Friday, 31 October 2014

Moja bitwa o Anglie cz 47

    Koledzy, ktorzy odeszli ze mna z tej firmy ochroniarskiej, szukali pracy w podobnym charakterze, ja natomiast dalem sobie z tym spokoj I skoncentrowalem sie na pracy dla Mariusza I Lukasza oraz coraz czesciej pracowalem prywatnie.
 Jeden  z tych kolegow dostal ciepla posadke przy ochronie pola golfowego gdzies pod Londynem. Jezdzil Melexem po calym osrodku I pilnowal by nikt nieproszony nie zaklocal spokoju grajacym serom I geltelmanom. Inny nie trafil tak dobrze I postawili go na bramce w klubie dla transwestytow. Rozrob nie bylo, wiekszosc z nich byla nastawiona pokojowo. Nawet za bardzo I czasami bezczelnie probowala sie spouchwalic z przedstawicielem strazy pozadkowej. Wszystko to jednak wynagradzala mu firma, placac soczyste £25 za godzine pracy.
 Pewnego popoludnia, gdy Stela skonczyla lekcje, jak zwykle chciala ic do mamy na pogawedke przed powrotem do domu. Jednak droge zastapila jej grupa dzieci ostro wyzywajac I popychajac. Epitety byly bardzo mocne I siarczyste. Ich rodzice musieli sporo sie natrudzic by wpoic im tyle nienawisci, zlosci I przeklenstw. Cala banda zaszczuli bezbronna Stele I byli gotowi nawet ja pobic. Na szczescie udalo jej sie uciec I schowac za matka. Podeskcytowani gowniarze, adrenalina az im parowala z uszu, niczym rozwscieczona wataha wilkow nie odpuszczala I zupelnie ignorujac Wiole I jej polcenia atakowali nadal. Wszyscy krzyczeli I popychali Stele. Przeklinali I wyzywali moje dziewczyny od najgorszych. Niestety trwalo to dluzsza chwile zanim odpuscili. Dzis juz nie pamietamy jak do tego doszlo, ale nagle wszyscy znikneli I zapanowala bloga cisza. Moje dziewczyny byly bardzo wystraszone tym co sie przed chwila wydazylo. Nie byly pewne, czy oni nie czekaja poza szkola. A moze bedzie ich tam jeszcze wiecej? Niestety pracowalem na drugim koncu Londynu I zajelo by mi zbyt wiele czasu by znalezc sie z nimi. Jednak bylem przy nich duchem. Rozmawialismy przez telefon I jak moglem, tak wspieralem I uspakajalem. Na szczescie bezpiecznie dotarly do domu. Nastepnego dnia wyjasnila sie cala afera. Stela jeszcze nie znala dobrze angielskiego, a szkolnego slangu tym bardziej. Nie zrozumialo dziewcze, ze swoja uroda I temperamentem zwrocila uwage szkolnych gangsterow I za wszelka cene chcieli sie z nia zakolegowac. Stela jednak nie skorzystala z propozycji I trzymala sie od nich z daleka.
 Nastala mokra angielska jesien. Szaro I ponura za oknem. Moja obecna praca byla glownie na zewnatrz. Ciezko bylo mi chodzic po mokrych dachach I rusztowaniach. Cale szczescie mialem placona dniowke, a nie za zlecenie I w razie obfitego deszczu, spokojnie moglem przeczekac w jakiejs kafejce przy kubku goracej kawy.
 Staropolskim zwyczajem, zostalismy zaproszeni na  imieniny do naszyh nowych znjomych. Impreza, a jak, miala odbyc sie w ich popularnym domu. Zaprosili wszystkich lokatorow oraz dwa tuziny znajomych. Typowa pokazowka. Lidka rozpoczela nie dawno prace w magazynie I bardzo jej zalezalo by sie pochwalic przed wszystkimi awansem spolecznym: od praczki do pakowaczki. Jej praca polegala na pakowaniu zakupow do siatek. Sklep byl tak potezny, ze zatrudnial kilka tysiecy ludzi. Kilka tysiecy plus Lidke. Byla tak dumna z tej pracy, jakby conajmniej zostala menagerem w salonie sprzedazy fortepianow. Byla tak podniecona, ze az namowila Wiole na zmiane pracy. Wiole jednak podniecaja inne rzeczy I z rezerwa przyjela propozycje. Lidia jednak nie odpuszczala I umowily sie, iz pewnego dnia pojada razem na interview.
 Gdy tak sobie biesiadowalismy, zajadajac kurze nozki I bigosy, popijajac szkocka, Wiola zniknela na dluzsza chwile. Dom byl wielki z kilkoma lazienkami, wiec nim sie spostrzeglem I pdnalazlem ja, to minela dluzsza chwila. Niestety byla cala blada I przestraszona. Dostala jakiegos krwotoku I silnego bolu brzucha. Bylismy oboje przestraszaszeni I bardzo martwilismy sie o nasze malenstwo.
 Impreze zakonczylismy wczesniej niz planowalismy I udalismy sie do domu. Bol I krwawienie szybko ustaly. Wiola poczula sie lepiej.
 Jednak kolejne dni byly inne niz w poprzednich tygodniach. Nasze malenstwo schowane w Wioli lonie juz nie ruszalo sie. Umowilismy sie na skan USG do lekarza. Nie wiem dlaczego puscilem Wiole sama na ta wizyte? Nie mialem jakiejs pilnej pracy, a jednak poszla sama. Podczas mojej przerwy na lunch zadzwonila. Okazalo sie, ze ze zla wiadomoscia. Nasze nienarodzone jeszcze babe dostalo zawalu serca I umarlo. Prawdopodobnie na wskutek duzego stresu matki. Prawdopodobnie na wskutek tego idiotycznego zachowania w szkole. Bylismy zrozpaczeni...
cdn

2 comments:

Made Inja said...

...współczuję

1beam said...

Smutne:(
Los potrafi zadrwić z człowieka.