Saturday, 20 December 2014

Moja bitwa o Anglie cz 54

  Moja krolowa, jak kazda krolowa, do tego w ciazy, miala specjalne zachcianki. I wcale nie byly to sledzie w czekoladzie czy ogorki kiszone prosto z kaszubskiej wsi. Moja zona byla na tyle oryginalna, ze wymyslila sobie, iz bede dokarmial ja goframi z dzemem truskawkowym. Jednak te gofry musza byc z kafejki na Ealing Brodway. Zadne inne nie wchodza w rachube. Uwierzcie! Kilkakrotnie probowalem I za kazdym razem ladowaly w koszu na smieci, a ja musialem ponownie dosiadac naszego fordzika I gnac na sygnale na Ealing. Czesto tez sie zdazalo, ze w srodku nocy przyszla ochota na pizze z malej, wloskiej pizzeri na Chiswick. Oczywiscie jak w poprzednim przypadku, gdybym przywiozl inna, to moglbym sobie z niej zrobic maseczke na twarz lub peleryne przeciwdeszczowa. Tak wiec kursowalem na trasie Ealing- Chiswick na sygnale z goraca pizza I goframi.
 Moja zona coraz wiecej spedzala w domu, wiec kupilem jej na markecie uzywany telewizor. Uzywany, poniewaz az tak jeszcze dobrze nie funkcjonowalismy finansowo. Do tego znalazlem ogloszenie w internecine, ktos za  "pol darmo" sprzedawal zestaw Cyfry + z malym telewizorkiem. Telewizorek wyladowal u Steli w pokoju, natomiast satelita u nas. Namietnie nadrabialismy zaleglosci w ogladaniu polskich seriali: "Alternatywy 4", "Daleko od szosy" I obowiazkowo polskie wcielenie Jamesa Bonda czyli Porucznik Borewicz w kultowym "07 sglos sie".
 Coraz czesciej spotykamy sie z naszymi nowymi znajomymi Monika I Marcinem. Calkiem normalne malzenstwo w naszym wieku z podobnym stazem emigracyjnym.
 Marcin, nieco mlodszy od nas, jednak bardzo dojrzaly w towarzystwie, zablysnal w Londynie jako stroiciel fortepianow. Zawod malo popularny, jednak dobrze oplacany. Wlasciwie Mrcin calkiem przypadkiem trafil do ekskluzywnego salonu do pracy. Wczesniej, jak wiekszosc z nas, pracowal na angielskiej budowie. Jednak ze wzgledu na brak zlecen kariery nie zrobil. Po spaleniu ostatniej klepki parkietu w piecu, postanowil poszukac innego zajecia. Rankiem udal sie do Job Centre, odstal swoje w kolejce, a gdy pani spytala o zawod wyuczony, odpowiedzial polglosem: "Piano tuner" I przyjal jeszcze ciepla oferte pracy jako... kierowca smieciarki. Szczesliwy wrocil do domu, wyobrazajac siebie, technika z dyplomem kaliskiej uczelni, w zielonym uniformie smieciarza. Jednak jak mowi chinskie przyslowie: Co m wisiec, to dynda. Dobrze jeszcze Marcin nie podzielil sie radosna wiadomoscia z zona, a uprzejma pani urzedniczka zadzwonila na Marcinowa komorke z wiadomoscia, iz pojawila sie przed chwila oferta pracy z londynskiego salonu fortepianow I jesli jest zainteresowany, to prosi o powrot do jej biura. Marcin jednak nie byl do konca przekonany odnosnie tej pracy. Siedziba  firmy znajdowala sie w polnocno-zachodniej czesci centrum na Edgware Road, a ich warsztat na polnocy w dzielnicy Kentish Town. Ze Stretham, gdzie wynajmowli mieszkanie, to spory wyczyn przedostac sie tam w godzinach szczytu. Niepewny, po namowie malzonki, wyrusza na interview. Salon okazuje sie bardzo luksusowy, gdzie instrument kosztuje £70 000, rownowartosc limuzyny ze stajni Jaguara, a klientela tego salonu, to cala smietanka establiszmentu I celebrycji. Marcin na poczatek dostal trzykrotnosc stawki smieciarza, skuter, czarny uniform z bialymi rekawiczkami oraz nieunormowany czas pracy jako self-employed. To byl sukces. Musielismy to uczcic.
cdn

8 comments:

Krystyna Bożenna Borawska said...

Wow to rzeczywiście udało mu się. Skok w zwyż :-)))

sia said...

To się Marcinowi "przyfarciło" zdaje się, że zasłużył sobie na takie szczęscie.
Szczęśliwości w bożonarodzeniowe święto i spełnienia marzeń
http://eksperyment-przemijania.blog.onet.pl/

Beata said...

((( Artur życzę ci, Wesołych Świąt Bożego Narodzenia i Szczęśliwego Nowego Roku 2015 ;-)))

Anzai said...

Szczęśliwych Świąt życzy
Andrzej Rawicz (Anzai)

minawetp said...

Ode mnie. Świątecznie: Abyśmy zawsze czuli się niezwykle… kochani, szanowani i potrzebni. Aby ta radość, miłość i siła była przy nas zawsze, abyśmy czuli ją wszędzie. Aby matrix był matrixem, a życie życiem, abyśmy czuli tę energię. pozdrawiam

minawetp said...

Ode mnie. Świątecznie: Abyśmy zawsze czuli się niezwykle… kochani, szanowani i potrzebni. Aby ta radość, miłość i siła była przy nas zawsze, abyśmy czuli ją wszędzie. Aby matrix był matrixem, a życie życiem, abyśmy czuli tę energię. pozdrawiam

Danka Skandanita said...

Artur Dziękuję Serdecznie,Tobie i Twoim bliskim również życzę Radosnych Świąt,Szczęśliwego Nowego Roku::)))Pozdrawiam

1beam said...

Ach te zachcianki:))