Wednesday, 31 December 2014

HAPPY NEW YEAR!!!!!!!!!

Dziekuje wszystkim bardzo serdecznie za wspolnie spedzony kolejny rok.
 Zyczac Wam pomyslnosci, zdrowia I spelnienia marzen w Nowym 2015 Roku, zapraszam do dalszej, wspolnej przygody z Wierszownikiem.
Dzis po 18.00 w Radio Bunt poprowadze program sylwestrowy SKA-lwester z Radiem Bunt. Zapraszam do zabawy!
https://www.facebook.com/events/700867996700408/
www.radiobunt.com
Pan Nikt

Saturday, 27 December 2014

Moja bitwa o Anglie cz 55

  Po pomyslnym zakonczeniu odnawiania szkoly, David zaproponowal mi przerobke swojego domu, a dokladnie adaptacje poddasza na dwa duze pokoje z lazienka. Nie mialem w tym doswiadczenia, jednak mozliwosc zarobienia sporych pieniedzy uspila wszelkie obawy. Po naradzie z Mariuszem, ustalilismy, ze zrobimy to ponownie razem. Tym razem jednak zalozymy formalna spolke, a ja zakoncze wspolprace z Leszkiem I poswiece sie w calosci naszym projektom. Usiedlismy w pubie na Portobello Road I uzgodnilismy wszystkie szczegoly. Wygladalo to zachecajaco. Mariusz mial sporo prywatnych zlecen oraz wielu stalych klientow, natomiast David obiecal dolaczyc do naszego ukladu I zostac menagerem. Jego zadaniem mialo byc szukanie zlecen na wlasna reke oraz reprezentowanie nas przed klientami.
 Najbardziej niezadowolony z przebiegu calej sprawy byl Leszek, z ktorym to musialem sie rozstac. Mi tez nie bylo latwo. Polubilismy sie i dobrze sie czulem w jego firmie. Poznalem tam wielu ciekawych ludzi oraz nauczylem sie robic kilka nowych rzeczy. Jednak w pracy nie ma sentymentow. Szczegolnie w naszym przypadku, gdzie nadal splacalismy rozne dlugi.
 Tak wiec przyjelismy oferte cenowa od Davida na przerobienie jego loftu I zaczelismy szukac odpowiednich fachowcow. Jednym z nich okazal sie Sebastian, narzeczony kolezanki od Wioli z pracy. Sebastian sam zglosil sie do mnie, gdy tylko dowiedzial sie o tym projekcie. Zaprosil nas do siebie na obiad I mocno przekonywal z narzeczona, bym to wybral wlasnie jego.
 Sebastian byl typowym reprezentantem polskiej emigracji zarobkowej nowoczesnej Europy. Jak wiekszosc Polakow mieszkajacych w UK nosil dres marki Puma, byl ogolony na lyso, wolny czas spedzal na silowni konsumujac sterydowe koktajle. No I obowiazkowo byl wlascicielem gustownego kija bejsbolowego. Wszystko to ksztaltowalo niepowtarzalna osobowosc Seby- doswiadczonego budowlanca. Oboje zapewniali o duzym doswiadczeniu Sebastiana, wielkim sercu I oddaniu do powierzonych zadan. Ba, jego spryt oraz umiejetnosci organizacyjne siegnely zenitu, gdy zaproponowal jeszcze dwoch doswiadczonych jak on sam ochotnikow do pracy.
 Skoro sytuacja byla tak oczywista I przejrzysta, to ja nie moglem miec jekichkolwiek przeciwstawien I zlecilem mu zorganizowanie tej ekipy. Uzgodnilismy jeszcze cene oraz wszystkie formalnosci. Jako doswiadczony specjalista, plena geba oznmil, ze cala budowa zajmie nam nie wiecej jak 8- 10 tygodni. Jeszcze tylko tradycyjny uscisk dloni prezesa I do roboty!
 Po raz kolejny wszystko wygladalo pieknie I obiecujaco. Nie mialem przeciez podstaw by mu nie ufac, a tym brdziej nie chcialem byc odebrany jako kolejny polski przedsiebiorca z naklejka na czole: CWANIAK.
 Powiadomilem Davida o terminie rozpoczecia pracy, zamowilismy potrzebne materialy, zorganizowalem ruszowanie I pozegnalem sie z Leszkiem. Na drugi dzien spotkalem pod domem Derka, angielskiego menagera, ktory zlecal prace Leszkowi. Po tradycyjnym "How are you?" zaproponowal mi wspolprace. Namowil mnie, bym zorganizowal kilku chlopakow, a on bedzie mi dawal roboty. Tak samo jak Leszkowi. Ucieszylem sie bardzo z tej oferty I zgodzilem sie na wspolprace...
cdn

Saturday, 20 December 2014

Moja bitwa o Anglie cz 54

  Moja krolowa, jak kazda krolowa, do tego w ciazy, miala specjalne zachcianki. I wcale nie byly to sledzie w czekoladzie czy ogorki kiszone prosto z kaszubskiej wsi. Moja zona byla na tyle oryginalna, ze wymyslila sobie, iz bede dokarmial ja goframi z dzemem truskawkowym. Jednak te gofry musza byc z kafejki na Ealing Brodway. Zadne inne nie wchodza w rachube. Uwierzcie! Kilkakrotnie probowalem I za kazdym razem ladowaly w koszu na smieci, a ja musialem ponownie dosiadac naszego fordzika I gnac na sygnale na Ealing. Czesto tez sie zdazalo, ze w srodku nocy przyszla ochota na pizze z malej, wloskiej pizzeri na Chiswick. Oczywiscie jak w poprzednim przypadku, gdybym przywiozl inna, to moglbym sobie z niej zrobic maseczke na twarz lub peleryne przeciwdeszczowa. Tak wiec kursowalem na trasie Ealing- Chiswick na sygnale z goraca pizza I goframi.
 Moja zona coraz wiecej spedzala w domu, wiec kupilem jej na markecie uzywany telewizor. Uzywany, poniewaz az tak jeszcze dobrze nie funkcjonowalismy finansowo. Do tego znalazlem ogloszenie w internecine, ktos za  "pol darmo" sprzedawal zestaw Cyfry + z malym telewizorkiem. Telewizorek wyladowal u Steli w pokoju, natomiast satelita u nas. Namietnie nadrabialismy zaleglosci w ogladaniu polskich seriali: "Alternatywy 4", "Daleko od szosy" I obowiazkowo polskie wcielenie Jamesa Bonda czyli Porucznik Borewicz w kultowym "07 sglos sie".
 Coraz czesciej spotykamy sie z naszymi nowymi znajomymi Monika I Marcinem. Calkiem normalne malzenstwo w naszym wieku z podobnym stazem emigracyjnym.
 Marcin, nieco mlodszy od nas, jednak bardzo dojrzaly w towarzystwie, zablysnal w Londynie jako stroiciel fortepianow. Zawod malo popularny, jednak dobrze oplacany. Wlasciwie Mrcin calkiem przypadkiem trafil do ekskluzywnego salonu do pracy. Wczesniej, jak wiekszosc z nas, pracowal na angielskiej budowie. Jednak ze wzgledu na brak zlecen kariery nie zrobil. Po spaleniu ostatniej klepki parkietu w piecu, postanowil poszukac innego zajecia. Rankiem udal sie do Job Centre, odstal swoje w kolejce, a gdy pani spytala o zawod wyuczony, odpowiedzial polglosem: "Piano tuner" I przyjal jeszcze ciepla oferte pracy jako... kierowca smieciarki. Szczesliwy wrocil do domu, wyobrazajac siebie, technika z dyplomem kaliskiej uczelni, w zielonym uniformie smieciarza. Jednak jak mowi chinskie przyslowie: Co m wisiec, to dynda. Dobrze jeszcze Marcin nie podzielil sie radosna wiadomoscia z zona, a uprzejma pani urzedniczka zadzwonila na Marcinowa komorke z wiadomoscia, iz pojawila sie przed chwila oferta pracy z londynskiego salonu fortepianow I jesli jest zainteresowany, to prosi o powrot do jej biura. Marcin jednak nie byl do konca przekonany odnosnie tej pracy. Siedziba  firmy znajdowala sie w polnocno-zachodniej czesci centrum na Edgware Road, a ich warsztat na polnocy w dzielnicy Kentish Town. Ze Stretham, gdzie wynajmowli mieszkanie, to spory wyczyn przedostac sie tam w godzinach szczytu. Niepewny, po namowie malzonki, wyrusza na interview. Salon okazuje sie bardzo luksusowy, gdzie instrument kosztuje £70 000, rownowartosc limuzyny ze stajni Jaguara, a klientela tego salonu, to cala smietanka establiszmentu I celebrycji. Marcin na poczatek dostal trzykrotnosc stawki smieciarza, skuter, czarny uniform z bialymi rekawiczkami oraz nieunormowany czas pracy jako self-employed. To byl sukces. Musielismy to uczcic.
cdn

Friday, 12 December 2014

Moja bitwa o Anglie cz53

   Dlugo zastanawialem sie dlaczego Waldi tak nagle wrocil do Polski. Oficjalna wersja byla taka, ze ponoc jego zona kupila "last minute" wczasy. Oczywiscie nie wierzylem w to I drazylem dziure, by dowiesc prawdy. Jedna z wersji, ktora najbardziej mi pasowala, to Waldek nie wytrzymal cisnienia w pracy jakie na nim wywieralem. Czyszczenie plastykowych okien, to bylo zbyt trudne wyzwanie dla niego. Nie byl przyzwyczajony do normalnej pracy, a do otrzymywania uwag tym bardziej. Do tego doszedl ten zamach bombowy I Waldkowe kalesony nie wytrzymaly tego nadecia.
 Waldek ucichl na dlugo, niczym Londyn po wybuchu. Wioli menagerowi przypadlem chyba do gustu. Spotykalismy sie coraz czesciej nawet prywatnie. Dawal mi kolejne zlecenia, a pomiedzy nimi urzadzalismy wspolne kolacje I chodzilismy do teatru lub pubu. Nasza sytuacja finansowa nieznacznie sie poprawila, jednak nadal splacalismy polskie zaleglosci.
 Jednym z takich zadluzen, byla spora kwota, jaka muialem zwrocic do pewnego polskiego banku. Kwota spora, a odsetki jeszcze wieksze. Jednak udalo sie w ratach splacic caly kapital, ok. 3 tys. zl., natomiast poprosilismy o umozenie odsetek w kwocie ok. 1300 zl. Po uprzedniej rozmowie z mila pania urzedniczka, napisalismy dlugi list wyjasniajacy nasza prosbe. Pani po dwoch tygodniach powiadomila nas, ze list otrzymala I obiecala zrobic "co w jej mocy". Poprosila, by skontaktowac sie z nia za kilka dni. Tak wiec zrobilismy. pelni nadziei I optymizmu rozmawimy ponownie przez telefon z mila pania Sara. Rozmowa byla bardzo krotka I tresciwa. Przynajmniej dla nas. Pani Sara zameldowala nam, ze sprwa u nich zostala zamknieta I zyczy nam powodzenia. Podziekowalismy grzecznie za pomoc I szczesliwi wrocilismy do Wioli stanu odmiennego.
 Tym razem uwazalismy bardzo. Wiola w pracy oszczedzala sie I bez problemu kozystala ze zwolnienia lekarskiego. Po ostatnim zdazeniu, kupujemy stetoskop I namietnie sluchamy bicia malego serduszka.
 Ustalamy, ze w dniu naszego poznania, 14 wrzesnia, zrobimy slubowanie przed wszystkimi naszymi przyjaciolmi. Czesc z nich przyjechala z Polski, czesc byla na miejscu. Zalezalo mi na tym slubie bardziej niz na urzedowym. Co to za obietnica przed obcym czlowiekiem? Przysiegaj przed wszystkimi przyjaciolmi. Niech oni beda swiadkami, niech ten zwiazek trwa dzieki milosci I zaangazowaniu, a nie dla podpisanego cyrografu.
 Po raz trzeci w zyciu zalozylem garnitur, wypastowalem ponownie lakierki I wykupilem wszystkie roze w kwiaciarni. Obraczki juz mielismy zakupione wczesniej. A wiec recytuje: "Biore was tu obecnych za swiadkow..." I tak dalej. Obraczki, kwiaty, toast, pocalunek I lzy. Wszystkie panie jak na rozkaz w placz. Niestety orkiestry I tancow nie bylo, bylo za to prawdziwe slubowanie z glebi serca.
 Minal miesiac od rozmowy z Sara na temat umorzenia naszych odsetek. Wlasciwie bylismy szczesliwi, ze tak latwo nam to poszlo I nawet bylem sklonny wychwalac ten bank wszem I wobec. Az dnia pewnego w skrzynce na listy znalazlem list z Luxemburga. Duza, biala koperta z wielkimi czerwonymi kulfonami oraz tytulem "URGENT". Nie znalem nikogo w Luxemburgu, kto by mogl miec do mnie jakas wazna sprawe. Ja nie znalem, jednak oni znali mnie. Po otworzeniu tej pieknej I kolorowej papeterii, wyczytalem tlustym drukiem, iz nazywaja sie tak-a-tak, sa firma odzyskujaca dlugi z siedziba w Luxemburgu I wlasnie kupili od banku moje zobowiazanie. Na dzien dzisiejszy jestem im winien 2.800 zl. I musze to uregulowac w ciagu 24 godzin. Jesli nie dostosuje sie do nakazu, to pojawia sie u mnie w domu I w pracy goscie z Luxemburga. Oczywiscie kwota bedzie rosla z kazdym dniem o jakis absurdalny procent. Usiadlem na schodach przed domem I czytalem to jeszcze kilkakrotnie nie wierzac w to co trzymam w reku. Ciezko mi bylo dojsc do siebie I poprosilem Wiole, by mocno mnie kopnela w dupe, bo nic z tego nie rozumie. Zadzwonilem ponownie do "mojego" polskiego banku, by wyjasnili mi dlaczego czuje sie jak polski uczen przy japonskiej tablicy w szkole. Tym razem grzeczny pan potwierdzil slowa plynace z Luxemburga I oznajmil, ze wiecej juz nie musze sie z bankiem kontaktowac. Sprawa jest zamknieta I zpewne zostalem powiadomiony o tym. Tak,zostalem. Przez Sare.
 Nie moglem uwierzyc w to co slysze I czytam. Nie docieralo to do mnie. Jak to zakonczone?? Jaki Luxemburg?? Jakie 2800? Co to za film???
 Ocknalem sie na drugi dzien, gdy otrzymalem telefon ze slynnego ksiestwa Luxemburg, z przypomnieniem o zaplacie. Firma byla na tyle kompetentna I profesjonalna, ze nie tylko znali moje tablice rejestracyjne, ale tez przedstawili mi wiele moich danych personalnych oraz nazwiska ludzi z ktorymi pracuje. Przygotowali sie na 100%. Nie mialem ochoty na ta gre. Z jednego podstawowego wzgledu: Nie moglem narazac na ponowny stres Wioli. Zlapalem wiec karte kredytowa I poszedlem wplacic pieniadze na podany rachunek. Po godzinie otrzymalem kolejny telefon. Tym razem bardziej mily glos podziekowal mi za wplate, poinformowal o zamknieciu sprawy I obiecal przyslac dokumenty potwierdzajace. Taaaa, juz gdzies to slyszalem...

Friday, 5 December 2014

Moja bitwa o Anglie cz 52

  Probuje dodzwonic sie wieczorem do Leszka, by spytac co z jutrzejszym dniem. Jego telefon jednak jest wylaczony. Kontaktuje sie wiec z jego bratem-wspolnikiem. Okazuje sie, ze Leszek jadac ode mnie podazal za autobusem, ktory za chwile wylecial w powietrze. Doslownie. Caly gorny poklad londynskiego pietrusa podniosl sie I rozerwal na kawalki. Z autobusu wylecialo kilka matrwych cial, kilka osob tez wyskoczylo. Wszystko to na oczach Leszka, bezposrednio za autobusem. Leszek przezyl spora traume I nie mogl dojsc do siebie jeszcze przez kolejne miesiace. Nie mogl nawet pracowac, prowadzic biznesu. Zaszyl sie gdzies na odludziu I przeszedl gleboka depresje.
 Nie tylko Leszek lizal rany. Cale UK bylo zachwiane. Ludzie przestali sobie ufac I byli bardziej ostrozni. Na szczescie nikt nie panikowal I chcac zapomniec o tej tragedii, powracalismy do wczesniejszej olimpijskiej radosci. Lecz nie bylo to takie proste. Kazdy zadawal sobie pytanie: Na ile jestesmy bezpieczni? Czy te igrzyska olimpijskie nie beda dobrym momentm by ponownie zaatakowac? Kto stoi za ostatnimi zamachami? Pytan bylo wiele, a MI5, czyli brytyjski wywiad, probowal rozwiazac ta zagadke. I choc na kazdym kroku sa kamery z monitoringiem, to nie tak latwo trafic na ten wlasciwy slad. Trzeba dokladnie przestudiowac kazda minute nagrania, wytypowac podejrzanych I udowodnic im wine. Zadanie bardzo trudne I zmudne. Caly sztab oficerow pracowal dniami I nocami by dac swym mieszkancom satysfakcje. Az po kilku dniach w wiadomosciach BBC pokazano fragment nagran z monitoringu oraz ujawniono nazwika sprawcow. Niestety Waldek nie doczekal juz ogloszenia wynikow I obrazony powrocil do swej polskiej norki.
 Zamachowcami okazali sie wychowani na angielskiej krwawicy muzulmanscy studenci z Leeds, ktorzy ponoc przynalezeli do ugrupowania powiazanego z Al Qaida. I choc domorosli terrorysci okazali sie malo profesjonalni, zeby nie powiedziec "partaczami", to konsekwencje byly bardzo powazne. Zginely 52 osoby, a ponad 700 zostalo rannych. Wszyscy laczymy sie w bolu z poszkodowanymi.
 Na miejsce Waldka Leszek zatrudnia mlodego studenta z Polski. Przyjechal dorobic na wakacje. Bystry I sprytny radzi sobie lepiej od Waldka. Duzo rozmawiamy. Pytam czy nie wytraszyl sie tych wybuchow? Przerwal prace, stanal na przeciwko mnie I spojrzal w oczy... Po chwili milczenia opowiedzial mi swoja historie. Do Londynu przyjechal z trzema kolegami ze studiow. Chcieli duzo pracowac, by uzbierac pieniadze na wycieczke po swiecie I przy okazji podreperowac swoj angielski. Dwa dni po ich przybyciu nastapil ten zamach, ktory omalo ich nie zabil. Gdy kilka dni pozniej, w weekend, wybrali sie na wycieczke po Londynie, do autobusu, ktorym wracali wieczorem do stancji, wsiadla grupa okolo 30 kolorowych, mlodocianych gangsterow. Ze srubukretami w rekach sterroryzowali wszystkich pasazerow, zadajac pieniedzy, telefonow I bizuterii. Cala akcja trwala nie wiecej jak 2 minuty. Kierowca jedynie zdazyl wlaczyc radio by powiadomic policje. Chlopcy profesjonalnie I sprytnie wykonali rabunek I jak szybko sie pojawili, tak jeszcze szybciej znikneli w tlumie. "Moj" student wiec mnie pyta: "Co ja mam matce odpowiedziec, gdy mnie pyta czy jestem tu bezpieczny?" Zamilknelismy. A co ja mialem mu odpowiedziec?? Ze pod rusztowaniem codziennie kilkunastu cpunow laduje w zyle I musi uwazac na strzykawki by nie zarazic sie HIV-em? A moze pokazac mu kolekcje futeralow po laptopach, ktore co rano laduja za naszym ogrodzeniem? Czy moze opowiedziec ten film, jak pewien narkoman blagal na kolanach dilera o kredyt? Pokazalem mu jednak 50 okien, ktore mial umyc. Usmiechnal sie polgebkiem.

 Minely dwa tygodnie. Powoli ogarnialismy chaos po muzulmanskich samobojcach. Zycie toczylo sie dalej, a Tony Blair apelowal o czujnosc I rozwage. Gdy tak apelowal, doszlo do kolejnego zamachu. Tym razem jednak jeszcze wieksi partacze-terrorysci. Nie udal im sie pomysl z wysadzeniem kolejnego autobusu I z plecaka poszla tylko chmura dymu. Kilku odwaznych zatrzymalo delikwenta, a reszta tradycyjnie spanikowala. Co sie pozniej okazalo, polskie media byly lepiej zorientowane od BBC w tym, co sie tutaj wydazylo. Chetnie komentowano,a nawet doradzano co zrobic, by uniknac ponownego ataku.
 Tak, to londynskich atrakcji mamy pod dostatkiem.
 Pozniej po latach, gdy kupilem ksiazke z pracami Banksego, znalazlem zdjecie I opis pewnej jego instalacji. Otoz miesiac po tym jak skonczylismy ten projekt na Soho, on w tej samej alei cpunow ustawil swoja prace. A byla to londynska, czerwona budka telefoniczna przelamana w pol z wbitym kilofem. Mysle, ze nawet spacerowal ogladajac nas przy pracy.
 Jednak zanim do tego doszlo, Wiola zameldowala mi, ze jest ponownie w ciazy!
cdn