Monday, 17 November 2014

Moja bitwa o Anglie cz 49

   Po smutnej I mokrej zimie nastala sloneczna wiosna. W pracy z Mariuszem I Lukaszem ukladalo mi sie dobrze. Nawet bardzo dobrze. Ich zleceniodawca Leszek, zauwazyl moje starania oraz efekty I uparl sie bym pracowal bezposrednio dla niego, co nie w smak bylo moim dwom kolegom. Dostalem podwyzke I bylem traktowany calkiem przyzwoicie. Mialem nawet wrazenie, ze obie strony rywalizuja o moje wzgledy. Obie strony bardzo chcialy mi sie przypodobac I nawet robily mi drobne niespodzianki. Czesto Mariusz kupowal mi kawe. W naszym przypadku, gdzie pracowalismy na zewnatrz, bez kantyny, w jakiejs slepej uliczce, kawa do drugiego sniadania byla rarytasem. No chyba, ze ktos byl szczesliwym posiadaczem termosu, to mogl przed wyjsciem do pracy zaparzyc sobie na zapas. Trafil mi sie tez kilkakrotnie w prezencie powiekszony zestaw z Mc. Donald's, komplet amerykanskich superpedzli czy kufel spienionego szalenstwa po pracy. Czulem sie rozpieszczany I dobrze mi z tym bylo.
 Po dlugich poszukiwaniach udalo nam sie wynajac skromne mieszkanie na Shepherds Bush. Nie duzy one bedroom flat, czyli jedna sypialnia z salonem + kuchnia I lazienka. Mieszkanie czyste, umeblowane, na parterze, blisko do centrum I do szkoly, a na dodatek prawie za sciana z Daria I jej ojcem-terrorysta. Stela dostala sypialnie, a my ulokowalismy sie w living roomie, czyli w salonie. Brakowalo nam tylko ogrodu lub chocby metra kwadratowego trawy przed domem. Slonce nadal swiecilo mocno, a my probowalismy stworzyc dom w wynajetym lokalu.
 Nadszedl koniec roku szkolnego. Pierwszego dla Steli. Wiola tez zalapala sie na platny urlop szkolny, a ja otrzymalem propozycje od Wioli menagera Davida.
 David byl Irlandczykiem, byl menagerem w firmie sprzatajacej nasza szkole. Zaproponowal mi malowanie calej szkoly. 42 klasy, 6 dlugich korytarzy, 2 klatki schodowe, kuchnia z jadalnia, aula z pokojem dyrektora szkoly. Propozycja bardzo mi sie spodobala.
 Wreszcie pojawily sie na horyzoncie jakies perspektywy na polepszenie naszego statusu. Pomimo mojej podwyzki w pracy, nadal bylo nam ciezko I musielismy niezle kombinowac przy robieniu zakupow. Nawet doszlo do powaznej klotni z rodzicami Wioli. Pozyczyli oni Wioli pieniadze na wyjazd do UK, jednak po roku cyferki im sie pomylily. Dodali jedno zero. Niby tylko zero, ale w przypadku tysiaca zlotych robi sie dziesiec tysiecy. Sytuacja bardzo niezreczna I trudna. Jak tu udowodnic racje? Przeciez nie mamy rachunku z kasy. Doszlo do tego, ze przestalismy rozmawiac na pewien czas.
 Propozycja Davida byla bardzo atrakcyjna I soczysta. Wystarczylo opracowac strategie I wystawic cene za zlecenie. Niby proste, a jednak nie moglem spac przez dwie noce. Szkola miala byc pomalowana w dwa letnie tygodnie. Nie bylo mowy nawet o jednym dniu opoznienia, czy jakimkolwiek bledzie. Wszystko mialo odbyc sie perfekcyjnie I bezbolesnie. Aby tak sie stalo, musialaby pracowac ze mna profesjonalna brygada sprytnych fachowcow. Aby taka zdobyc, musze dysponowac odpowiednim budzetem. Jedyne madre rozwiazanie jakie mi przychodzilo do glowy, to prosba Mariusza I Lukasza o pomoc. Szczesliwie zgodzili sie, a ja zostalem project menagerem. Opracowalismy strategie dzialania oraz przedstawilismy Davidowi kwote jakiej sie spodziewamy. Udalo sie I Davidowa firma nie tergujac sie z nami przyjela nasza oferte.
 Tak, to polowa problemu z glowy. Teraz trzeba znalezc ludzi do pracy. Umiescilem ogloszenie w internecine, powiadomilismy znajomych I czekalismy na odzew. Musialem wziac dwa tygodnie wolnego od pracy u Leszka aby w 100% przypilnowac tego projektu.
 Nazajutrz, po ukazaniu sie ogloszenia rozdzwonily sie telefony. Skontaktowalo sie z nami ok. 300 osob, jednak potrzebowalismy tylko 15. 15 sprawnych I chetnych, 15 doswiadczonych z narzedziami I pelnymi glowami entuzjazmu. Nie bylo to proste zadanie jakby sie wydawalo. Wiekszosc z kandydatow nie wiedziala o jakie podstawowe narzedzia malarskie nam chodzi by rozpoczac prace. Pozostali zadali kosmicznych pieniedzy I probowali sami ustalac warunki pracy. Bardzo mi sie to nie podobalo. Doszlismy jednak do kompromisu I wybralismy 15 najlepszych. 15 najlepszych z grupy 300 osob, by nie pomylic z 15 najlepszymi malarzami. Chlopcy pelni zapalu I energii I nawet wiedzieli od czego zaczac. Przez cale dnie sam dowodzilem ta brygada, a Mariusz dolaczal do nas wieczorami I w weekendy. Praca szla nam dobrze, a David bezproblemowo wystawial kolejne czeki.
cdn

1 comment:

Beata said...

Witaj Artur, czytając cię dochodzę do wniosku, że walczyłeś i pewnie nadal walczysz JAK LEW, o własne życie i sprawy. Naprawdę podziwiam ludzi, którzy zdobywają się na emigrację i tak mocno walczą o swoje życie. Nie wiem, czy potrafiłabym tak jak ty. Pozdrawiam serdecznie