Saturday, 8 November 2014

Moja bitwa o Anglie cz 48

     Szybko wrocilem do domu. Pocieszalem I przytulalem. Jednak coz to za pociecha dla matki za utrate dziecka? Nawet nie znalismy plci, bylo zbyt wczesnie na okreslenie. Umowilismy sie tym razem na zabieg aborcyjny. Bardzo nie mile przezycie. Smutni wrocilismy do domu, po drodze kupujac butelke whisky. Upilismy sie tego wieczoru pocieszajac I planujac kolejna ciaze. jednak ciaza, podobnie jak ABW pojawia sie z zaskoczenia I nie jest tak latwo sobie traffic plemnikiem do celu. Na poprawe humour, za ostatnie pieniadze jezdzimy na wycieczki po angielskiej ziemi. Spedzilismy upojne dni w Oxfordzie, Brighton, Portsmouth oraz w kilku innych miastach namietnie probujac podbic statystyki narodzin.
 Stela zmienila sie po tym ostatnim wydazeniu. Napewno nie byla juz taka szara myszka. Zycie szkolne nauczylo ja, by miec silne lokcie I niewypazony  jezyk. Niestety londynska dzungla nie uznaje sentymentow. Moze Stela w kolejnych latach juz nie musiala walczyc o przetrwanie w szkole, ale napewno musiala byc silna, czujna I nie dac poznac po sobie, ze sie boi. Jej somalijska przyjaciolka Asma, nadal byla blisko I chetnie spedzaly czas. Niestety tylko w szkole. Asmy ojciec byl bardzo restrykcyjnym muzulmaninem I nie pozwalal im sie spotykac poza szkola. Stela poznawala nowe kolezanki w okolicy. Jedna z nich byla Daria, ladna blondyneczka o dwa lata starsza od Steli. Nie dawno przeprowadzili sie cala rodzina do UK I mieszkali w naszym sasiedztwie. Darii matka desperacko szukala jakiejs pracy, wiec Wiola pomogla jej I chetnie zalatwila jej zatrudnienie w swojej szkole. Jednak Darie cos gnebilo, byla jakas dziwna. czesto mowila, ze chetnie uciekla by z domu na koniec swiata. po pewnym czasie wyszlo na jaw, ze Darii ojciec terroryzuje cala rodzine I chetnie uzywal sily wobec calej familii. Ktoregos dnia Daria przyszla do Steli ze skarbonka I namawiala ja, by razem uciekly do Nowego Jorku. Cale szczescie ja nie nalezlalem do familijnych terrorystow, a Stela zawsze dzielila sie z nami takimi informacjami I moglismy szybko reagowac.
 Dzis Daria ma juz odchowane dziecko. Zaszla w ciaze w wieku 16 lat, dostala mieszkanie socjalne I beztrosko klepie biede z zapomogi spolecznej. Minelo juz 10 lat, a jej matka nadal pucuje te same pisuary w tej samej szkole. Niestety braklo czasu I checi by nauczyc sie jezyka, wziac sie za siebie, pomyslec o przyszlosci. Nadal mieszka z mezem-bokserem na wynajetym poddaszu I pewnie nadal nazeka na los emigranta.
 Ktoregos dnia, gdy juz prawie zapomnielismy o perfidnym ataku w szkole, w wiadomosciach wieczornych BBC podalo, ze niedaleko naszego domu, kilka ulic dalej, doszlo do bestialskiego mordu na pietnastolatku. Chlopak wracal ze spaceru z psem, gdy tuz pod domem zaatakowala go grupa rowiesnikow. Po celnym ciosie nozem prosto w serce, chlopak osunal sie po bialym murze zostawiajac czerwona smuge oraz dziesiatki zszokowanych gapiow. Wszystko dzialo sie w bialy dzien na ruchliwej ulicy, przy wielu swiadkach. Ta sama grupa malolatow, ktora poprzednio zaatakowala moja Stele, tym razem upolowala inna ofiare. Niestety ten mial mniej szczescia. Jeden z atakujacych chcial bardzo nalezec do tego gangu, wiec dostal zadanie do wykonania. Mial wykazac sie odwaga I sprytem. Wykazal sie przy pierwszym napotkanym koledze z klasy. Wszyscy oni, razem ze Stela chodzili do tej samej szkoly, wszyscy znali sie dobrze, mieszkali nawet w sasiedztwie. Mieszkali, bo teraz odsiaduja dlugie wyroki, a w miejscu gdzie zginal ten chlopak, zawsze jest pelno kwiatow oraz caly mur zapisany pozegnaniami z zamordowanym kolega. Stela bardzo przezyla ta smierc. Przeciez moglo to I ja spotkac.
 Zblizalo sie lato oraz koniec roku szkolnego. Spytalismy naszego landlorda o odswierzenie mieszkania, lecz w odpowiedzi dostalismy wypowiedzenie I musielismy szukac nowego gniazdka. Pomimo tych ostatnch zajsc, chcielismy zostac w tej okolicy. Bylismy blisko centrum, mielismy blisko do pracy, dobre polaczenia komunikacyjne, Steli w szkole ukladalo sie coraz lepiej. Nie chcielismy tego zmieniac. Jednak o tym juz w kolejnym odcinku Mojej bitwy o Anglie...

1 comment:

1beam said...

No cóż,życie ma różne odcienie,a człowiek nie zdaje sobie sprawy z tego,jak potrafi być silny,ile jest w stanie znieść dla własnego dobra.
Na szczęście,przychodzi taki dzień,kiedy słońce zaczyna świecić jaśniej.
Pozdrawiam serdecznie ze słonecznego Buska-Zdroju:)