Saturday, 27 December 2014

Moja bitwa o Anglie cz 55

  Po pomyslnym zakonczeniu odnawiania szkoly, David zaproponowal mi przerobke swojego domu, a dokladnie adaptacje poddasza na dwa duze pokoje z lazienka. Nie mialem w tym doswiadczenia, jednak mozliwosc zarobienia sporych pieniedzy uspila wszelkie obawy. Po naradzie z Mariuszem, ustalilismy, ze zrobimy to ponownie razem. Tym razem jednak zalozymy formalna spolke, a ja zakoncze wspolprace z Leszkiem I poswiece sie w calosci naszym projektom. Usiedlismy w pubie na Portobello Road I uzgodnilismy wszystkie szczegoly. Wygladalo to zachecajaco. Mariusz mial sporo prywatnych zlecen oraz wielu stalych klientow, natomiast David obiecal dolaczyc do naszego ukladu I zostac menagerem. Jego zadaniem mialo byc szukanie zlecen na wlasna reke oraz reprezentowanie nas przed klientami.
 Najbardziej niezadowolony z przebiegu calej sprawy byl Leszek, z ktorym to musialem sie rozstac. Mi tez nie bylo latwo. Polubilismy sie i dobrze sie czulem w jego firmie. Poznalem tam wielu ciekawych ludzi oraz nauczylem sie robic kilka nowych rzeczy. Jednak w pracy nie ma sentymentow. Szczegolnie w naszym przypadku, gdzie nadal splacalismy rozne dlugi.
 Tak wiec przyjelismy oferte cenowa od Davida na przerobienie jego loftu I zaczelismy szukac odpowiednich fachowcow. Jednym z nich okazal sie Sebastian, narzeczony kolezanki od Wioli z pracy. Sebastian sam zglosil sie do mnie, gdy tylko dowiedzial sie o tym projekcie. Zaprosil nas do siebie na obiad I mocno przekonywal z narzeczona, bym to wybral wlasnie jego.
 Sebastian byl typowym reprezentantem polskiej emigracji zarobkowej nowoczesnej Europy. Jak wiekszosc Polakow mieszkajacych w UK nosil dres marki Puma, byl ogolony na lyso, wolny czas spedzal na silowni konsumujac sterydowe koktajle. No I obowiazkowo byl wlascicielem gustownego kija bejsbolowego. Wszystko to ksztaltowalo niepowtarzalna osobowosc Seby- doswiadczonego budowlanca. Oboje zapewniali o duzym doswiadczeniu Sebastiana, wielkim sercu I oddaniu do powierzonych zadan. Ba, jego spryt oraz umiejetnosci organizacyjne siegnely zenitu, gdy zaproponowal jeszcze dwoch doswiadczonych jak on sam ochotnikow do pracy.
 Skoro sytuacja byla tak oczywista I przejrzysta, to ja nie moglem miec jekichkolwiek przeciwstawien I zlecilem mu zorganizowanie tej ekipy. Uzgodnilismy jeszcze cene oraz wszystkie formalnosci. Jako doswiadczony specjalista, plena geba oznmil, ze cala budowa zajmie nam nie wiecej jak 8- 10 tygodni. Jeszcze tylko tradycyjny uscisk dloni prezesa I do roboty!
 Po raz kolejny wszystko wygladalo pieknie I obiecujaco. Nie mialem przeciez podstaw by mu nie ufac, a tym brdziej nie chcialem byc odebrany jako kolejny polski przedsiebiorca z naklejka na czole: CWANIAK.
 Powiadomilem Davida o terminie rozpoczecia pracy, zamowilismy potrzebne materialy, zorganizowalem ruszowanie I pozegnalem sie z Leszkiem. Na drugi dzien spotkalem pod domem Derka, angielskiego menagera, ktory zlecal prace Leszkowi. Po tradycyjnym "How are you?" zaproponowal mi wspolprace. Namowil mnie, bym zorganizowal kilku chlopakow, a on bedzie mi dawal roboty. Tak samo jak Leszkowi. Ucieszylem sie bardzo z tej oferty I zgodzilem sie na wspolprace...
cdn

2 comments:

Krystyna Bożenna Borawska said...

Rzeczywiście, wszystko brzmi bardzo obiecująco :-)

1beam said...

Kombinatorów i cwaniaków u nas ci dostatek:)))