Friday, 17 October 2014

Moja bitwa o Anglie cz 45

 Dzis analizujac caly okres nauki Steli, dochodze do wniosku, ze bardzo dobrze sie stalo, ze w calej szkole byla tylko jeda dziewczynka, ktora potrafila rozmawic lamana polszczyzna. Byla pol Polka- pol Kolumbijka I prawie od urodzenia mieszkala w Londynie. Ten brak kontaktu z ojczystym jezykiem tylko pomogl Steli w szybszym opanowaniu angielskiego. Zaprzyjaznila sie z piekna Somalijka I razem spedzaly czas, rowniez poza szkola. Asma nauczyla ja jak przezyc w szkole, tlumaczyla I pomagala w lekcjach, a nawet wstawiala sie za Stele, gdy ktos probowal ja zaatakowac.
 Dzis w kazdej szkole, jest grupa polskich dzieci I pracuje  conajmniej jeden polski nauczyciel. Moim zdaniem nie jest to dobra praktyka. Majac Stele za przyklad, moge stwierdzic, iz dzieci szybciej naucza sie jezyka bez ingerencji polskich nauczycieli
 Jedna z kolezanekWioli z pracy, razem z mezem, zaprosila nas na piwo do pubu. Bylo nam bardzo milo z tego powodu, jednak nie moglismy sie zdecydowac czy stac nas na takie szalenstwo. Po dlugim namysle, oraz usilnych namowach strony zapraszajacej, odwiedzamy najpierw ich dom, by nastepnie razem udac sie w angielskie miejsce rozpusty.
 Nasi nowi znajomi byli w podobnym wieku, oraz z podobnym stazem na emigracji. Mieszkali z dwiema corkami w wynajmowanym pokoju w duzym domu. Dom tak przeludniony I gwarny, ze nie sposob bylo w nim odpoczac po pracy. Mieszkalo w nim kilkunastu Polakow, kazdy ciagle gdzies chodzil, trzaskal drzwiami, muzyka gdzies glosno grala I wszyscy przekrzykiwali sie by sie komunikowac. Drzwi wejsciowe nigdy sie nie zamykaly I zawsze ktos ich odwiedzal. Ten dom niczym Londyn, nigdy nie zasypial.
 Wspanialy wieczor  z nowymi znajomymi zakonczyl sie nad ranem, a zarobione pieniadze przy remoncie restauracji pozwolily znow posmakowac spienionego napoju bogow.
 Zmeczeni nadmiarem wrazen, oszolomieni muzyka I piwem wracamy nocnym autobusem. Usiedlismy wygodnie na gornym pokladzie londynskiego pietrusa. Jak na 3 rano ludzi calkiem sporo.
Czesc z nich,tak jak my, wraca z roznych imprez. Niektorzy sciagaja buty, klada sie na siedzeniach, spia wtuleni w ramie ukochanego. Druga grupa to ludzie jadacy do pracy. Czysci, pachnacy, ogoleni. Wszystkich laczy milczenie oraz chec znalezienia sie w lozku. Ten blogi stan zakloca grupa malolatow wsiadajacych na kolejnym przystanku. "Zapakowali" sie na gorny poklad I usiedli tuz za nami, zajmujac cala, dluga kanape. Dwie biale dziewczyny I dwoch kolorowych chlopakow. Mieli nie wiecej niz 15 lat. Zachowuja sie bardzo prowokujaco I glosno. Chlopcy popisuja sie przed dziewczynami, a one, zadne wrazen, podkrecaja atmosfere komentujac. Jeden z nich wstaje I wiesza sie na poreczy. Buja sie niczym na hustawce, az w koncu tak zawieszony kopie obu nogami chlopaka siedzacego obok mnie. Kopie go kilkakrotnie, za kazdym razem mocniej. Chlopak przysypial z policzkiem przy szybie, wiec nawet nie wiedzial dlaczego tak sie dzieje. Czy to dlatego, ze nie skasowal biletu? Czy moze przespal przystanek I teraz w taki sposob budzi sie pasazerow. Wygladal na australijczyka, wiec mial prawo nie znac obyczajow panujacych w Transport For London. Wiekszosc pasazerow obrocila glowy w druga strone, podkreslajac swoja obojetnosc dla przemocy. Natomiast towarzysze kolegi kopiacego mieli fantastyczna zabawe I pokaldali sie ze smiechu na fotelach. Gdy jego kolezanki zaczely bic brawo, nie wytrzymalem tej pogardy, tej bezsensownej gry w kopanie spiacego I bezbronnego chlopaka. W sekundzie wstalem I zlapalem gowniarza za szyje podnoszac go conajmniej 20cm nad podloga, tak by jego oczy zrownaly sie z moimi. Scisnalem mocno jego podgardle, zmrozylem oczy, nabralem powietrza w pluca, by zrobic zludzenie optyczne I stac sie ciut wiekszym I z opanowaniem syknalem mu prosto w twarz: Kopnij go raz jeszcze, a urwe ci ten pieprzony leb I wyrzuce go przez okno! Po czym pchnalem go z calej sily na tylne siedzenie. Kopacz wpadl na swych kompanow, grzywka mu sie zburzyla I koszulka lekko wygniotla. Byl chyba w wiekszym szoku od australijczyka. Wszyscy z otwartymi gebami siedzieli niczym skarcone szczeniaki w kojcu. Zaslaniajac wlasnym cialem droge ucieczki dla chlopaka, podnioslem palec I nic nie mowiac pokiwalem jak ojciec I usiadlem na swoim miejscu obok Wioli. Gowniarze szybko zbiegli na dol w pogoni za aborygenem, jednak kierowca zamknal juz drzwi I odjezdzal z przystanku. Niezadowoleni wrocili na gore, a ja przygotowany na drugi akt, zacisnalem piesci. Niepotrzebnie. Usiedli na swych miejscach mruczac pod nosem: "Fucking white!". Wspolpasazerowie, ktorzy nie spali I katem oka obserwowali zajscie teraz odwaznie szeptem komentowali, a nawet znalazl sie za moimi plecami Polak, ktory mnie zapewnil, ze moge liczyc na pomoc w razie potrzeby. Znajac nasza walecznosc I bohaterstwo, przypuszczam, ze spl podczas tego incydentu I obudzil sie dopiero po ich powrocie.
cdn

1 comment:

1beam said...

Odważne posunięcie kiedy nie można na nikogo w takiej sytuacji liczyć.Dobrze,że gówniarze nie byli naćpani,albo nie daj Boże uzbrojeni.
Pozdrawiam serdecznie:)