Friday, 12 December 2014

Moja bitwa o Anglie cz53

   Dlugo zastanawialem sie dlaczego Waldi tak nagle wrocil do Polski. Oficjalna wersja byla taka, ze ponoc jego zona kupila "last minute" wczasy. Oczywiscie nie wierzylem w to I drazylem dziure, by dowiesc prawdy. Jedna z wersji, ktora najbardziej mi pasowala, to Waldek nie wytrzymal cisnienia w pracy jakie na nim wywieralem. Czyszczenie plastykowych okien, to bylo zbyt trudne wyzwanie dla niego. Nie byl przyzwyczajony do normalnej pracy, a do otrzymywania uwag tym bardziej. Do tego doszedl ten zamach bombowy I Waldkowe kalesony nie wytrzymaly tego nadecia.
 Waldek ucichl na dlugo, niczym Londyn po wybuchu. Wioli menagerowi przypadlem chyba do gustu. Spotykalismy sie coraz czesciej nawet prywatnie. Dawal mi kolejne zlecenia, a pomiedzy nimi urzadzalismy wspolne kolacje I chodzilismy do teatru lub pubu. Nasza sytuacja finansowa nieznacznie sie poprawila, jednak nadal splacalismy polskie zaleglosci.
 Jednym z takich zadluzen, byla spora kwota, jaka muialem zwrocic do pewnego polskiego banku. Kwota spora, a odsetki jeszcze wieksze. Jednak udalo sie w ratach splacic caly kapital, ok. 3 tys. zl., natomiast poprosilismy o umozenie odsetek w kwocie ok. 1300 zl. Po uprzedniej rozmowie z mila pania urzedniczka, napisalismy dlugi list wyjasniajacy nasza prosbe. Pani po dwoch tygodniach powiadomila nas, ze list otrzymala I obiecala zrobic "co w jej mocy". Poprosila, by skontaktowac sie z nia za kilka dni. Tak wiec zrobilismy. pelni nadziei I optymizmu rozmawimy ponownie przez telefon z mila pania Sara. Rozmowa byla bardzo krotka I tresciwa. Przynajmniej dla nas. Pani Sara zameldowala nam, ze sprwa u nich zostala zamknieta I zyczy nam powodzenia. Podziekowalismy grzecznie za pomoc I szczesliwi wrocilismy do Wioli stanu odmiennego.
 Tym razem uwazalismy bardzo. Wiola w pracy oszczedzala sie I bez problemu kozystala ze zwolnienia lekarskiego. Po ostatnim zdazeniu, kupujemy stetoskop I namietnie sluchamy bicia malego serduszka.
 Ustalamy, ze w dniu naszego poznania, 14 wrzesnia, zrobimy slubowanie przed wszystkimi naszymi przyjaciolmi. Czesc z nich przyjechala z Polski, czesc byla na miejscu. Zalezalo mi na tym slubie bardziej niz na urzedowym. Co to za obietnica przed obcym czlowiekiem? Przysiegaj przed wszystkimi przyjaciolmi. Niech oni beda swiadkami, niech ten zwiazek trwa dzieki milosci I zaangazowaniu, a nie dla podpisanego cyrografu.
 Po raz trzeci w zyciu zalozylem garnitur, wypastowalem ponownie lakierki I wykupilem wszystkie roze w kwiaciarni. Obraczki juz mielismy zakupione wczesniej. A wiec recytuje: "Biore was tu obecnych za swiadkow..." I tak dalej. Obraczki, kwiaty, toast, pocalunek I lzy. Wszystkie panie jak na rozkaz w placz. Niestety orkiestry I tancow nie bylo, bylo za to prawdziwe slubowanie z glebi serca.
 Minal miesiac od rozmowy z Sara na temat umorzenia naszych odsetek. Wlasciwie bylismy szczesliwi, ze tak latwo nam to poszlo I nawet bylem sklonny wychwalac ten bank wszem I wobec. Az dnia pewnego w skrzynce na listy znalazlem list z Luxemburga. Duza, biala koperta z wielkimi czerwonymi kulfonami oraz tytulem "URGENT". Nie znalem nikogo w Luxemburgu, kto by mogl miec do mnie jakas wazna sprawe. Ja nie znalem, jednak oni znali mnie. Po otworzeniu tej pieknej I kolorowej papeterii, wyczytalem tlustym drukiem, iz nazywaja sie tak-a-tak, sa firma odzyskujaca dlugi z siedziba w Luxemburgu I wlasnie kupili od banku moje zobowiazanie. Na dzien dzisiejszy jestem im winien 2.800 zl. I musze to uregulowac w ciagu 24 godzin. Jesli nie dostosuje sie do nakazu, to pojawia sie u mnie w domu I w pracy goscie z Luxemburga. Oczywiscie kwota bedzie rosla z kazdym dniem o jakis absurdalny procent. Usiadlem na schodach przed domem I czytalem to jeszcze kilkakrotnie nie wierzac w to co trzymam w reku. Ciezko mi bylo dojsc do siebie I poprosilem Wiole, by mocno mnie kopnela w dupe, bo nic z tego nie rozumie. Zadzwonilem ponownie do "mojego" polskiego banku, by wyjasnili mi dlaczego czuje sie jak polski uczen przy japonskiej tablicy w szkole. Tym razem grzeczny pan potwierdzil slowa plynace z Luxemburga I oznajmil, ze wiecej juz nie musze sie z bankiem kontaktowac. Sprawa jest zamknieta I zpewne zostalem powiadomiony o tym. Tak,zostalem. Przez Sare.
 Nie moglem uwierzyc w to co slysze I czytam. Nie docieralo to do mnie. Jak to zakonczone?? Jaki Luxemburg?? Jakie 2800? Co to za film???
 Ocknalem sie na drugi dzien, gdy otrzymalem telefon ze slynnego ksiestwa Luxemburg, z przypomnieniem o zaplacie. Firma byla na tyle kompetentna I profesjonalna, ze nie tylko znali moje tablice rejestracyjne, ale tez przedstawili mi wiele moich danych personalnych oraz nazwiska ludzi z ktorymi pracuje. Przygotowali sie na 100%. Nie mialem ochoty na ta gre. Z jednego podstawowego wzgledu: Nie moglem narazac na ponowny stres Wioli. Zlapalem wiec karte kredytowa I poszedlem wplacic pieniadze na podany rachunek. Po godzinie otrzymalem kolejny telefon. Tym razem bardziej mily glos podziekowal mi za wplate, poinformowal o zamknieciu sprawy I obiecal przyslac dokumenty potwierdzajace. Taaaa, juz gdzies to slyszalem...

2 comments:

Krystyna Bożenna Borawska said...

A już przez chwilę uwierzyłam ,że banki saą litościwe...Nie ma litości, nie ma, współczuję...

1beam said...

Uf..w takiej sytuacji,to ja bym miała ogromnego pietra.Wyobrażam sobie co czułeś i jeszcze żona ciężarna,no..no.miałeś mocne nerwy.
Pozdrawiam ciepło.