac ich synkowi.

 Justyn byl przystojnym I wysokim 17-to latkiem. Bujna blond czupryna, rumiane policzki z doleczkami I krystaliczne, blekitne oczy przyciagaly tlumy miejscowych wiesniaczek. Do tego wiedza absolutna na temat ukochanego zespolu I dwa bilety z koncertu we Wroclawiu schowane pomiedzy kartkami "W pustyni I w puszczy", powiekszaly nastoletniego penisa conajmniej o 5cm. Jednym slowem mial wziecie. Miala na niego tez oko corka soltysa, jednak jako samotna, rasowa 28-mio latka z dzieckiem, byla dla niego raczej "stara rura" niz aniolem.
 Justyn dlugo rozmyslal co zrobic I w jaki sposob zdobyc fundusze, by kupic upragnione I wymarzone "klawisze". Bylo kilka opcji:
- Zatrudnic sie w PGR-ze. Tam zawsze potrzebuja rak do pracy. Mozna zarobic sporo I przez kilka lat odlozylby potrzebna sume. Jednak to zbyt dlugo. Nie chcial czekac az tyle.
- Wariant drugi, to ulec soltysowej corce, ktora jest zamozna z domu. Soltys ma bowiem zakontraktowane hektary tytoniu I chetnie by widzial zaradnegi I przystojnego mlodzienca u boku swej pociechy.
- Ostatnia mozliwosc jaka wpadla mu do glowy, to wyjechac za granice I zarobic na budowie lub jakiejs farmie. Ta opcja podobala mu sie najbardziej I duzo czasu poswiecal na rozne notatki I wykresy zwiazane z ta eskapada. Problemem bylo zdobycie srodkow na wyjazd. Postanowil, ze pozyczy pieniadze od soltysowej corki I splaci jej dlug ze sprzedazy akordeonu. Ojciec zapewne nie wybaczy mu tego, jednak nie mial innego wyjscia.
cdn

Wednesday, 20 May 2015

Sunday, 17 May 2015

Kilka fotek ilustrujacych "Moja bitwe o Anglie"


Notting Hill, czyli magiczne miejsce, gdzie musialem przeskoczyc przez ulice I barierki by dopasc balkanska dziwke czyli Stojana. Byl moim pierwszym pracodawca/krwiopijca.


Sklep z plytami, w ktorym spedzalem wiecej czasu niz w pracy. Wyglada niepozornie lecz po wejsciu do srodka mozna dostac wielokrotnego orgazmu.



Portobello Market. Kolejne magiczne miejsce. Kopalnia wynalazkow, rekodziela I roznych staroci.Miesci sie tm tez kilka studio nagran oraz kultowe kino.  Miliony turystow I coraz wiecej kieszonkowcow.

Sunday, 10 May 2015

Moja bitwa o Anglie cz 74 zakonczenie

   Niestety I to zlecenie od Przemka nie wygladalo najlepiej, a kolejne dni  tylko to potwierdzily. Nie dostalem spowrotem podpisanej umowy od Omara I Adila, a kazde nastepne wyplaty pieniedzy byly poprostu zenujace. Musialem doslownie zebrac, by miec srodki dla pracownikow. Nie bylem tez do konca przekonany odnosnie kwalifikacji moich irakijskich partnerow. Wykonywalismy ich polecenia dokladnie I wedlog planu, jednak wiele z nich bylo mocno nietrafionych. Az pewnego poniedzialku, po wejsciu na budowe nie moglismy znalezc narzedzi, ktore schowalismy tu w piatek. Brakowalo doslownie wszystkiego. Nawet pudelka ze srubkami zostaly oproznione. Zostalismy okradnieci. Zginely wszystkie moje narzedzia oraz czesc materialow, wszystko na kwote £8000. Zginely tez narzedzia Adila. Nie bylo ich wiele I jego straty to zaledwie kilka stow. Zglaszamy zdazenie na policji z nadzieja na odnalezienie.
 Jestem zalamany. W jaki sposob mamy teraz pracowac? Jestem kompletnie splukany. Ostatnie 5 miesiecy pracowalem calkowicie charytatywnie. Oszczednosci wyparowaly, narzedzia zostaly skradzione, kara do zaplacenia w urzedzie podatkowym czeka, trzy palce pracownika stracone. Mam tego dosc!
 Zanim jednak calkowicie zakoncze dzialalnosc firmy AAW Services Ltd. dostaje wiadomosc z policji o odnalezieniu naszych narzedzi oraz zatrzymaniu sprawcow na goracym uczynku. Jednak dla dobra sledztwa nie poznajemy ich nazwisk. Udajemy sie do Holborn Police Station celem rozpoznania  rzeczy. Schodzimy kilka pieter pod ziemie do magazynow, a tam pan sierzant udostepnia nam swoje zasoby. Lecz za grubymi kratami, na polkach rozpoznajemy tylko podpisane przeze mnie cztery chelmy oraz kamizelki odblaskowe. Reszta zapewne zostala juz sprzedana.
 To byl gwozdz do trumny mojej firmy. I tak jak bylem pelen optymizmu po niezaplaceniu faktury przez Alana, wierzylem w swoje sily, tak w tym przypadku niewiele moge zdzialac bez narzedzi, ktore kupowalem od 6 lat.
 Jedna moja polowka zaciskala zeby ze zlosci I przeklinala los, a druga cieszyla sie bezczelnie, ze wreszcie znajde czas na czytanie ksiazek, sluchanie muzyki oraz dla rodziny. Zanurkowalem wiec w internecine I tym razem wyszukalem interesujace mnie oferty pracy. Wybralem dwie najlepsze I udalem sie na interview. Co ciekawe, oba zaliczylem pozytywnie. Oba zajecia byly podobne, w duzych angielskich firmach z podobnym wynagrodzeniem. Wybralem te blizej domu, gdzie pracuje po dzis dzien juz osmy rok. Zeby bylo smiesznie, jest to w Slough, czyli w miescie, z ktorego uciekalem przed polska mafia, miasto do ktorego trafilem na poczatku swej angielskiej przygody. Historia zatoczyla kolo.
 Wlasciwie na tym mozna zakonczyc to opowiadanie. Wspomne tylko, ze dzieki tej prcy splacilismy wszystkie dlugi, Wiola rozpoczela prace jako manager na londynskim lotnisku Heathrow, a jej doskonale umiejetnosci w zarzadzaniu naszym budzetem domowym, pozwolily nam ustatkowac sie I spac spoojnie.
 Pozamykalem wszystkie sprawy dotyczace mojej firmy I obiecalem sobie juz nigdy wiecej nie zatrudniac pracownikow.
 Po drodze wydazylo sie jeszcze kilka wiekszych I mniejszych incydentow. Matka zlekcywazyla Wiole I jej oferte na wspolne, ponowne zamieszkanie. Do dzis nie dala mi szansy na wyjasnienie tej sprawy I pogodzenie sie.
 Zostalem lawnikiem w londynskim sadzie, gdzie calkowicie nie czerpiac przyjemnosci ze sluzby dla krolowej musialem sadzic ludzi za rozne dziwne przestepstwa.
 Udalo nam sie kupic skromne mieszkanie na obrzezach Londynu, w przepieknej okolicy przypominajacej bardziej Mazury niz wielka metropolie.
 Wychowalismy Stele na wspaniala kobiete, ktora po ciezkim okresie w szkole, sama zostala nauczycielka I rozpoczela prace z niepelnosprawnymi dziecmi poswiecajac im sie calym sercem, z czego jestem bardzo dumny. Poznala tez wspanialego mezczyzne, z ktorym planuje przyszlosc.
 Artur Junior rosnie szybko, niczym dlug w polsim banku. W szkole radzi sobie swietnie, zdobywa kolejne medale w Teakwondo, czyta hurtowo ksiazki, probuje swoich sil jako informatyk tworzac strony internetowe oraz wlasny kanal na Youtube (ma zaledwie 9 lat). Jest dzieckiem, jakiego zazdroszcza nam znajomi. Ma wiele zainteresowan, a jego lekcje nauki angielskiego dla dzieci, mozna bylo nawet uslyszec na antenie Radia Bunt.
 I tylko z nadzieja czekam na list od Grety, dla ktorej jestem w stanie zrobic wszystko, tak jak i dla Steli I Artiego, nawet wypic wiadro cieplego mleka, ktorego nie cierpie!
 Dzis, gdy wspominam to wszystko, dopiero teraz zdaje sobie sprawe jak wiele przeszlismy, jak wiele sie wydazylo w naszym zyciu. W zyciu emigrantow w Londynie. Narodziny, smierc, mafia, gangi maloletnich bandytow, kradziez, wypadek samochodowy, moja I Wioli operacja, zdemolowany samochod, kilka rozwodow oraz kilka innych wydazen.
 Teraz siedze w swym malym studio,  piszac te slowa popijam markowa whisky, ktora dostalem od Wioli I wspominam koncert Nicka Cave'a, ktory mielismy okazje zaliczyc kilka dni temu.

Friday, 1 May 2015

Moja bitwa o Anglie cz 73

   W sumie na tej budowie, beze mnie I moich irakijskich wspolpracownikow, pracowalo 17 osob. A to juz spora banda. Nigdy nie wozilem tak duzej gotowki ze soba. Przewaznie Wiola robila przelewy bankowe lub wreczalem chlopakom czeki ladnie zapakowane w koperte. Tak mialo byc I tym razem. Jednak kilku z tych pracownikow dopiero co przyjechalo z Polski I nie znali jeszcze panujacych tu zasad. Piecioro z nich obeszlo mnie w okolo rzucajac czekami oraz innym "miesem" domagajac sie gotowki. To byl koszmar! Wolalbym dwa dni kopac row w deszczu niz ponownie z nimi rozmawiac. Ich staropolskie myslenie, ze kazdy polski prywaciarz, to oszust, doprowadzilo mnie do furii. Omar I Adil zauwazyli cale zajscie I przyszli mi z odsiecza. Gdy wytlumaczylem o co im chodzi, Adil wyciagnal plik banknotow z kieszeni pytajac kazdego z nich ile sie nalezy. Wyplacal zadana kwote puszczajac mi dyskretnie oczko. Ja natomiast kazdemu z protestujacych po odebraniu gotowki dziekowalem za wspolprace I zegnalem. Byli w podwojnym szoku. To byla wspaniala kontrofensywa, ktora calkowicie zdezorientowala przeciwnika. Nie mieli nic do gadania, a my z Przemkiem dogadalismy kolejna grupe pracownikow. Juz kolejnego poranka czekala nowa dostawa jeszcze swierzych robotnikow. Pelni entuzjazmu I zapalu zabrali sie do pracy, a pozostali juz z respektem I szacunkiem odnosili sie do mnie w obawie o utrate pracy.
 Zadanie wykonalismy w uzgodnionym terminie I w zadawalajacy sposob. Niestety koszty jakie ponislem oraz "obciecie" ceny przez Omara spowodowalo, iz minione dwa tygodnie pracowalem charytatywnie. Jednak mialem zamiar odbic to sobie przy kolejnym zleceniu dla nich. Zaproponowali mi kontynuowanie tego projektu. Uzgodnilismy nastepna cene I tym razem uparcie trwalem przy swoim. O dziwo ulegli, a ja naciskalem, by w ciagu trzech dni zwrocili mi podpisana umowe. Zorganizowaem koparki, ladowarki oraz transport I zabralismy sie za kopanie podpiwniczenia, w ktorym to mial sie znajdowac podziemny parking.
 Problemy biezace, oraz nawal pracy uspily moje fascynacje muzyczno-artystyczne. Nawet nie mialem czasu pomyslec o tym kto gra w najblizszy weekend koncert, lub kto wlasnie wydal plyte. Praca zabierala mi do 20 godzin na dobe. Pozostale 4 przeznaczalem na problemy sercowe matki.
 Po okresie przejsciowym wreszcie dogaduja sie z Peterem I wprowadza sie do niego. Wyglada na szczesliwa, jednak to tylko pozory. Juz w drugim tygodniu zali sie I placze, jednak ludzi sie na poprawe. My uswiadamiamy ja, by wracala do Polski. Jednak nie chce slyszec o tym, chetna poniesc kazda cene. Postanawiamy nie wtracac sie I wkroczyc tylko w sytuacji kryzysowej.
 Mijaja kolejne tygodnie oraz plyna kolejne lzy. Potrafi dzwonic w srodku nocy I zalic sie lub opowiadac o swoich podejrzeniach wzgledem Petera. W koncu podejmujemu z Wiola decyzje aby uwolnic ja z tej angielskiej opresji. Po kryjomu, gdy Peter byl jeszcze w pracy, podjezdzam I dsykretnie wynosimy wszystkie rzeczy matki. Oczywiscie razem z matka. Musimy uwazac na sasiadow. Mogliby powiadomic Petera o naszym spisku. Matka zasmarkana w samochodzie rozpacza, ze znow jej nie wyszlo. Po przyjezdzie do domu decydujemy w trojke o jej powrocie do kraju. Za ostatnie pieniadze z karty kredtowej kupujemy jej bilet powrotny. Ciezko nam je wydac, jednak nie stac nas na utrzymanie jej, a to jest najtansza opcja w tej chwili.
 Siedzi zalamana na sofie z nosem w TV I nawet slowem sie nie odezwie. Przerwe w seansie przerywa tylko zwrot do pudelka po kolejna garsc husteczek.
 Dochodzi polnoc. Zmeczeni idziemy spac. Jednak ona pozostaje nieugieta I zostaje na sofie, tam gdzie byla od kilku godzin. Po kilkunastu minutach dochodzi do naszej sypialni dzwiek wysylanych smsow. Zazartowalem do Wioli, ze nie zdziwie sie, gdy wroci do Petera. No I wykrakalem. Po chwili puka do naszyh drzwi z radosna juz mina, ze pogodzili sie I wraca na Kingston. Peter jest juz w drodze. Otworzylismy paszcze ze zdziwienia. Myslelismy,ze da nam czas choc do rana.
 Po pol godzinie Peter juz stukal kolatka do drzwi, a matka rzucila mu sie w ramiona calujac zarosniete bakami policzki. Znow ze lzami w oczach, tym razem ze wzruszenia, mowi, ze odda nam za bilet, ze wogole nas tak mocno kocha, ze sprzeda dom w Polsce I odda nam wszystkie pieniadze, ze wogole jest nam bardzo wdzieczna za wszystko co dla niej zrobilismy, ze przeprasza za cale zamieszanie, ale musimy ja zrozumiec. Wszystko brzmialo to bardzo dziwnie, a ona sama zachowywala sie chaotycznie. Tak, rozumiemy I do rana zachodzimy w glowe, jak to mozliwe, by pozwolila soba tak pomiatac? Jak to mozliwe by tak sie nie szanowac? Jak to mozliwe, by szescdziesieciolatka zachowywala sie niczym szasnastolatka?
 Madra Wiola znalazla rozwiazanie I a ta przypadlosc. Jednak o szczegolach w kolejnym odcinku. Zapraszam...

Saturday, 25 April 2015

Moja bitwa o Anglie cz 72

      Wiola po raz kolejny spisala sie na medal. Tym razem po odkryciu Piotra I jego firmy doradztwa podatkowego. Piotr byl absolewntem londynskiej akademii z dyplomem kwalifikacyjnym, ktory to wlasnie rozpoczal wlasna dzialalnosc I byl glodny sukcesu. Nie mieli wtedy jeszcze wielu klientow, wiec Piotr osobiscie zajal sie nasza sprawa. Skontaktowal sie z oficerem podatkowym prowadzacym nasza kontrole I negocjowal z nim dlugo, az udalo mu sie wywalczyc rewizje. Czyli kontrola odbedzie sie raz jeszcze, tylko tym razem przygotuje ja Piotr I bedzie obecny podczas je trwania. Bylem w stanie zaplacic Piotrowi kazde pieniadze, by tylko udowodnic jakim dupkiem byl Jaroslaw I na jaki stress oraz straty nas narazil. Po dwoch tygodniach studiowania kazdego rachunku oraz kazdej cyferki, Piotr odnosi pierwszy swoj zawodowy sukces. Oswiadcza nam, ze wygralismy ta bitwe. Udowodnil wiele niedociagniec I pomylek Jaroslawa. Musimy jednak zaplacic kare. Niestety urzad podatkowy nie odpuszcza tak latwo. Na szczescie nie jest to kwota £12.500. Kara jest o wiele mniejsza, jednak nadal wysoka. Zostala zredukowana do £3.500. To I tak sukces w porownianiu z poprzednia. Calosc splaty mamy rozlozona na miesieczne raty. Nie bedzie tak zle, jednak to kolejny rachunek do placenia, ktory nam przybyl.

 Odbywamy kolejna rozmowe z moja matka. Nie jestesmy w stanie wiecej jej placic za opieke nad Juniorem. Wogole ciezko nam jest tez utrzymywac ja I najlepiej jakby wrocila do Polski. Jestesmy Przekonani, ze domysli sie I zrozumie nasz przekaz. Jednak wieczor konczy sie inaczej. Siedzi smutna przed TV, a jej lzy kapia na podloge. Gdy pytamy zdziwieni o co chodzi, kreci tylko glowa I teraz juz szlocha I rozpacza. Po chwili wybucha mowiac "ze jej to w zyciu sie nic nie udaje". Jestesmy w szoku. Przeciez to my dostalismy kolejnego kopa w dupe od losu, to nam sie nie uaje, to my wciaz mamy pecha, to my powinnismy byc zalamani I plakac. Ona powinna nas wspierac, doradzac, wskazac ktora droga isc, byc naszym mentorem I opoka. Niestety to nie ona. Od tego momentu jej stosunek do Juniora, do swojego ukochanego wnuczka zmienia sie o 360 stopni. Kompletnie przestaje zwracac na niego uwage, nie interesuje sie nim wogole. Czas spedza, niczym prezydent-bohater,  na rozwiazywaniu krzyzowek I ogladaniu TV. Nie pomaga nam przy sprzataniu, nie gotuje, czasem tylko burknie, gdy Arti zostawi zabawke na srodku pokoju. Podkresla wyraznie, by sprzatal po sobie.  W koncu poznaje Petera, swoja przyszla, angielska milosc. Wlasciwie, to cieszymy sie z tego. Moze Peter zadba o nia I zabierze do siebie? Spotykaja sie czesto I spedzaja duzo czasu razem. I choc jej Angielski jest bardzo ubogi, to w jakis sposob dogaduja sie.  Widac, ze sa szczesliwi.
 Peter jest duzo starszym od niej osiemdziesiecioletnim wdowcem. Mieszka w Kingston, w poludniowym Londynie. Jest rodowitym Anglikiem, co matce najbardziej odpowiadalo. Pomimo wieku, jest bardzo aktywny I sprawny. Jezdza na wycieczki, strzelaja z luku, chodza do pubu I na potancowki. Peter dodatkowo pracuje w sklepie komputerowym, by dogodzic swojej nowej krolowej. A wymagania krolowej sa bardzo duze. Przez ostatni rok miala sporo pieniedzy I pozwalala sobie na wiele, wiec teraz, po odcieciu pepowiny Peter ma za zadanie rozpieszczac ja w kazdy mozliwy sposob. Krolowa najbardziej lubi szwajcarskie czekoladki. Chcialaby tez flakonik perfum dostac na KAZDEJ randce I najchetniej jadac tylko w restauracjach. Peter jest przerazony, pracuje ponad sily, jednak wyglada na zakochanego. A jak mowi stare, chinskie przyslowie: "Milosc jest gorsza od rozwolnienia", wiec milczy I pracuje jeszcze wiecej, by zadowolic swoja dame.

  Oferta od Adila I Omara obejmowala wyburzenie pietrowego sklepu, uprzatniecie I wywiezienie wszystkiego co pozostalo po tym sklepie oraz wywoz gruzu. Mielismy na to dwa tygodnie. Ponownie poprosilem Przemka o sile robocza, do tego zatrudnilem moja brygade od Alana I zabralismy sie do roboty.
 Adil byl uchodzca z Iraku, byl w moim wieku. Dorastal w Niemczech I tam ozenil sie z rodowita Niemka. Po kilku latach ona dostala prace w londynskim banku I tak zamieszkali na wyspie zwanej Great Brytain.
 Wspolnikiem Adila byl Omar. Starszy kuzyn z dyplomem pediatrii. Omar nie byl juz taki sympatyczny I to on blokowal rozne pomysly oraz zakwestionowal moja cene na ta prace. Majac juz spore doswiadczenie, podsuwam im umowe do podpisania. Jednak przebiegly Omar zwleka z oddaniem podpisanego egemplarza. Zdesperowany zarobieniem jakichkolwiek pieniedzy, ulegam Omarowi I lekcewaze zwrot jego kopii umowy.
 Adil I Omar mieli zapewnic niezbedne materialy I narzedzia oraz ciezarowke do wywozu gruzu. Na mojej glowie bylo zapewnic sile robocza I przypilnowac, by pracowali wydajnie I przestrzegali BHP. 
 Oprocz kilku niewielkich wpadek, praca przebiegala bez problemu. Najwiekszym klopotem bylo dla nas parkowanie samocodow. Ogolnie to w Londynie odwieczny problem. Zanim Omar wpadl na pomysl zarezerwowania trzech miejsc parkingowych, zaplacilismy po kilka mandatow.
 Po przepracowaniu tygodnia, nadszdl czas na pierwsza wyplate...
cdn

Saturday, 18 April 2015

Moja bitwa o Anglie cz 71

   Chlopaki pojedli dobrej, iranskiej kolacji I chetnie wypili angielska wodke, co zakonczylo sie polska awantura pomiedzy stolarzem, a malarzem. Obudzeni w srodku nocy sasiedzi ostrzegli, ze kolejnym razem wezwa policje. Nastepne noce nie byly lepsze. Na szczescie nie bylo interwencji policyjnej, jednak poziom wykonania ich prac zostawial wiele do zyczenia.
 Reza byl inteligentnym I wyrozumialym facetem I nawet poprosil mnie o wycene na remont swojego domu, ktory wlasnie kupil. jednak cierpliwosc moja I Rezy wyczerpala sie, gdy juz na zakonczenie, jeden ze stolarzy wywiercil dziure w rurce doprowadzajacej sprezone powietrze z kompresora do instrumentow dentystycznych. Kompresor eksplodowal z przepracowania, a zona Rezy zachodzila w glowe, dlaczego jej narzedzia tak dziwnie dzis dzialaja. Dodam, ze kompresor dzialal bardzo glosno, wiec byl schowany w dzwiekoszczelnej szopie w ogrodzie. Oczywiscie skutkowalo to udostepnieniem Rezie mojej polisy ubezpieczeniowej I wymiana kompresora za kwote £3.500. Adamowi potracilem roznice jaka bede musial zaplacic za nowe ubezpieczenie, a calosc zakonczyla sie milczeniem na temat remontu domu. Czyli kolejna nieudana budowa dla Przemka. Jednak wtedy jeszcze tego tak nie postrzegalem.
 Tak jak wspomnialem, nie mialem zamiaru podpisywac niczego co dotyczylo Alana, a jedyna rzecza, ktora oczekiwalem od niego, byly pieniadze za zalegla fakture. Niestety pan surveyor oswiadczyl, ze termin  podpisania umowy juz dawno minal I jesli w ciagu 24 godzin nie oddam kluczy, to on powiadami policje. Nie pozostalo mi nic innego, jak oddac sprawe do sadu, a klucze surveyorowi. Zanim to jednak zrobilem, zwrocilem wszystkie pozostale materialy do hurtowni I kazalem czekac chlopakom na telefon z nastepnym zleceniem. Oczywiscie nie czekali w domu przed telewizorem. Kazdy z nich znalazl sobie inne zajecie. Ja tez.
 Ponownie Przemek w akcji. Tym razem zorganizowal zlecenie dla dwoch irakijczykow. Jednak zanim zabralem sie za ta prace, dostalem kolejny list z Inland Revenue, czyli angielski odpowiednik Urzedu Skarbowego. Byla to wlasciwie informacja, ze zostalem ukarany kwota £12.500 (dwanascie tysiecy piecset funtow) za nieprzestrzeganie przepisow podatkowych, niekompetentna dokumentacje oraz kilka innych paragrafow, ktorych to nawet nie potrafie powtorzyc. Zakrecilo mi sie w glowie. Wiola trzezwiej myslala ode mnie I stwierdzila, ze konsekwencje tego powinien poniesc mistrz kalkulatora czyli Jaroslaw P. On odpowiadal glowa za wszystkie cyferki I rachunki. Za to mu placilem co miesiac £500. Zagotowalem sie na sama mysl o Jaroslawie. Oczywiscie nadal nie odbieral naszych telefonow I unikal nas. Postanowilem wiec, ze zaczekam na niego.
 Zamiast do pracy, pojechalem do jego biura na Park Royal I w samochodzie czekalem az sie pojawi. Wiola zrobila mi kanapki I kawe do termosu I cierpliwe czekalem od 7.00 do 22.00. Czekalem by dowiedziec sie, dlaczego musze placic tak wysoka kare oraz powiedziec mu, co o nim mysle. Czekalem tak przez dwa dni. Nie odszedlem na krok. Nie pojawil sie. Mysle, ze jego narzeczona powiedziala mu o tym. Moze I dobrze? Nie wiem jak by sie skonczylo to spotkanie.

 Teraz skoncentrowalem sie na nowym zleceniu. Musialem szybko nadrobic zaleglosci finansowe powstale po Alanie. Wiola natomiast uruchomila znajomosci oraz szare komorki. probowala zaradzic, jak uniknac zaplacenia tej kary podatkowej. Nie bylo to proste zadanie. Oczywiscie atmosfera w domu byla przygnebiajaca. W ciagu ostatnich dwoch miesiecy straty finansowe jakie ponieslismy, byly druzgocace, do tego ten wypadek pracownika I firma kolysala sie na jednej koslawej nodze. Zly humor udzielil sie tez mojej mamie I chodzila smutna I malomowna. Wiola wpadla na pomysl, by otworzyc jej konto na jednym z portali randkowych. Mama byla wdowa od ponad dekady, wiec bratnia dusza zawsze sie przyda by przytulic w trudnych chwilach. Odzew byl spory I juz na drugi dzien pojawilo sie kilku kandydatow, a matka niczym szalona szesnastolatka chciala rzucic wszystko I jechac na drugi koniec Anglii. A to zaledwie po wymianie jednego emaila. Do poznej nocy tlumaczylismy jej, jak nastoletniej corce, ze to nie rozsadne, ze trzeba najpierw sie poznac. To, ze ktos ma angielski paszport nie oznacza, ze jest ksieciem z bajki. Chyba dotarlo to do niej I kolejnego dnia juz inaczej podeszla do tematu.
 Tymczasem ja rozpoczalem budowe dla Adila I Omara, czyli irakijskich zleceniodawcow, a Wiola znalazla kolejnego "magika" od kalkulatora I paragrafow. Jednak o tym w kolejnym odcinku...

Friday, 10 April 2015

Moja bitwa o Anglie cz 70

       Skompletowalem wszystkie dokumenty I osobiscie zawiozlem do biura Jaroslawa. Nie spotkalem go jednak I tym razem, nie spotkalem go tez poprzednio. Jego narzeczona poinformowala mnie, ze Jarek jest w trakcie robienia kursu brokerskiego I teraz rzadziej bywa w biurze.
 Po kilku dniach otrzymalem kolejna wiadomosc, by dostaczyc jeszcze inne dokumenty. Minelo znow kilka dni I kolejny telefon z pytaniem o nastepne dokumenty, rachunki, faktury. Nie wygladalo to ciekawie. Niestety nie udalo mi sie skontaktowac z Jaroslawem, by wyjasnic ta sprawe, a jego asystentki nie wiele wiedzialy jak zaradzic lub sensownie odpowiedziec kiedy bede mogl sie spotkac z nim.
 Uplynelo kilka tygodni. Budowa Alana nadal stoi nieruszona. Kilkakrotnie prosil mnie o oddanie kluczy, jednak odmowilem. Stwierdzilem, ze dopoki nie zaplaci mi zaleglej faktury, to nie ma o czym rozmawiac. Postraszyl mnie policja I adwokatem, za ograniczenie dostepu do jego nieruchomosci. Jednak pomachalem mu faktura I powiedzialem, ze chetnie porozmawiam z jego prawnikiem oraz bankiem, bo to bank nadal jest wlascicielem tego domu. Zamilkl na kilka dni, by odezwac sie ponownie. Tym razem chcial, bym umozliwil  wejscie na budowe "surveyorowi", ktory ma przygotowac nowe plany oraz specyfikacje.
 Surveyor to taka mieszanka architekta z nadzorem budowlanym. Opracowuje caly plan dzialania, opiekuje sie prawnie I zatwierdza wykonana prace. Oczywiscie zgodzilem sie na ta wizyte I bylem chetny na wspolprace. Pan surveyor jednak byl karmiony z kieszeni Alana, niczym golab w parku  I wykonywal jego polecenia. Przygotowal wiec nowe, inne plany budowy oraz nowa umowe na wykonanie tej pracy. Wszystko to przyslal mi poczta I okreslil, ze mam trzy dni na podpisanie kontraktu lub w przypadku odmowy,  zwrocenie kluczy bezposrednio do jego biura. Odpisalem wiec, ze obowiazuje nas poprzednia umowa, w ktorej to zostaly szczegolowo opisane warunki wspolpracy, a zmienienie jakiegokolwiek paragrafu lub calej umowy w trakcie jej trwania jest poprostu nie zgodne z prawem I nie uczciwe. Riposta byla natychmiastowa I podobnie jak Andrew Golota bylem nia zaskoczony. Ponoc Alan podpisal moja umowe pod przymusem. Oczywiscie nie moim tylko banku. Ponoc nie mial wyjscia obawiajac sie konfiskaty nieruchomosci I utraty wlozonego kapitalu. Wybral ta opcje aby tylko pokazac bankowi, ze cos tam sie dzieje. Ponoc byl w afekcie I podpisalby wszystko, co podsuneliby mu pod nos do podpisania. Surveyor przedstawil jeszcze kilka paragrafow, ktore potwierdzily jego slowa I podkreslil, ze zostal mi tylko jeden dzien na zlozenie autografu. Pytan mialem jeszcze wiele, np: Kto zaplaci zalegla facture? Co z materialami, ktore tez trzeba zaplacic? Dlaczego nikt o tym wczesniej nie wspomnial? Jednak surveyor swym zachryplym glosem dodal, ze to mam wyjasnic bezposrednio z Alanem, on przejal budowe teraz I nie moze odpowiadac za to, co wydazylo sie przedtem. Czyli zostalem wrobiony jak poprzednicy- pomyslalem.
 Mialem po dziurki w nosie firmy AAW Services. Alan, Jaroslaw oraz robotnik, ktory stracil palce, to tylko wieksze problemy, ktore ostatnio mi sie przytrafily. Dochodzi do tego dziesiatki malych spraw, takich jak telefon w srodku nocy od niezadowolonej klientki, ktorej to sie przypomnialo, ze plot ktory jej robimy, jest o trzy palce za dlugi I sasiad moze jej wytoczyc sprawe w sadzie, czy mila obsluga w hurtowni budowlanej. Wszystko to skumulowalo sie I wpadlem w nie mala depresje. Wiola tez.
 Co robic?? Co robic??? Statek tonie  na srodku oceanu I musze szybko znalezc rozwiazanie jak uratowac zaloge I rodzine.
  Tak sie zdazylo, ze zlecenia od Przemka nie ukladaly sie najlepiej. Kolejnym przykladem niech bedzie remont przychodni dentystycznej w okolicach Brighton, na poludniu Angli. Nie zamierzalem podpisywac nowej umowy z Alanem, wiec musialem szukac innego zajecia.
 Reza- dentysta byl z pochodzenia iranczykiem I razem z zona prowadzili przychodnie stomatologiczna o calkiem przyzwoitym standardzie I wyposazeniu. Nowoczesny sprzet podlaczony z inrenetem dawal mozliwosci bezposredniej konsultacji podczas skomplikowanego zabiegu. Wszystko czyste I sterylne, gabinety przestronne, a w poczekalni wygodne sofy oraz telewizor plazmowy. W recepcji mila pani wita soczystym usmiechem, a cieply glos Rezy I piekne, perskie oczy jego zony, sprawialy wrazenie, ze chce sie tam przychodzic, pomimo ze to dentysta.
 Polubilismy sie od poczatku I rozumielismy wzajemnie. Ustalilismy wszystkie szczegoly I uzgodnilismy cene. Niestety przychodnia nie mogla byc zamknieta na czas remontu I moglismy pracowac tylko w nocy. Rankiem o 8.00 wszystko musialo byc znow czyste I sterylne, gotowe na przyjecie pacjentow.
 Moja obecna brygada "od Alana" nie zgodzila sie na prace w delegacji, wiec musialem znalezc inna. Po przestudiowaniu setki ogloszen na lokalnym portalu, wybralem Adama I jego ludzi. Adam okazal sie czterdziestoletnim emerytem z pietnastoletnim stazem w ochronie samolotow pasazerskich. Po zakonczeniu sluzby, przeprowadzil sie do Londynu I wykonywal uslugi remontowe. Przyjal moja propozycje I ostro zabral sie do pracy.
 Sympatyczny Reza dokarmial I podlewal polska ekipe, myslac ze inaczej nie bedzie dzialac. I pewnie dzialalaby bez zarzutow, gdyby nie przelal I przekarmil. Jednak jak to sie zakonczylo, opowiem w nastepnym odcinku...

Friday, 3 April 2015

Moja bitwa o Anglie cz 69

          Szanowny pan Jaroslaw, pogromca paragrafow podatkowych, samozwanczy mistrz kalkulatora, przyslal mi list lacznie z kopia pisma z urzedu podatkowego, ktory to urzad zapowiedzial kontrole w naszej firmie AAW Services I prosil o dostarczenie calej dokumentacji. Kontrola wydawala by sie byc calkiem zwyczajna I nic w tym zlego. W swoim zyciu przezylem nie jedna taka kontrole  I nigdy nie bylo problemu, nigdy nie dostalem zadnej kary do zaplacenia. Jednak tym razem dziwilo mnie  dlaczego Jaroslaw tak oficjalnie mnie informuje o tym. Cos tu bylo nie tak.
 
 Po zamowieniu kolejnej ciezarowki z dostawa materialow dla Alana, moje konto kredytowe w tej hurtowni budowlanej przekroczylo limit, wiec poprosilem Alana o zaplate kolejnej faktury za nasze wykonane uslugi. Jednak Alan zamiast uregulowac zaleglosci, zamiast dac mi kolejny czek na wskazana kwote, zadzwonil do menagera tej hurtowni I poprosil go o podwyzszenie limitu kredytowego dla mnie. Bylem zaskoczony tym ruchem. Alan tlumaczyl sie mocno, ze czeka na przelew z banku, a bank chce widziec efekty pracy zanim przesle kolejne pieniadze. Tym razem to ja kontaktuje sie z bankiem Alana. Wyrazajac swoj niepokoj pytam, jakich efektow oczekuja, skoro zrobilismy juz tak wiele, a oni sa niezadowoleni. Konkretnej odpowiedzi nie dostalem, jadnak pani manager wyrazila swoje obawy, ze Alan moze potraktowac nas  jak poprzednich wykonawcow. Byla poprostu ostrozna I sugerowala, bym  zainwestowal swoj kapital, a bank napewno to zauwazy I wszystko wyrowna. Tak wiec zrobilem. Zwiekszylismy kredyt do maksimum w naszej hurtowni, otwozylem tez konta kredytowe w innych hurtowniach oraz sklepach budowlanych, zamowilem kolejna ciezarowke materialow I front robot byl zapewniony na kolejny miesiac. Teraz jeszcze musialem zdobyc  finanse, by zaplacic chlopcom. Wiola zaproponowala, bysmy zaciagneli pozyczke w naszym banku. Tak tez zrobilismy, a nastepnego dnia uprzedzilem Alana, ze jak mnie wyroluje, to z cala rodzina oraz pracownikami bedziemy kolejnymi squotersami w jego rezydencji. Usmiechnal sie i wyciagnal £500. "To wszystko co mam na dzis"- powiedzial wciskajac mi w dlon kilka banktnotow. "Musimy zadowolic bank, bo inaczej pojdziemy na dno razem" dodal i odjechal miniatura peugeota. Nie wygladalo to pocieszajaco. Opowiedzialem wszystko Przemkowi, jednak on i jego przelozeni byli chlodni w uczuciach i nadal oczekiwali na swa dole za posrednictwo.
 Pieniadze z pozyczki topnialy tak szybko jak snieg w sloneczna majowke. Prawie cala sume przeznaczylem na zaplate elektrykom i hydraulikom. Obie ekipy zrobily kompletnie nowe instalacje do tych czterech mieszkan. Akurat te instalacje sa schowane pod podloga lub w scianach, wiec nie bylo to pocieszeniem dla banku. Nadal nie byli usatysfakcjonowani procesem pracy i kolejna wyplata byla mocno zamrozona w bankowym sejfie. Bylem przerazony. Pojawily sie problemy ze snem, z jedzeniem. Ekipa stolarzy zauwazyla te finansowe zagmatwanie i zapowiedzieli, ze dopoki sprawa nie bedzie wyjasniona, to oni wstrzymuja prace. No to jestesmy ugotowani... Usiadlem na schodach, schowalem glowe w dloniach i zastanawialem sie co dalej z tym zrobic. Za chwile hurtownia upomni sie o pieniadze za materialy, pozyczka juz dawno stopniala, chlopaki stracili motywacje do pracy, Przemek tez wyciaga reke po swoja dole, nie wspomne o moich potrzebach, czy paliwie do auta, ktore zuzywam w ilosciach rownych British Airways. Bylem zalamany. Ratowal nas tylko zastrzyk gotowki z banku. I to podwojny zastrzyk, za dwa miesiace ciezkiej pracy plus zwrot kosztow za materialy.  Jednak bezuczuciowy bank byl nieugiety i niezadowolony z przebiegu naszej pracy. Przynajmniej taka byla oficjalna wersja od Alana. Pani manager  z banku unikala nas i prosila o kontakt tylko droga emailowa. Trwalo to wieki zanim odpisala! Nie mialem wiec wyjscia, jak wstrzymac wszystkie prace na tej budowie.
 Sasiad, mlody Francuz, zainteresowal sie dlaczego wszystko tak nagle ucichlo. Opowiedzialem mu cala historie. Nie znal moich poprzednikow, Wprowadzil sie z zona dopiero kilka miesiecy temu. Dostal prace w centrum Londynu jako analityk gieldowy i calkiem dobre warunki pracy. Juz po dwoch miesiacach dostali kredyt mieszkaniowy i tak zostali sasiadami Alana. Zaproponowal mi, bym przez ten okres oczekiwania na stanowisko banku zajal sie jego domem. Wiola napisala Pismo do banku, by ten oficjalnie i ostatecznie okreslil sie, a ja i dwoch pomocnikow remontujemy dom Poula. Mielismy zajecie i pieniadze na kilka nastepnych tygodni oraz budowe Alana "na oku". Zabezpieczylismy caly obiekt i osobiscie pilnowalem, by zaden squatters, poza mna, tam nie zamieszkal.
 Tymczasem nasi znajomi swietowali kolejne sukcesy. Marcin- stroiciel fortepianow, dostawal kolejne prestizowe zlecenia oraz jezdzil po swiecie zaliczajac kursy kwalifikacyjne.
 Ale o tym oraz jak przebiegla kontrola podatkowa juz w kolejnym odcinku Mojej bitwy o Anglie.

Sunday, 29 March 2015

Kacik Poezji NIecenzurowanej

Wierszownik w wersji dzwiekowej, z soczysta dawka muzyki, od poniedzialku do piatku, rano o 8.30 czasu polskiego w Radio Bunt (audycje powtorkowe)

Moja bitwa o Anglie cz 68

    Nie bez przyczyny przezylismy ten sztorm. To musial byc oman nadchodzacych zmian. Ostatnio zbyt dobrze wszystko nam sie ukladalo. Nie bylismy przyzwyczajeni do takiej laski od losu. Wygladalo to podejrzanie I tylko czekalismy co sie wydazy wkrotce..
 Po powrocie na budowe do Alana, zadnych niepokojacych zmian nie zauwazylem. Chlopcy nadal pracowali bez zarzutu, lad I pozadek dookola. Jednak niespodziewanie pojawil sie Alan z pretensjami dlaczego zostawilem projekt bez nadzoru. To nie byly nawet pretensje. On mnie najwyrazniej na swiecie atakowal. Z jego punktu widzenia, podczas trwania tej pracy, nie powinienem nawet myslec o zadnym innym zleceniu. Zachowywal sie jak zazdrosny maz na dyskotece, ktory nie potrafi tanczyc I siedzi caly wieczor przy stoliku niepozwalajac zonie bawic sie, zmusza ja do tego samego. Alana zachowanie bylo komiczne, lecz zaczelo mnie przerazac. Nie chcialem skonczyc jak moi poprzednicy. Jednak kolejne dni byly tylko gorsze.
 W najblizsza sobote spodziewalem sie dostawy belek stalowych potrzebnych do przebudowy poddasza. Poprosilem Przemka o przyslanie sily roboczej w ilosci 15 osob. Potrzebowalem silnych I zdrowych chlopow, by przeniesc ta stal z ulicy do ogrodu. Jednak to zadanie, to wyzwanie dla prawdziwych twardzieli. Najwieksza belka miala 6 metrow dlugosci I wazyla ponad 300 kg. To nie zabawa dla malych chlopcow. W mojej karierze budowlanca, mialem juz wiele razy okazje przerzucac takie belki I wiem czym to grozi w razie zlekcewazenia uwag czy komend. Dlatego wiec bardzo uwaznie sprawdzilem kandydatow dzien wczesniej I udzielilem odpowiedniego instruktarzu, po czym umowilismy sie na nastepny dzien.
 Po sniadaniu, silni I pelni wigoru chlopaki melduja sie w moim biurze gotowi przenosic gory...stali. Poinformowali mnie, ze jednen z nich nie mogl dzis sie pojawic I podeslal kolege. Kolega nie wygladal na takiego, ktory to w zyciu dzwigal swoj bagaz doswiadczenia, lecz wyrazil ochote by nam pomoc. Jeszcze raz wszystkim przypomnialem o sluchaniu komend I o konsekwencjach niewykonywania ich. Nawet jedna sekunda nieuwagi moze skonczyc sie tragicznie. Tu nie ma mowy o pomylce I choc ta belka nie wybuchnie jak w przypadku sapera mina, to moze byc jedna z ostatnich pomylek w naszym zyciu.
 A wiec przymierzamy sie do pierwszej, tej najwiekszej. Aby zalozyc na nia specjalne pasy do przenoszenia oraz podlozyc drewniane kolki by ja toczyc, musimy najpierw przewrocic belke na "plecy". Wszyscy na moja komende lapia za jeden bok I obracajac ja musimy szybko wyciagnac dlonie, by uniknac zmiazdzenia. Niestety nie ma innej mozliwosci aby tego dokonac w bardziej bezpieczny sposob. No I stalo sie najgorsze. Jeden z pracownikow nie zabral wystarczajaco szybko reki I trzy palce zostaly zmiazdzone. Koncowki tych palcow wisialy  na ostatniej zylce, plaskie jak ziemniaczane czipsy. Nie mialem czasu na przerazenie czy oburzenie sie jego ignorancja. Udzielilem mu szybko pierwszej pomocy I zawiozlem do szpitala, gdzie zostal poddany fachowej opiece. W drodze powrotnej powiadamiam Przemka o zdazeniu. Teraz juz o jednego mniej dokanczamy przenoszenie I wspolnie zastanawiamy sie jak moglo dojsc do tego wypadku. Odnosimy wszyscy wrazenie, ze poszkodowany osobnik byl niespelna rozumu I przed praca na sniadanie wypil butelke taniego wina. Trunek smaczny I skutecznie tlumi bol nostalgii, lecz takze potrafi namieszac w mozgu opozniajac nasz refleks.
 Na drugi dzien odwiedzamy delikwenta w szpitalu. Przewiezli go do Camden Hospital, gdzie probowali zrekonstruowac jego zmiazdzone palce. Niestety dwoch nie udalo sie uratowac I lekarze zmuszeni byli je amputowac. Zaskoczylo mnie takze stanowisko poszkodowanego. Od momentu naszego wejscia do szpitala, od razu upominal sie ode mnie I od Przemka o odszkodowanie. Nie interesowaly go zadne procedury, jakakolwiek dokumentacja czy proba dojscia jak to sie stalo. Jego interesowaly tylko pieniadze: szybko I duzo. Nawet znalazl jakiegos adwokata-amatora w postaci prawdziwego Rumuna, kolegi z wynajmowanego pokoju. Kolega Rumun tez chyba byl po winie na sniadanie, bo sypal podobnymi banialukami. Oboje nadawali sie jako danie glowne dla plemienia ludozercow. Ich brednie byly tak slodkie, ze zapewne oslodzili by cala zgorzkniala wyspe kanibali. Postanowilismy z Przemkiem, ze zaczekamy az wyjdzie ze szpitala nasz slodki delikwent I zaproponujemy mu cos sensownego. Po tygodniu wiec skontaktowal sie z nami I umowilismy sie na spotkanie u Przemka w biurze. Niestety nasz slodziak nie zjawil sie o czasie, a ja mialem inne obowiazki I nie moglem czekac 5 godzin, bo tyle sie spoznil. Nie zdziwilo nas, ze zjawil sie po spozyciu alkoholu. I byla to napewno spora dawka, poniewaz byl dosyc agresywny I zostawil swoje wszystkie lekarstwa na przemkowym biurku. Musielismy ustalic kolejne spotkanie. Tym razem udalo sie. Spoznil sie tylko 30 minut. Zaproponowalismy mu powrot do Polski, do rodziny, by opiekowala sie nim podczas rekonwalescencji. Jednak jego rumunski kompan, szybko wybil mu ten pomysl z glowy, rzadajac pieniedzy. Cala ta rozmowa nie miala sensu...
 To byl dopiero poczatek wspinaczki na gore pod nazwa "PROBLEM".
cdn

Friday, 20 March 2015

Moja bitwa o Anglie cz67

   Byczymy sie tak, az do 6.00, gdy glodne gardlo Juniora upomnialo sie o dawke swierzego mleka. Jak to dobrze, ze faceci nie musza karmic piersia! Dosypiamy jeszcze jakims cudem I po lunchu wyruszamy na podboj  Francji.
 Jeszcze w domu ulozylem tak trase, aby z hotelu do celu jechac nie dluzej niz godzine. Po drodze, na stacji paliw, spotykamy "nasza" Angielke I razem na dwa samochody kontynuujemy podroz. Okazalo sie tez, ze nie lubie francuskich drog. Calkowicie stracilem orientacje w terenie. Zupelny brak drogowskazow, znakow I jakichkolwiek oznaczen. Polegalem tylko na naszej Angielce. Mialem mape, ale coz ona warta, gdy nie wiem gdzie jestesmy a nawigacji satelitarnej brzydze sie jak disco polo.
 Po kilkunastu kilometrach, naszym oczom ukazuje sie przepiekna, francuska wies, polozona na zboczu niewielkiego wzniesienia. Nie wiem jakie tu sa zimy zazwyczaj. Ta jest wyjatkowa lagodna, sloneczna I piekna.
 Wokol pola, sady I laki. Wjezdzamy dluga na kilometr aleja lipowa. Stare jak swiat drzewa witaja nas kolyszac sie w rytm delikatnego wiaterku. Na koncu alei, wielka, zeliwna, recznie kuta, sredniowieczna brama. Brakuje ogrodzenia lecz na szczescie brama uchowala sie przed bezlitosnymi zlomiarzami. Jest tak piekna, ze nie moge sie nacieszyc jej widokiem. Mysle, ze bardzo by mnie serce zabolalo, gdyby ktos ja zniszczyl.
 Za kolejnymi starymi drzewami ukazuje sie nam perla tej okolicy. No tak, juz rozumiem dlaczego ona to kupila...  Byly tam trzy budynki, niestety bardzo zniszczone I zaniedbane. Wygladaly niczym ruiny jakiejs sredniowiecznej osady. Pierwszy, najwiekszy, dwupietrowy, mial dziesiec sypialni na pietrach, a na parterze dwa pomieszczenia, duzy aneks kuchenny I za sciana stajnie lub obore. Oczywiscie wszedzie klepisko, tynki z konskim wlosiem, na scianach uchwyty do swiec I lamp naftowych, a drzwi do kazdego pomieszczenia byly male, niczym z dobranocki o Smurfach. Do tego million myszy I dwa miliony golebi. Wszystko to jednak dodawalo tylko uroku do tego przesympatycznego I mgicznego miejsca I mialem ochote zostac tam na zawsze.
 Dwa kolejne budynki, to sredniej wielkosci spizarnia I przypuszczam- chlewik. Oba jeszcze bardziej zniszczone niz glowna nieruchomosc. Obchodzimy to z kazdej strony, robie setki zdjec, a pani opowiada, co by chciala tu zrobic, a roboty jest mnostwo! Jednak praca w takiej okolicy I przy takim obiekcie, to zaszczyt I sama przyjemnosc.
 Z zalem musimy wracac do rzeczywistosci. Obiecuje pani zrobic cene tak szybko, jak to mozliwe. Powoli, by nie zgubic sladow, ruszamy w droge powrotna, w poszukiwaniu kolejnego hotelu.
 Tym razem poszlo latwiej I bez problemu znajdujemy sie w srodku klasycznej, francuskiej oberzy. Dostajemy klasyczny pokoj z klasycznym, wielkim kluczem I klasycznym wielkim lozem z nadmuchana pierzyna I poduchami. Wszystko to wyglada bajecznie I brakuje tylko, by po kolacji pojawili sie Asterix I Obelix. Wszystko nam sie tu podoba I z apetytem zjadamy obiad. Po obiedzie obowiazkowo wino z lokalnej winnicy I maly spacer po okolicy. Urzeka nas maly sklepik familijny, taka garmazerka. Nie dosc, ze mowia po angielsku, to jeszcze oferuja pachnace smakolyki: paszteciki, galaretki, wedliny no I obowiazkowo slimaki na kilka sposobow. Kusimy sie na nadziewane serkiem Fromagge, bierzemy do tego butelke czerwonego wina I postanawiamy sobie, ze do jutra rana tylko odpoczywamy.
 Na zajutrz, po prawdziwym sniadaniu w normandzkim stylu, udajemy sie w droge powrotna. No to przygod mamy pod dostatkiem jak na jedna wycieczke, stwierdzam wysiadaac z auta na pokladzie promu. Jeszcze 6 godzin bujania na falach I jestesmy na wyspie. Siadamy wygodnie w czesci przeznaczonej dla osob z malymi dziecmi, by Junior mogl bezkarnie buszowac w labiryncie zabawek.
 Na obiad zaserwowano dwa wiadra muli, czyli jadalnych malz w sosie czosnkowym. Oczywiscie z winem. Powoli zastanawiam sie czy we francuskim szpitalu do kroplowek tez podaja wino? Oczywiscie Wiola nie pije. Nawet nie nazeka. Nie lubuje sie w winie I tylko macza jezyk, by poczuc smak I zapach.
 Jeszcze dobrze nie obrobilem tych skorupiakow, a opuscili  zaluzje, szczelnie zaslaniajac wszystkie okna. Nastepnie kapitan nakazal wrocic do swoich kajut I tam pozostac do odwolania. Cos tu smierdzialo I nie byly to owoce morza. Chwiejnym krokiem, niczym po 10 flaszce Caberneta dryfuje do swojej koi. Nie mam problemu z choroba morska. Nigdy nie mialem. Jedyne co widze, to przerazenie w oczach Wioli. To pewne, trafilismy na sztorm. Tylko jak silny? Staramy sie zartowac, ogladamy TV. Jednak jak tu sie cieszyc gdy buja statkiem we wszystkie strony. Buja tak mocno, ze nie wiem czy bym utrzymal rownowage nawet trzymajac sie poreczy.
 Szczesliwie po pieciogodzinnej, sztormowej walce dobijamy do angielskiego portu Portsmouth. A nie mowilem, ze przyciagam sztormy I panie plastyczki? Jeszcze tylko dwie godziny autostrada I wreszcie w domu. Po kolacji, gdy juz opowiedzielismy Steli wszystkie przygody, wlaczamy wiadomosci BBC. Nadrabiamy trzydniowe zaleglosci, a tam jako temat dnia widnieje: Sztorm na English Channel (Kanal La Manche), tonie kontenerowiec Napoli u wybrzezy Cornwalii. Przez kolejne dni czytalismy o tym, co morze wyrzucilo na plaze I jakie skarby znajduja mieszkancy nadmorskich miejscowosci.
 Chcialem kupic Wioli w prezencie urodzinowym rejs statkiem do Hiszpanii, jednak nie musiala mnie dlugo przekonywac, ze to glupi pomysl...
cdn

Friday, 13 March 2015

Moja bitwa o Anglie cz 66

   Rejs promem trwal 6 godzin w jedna strone. Probowalismy namowic Stele by pojechala z nami, jednak wolala zostac z Ewelina I plotkowac o niedzielnej mszy, ktory to z ministrantow byl najprzystojniejszy.
 Arti nie mial jeszcze skonczonego roku, wiec caly statek zwiedzal w pozycji "na czworakach". Byl wszedzie. Wykozystywal chwile naszej nieuwagi, by znow zniknac tym razem za barem. Prom byl w calkiem przyzwoitym standardzie, a kajuta ktora wynajelismy ze wzgledu na Juniora zdala egzamin. Skosztowalismy pysznej, francuskiej kuchni I poznym wieczorem zacumowalismy w porcie. Nie chcielismy od razu brac sie do pracy, wiec wymyslilem abysmy spedzili noc w hotelu I wyruszyli dnia nastepnego calkowicie wypoczeci. Tak samo zrobimy w drodze powrotnej, dzieki czemu pozwiedzamy kraine pogromcow slimakow.
 Do hotelu dotarlismy po 23. Arti juz twardo chrapal na tylnym siedzeniu. Zbyt czesto nie rozbijam sie po hotelach, a po francuskich tym bardziej, wiec nie znam panujacych tu obyczajow. A wiec ze spiacym dzieckiem na reku, z dwoma ciezkimi torbami, prawie o polnocy, grzecznie I po cichutku, z szacunkiem dla innych, probujemy dostac sie do recepcji. Jednak drzwi solidnie zamkniete na zamek. Dzwonimy wiec domofonem. Pani odebrala, lecz z dobrymi manierami to ostatni raz miala doczynienia na wycieczce w przedszkolu. My probujemy jej wytlumaczyc po angielsku o co nam chodzi, a ona podniesionym glosem odpowiada po francusku. Owszem, nie musi znac angielskiego, ale w takim razie ja nie musze znac francuskiego. Cos burczala, bo przeciez nie mowila, napewno bym zrozumial, tak jak rozumialem Micka na poczatku mojej angielskiej przygody. Do dzis nie wiem o co jej chodzilo. Delikatnie mowiac, obrocilem sie na piecie gotow szukac kolejnego noclegu, gdy ukazala mi sie na scianie magiczna maszyna. Byl to automat, gdzie wpisywalo sie otrzymany numer PIN I maszyna drukowala karnet, ktory otwieral wszystkie drzwi w hotelu. Moze pani o tym mowila, nie wiem. Tylko skad  mamy wziac numer PIN? W emailu potwierdzajacym rezerwacje nic nie bylo napisane na ten temat. Studiujemy dziesiaty raz wydruk rezerwacji, nomen omen po angielsku, ale oprocz stada reklam nie znajdujemy magicznej cyfry. Czyli ponownie telefon do... recepcji. Gdy pani Slimakowa uslyszala ponownie moj glos, to czulem jak zaciska zeby ze zlosci. Grzecznie I z opanowaniem wytlumaczylem o co tym razem nam chodzi. Rece mi juz mdleja, coraz zimniej I wietrzniej na zewnatrz, a my nadal bez kwatery. Pani Slimakowa nic nie odpowiedziala, tylko zeszla z pietra I z impetem otworzyla drzwi wejsciowe, jedna reka przesunela Wiole I wystukala magiczny numer w klawiature automatu. Jeszcze nigdy dzwiek drukarki nie wprawil mnie w stan radosci jak teraz. Pani wcisnela karnet Wioli do kieszeni kurtki I zniknela w milczeniu w ciemnosciach na pietrze, niczym rosyjski okret podwodny. Wszystko bez jednego slowa, bez zbednej mimiki, bez zadnych kompromisow I sentymentow.
 Uffff, najwazniejsze to mamy w kieszeni- Powiedzialem szeptem- Zostaw torby I otwieraj drzwi. Zaraz po nie wroce, tylko poloze Juniora w lozku.
 Trafil nam sie calkiem znosny apartament z wielkim salonem I wyjsciem na ogrod. Jednak... Co jest??? Nie moge wyjsc z pokoju! Nie moge otworzyc drzwi, zablokowaly sie. Chyba nie bylem pierwszy, ktory mial ten problem. Klamka jest juz mocno nadszarpnieta I za chwile sie urwie. Nie ryzykuje. Wyskakuje przez okno I... dzwonie domofonem do pani Slimakowej. Jad jaki na mnie wylala, az kapal z glosnika. Nie znam francuskich przeklenstw, ale mialem wrazenie, ze mi ubliza. Teraz  to juz nie mielsimy wyjscia, musielismy tu zostac za tymi zablokowanymi drzwiami.
 Oczywiscie jak w poprzednich przypadkach, pani udawala, ze nic nie rozumie, jednak stanowczo swterdzilem, ze musi zejsc na dol I to zobaczyc. Zaczekalem na nia w hallu I prawie za reke zaciagnalem do naszego pokoju. Teraz to ja jej wcisnalem karnet w reke I mowie po Polsku, skoro nie zna Angielskiego: Otwieraj I wchodz. Pani zrobila wielkie oczy, duze jak zaba, ale wchodzi. Wyglada na to, ze Polski znala. W pokoju sytuacja bardzo dwuznaczna. Wiola podparta pod boki, gotowa do ataku. Pani jednak nie ma odwrotu, bo wlasnie zatrzasnalem drzwi I znow urzywajac poprawnej polszczyny rozkazuje: Otwieraj! Pani lapie za klamke I... klamka elegancko wpasowuje sie w paryska dlon hotelarska. Czolo rosi zimny pot. Widze te skrzywione usta w grymasie I nagle te usta panicznie krzycza w kilku jezykach: HELP! HILFE!   Oooo, nawet sie angielski I niemiecki pani przypomnial. Probuje osobiscie uspokoic ten akt paniki, pokazuje spiace dziecko I prosze o spokoj.
Jestesmy zmeczeni po calym dniu podrozy I ostatnia rzecza, ktora teraz mam w glowie, to gwalcenie lub kanibalizm. Zreszta nie podobaja mi sie Francuski. Jestes bezpieczna. W tym momencie wbiegl do pokoju szanowny malzonek otwierajac drzwi od zewnatrz, za nim dwoch synow I ktos jeszcze. Na szczescie bez siekier I nie zostalismy daniem glownym wieczoru. Malzonek okazal sie bardziej rozsadny. Byc moze zjadl mniej zab I kierowaly nim ludzkie odruchy. Uspokoil cala sytuacje I poprostu dal nam inny pokoj, ktory to sam osobiscie sprawdzil, a ja potwierdzilem. Zmeczeni po francuskim filmie kryminalnym, w ktorym to odegralismy glowna role, zasypiamy jak harcerze po dlugim marszu...
cdn...

Friday, 6 March 2015

Moja bitwa o Anglie cz 65

    Kolejna zimna jesien, kolejne duze zlecenie. Plan przewidywal rozebranie sciany nosnej od strony ogrodu I wybudowanie przybudowki. Nastepnie rozbudowanie poddasza, czyli loftu. Przy rozbiorce tej sciany musielismy bardzo uwazac by nie zawalil sie dom. Wierzcie lub nie, w nocy przeszedl obok huragan. Mam to szczescie, ze przyciagam huragany, sztormy oraz panie plastyczki. Jednak ostatni, podobnie jak poprzedni, niczym delikatna dlon artystki, tylko musnal policzek mojego projektu. Oprocz wywrocenia taczki do gory brzuchem, nie wyrzadzil zadnych szkod. Ufffff.
 Minal pierwszy miesiac pracy. Zatrudnilem prawdziwego inzyniera, ktory nas nadzorowal I doradzal. Z Ania-inzynierowa, kolezanka ze szkoly jezykowej, nie udalo mi sie nawiazac kontaktu po tej przygodzie u Davida.
 Moja miedzynarodowa brygada, spisywala sie na medal. Pracowali ciezko I dlugo. Dzielnie wykonywali swoje obowiazki I nie mialem najmniejszego powodu, by na nich narzekac.
 W piatek wieczorem, pojawl sie Alan. Po dokladnej kontroli oraz zadaniu tysiaca pytan, przekazal mi czek z pierwsza wyplata. Rozdzielilem pieniadze chlopcom I wszyscy szczesliwie udalismy sie na zasluzony, weekendowy odpoczynek.
 Przemek podsyla mi kolejne zlecenia. Jednym z nich jest remont dziewietnastowiecznej posiadlosci w polnocnofrancuskiej Normandii. Oecnie wielu Anglikow kupuje domy za granica I chetnie wyprowadzaja sie tam po przejsciu na emeryture. Tak bylo I w tym przypadku. Pewna Angielka za £70 tys. zakupila przepiekna rezydencje, lecz bardzo zaniedbana I zniszczona. Pomysl spodobal mi sie I nie powiem, bylem tym podekscytowany. Umowilem sie z pania na 9 stycznia we francuskim porcie Caen. Nie mylic z Lazurowym Wybrzezem. Wymowa podobna, lecz pisownia inna.

 Z "tlustym" czekiem od Alana udajemy sie na swiateczne zakupy. Wreszcie mozemy pozwolic sobie na wiecej. Mamy duze auto, to I bez obawy zmieszcza sie wszystkie prezenty.
 Do Steli klasy dolaczyla kolejna mloda Polka. Od razu zaprzyjaznily sie. Choc to Kamila bardziej zabiegala o znajomosc. Nie znala angielskiego, nie znala tu nikogo. Byla swierzutko upieczona emigrantka razem ze swoimi rodzicami.
 Dziewczyny spedzaly caly wolny czas razem. Stela miala swoj pokoj o calkiem sporym metrazu, wiec Kamila chetnie zostawala na noc.
 Podczas kolejnej wywiadowki u Steli w szkole, wychowaca zwraca nam uwage. Stela bardzo opuscila sie w nauce. Nie nalezala nigdy do grona prymusow, lecz ostanimi czasy radzila sobie dobrze. Musielismy wiec reagowac I rozszyfrowac powod.
 Po klku rozmowach wychodzi na jaw, ze to Kamila jest glowna podejrzana. Jej braki w angielskim spowodowaly, ze o wszystko co bylo mowione na lekcjach, prosila Stele o przetlumaczenie. Do tego Kamila byla slabym uczniem I ponownie prosila Stele o wytlumaczenie prostych rzeczy lub specjalnie odwracala jej uwage, by Stela nie uwazala I dostawala gorsze oceny.
 Pewnego dnia rodzice Kamilii zaproponowali nam spotkanie przy kawie. Jednak nie zaprosili nas do siebie. Wrecz przeciwnie. Wladowali sie do nas. I o dziwo, zamiast kawy I sernika, przywiezli opasla teczke z dokumentami. Podobnie jak Kamila, potrafili tylko powiedziec "senkju" oraz "guten morning". Bylo to stanowczo za malo, by dostac miszkanie socjalne czy pakiet zasilkow zapomogowych. Kamila I jej mama, mrugaly wiec oczami z szybkoscia lotu Concorda  I probowaly przekonac nas, a w szczegolnosci moja krolowa o swojej pryzjazni do nas, oraz jak to sie nm odplaca zaraz po otrzymaniu pierwszego przelewu.
 Bylismy ta postawa I propozycja tak zaskoczeni, ze Wiola dopadla pierwszy lepszy dlugopis I wypelnila te dokumenty. Do konca wieczora juz nic innego nie slyszelismy jak przeslodzone podziekoania oraz proszenie o wybaczenie za bezposredniosc. Jakos to przetrwalismy. W koncu mielismy doswiadczenie w tym temacie. Kamilii rodzice nie byli pierwsi, ktorzy nas tak przyparli do muru. Nie chcielismy tez  wyjsc na gburow, ktorzy zapomnieli o swym pochodzeniu oraz w jakich trudnosciach sami zaczynali, a teraz nie chca pomoc poczatkujacym rodakom-emigrantom. Tylko, ze nam nikt nie pomagal na poczatku. Pozniej tez. Gdy musialem w nocy uciekac ze Slough, nikt mi nie pomogl. Nikt mi tez nie pomogl, gdy moj Angielski byl na poziomie Kamilii rodzicow. Siedzialem wtedy do poznej nocy ze slownikiem I tlumaczylem cale menu w telefonie. Moglem ustawic na opcje w jezyku polskim, jednak chcialem sie nauczyc. Choc nie rozumialem, to codziennie namietnie w drodze do pracy, czytalem bezplatne gazety, by nastepnie poznac Patrycje I wykupic u niej korepetycje. Oczywiscie I dzis mam czesto klopoty ze zrozumieniem pewnych kwestii, jednak potrafie sie samodzielnie komunikowac, ogladam angileskie wiadomosci, czytam angielskie ksiazki. Jestem niezalezny I potrafie sam zalatwic swoje sprawy.
 Niestety sluch po Kamilii rodzicach szybko zaginal. Mam tylko nadzieje, ze sa szczesliwi, a te zasilki naprawde byly im potrzebne. Bo przeciez nie na wakacje na Dominikanie.
 Kamila na szczescie tez rzadziej nas odwiedzala, a Stela zrozumiala kto jest sprawca tych szkolnych niepowodzen. Zaprzyjaznila sie wiec z kolejna dziewczyna. Tym razem rasowa goralka z pod samiuskich Tater. Ewelina byla piekna dziewczyna, o typowych slowianskich rysach twarzy. Zaradna, dobrze prowazaca sie, chetna do pomocy. Idealny matrial na synowa. Od kilku miesiecy mieszkali na Acton. Kolejna polska rodzina, ktora zostawila caly majatek nad Dunajcem I wybrala emigracje.
 Tym razem, ty my wozilismy Stele na cale weekendy do Eweliny. Jej rodzice na szczescie o nic nie prosili.

 Alana budowa, pomimo zimy, na szczescie nie mroznej I bezsnieznej, rosla jak na drozdzach. Postawilismy cala przybudowke, wymurowalismy cala, wielka sciane, naprawilismy dach, postawilismy wszystkie scianki dzialowe, naprawilismy podlogi I przygotowywalismy sie do konstrukcji loftu, czyli przebudowy poddasza na mieszkanie. Zamowilem ciezarowke materialow, droga ciezarowke stalowych belek I w slonczny, styczniowy weekend wybralismy sie na wycieczke do Francji. Jednak nie nad Lazurowa Zatoke czy do smetnego Paryza. Tym razem byla to sluzbowa podroz na polnoc, do spokojnej normandzkiej wsi. Ale o tym juz w kolejnym odcinku. Zapraszam....

Saturday, 28 February 2015

Moja bitwa o Anglie cz 64

     Jaroslaw, pogromca podatkowy, byl typowym "krawaciarzem". Otoczony przez sterty segregatorow sprawial wrazenie doswiadczonego, wrazliwego na los swoich klientow, wykorzystywanych przez  krwiopijczy system.
 Wiola dopiero poznwala wszystkie zakamarki miejscowej skarbowki, do tego dochodzilo permanentne rozkojarzenie spowodowane aktywnoscia Juniora. Arti potrafil skutecznie przeszkadzac jej w pracy. Tylko sobie znanymi sposobami doprowadzal Wiole do ostatecznosci. Raz domagal sie picia, innym razem misia, to znow nauczyl sie chodzic samodzielnie I nosilo go wszedzie. Totalnie aktywny I od oddania go do domu dziecka ratowal go tylko urok osobisty, bo przeciez kazda kobieta ulegnie blondynowi o oczach w kolorze nieba.
 Pewnego dnia doszlismy do wniosku, ze poprosimy o pomoc moja matke. Zaproponowalismy jej wspolne mieszkanie I zapytalismy o pomoc przy obsludze Juniora. Dostala swoj pokoj, odswierzony I umeblowany oraz co tydzien wyplate za wykonana usluge. Tak, nalezala do tych babc, co biora pieniadze za wychowywanie wnuczat. Ale nie mielismy z tym problemu I dorzucilismy jej jeszcze wyzywienie w pakiecie. Obie strony byly zadowolone I Wiola wreszcie moze w 100% poswiecic sie pracy, gdy babcia z wozkiem nabija kilometry po Londynie.
 Gdy wyszkolony pan Jaroslaw naliczal nasze podatki, nasz nowy wspolpracownik Przemek, preznie szukal dla nas zlecen. Od teraz polegam tylko na nim oraz na sobie. Od kiedy Kazik wrocil do Polski, stracilem nie tyle przyjaciela, co mentora I doradce. Teraz przyszla pora na wystepy solowe przy akompaniamencie Wioli.
 Jednym ze zlecen od Przemka, byla dosyc spora budowa na Ealing Common. Operator kamery z BBC, niejaki Alan, wynajal AAW Services do przerobienia domu na cztery osobne mieszkania, ktory to wlasnie zakupil celem inwestycji. Zlecenie duze I trudne. Dom bardzo zaniedbany I zniszczony. Opracowalem wiec cene I uroczyscie w pubie przy kolacji oboje podpisujemy kontrakt.
 Alan z wygladu przypominal mlodszego brata Einstaina. Z zachowania mysle, ze tez. Zachowywal sie jakby porazil go prad wysokiego napiecia podczas kolejnego doswiadczenia. Jezdzil malutkim Peugeotem 106 i robil zdjecia wszystkim I wszystkiemu. Zauroczony potega deweloperow I landlordow, postanowil sam zasmakowac tego chleba. Niestety, oprocz dobrych checi I einstanowskiej fryzury, nie posiadal nic, co by mu pomoglo w tym biznesie. Niby mial pomysl, zarys jakby to mialo wygladac, niby mial plany, lecz to wszystko bylo nie pewne I z tygodnia na tydzien sie zmienialo.
 Rozpoczelismy ten projekt  od demolition party, czyli tzw. posprzatania po poprzednich budowlancach. Musielismy rozebrac czesc konstrukcji, posprzatac I zabezpieczc kilka miejsc, by mozna bylo pracowac bezpiecznie.
 Alan od pierwszej naszej przepracowanej godziny, probowal ingerowac w nasz system pracy I musialem tlumaczyc mu, ze pracownicy potrzebuja przerwe na lunch, lub od czasu do czasu maly brejk na kawe lub papierosa. Podczas takich przerw dyskutuje sie I obmawia plan dzialania. Ale co to fotograf moze wiedziec na temat konstrukcji dachu czy uzbrojenia betonu?  Grzecznie porosilem, by nam zaufal I najlepiej niech przyjezdza na kontrole w kazdy piatek. Wtedy bedzie mial pelen obraz tego co zrobilismy przez caly tydzien.
 Alan byl nieco spanikowany I zestresowany. Ponoc nasi poprzednicy konkretnie zniechecili bank, z ktorego  dostal kredyt na ten dom. Duzo nie brakowalo, a bank przejalby ta nieruchomosc bez zwrotu zainwestowanego kapitalu. Nie wiem ile juz tam mlody Einstain wplacil pieniedzy, ale spocil sie podczas opowiadania, niczym podczas plodzenia teorii wzglednosci. Wlasciwie, dzis smialo moge stwierdzic, ze ta teorie mozna wykozystac wzgledem naszej umowy, ale o tym w dalszej czesci...
cdn

Saturday, 21 February 2015

Moja bitwa o Anglie cz 63

    Jeszcze na starym mieszkaniu, odwiedza nas moja mama, z ktora wlasnie sie pogodzilem. Bardzo sie cieszy z poznania Wioli, Steli oraz wnuczka. Wyjasniamy sobie wszystko, spedzamy rodzinny tydzien pokazujac jej piekno Londynu. Rozstajemy sie usmiechnieci z nadzieja na kolejne spotkanie.
 Chwile pozniej odwiedzaja nas rodzice Wioli. Wygladaja na zniesmaczonych I rozczarowanych tym co tu zobaczyli. Odnosimy wrazenie, ze spodziewali sie, iz mieszkamy w penthausie nad Tamiza lub w wielkim domu z ogrodem gdzies na Richmond. Niestety trafili do malego mieszkania poczatkujacych emigrantow z ciagnacym sie ogonem pt. DLUG.
 Udaje nam sie wynajac piekny I skromny domek w dzielnicy Northolt. 3 sypialnie, 2 lazienki, salon, jadalnia z kuchnia I calkiem przyzwoity ogrodek. Do tego bezplatne miejsce parkingowe I nieograniczona cisza. Wreszcie spokoj. Jest to zamkniete osiedle, bez ulicy przelotowej, na uboczu. Krotkim spacerem mozemy dojsc do wielu sklepow I duzego parku, gdzie po kanale plywaja barki. Wysmienite miejsce na przechadzke z dziecmi.
 Wioli rodzice pomagaja nam w przeprowadzce. Niestety Arti rozchorowal sie. Ma wysoka temperature, duzo placze, jest niespokojny I marudny. Wiola denerwuje sie, nie moze sie skupic przy pracy. Udziela sie to jej rodzicom. Sa oburzeni zachowaniem Juniora I daja nam to zrozumiec. Nasz maly truten jest chory I dopiero skonczyl rok, wiec ma prawo byc kaprysny. Skoro dorosli nie potrafia tego zrozumiec, to problem jest z doroslymi.
 Pewnego dnia, gdy juz nasi rodzice wrocili do Polski, jadac moim ukochanym, odrestaurowanym fordem Mondeo przez dzielnice Chiswick, na srodku skrzyzowania taksowka Mini Cab, z calym impetem wjezdza w moj tyl. Udezenie jest powazne. Na szczescie nikt w  tym nie ucierpial. Oprocz mojego fordzika. Stojac w korku, calkowicie poprawnie, pan taksowkarz, rasowy Afganczyk, prawdopodobnie zagadany przez telefon, miazdzy moje auto. Tlumaczy sie mocno I przeprasza. Prosi by nie wywac policji. Tlumaczy, ze ma pasazera I boi sie utraty pracy. Daje mi swoje dane I obiecuje wszystko uregulowac. W zaprzyjaznionym garazu, mechanik prowizorycznie przklepal tyl mojego auta. Nie moglem go wyremontowac ani zostawic w warsztacie do momentu wyjasnienia sprawy z ubezpieczycielem. Potrzebowalem transportu kazdego dnia od rana do nocy.
 Mija kilka miesiecy, a firma ubezpieczeniowa, ktora mnie reprezentowala nadal milczy. Nawet nie skontaktowali sie ze mna po zgloszeniu kolizji. W koncu trace cierpliwosc  I zrywam z nimi umowe. Wynajmuje prywatne biuro do odzyskiwania odszkodowan I ostro biora sie do roboty. Juz po kilku dniach dzwonia do mnie z wiadomoscia, iz pan rasowy Afganczyk, czyli kierowca taksowki, zglosil u swojego ubezpieczyciela, ze to ja spowodowalem ta stluczke cofajac na skrzyzowaniu. Przedstawil nawet jakiegos swiadka- kolege po fachu. Sadzac po nazwisku- ziomka. Zskoczyl mnie ten obrot sprawy. Koles zwalil cala wine na mnie I do tego podstawil falszywego swiadka. To smierdzialo kryminalem. Powiedzialem krotko do mojego adwokata: jesli on tego natychmiast nie odwola, to skladam powiadomienie do prokuratury. Jednak ten pastuch wielbladow nie odpuszczal I szedl w zaparte proponujac podzial winy 50/50. Malo nie zwariowalem gdy dowiedzialem sie o tej propozycji. Odpowiedz byla krotka: zawiadomic odpowiednie sluzby! Jednak moj adwokat dal mu trzecia szanse I pan Beduin odwolal wszystko co mu sie przysnilo. Wkrotce pojawil sie likwidator szkod I w oswiadczeniu uznal auto za nieekonomiczne do naprawy, przy czym nie wymagal bym je zezlomowal. Dostaje tez wezwanie na komisje lekarska oraz pobieram serie sesji fizjoterapeutycznych. Wszystkie koszta pokrywa taksowkarz. Forda udaje mi sie szybko sprzedac I za uzyskany zwrot kosztow kupujemy Vouxhala Frontere, duze terenowe auto. Dodam tylko ze marka Vouxhall znana jest na calym swiecie jako Opel. Tylko tu w UK inaczej sie nazywa.
 Po otrzymanych kolejnych propozycjach od angielskiego zleceniodawcy, przestaje z nim wspopracowac. Niestety jego ceny byly nie do zaakceptowania. Nawiazuje nowe kontakty zawodowe. Jednym z nich jest Przemek. Mlody wilk, manager w firmie polonijnej. Przemek zajmowal sie rekrutacja polskiej sily roboczej, mial wiele znajomosci posrod lokalnych firm oraz osob prywatnych. Wypijamy wspolnie kilka piw I nawiazujemy znajomosc. Wkrotce dolacza do niego narzeczona I razem cala czworka czesto sie spotykamy rowniez pywatnie.
 Do Przeka zglaszaja sie Anglicy, I nie tylko, rzadni wyremontowania swojego gniazdka. Niestety zlecenia sa porozrzucane po calej Anglii I znow duzo czasu spedzam poza domem jezdzac na wyceny.
 W naszym nowym domu odswierzylem sciany I kazdy dostal swoj pokoj. Wreszcie mielismy swoja sypialnie, duza z king size lozkiem, przestronny salon, w ktorym urzadzilismy tez w kacie biuro AAW Services.
 Nasza firma powoli rozwijala sie. Zlecenia naplywaly regularnie I mielismy ciaglosc pracy. Moze nie zawsze zatrudnialem 20 osob, lecz zawsze bylo cos do zrobienia. Raz przerabialem fabryke z 20 murarzami,innym razem malowalem plot we dwoch.
 Stela pokochala brata na dobre. Teraz juz nie mogla doczekac sie powrotu ze szkoly by z nim spedzac czas. Oraz z nowa przyjaciolka. Ale o tym juz w kolejnym odcinku. Zapraszam...

Friday, 13 February 2015

Moja bitwa o Anglie cz 62

  Krotkie streszczenie poprzednich odcinkow:
Po nieudanym biznesie I ogolnym rozczarowaniu zyciem w Polsce, wybieram londynska emigracje. Razem z Waldkiem, przyjacielem, wyruszamy autokarem w podroz, by skolonizowac brytyjska wyspe. Niestety Waldi zostaje zatrzymany na granicy w Calais, a ja po przyjezdzie do Londynu, trafiam po trzech dniach do Slough w obiecia "polskiej osmiornicy", prowadzonej przez filigranowa Wioletke. Po dwoch tygodniach wegetacji na fasolce z puszki w sosie pomidorowym, uciekam w nocy by znalezc bezpieczny pokoj we wschodnim Londynie oraz rozpoczac obiecana prace u bosniackiego budowlanca Stojna. Po pewnym czasie wracam do Slough by uwolnic Kazika, poznanego w autokarze starszego pana. Przez kilka lat mieszkamy razem kultywujac fasolkowa diete oraz inne angielskie rarytasy. Zaprzyjazniamy sie. Kilkakrotnie zmieniamy mieszkania oraz menu. Pracujemy jako samozatrudnieni na budowach, a ja dodatkowo znajduje zajecie przy ochronie koncertow I roznych imprez kultulralno-sportowych. Namietnie pisze wiersze I niczym rosyjski lodolamacz, krusze kobiece serca, az trafiam na przyszla zone Wiole. Po pasmie nieszczesc oraz roznych probach na nasza wytrzymalosc, rodzi sie nasz syn Arthur Junior. Powstaje tez firma AAW Services.

  Stela wygladala na zazdrosna. Miala prawo. Dotychczas przez cale swoje nie dlugie zycie miala mame, ktora nie musiala sie z nikim dzielic. Nie miala dotychczas rodzenstwa I byla w centrum zainteresowania calej rodziny. Az tu pojawilem sie ja, a pozniej nasz maly krolewicz o blekitnych oczach. Bylo wiec naturalne, ze bedzie walczyc o swoja pozycje w stadzie. Musielismy duzo I dlugo jej tlumaczyc w jakim jest bledzie.
 Najwiecej czasu Wiola spedzala z dziecmi, gdyz ja musialem na to wszystko zapracowac. Lapalem kazda mozliwa okazje na zarobienie dodatkowych pieniedzy. Nie przepuscilem juz zadnego zlecenia jak to mi sie zdazalo poprzednio. Pracowalem prawie cala dobe. Najpierw 12 godzin w terenie, by nastepnie po powrocie do domu zanurkowac w internecie szukajac to klientow, to nowych pracownikow lub potrzebnych materialow.
 Angielski kontarktor dawal nam nawet duzo zlecen, jednak nadal nie byly one zbyt atrakcyjne finansowo. Jego nowy przedstawiciel, ktory to mnie "obslugiwal", mlody Anglik o imieniu Gareth, byl sympatycznym I konkretnym inzynierem. O wiele bardziej kompetentnym oraz znacznie cieplejszym stosunku do wspolczesnej emigracji. Jego poprzednik Derek, czesto dawal nam do zrozumienia, kto tu jest kolonista, a kto kolonizatorem. Derek uwielbial mowic tak, by nikt go nie zrozumial. Mial wtedy ubaw po pachy. I nie chodzi tu o uzywanie londynskiego slangu Cocney. Derek byl poprostu niechlujnym ignorantem I chamem.
 Wiola w papierach radzila sobie swietnie. Jeszcze w Polsce, przed wyjazdem, zdobyla dyplom z zarzadzania I marketingu. Jest swietna w zaglowaniu cyferkami  I w analizach, a jej charakter doskonale odzwierciedla jej znak zodiaku- Wage. Dobrze prowadzla cala nasza dokumentacje. Wszystko poukladane I przejrzyste. Wiola prowadzila wstepna ksiegowosc, nawet zrobila kurs w Londynie, natomiast ta koncowa, najwazniejsza ksiegowoscia, zajmowal sie wspomniany wczesniej Jaroslaw, samozwanczy mistrz kalkulatora I pogromca podatkowych paragrafow. Osobnik ten dysponowal skromnym biurem rachunkowym w polnocno-zachodnim Londynie, zatrudniajac narzeczona oraz jakas mloda sikoreczke. Moja wiedza na temat rachunkowosci ogranicza sie do rozroznienia rachunku za obiad od faktury za palate cegiel, wiec jestem zdany na doswiadczenie I uczciwosc innych. Dowozilismy wiec naszym wyklepanym fordem Mondeo  kolejne segregatory pelne roznych dokumentow I rachunkow, a pan P. wystawial nam kolejne faktury za swoje uslugi. Placilismy ile sie nalezy, przekonani o geniuszu Polaka ksiegowego.

 Przejezdzajac dzielnica Hammersmith, zauwazam na rusztowaniu Mariusza, mojego bylego wspolnika. "A jednak wrocil z Dominikany?"- zapytalem sam siebie. Zdecydowalem sie porozmawiac z nim I dowiedziec dlaczego zostawil mnie z rozgrzebanym loftem oraz rachunkiem na £4700 do zaplacenia. Po krotkiej rozmowie podajemy sobie dlonie. Wiele nie oczekuje od niego. Wystarczy, ze odda mi polowe z tej kwoty I moze wracac na Dominikane. Lub na rusztowanie. O dziwo zgadza sie I placi od reki £500. Kolejne pieniadze obiecuje oddawac w miesiecznych ratach. Niestety szybko sluch po nim ginie ponownie. Nie odbiera moich telefonow, nie odpisuje na wiadomosci, unika mnie. Odnalazlem wiec Slawka., kiedys pracowalismy razem dla Mariusza. Slawek w skrocie opowiedzial, jak Mariusz rozstal sie z Leszkiem I pracuje na wlasny rachunek. Wynajmuje teraz tez mieszkania dla Polakow I ma spore problemy finansowe. No tak, to doszedl mu kolejny problem.
 Mariusza juz nigdy wiecej niespotkalem, nie rozmawialem z nim. Kilka lat pozniej odnajduje go na Naszej Klasie. W kilku zdaniach powiem mu co o nim mysle I nie zycze powodzenia w przyszlosci.
 Po tej niespodziance, jaka zgotowal nam Sebastian I spolka, zastanawiamy sie nad przeprowadzka. Chcemy wynajac jakis skromny domek gdzies na przedmiesciach Londynu. Mamy juz dosyc centrum I tego zgielku. Obawiamy sie tez Sebastiana. Nie wiem do czego on jest zdolny? Skoro zdemolowal nasz samochod, to nie wiem, czy nastepnym razem nie odwazy sie na cos gorszego. Niemoge ryzykowac. Czesto pracuje daleko od domu I Wiola zostaje sama z dziecmi, calkowicie bezbronna.
cdn

Saturday, 7 February 2015

Moj bitwa o Anglie cz61

   W takim razie nie widze mozliwosci na dalsza wspolprace. Teraz to ja burknalem I odejechalem z piskiem opon wyklepanym Mondeo.

 Z "Marcinami" spotykamy sie coraz czesciej. Spedzamy wspolnie sobotnia noc. Najpierw w jakims pubie na Soho do 23, by nastepnie udac na calonocne szalenstwo do najslynniejszego w Europie klubu Ministry Of Sound. Nie jestem zwolennikiem clubbingu, jednak uleglem wiekszosci.
 Ministry Of Sound jest bardzo popularnym klubem I cieszy sie znakomita renoma. Lezy na poludniowym brzegu Tamizy w dzielnicy Elephant and Castle. Otwieraja go dopiero o 23.00 I zamykaja o swicie. Wstep tylko dla osob powyzej 21 roku zycia jest scisle przestrzegany. Maja swoje pasmo radiowe, kanal na YouTube oraz wydaja plyty ze swoimi mixami.
 Musimy odczekac godzine w kolejce, by dostac sie do srodka. Jest tez wejscie dla VIP-ow, jednak do Davida Beckhama nie jestem podobny I cierpliwie czekamy na swoja kolej. W srodku kupujemy po kolorowym drinku I udajemy sie do pomieszczenia, gdzie przed wejsciem czytamy napisy: "Uwaga! Glosna muzyka!".  Bardzo glosna. Impreza dopiero sie rozkreca, lecz ludzi jest juz cala masa. Wysoko pod sufitem zawieszone wielkie glosniki, na nich tancza skapo urbane azjatyckie pieknosci plci obojga. Przed nimi, na wysokiej scenie osmiu DJ-ow w najlepszym stylu czestuje nas soczysta I dynamiczna dawka muzyki z roznych gatunkow. Dwoch z nich na codzien pracuje w londynskim radio. Robia to po mistrzowsku I az mi sie wierzyc nie chce, ze graja nawet rockowe kawalki. Ponoc sam Carl Cox tez czasem kreci tu vinylami. Dla mniej wtajemniczonych podpowiem, ze Cox jest najlepszym DJ-em na swiecie, wydaje swoje plyty oraz ma stale programy w radio.
 Muzyka jest naprawde glosna I czuje, ze za chwile zmieni rytm bicia mego serca. Wlasciwie jedyne co mi sie tu niepodoba, to spora ilosc dilerow I latwosc nabycia kazdego narkotyku. Dilerzy sa widoczni wszedzie. W ciagu pol godziny  tylko trzech mnie zaczepilo z oferta nie do odrzucenia. Nam jednak do wysmienitej zabawy wystarczylo kilka drinkow.
 Wytrzymujemy do 4. Marciny zostaja dluzej. Oni to dlugodystansowcy. Po dzis dzien slysze z tylu glowy ta glasna muzyke. Nie wiem czy to byl dobry pomysl, by Marcin, zawodowy stroiciel fortepianow, niszczyl swoj sluch w tym klubie?

 Jak na ciazowa diete gofrowa, nasz Junior rosnie szybko. Ma wspaniale oczy o kolorze pogodnego nieba I najslodszy usmiech w Unii Europejskiej. Odwiedzaja nas znajomi, przynoszac rozne zabawki, prezenty zyczac zdrowia. Niestety nasze noce sa zarwane. Szczegolnie Wioli, ktora pozwala mi wyspac sie do pracy. Ciezko jednak spac spokojnie, gdy obok w lozeczku maly truten gra swoja melodie. Doszukiwalismy sie roznych przyczyn, lecz zostalismy przy wspomnianym stresie podczas ciazy.
 Arti mial jeszcze oryginalniejsze zachciewajki od swojej matki. Uwielbial jezdzic naszym Mondeo. Wlasciwie w nim czul sie chyba spokojny I bezpieczny, poniewaz gdy tylko umiescilem go w srodku, w tym swoim nosidelku, to od razu zamienial sie w slodkiego amorka. Lecz gdy tylko probowalem zatrzymac sie, nawet na czerwonym swietle, to wlaczal swoja syrene alarmowa I musialem kontynuowac podroz, az krolewicz zasnie twardym snem. Napewno ma to po mamie I jej gofrowych wyprawach.
 Staropolskim zwyczajem organizuje "pepkowe", czyli podlewanie noworodka duza iloscia srodkow wyskokowych przez tatusia I jego kolegow. Umawiamy sie w POSK-u. Zamawiam trzy stoliki piwa I kilka butelek whisky. Musimy pozadnie to uczcic. Musze odbic sobie te gofry I pizze.
 Coraz czesciej dochodza do mnie sluchy, ze nie najlepiej powodzi sie Leszkowi, mojemu ostatniemu pracodawcy. Kilku z jego bylych pracownikow nawet szuka zatrudnienia w szeregach AAW Services. Ostatecznie zatrudniam dwoch.
 Po calkowitym rozstaniu sie z Davidem I wczesniejszym rozwodzie z Mariuszem, zupelnie samodzielnie prowadze firme. Wiola dostala stanowisko przy komputerze oraz cala papierkowa robote. Kozystalem tez z uslug ksiegowosci niejakiego Jaroslawa P., majacego swoje biuro na Park Royal. P. pomogl nam zarejestrowac w urzedzie moja firme jako Limited Company I zareklamowal sie jako doswiadczony ksiegowy. Skorzystalismy z tej oferty I Wiola rozpoczela  wspolprace z nim.
 Powoli nabieralismy wiatru w zagle, choc nadal splacalismy polskie dlugi.
 Derek zostal karnie przeniesiony w inny rejon Londynu, a w zamian dostalismy mlodego Anglika, dobrze zorganizowanego inzyniera, z ktorym wspolpraca zapowiadala sie wysmienicie. Ale o tym juz  w kolejnym odcinku. Zapraszam!