Friday, 24 October 2014

Moja bitwa o Anglie cz 46

      Kolejnych prywatnych zlecen na razie nie mialem I skupilem sie na pracy u Mariusza I Lukasza. Mieli nie wiele wieksze doswiadczenie ode mnie, jednak calkiem przyzwoity uklad z polskim podwykonawca, ktory to wykonywal zlecenia dla duzego, angielskiego kontraktora. Bardzo zagmatwany uklad I duzo gardel do wyzywienia po drodze. Praca jednak podobala mi sie I czulem sie dobrze pracujac z nimi. Mielismy duzo zlecen, a moje starania I poswiecenie owocowaly podwyzka I kilkoma bonusami. Nauczylem sie kilku nowych rzeczy, chetnie pracowalem na dachu, wymieniajac polamane dachowki I ukladajac olowiane kolnierze. Podziwialem Londyn z wysokosci. Czulem sie tam swobodnie. Nikt nie mial odwagi wejsc do mnie I skontrolowac jak pracuje. To ciekawe, bo jeszcze przed wyjazdem do UK mialem lek wysokosci. I to bardzo powazny. Mialem problem przechodzac nawet przez most lub spogladajac przez okno wiezowca. Teraz czulem sie wysmienicie lamiac ten starch. Czulem sie wolny, czulem sie wygrany
 Kolejne zlecenie w ochronie dotyczylo obslugi Latin Festival w centrum Londynu, na poludniowym brzegu Tamizy. W piekna, sloneczna sobote, w cieply pazdziernikowy weekend, spacerujac wzdluz rzeki zabezpieczalem bawiacych sie Latynosow. Impreza spokojna, ciepla atmosfera I przyjemna muzyka, a na zakonczenie pokaz sztucznych ogni. Pokaz zorganizowany przez firme organizujaca pokaz na olimpiade w Grecji, a pozniej w Londynie. Na koniec jeszcze dostajemy "tone" jedzenia od wlascicieli budek, ktorzy nie sprzedali wszystkiego. Mam dwie torby meksykanskich przysmakow I probuje znalezc nasza przenosna przebieralnie z nasza zaplodniona kolezanka. Bladze jednak, chodze w kolo I przypomina mi sie wycieczka do Paryza, gdy szukalem stacji metra. Nie moge jej znalezc! Ulice juz puste, a ja, plus dwoch kolegow stoimy jak ciecie w srodku Londynu w uniformach calkowicie zdezorientowani. Niezadowoleni wracamy do domu.
 Na nastepny dzien, po przebudzeniu robimy sobie meksykanska uczte, a po niej dzwonie do naszego biura, zapytac sie, co sie stalo z przebieralnia I z moja dzinsowa kurtka. Pani "biurwa" grzecznie mi odpowiada, ze przebieralnia odjechala o 22.00, poniewaz nie mieli licencji na dluzszy postoj, a moja kurtke moge odebrac w siedzibie firmy w Ilford. Dla nieznajacych topografii Anglii podpowiem, ze Ilford lezy na polnocnym-wschodzie Londynu, natomiast ja mieszkalem na zachodzie. Gdybym chcial pojechac np. autobusem, to cala wycieczka zajela by mi ok. 4 godzin. Propozycja wydala mi sie mocno bez sensu. Zaproponowalem wiec pani biurwie, by przy najblizszej okazji pracy w Royal Abert Hall, ktos mi ja tam "podrzucil", tak bedzie najwygodniej. Pani niestety nie zgodzila sie na moja propozycje. Ponoc kurtka znalazla sie w depozycie I tylko ja osobiscie moge ja odebrac. Smiesznie to wygladalo. Szkoda tylko, ze nie musialem byc osobiscie przy tym jak sie tam znalazla! Bylem mocno niezadowolony, mowiac dyplomatycznie I mialem dosc tej firmy oraz tej mlodej zaplodnionej, afrykanskiej dziewczyny. Nie tylko mi ginely rzeczy. Duzo osob bylo poirytowanych jej zachowaniem. Wielu ludzi zrezygnowalo z tej pracy. Ja tez podjalem ten krok I wiecej juz tam sie nie pojawilem.
 Szkoda mi bylo tych koncertow. Zobaczylem wielu artystow z bliska, od strony garderoby, calkiem prywatnie, uczestniczylem w wielu ciekawych imprezach, na ktore nigdy bym osobiscie nie kupil biletu lub poprostu by mnie nie wpuscili. Jednak utrata dwoch  ulubionych czesci garderoby oraz coraz gestsza atmosfera, nie pozwolily mi tam kontynuowac pracy. Owszem, spotykalem sie nadal z poznanymi tam ludzmi I dlugo jeszcze utrzymywalismy kontakt.
 Teraz moglem wiecej czasu poswiecic mojej ciezarnej krolowej, ktora nadal piescila zaszczane pisuary, szorowala pobazgrane lawki I odklejala gumy do zucia z krzeselek.
 Jednak pewnego dnia podczas tej pracy doszlo do przykrego zdazenia. Do ohydnego ataku rasistowskiego na Stele oraz stojaca w jej obronie Wiole...
cdn

2 comments:

Krystyna Bożenna Borawska said...

Oj zaciekawiłeś mnie ...Co mogło się stać ?

Anonymous said...

Chciałoby się,aby były tylko miłe wspomnienia,niestety los bywa przewrotny.