Friday, 31 October 2014

Moja bitwa o Anglie cz 47

    Koledzy, ktorzy odeszli ze mna z tej firmy ochroniarskiej, szukali pracy w podobnym charakterze, ja natomiast dalem sobie z tym spokoj I skoncentrowalem sie na pracy dla Mariusza I Lukasza oraz coraz czesciej pracowalem prywatnie.
 Jeden  z tych kolegow dostal ciepla posadke przy ochronie pola golfowego gdzies pod Londynem. Jezdzil Melexem po calym osrodku I pilnowal by nikt nieproszony nie zaklocal spokoju grajacym serom I geltelmanom. Inny nie trafil tak dobrze I postawili go na bramce w klubie dla transwestytow. Rozrob nie bylo, wiekszosc z nich byla nastawiona pokojowo. Nawet za bardzo I czasami bezczelnie probowala sie spouchwalic z przedstawicielem strazy pozadkowej. Wszystko to jednak wynagradzala mu firma, placac soczyste £25 za godzine pracy.
 Pewnego popoludnia, gdy Stela skonczyla lekcje, jak zwykle chciala ic do mamy na pogawedke przed powrotem do domu. Jednak droge zastapila jej grupa dzieci ostro wyzywajac I popychajac. Epitety byly bardzo mocne I siarczyste. Ich rodzice musieli sporo sie natrudzic by wpoic im tyle nienawisci, zlosci I przeklenstw. Cala banda zaszczuli bezbronna Stele I byli gotowi nawet ja pobic. Na szczescie udalo jej sie uciec I schowac za matka. Podeskcytowani gowniarze, adrenalina az im parowala z uszu, niczym rozwscieczona wataha wilkow nie odpuszczala I zupelnie ignorujac Wiole I jej polcenia atakowali nadal. Wszyscy krzyczeli I popychali Stele. Przeklinali I wyzywali moje dziewczyny od najgorszych. Niestety trwalo to dluzsza chwile zanim odpuscili. Dzis juz nie pamietamy jak do tego doszlo, ale nagle wszyscy znikneli I zapanowala bloga cisza. Moje dziewczyny byly bardzo wystraszone tym co sie przed chwila wydazylo. Nie byly pewne, czy oni nie czekaja poza szkola. A moze bedzie ich tam jeszcze wiecej? Niestety pracowalem na drugim koncu Londynu I zajelo by mi zbyt wiele czasu by znalezc sie z nimi. Jednak bylem przy nich duchem. Rozmawialismy przez telefon I jak moglem, tak wspieralem I uspakajalem. Na szczescie bezpiecznie dotarly do domu. Nastepnego dnia wyjasnila sie cala afera. Stela jeszcze nie znala dobrze angielskiego, a szkolnego slangu tym bardziej. Nie zrozumialo dziewcze, ze swoja uroda I temperamentem zwrocila uwage szkolnych gangsterow I za wszelka cene chcieli sie z nia zakolegowac. Stela jednak nie skorzystala z propozycji I trzymala sie od nich z daleka.
 Nastala mokra angielska jesien. Szaro I ponura za oknem. Moja obecna praca byla glownie na zewnatrz. Ciezko bylo mi chodzic po mokrych dachach I rusztowaniach. Cale szczescie mialem placona dniowke, a nie za zlecenie I w razie obfitego deszczu, spokojnie moglem przeczekac w jakiejs kafejce przy kubku goracej kawy.
 Staropolskim zwyczajem, zostalismy zaproszeni na  imieniny do naszyh nowych znjomych. Impreza, a jak, miala odbyc sie w ich popularnym domu. Zaprosili wszystkich lokatorow oraz dwa tuziny znajomych. Typowa pokazowka. Lidka rozpoczela nie dawno prace w magazynie I bardzo jej zalezalo by sie pochwalic przed wszystkimi awansem spolecznym: od praczki do pakowaczki. Jej praca polegala na pakowaniu zakupow do siatek. Sklep byl tak potezny, ze zatrudnial kilka tysiecy ludzi. Kilka tysiecy plus Lidke. Byla tak dumna z tej pracy, jakby conajmniej zostala menagerem w salonie sprzedazy fortepianow. Byla tak podniecona, ze az namowila Wiole na zmiane pracy. Wiole jednak podniecaja inne rzeczy I z rezerwa przyjela propozycje. Lidia jednak nie odpuszczala I umowily sie, iz pewnego dnia pojada razem na interview.
 Gdy tak sobie biesiadowalismy, zajadajac kurze nozki I bigosy, popijajac szkocka, Wiola zniknela na dluzsza chwile. Dom byl wielki z kilkoma lazienkami, wiec nim sie spostrzeglem I pdnalazlem ja, to minela dluzsza chwila. Niestety byla cala blada I przestraszona. Dostala jakiegos krwotoku I silnego bolu brzucha. Bylismy oboje przestraszaszeni I bardzo martwilismy sie o nasze malenstwo.
 Impreze zakonczylismy wczesniej niz planowalismy I udalismy sie do domu. Bol I krwawienie szybko ustaly. Wiola poczula sie lepiej.
 Jednak kolejne dni byly inne niz w poprzednich tygodniach. Nasze malenstwo schowane w Wioli lonie juz nie ruszalo sie. Umowilismy sie na skan USG do lekarza. Nie wiem dlaczego puscilem Wiole sama na ta wizyte? Nie mialem jakiejs pilnej pracy, a jednak poszla sama. Podczas mojej przerwy na lunch zadzwonila. Okazalo sie, ze ze zla wiadomoscia. Nasze nienarodzone jeszcze babe dostalo zawalu serca I umarlo. Prawdopodobnie na wskutek duzego stresu matki. Prawdopodobnie na wskutek tego idiotycznego zachowania w szkole. Bylismy zrozpaczeni...
cdn

Friday, 24 October 2014

Moja bitwa o Anglie cz 46

      Kolejnych prywatnych zlecen na razie nie mialem I skupilem sie na pracy u Mariusza I Lukasza. Mieli nie wiele wieksze doswiadczenie ode mnie, jednak calkiem przyzwoity uklad z polskim podwykonawca, ktory to wykonywal zlecenia dla duzego, angielskiego kontraktora. Bardzo zagmatwany uklad I duzo gardel do wyzywienia po drodze. Praca jednak podobala mi sie I czulem sie dobrze pracujac z nimi. Mielismy duzo zlecen, a moje starania I poswiecenie owocowaly podwyzka I kilkoma bonusami. Nauczylem sie kilku nowych rzeczy, chetnie pracowalem na dachu, wymieniajac polamane dachowki I ukladajac olowiane kolnierze. Podziwialem Londyn z wysokosci. Czulem sie tam swobodnie. Nikt nie mial odwagi wejsc do mnie I skontrolowac jak pracuje. To ciekawe, bo jeszcze przed wyjazdem do UK mialem lek wysokosci. I to bardzo powazny. Mialem problem przechodzac nawet przez most lub spogladajac przez okno wiezowca. Teraz czulem sie wysmienicie lamiac ten starch. Czulem sie wolny, czulem sie wygrany
 Kolejne zlecenie w ochronie dotyczylo obslugi Latin Festival w centrum Londynu, na poludniowym brzegu Tamizy. W piekna, sloneczna sobote, w cieply pazdziernikowy weekend, spacerujac wzdluz rzeki zabezpieczalem bawiacych sie Latynosow. Impreza spokojna, ciepla atmosfera I przyjemna muzyka, a na zakonczenie pokaz sztucznych ogni. Pokaz zorganizowany przez firme organizujaca pokaz na olimpiade w Grecji, a pozniej w Londynie. Na koniec jeszcze dostajemy "tone" jedzenia od wlascicieli budek, ktorzy nie sprzedali wszystkiego. Mam dwie torby meksykanskich przysmakow I probuje znalezc nasza przenosna przebieralnie z nasza zaplodniona kolezanka. Bladze jednak, chodze w kolo I przypomina mi sie wycieczka do Paryza, gdy szukalem stacji metra. Nie moge jej znalezc! Ulice juz puste, a ja, plus dwoch kolegow stoimy jak ciecie w srodku Londynu w uniformach calkowicie zdezorientowani. Niezadowoleni wracamy do domu.
 Na nastepny dzien, po przebudzeniu robimy sobie meksykanska uczte, a po niej dzwonie do naszego biura, zapytac sie, co sie stalo z przebieralnia I z moja dzinsowa kurtka. Pani "biurwa" grzecznie mi odpowiada, ze przebieralnia odjechala o 22.00, poniewaz nie mieli licencji na dluzszy postoj, a moja kurtke moge odebrac w siedzibie firmy w Ilford. Dla nieznajacych topografii Anglii podpowiem, ze Ilford lezy na polnocnym-wschodzie Londynu, natomiast ja mieszkalem na zachodzie. Gdybym chcial pojechac np. autobusem, to cala wycieczka zajela by mi ok. 4 godzin. Propozycja wydala mi sie mocno bez sensu. Zaproponowalem wiec pani biurwie, by przy najblizszej okazji pracy w Royal Abert Hall, ktos mi ja tam "podrzucil", tak bedzie najwygodniej. Pani niestety nie zgodzila sie na moja propozycje. Ponoc kurtka znalazla sie w depozycie I tylko ja osobiscie moge ja odebrac. Smiesznie to wygladalo. Szkoda tylko, ze nie musialem byc osobiscie przy tym jak sie tam znalazla! Bylem mocno niezadowolony, mowiac dyplomatycznie I mialem dosc tej firmy oraz tej mlodej zaplodnionej, afrykanskiej dziewczyny. Nie tylko mi ginely rzeczy. Duzo osob bylo poirytowanych jej zachowaniem. Wielu ludzi zrezygnowalo z tej pracy. Ja tez podjalem ten krok I wiecej juz tam sie nie pojawilem.
 Szkoda mi bylo tych koncertow. Zobaczylem wielu artystow z bliska, od strony garderoby, calkiem prywatnie, uczestniczylem w wielu ciekawych imprezach, na ktore nigdy bym osobiscie nie kupil biletu lub poprostu by mnie nie wpuscili. Jednak utrata dwoch  ulubionych czesci garderoby oraz coraz gestsza atmosfera, nie pozwolily mi tam kontynuowac pracy. Owszem, spotykalem sie nadal z poznanymi tam ludzmi I dlugo jeszcze utrzymywalismy kontakt.
 Teraz moglem wiecej czasu poswiecic mojej ciezarnej krolowej, ktora nadal piescila zaszczane pisuary, szorowala pobazgrane lawki I odklejala gumy do zucia z krzeselek.
 Jednak pewnego dnia podczas tej pracy doszlo do przykrego zdazenia. Do ohydnego ataku rasistowskiego na Stele oraz stojaca w jej obronie Wiole...
cdn

Friday, 17 October 2014

Moja bitwa o Anglie cz 45

 Dzis analizujac caly okres nauki Steli, dochodze do wniosku, ze bardzo dobrze sie stalo, ze w calej szkole byla tylko jeda dziewczynka, ktora potrafila rozmawic lamana polszczyzna. Byla pol Polka- pol Kolumbijka I prawie od urodzenia mieszkala w Londynie. Ten brak kontaktu z ojczystym jezykiem tylko pomogl Steli w szybszym opanowaniu angielskiego. Zaprzyjaznila sie z piekna Somalijka I razem spedzaly czas, rowniez poza szkola. Asma nauczyla ja jak przezyc w szkole, tlumaczyla I pomagala w lekcjach, a nawet wstawiala sie za Stele, gdy ktos probowal ja zaatakowac.
 Dzis w kazdej szkole, jest grupa polskich dzieci I pracuje  conajmniej jeden polski nauczyciel. Moim zdaniem nie jest to dobra praktyka. Majac Stele za przyklad, moge stwierdzic, iz dzieci szybciej naucza sie jezyka bez ingerencji polskich nauczycieli
 Jedna z kolezanekWioli z pracy, razem z mezem, zaprosila nas na piwo do pubu. Bylo nam bardzo milo z tego powodu, jednak nie moglismy sie zdecydowac czy stac nas na takie szalenstwo. Po dlugim namysle, oraz usilnych namowach strony zapraszajacej, odwiedzamy najpierw ich dom, by nastepnie razem udac sie w angielskie miejsce rozpusty.
 Nasi nowi znajomi byli w podobnym wieku, oraz z podobnym stazem na emigracji. Mieszkali z dwiema corkami w wynajmowanym pokoju w duzym domu. Dom tak przeludniony I gwarny, ze nie sposob bylo w nim odpoczac po pracy. Mieszkalo w nim kilkunastu Polakow, kazdy ciagle gdzies chodzil, trzaskal drzwiami, muzyka gdzies glosno grala I wszyscy przekrzykiwali sie by sie komunikowac. Drzwi wejsciowe nigdy sie nie zamykaly I zawsze ktos ich odwiedzal. Ten dom niczym Londyn, nigdy nie zasypial.
 Wspanialy wieczor  z nowymi znajomymi zakonczyl sie nad ranem, a zarobione pieniadze przy remoncie restauracji pozwolily znow posmakowac spienionego napoju bogow.
 Zmeczeni nadmiarem wrazen, oszolomieni muzyka I piwem wracamy nocnym autobusem. Usiedlismy wygodnie na gornym pokladzie londynskiego pietrusa. Jak na 3 rano ludzi calkiem sporo.
Czesc z nich,tak jak my, wraca z roznych imprez. Niektorzy sciagaja buty, klada sie na siedzeniach, spia wtuleni w ramie ukochanego. Druga grupa to ludzie jadacy do pracy. Czysci, pachnacy, ogoleni. Wszystkich laczy milczenie oraz chec znalezienia sie w lozku. Ten blogi stan zakloca grupa malolatow wsiadajacych na kolejnym przystanku. "Zapakowali" sie na gorny poklad I usiedli tuz za nami, zajmujac cala, dluga kanape. Dwie biale dziewczyny I dwoch kolorowych chlopakow. Mieli nie wiecej niz 15 lat. Zachowuja sie bardzo prowokujaco I glosno. Chlopcy popisuja sie przed dziewczynami, a one, zadne wrazen, podkrecaja atmosfere komentujac. Jeden z nich wstaje I wiesza sie na poreczy. Buja sie niczym na hustawce, az w koncu tak zawieszony kopie obu nogami chlopaka siedzacego obok mnie. Kopie go kilkakrotnie, za kazdym razem mocniej. Chlopak przysypial z policzkiem przy szybie, wiec nawet nie wiedzial dlaczego tak sie dzieje. Czy to dlatego, ze nie skasowal biletu? Czy moze przespal przystanek I teraz w taki sposob budzi sie pasazerow. Wygladal na australijczyka, wiec mial prawo nie znac obyczajow panujacych w Transport For London. Wiekszosc pasazerow obrocila glowy w druga strone, podkreslajac swoja obojetnosc dla przemocy. Natomiast towarzysze kolegi kopiacego mieli fantastyczna zabawe I pokaldali sie ze smiechu na fotelach. Gdy jego kolezanki zaczely bic brawo, nie wytrzymalem tej pogardy, tej bezsensownej gry w kopanie spiacego I bezbronnego chlopaka. W sekundzie wstalem I zlapalem gowniarza za szyje podnoszac go conajmniej 20cm nad podloga, tak by jego oczy zrownaly sie z moimi. Scisnalem mocno jego podgardle, zmrozylem oczy, nabralem powietrza w pluca, by zrobic zludzenie optyczne I stac sie ciut wiekszym I z opanowaniem syknalem mu prosto w twarz: Kopnij go raz jeszcze, a urwe ci ten pieprzony leb I wyrzuce go przez okno! Po czym pchnalem go z calej sily na tylne siedzenie. Kopacz wpadl na swych kompanow, grzywka mu sie zburzyla I koszulka lekko wygniotla. Byl chyba w wiekszym szoku od australijczyka. Wszyscy z otwartymi gebami siedzieli niczym skarcone szczeniaki w kojcu. Zaslaniajac wlasnym cialem droge ucieczki dla chlopaka, podnioslem palec I nic nie mowiac pokiwalem jak ojciec I usiadlem na swoim miejscu obok Wioli. Gowniarze szybko zbiegli na dol w pogoni za aborygenem, jednak kierowca zamknal juz drzwi I odjezdzal z przystanku. Niezadowoleni wrocili na gore, a ja przygotowany na drugi akt, zacisnalem piesci. Niepotrzebnie. Usiedli na swych miejscach mruczac pod nosem: "Fucking white!". Wspolpasazerowie, ktorzy nie spali I katem oka obserwowali zajscie teraz odwaznie szeptem komentowali, a nawet znalazl sie za moimi plecami Polak, ktory mnie zapewnil, ze moge liczyc na pomoc w razie potrzeby. Znajac nasza walecznosc I bohaterstwo, przypuszczam, ze spl podczas tego incydentu I obudzil sie dopiero po ich powrocie.
cdn

Sunday, 12 October 2014

Moja bitwa o Anglie cz 44

   Najpierw usmiech, radosc, przytulanki, by nastepnie przelknac sline I: Jak to w ciazy?? Przeciez... Przeciez... nie damy rady w tym mieszkaniu I na majonezie z Netto. Sama miloscia nie wyzywimy sie. Jedna nasza polowa myslala realnie, natomiast druga byla wniebowzieta. Kochalismy sie bardzo I planowalismy potomka, lecz jeszcze nie teraz. Atmosfera zrobila sie "gesta". Nie moglismy spac w nocy, myslac, jak zaradzic. Po dwoch dniach pogodzilismy sie z losem I z nastawieniem pozytywnym wrocilismy do pozadku dziennego. Kazalem Wioli uwazac na siebie, absolutnie nic nie dzwigac I nie przemeczac sie. Bylismy bardzo szczesliwi I pelni nadzei. Az do dnia, gdy niespodziewanie zostalem zwolniony z pracy za... sikanie. Rozpoczelismy z Mariuszem I Lukaszem nowa budowe. Remont elewacji I dachu w duzym budynku na Kings Cross, w centrum Londynu. Postawili nam wielkie rusztowanie I mielismy pokazac co potrafimy. Niestety nie postawili nam Toi Toia. Ja calkowicie przekonany, ze remontujemy kolejny hostel ze wspolnymi toaletami na korytarzach, po porannej kawie, przez otwarte okno, prosto z rusztowania wskoczylem do srodka toalety niczym rasowy wlamywacz. Oproznilem swoje zbiorniki, umylem rece jak mama przykazala I wrocilem do pracy. Po niespelna pol godzinie podszedl do mnie Lukasz I pytajac spokojnie czy mi lepiej po skorzystaniu z toalety, kazal isc do domu. Okazalo sie, ze byl to blok z mieszkaniami prywatnymi I wlascicielka tej toalety zadzwonila do naszego angielskiego zleceniodawcy- menagera I narobila rabanu. Zalamany wrocilem do domu, dzwoniac po drodze do szefostwa, by wyjasnic cale nieporozumienie. Tlumaczylem sie tak intensywnie, az bateria w telefonie mi sie rozladowala I nie moglem dokonczyc rozmowy. Obawialem sie, by ta informacja nie wplynela zle na zdrowie Wioli lub dziecka. Na szczescie po powrocie do domu oraz naladowaniu telefonu, sam do mnie zadzwonil Lukasz, uspokajajac, ze wracam od jutra, lecz na inna budowe. Angielski manager upieral sie, by mnie zwolnic w trybie natychmiastowym lacznie z postepowaniem dyscyplinarnym, jednak silna solidarnosc patryiotyczna przycmila angielskie zapedy nacjonalistyczne.
 Ponownie bylismy szczesliwi I bezpieczni. Znow bylo nas stac na majonez z Netto. Dodatkowo nadal chalturzylem na prywatnych fuchach, remontujac hinduskie domy I restauracje oraz chroniac wlasnym cialem kolejne gwiazdy angielskiej estrady.
 Nim zakonczy sie sezon letni, zalicze wspanialy gig w Hyde Parku p.t. "Party in the park" zorganizowane przez Ksiecia Karola. Zaprosil wielu wspanialych artystow, m. inn. Lenego Kravitza I Bassement Jaxx, a ja osobiscie mialem okazje byc w grupie zabezpieczajacej droge, ktora przechodzil. Niestety reszte koncertu spedzilem gdzies z tylu, pilnujac jakiegos namiotu I nie wiele widzialem z wystepu. Po zakonczeniu imprezy wracamy do naszej obwoznej przebieralni, ktora to wladala mloda dziewczyna z afrykanskiej prowincji. To urocze dziewcze, bardzo mlode, o slicznej buzi I powalajacym usmiechu, oczarowalo jednego z naszych angielskich menagerow ochrony I zostalo zaplodnione przez niego. Ow manager byl na tyle ludzki I czuly, ze przeniosl ja do pracy w naszej "kanciapie". Natomiast Ona w akcie wdziecznosci, dziekowala mu na rozne sposoby gdy my stalismy na posterunkach oraz sprzatala nasz balagan. Nawet sama oglosila akcje protestacyjna przeciw balaganiarzom I wszystkie rzeczy, ktore spadly z wieszaka na podloge, ladowaly w koszu na smieci. W ten sposob podkreslila swoja waznosc, swoja powage oraz oddanie do powierzonych obowiazkow. Nawet I ja mialem okazje posmakowac jej lojalnosci wobec pracodawcy, gdy moj ulubiony, czarny sweter, zakupiony niegdys za spora kwote na Camden Market, wyladowal w koszu razem z pozostalosciami po hamburgerach. Bylem okropnie zly I rozczarowany brakiem zainteresowania ze strony menagera rozplodowego, a ta afrykanska antylopa szla w zaparte, ze tego dnia przyszedlem do pracy tylko w koszulce. Ze lzami w oczach wrocilem nad ranem do domu. Cala dobe wyklinalem ta pare mieszana. Moja kochana kobieta, czujac ma rozpacz I przygnebienie, po raz kolejny wykazala sie mistrzowskim talentem w organizacji I zarzadzaniu domowym budzetem. Zacisnelismy pasa, zaoszczedzilismy kilka funtow na majonezie I robiac mi imienionowa niespodzianke, kupuje podobny sweter w lokalnym Primarku. Juz mi lepiej. I cieplej.
 Chwilowo nasze troski finansowe rozwiewa dodatkowa praca przy remoncie restauracji na Shepherds Bush. Poznany przed wyjazdem pakistanczyk, zaakceptowal moja cene na kompleksowy remont I dobilismy targu. Zaoferowalem Kazikowi prace I razem zabralismy sie do roboty. Kaziu pracowal w ciagu dnia, natomiast ja wieczorami po "panszczyznie". Po dwoch tygodniach, bez zadnych nieprzyjemnych niespodzianek, udaje nam sie zakonczyc ten projekt. Jednak pan Pakistanczyk nie ma ochoty wyplacic mi calej kwoty. Dochodzi miedzy nami do klotni I rozstajemy sie w zlych humorach nie dzwoniac wiecej do siebie. Na odchodne zaoferowal nam bezplatne posilki tak dlugo, jak tylko bedzie istniala ta knajpa. Nie skusilem sie jednak na ta jesienna promocje I honorowo go olalem. Jednak zarobione tu kilka stow znacznie reperuja dziure budzetowa panstwa Kepke-Wysockich, co owocuje wypadem na piwo do pubu z nowymi znajomymi. Ale o tym w kolejnym odcinku...
cdn

Friday, 3 October 2014

Moja bitwa o Anglie cz 43

          Niestety nie ukladalo nam sie dobrze mieszkanie z naszymi wspolokatorami I czesto dochodzilo do spiec. Szczegolnie Wiola I Ewa w kuchni nie potrafily sie dogadac, a my przez to chodzilismy glodni. Jak mowi starozytne rosyjskie przyslowie: Gdzie kucharki dwie, tam rodzina wlosy rwie.
 Wiola w pracy radzila sobie dobrze, nawiazywala nowe znajomosci z nauczycielami I nie tylko. Zreszta jak tu sobie nie radzic przy obsludze odkurzacza czy sciery? Wiekszosc nauczycieli mocno sie dziwila, ze mloda kobieta po studiach szoruje kible. Jednak taka kolej wydarzen w zyciu emigranta. Od zera, do bohatera. Wiola dzielnie znosila upokorzenia oraz namietnie piescila kazdy pisuar napotkany na swej drodze.
 Menagerem agencji sprzatajacej, ktora zatrudniala moja krolowa wszystkich odkurzaczy, byl Irlandczyk David, blizniaczy brat Kennego Rogersa. Bardzo zyczliwy, uprzejmy, prawdziwy gentleman o fantastycznym podejsciu do ludzi. Duzo rozmawialismy. Czulem, ze rozumiemy sie swietnie I nawiazuje sie pryjazn.
 W najgorszej pozycji byla Stela. Nie znala jezyka I ciezko bylo jej sie przez te pierwsze tygodnie komunikowac. Czesto przychodzila zalamana do Wioli w szkole I plakala, ze nic nie rozumie. Byla w bardzo zlym stanie emocjonalnym. Musiala rozstac sie ze swymi polskimi przyjaciolmi, z rodzina, z ukochanym podworkiem. Rozumielismy jej stan I staralismy sie ja pocieszyc I tlumaczyc. Niestety nasza sytuacja finansowa byla gorzej niz fatalna, wiec ciezko bylo Steli znalezc jakies zajecie po lekcjach by zabic czas I rozterke. Jedyne co moglismy jej teraz zaoferowac, to spacery po Londynie I milosc. Bylo ciezko. Bylo ekstremalnie ciezko. Pracowalismy duzo, jednak polski dlug ciagnal sie za mna z wielkim smrodem I zamiast go ubywac, to w kolejnych miesiacach pojawialy sie nastepne naleznosci do zaplacenia. Jakby tego bylo malo, doszlo zadluzenie w UK za rachunki biezace, ktore powstaly na skutek pobytu na Sluzewcu.
 Oszczednosci szukalisy wszedzie. Potrafilismy jechac autobusem na druga dzielnice, poniewaz tam byl sklep Netto, o stokroc tanszy od Tesco, tego pod domem. Wracalismy obladowani tobolami, a ja przybralem pseudonym "Dromader". Kazdy funt byl na miare zycia I smierci. Kazdy funt mial wartosc o wiele wieksza od oficjalnej. Kazdy funt byl dokladnie obejrzany I przemyslany zanim spadl na sklepowa lade. Nie, nie musielim jesc na szczescie fasoli z puszki I zupy z gwozdzia, jednak wybieralismy w sklepie produkty tansze lub przecenione. Nauczylismy sie, o ktorej godzinie pani w sklepie podjezdza wozkiem z towarem do przeceny I przy uzyciu twardych lokci walczylismy o pokarm na przetrwanie kolejnego dnia.
 Dosyc sporym wyzwaniem bylo dla nas ubranie Steli do szkoly. Wedlug nakazu ministra od szkolnictwa, wszystkie dzieci  szole podstawowej, czyli Primary School, oraz gimnazjum, czyli Secondary School, musza przychodzic w mundurkach obowiazujacych w danej szkole. Niestety ten wymog jest dosyc kosztowny I pociagnal nas po kieszeni bardzo bolesnie. Doszlo do tego, ze na szkolne skarpetki braklo nam jednego funta I musielismy z nich zrezygnowac ukrywajac kolorowe pod spodniami w obawie, ze zimnokriwsty pan dyrektor wykryje intryge szyta grubymi nicmi.
 Nauka jezyka przychodzila nam bezbolesnie I w bardzo profesjonalny sposob w jednym  londynskich collegow. Wiola doksztalcala sie przed poludniem, natomiast ja wieczorami, po pracy. Oboje mielismy tego samego nauczyciela- rodowitego Anglika, Poula, zatwardzialego kibica FC Liverpool, znawce polskiej geografii oraz poprawnej polszczyzny. Nie tylko potrafil bezblednie wypowiedziec "Walesa", "Solidarnosc", "Gdansk" oraz glowne przeklenstwa, to znakomicie orientowal sie gdzie leza Mazury, Bieszczady czy Miedzyzdroje, a Jerzy Dudek byl absolutnym jego idolem. W mojej klasie bylo nas czterech Polakow I czesto dyskutowalismy z Poulem. Mowil tak plynnie, wyraznie I zrozumiale, ze gdyby kazdy Anglik tak sie wyslawial, to nie potrzebna by mi byla szkola. Mial dar do nauczania, do komunikowania sie. Byl rewelacyjnym czlowiekiem I nauczycielem.
 Szczesliwie doczekalismy wyprowadzki naszych lokatorow I zostalismy sami z Kazikiem za sciana. Kazik od samego poczatku mojej londynskiej przygody byl kims waznym w moim zyciu, moim drogowskazem, mentorem, oparciem, przykladem do nasladowania, przyjacielem, czlowiekiem, ktory zupelnie mnie nie znajac, calkowicie mi zaufal. Sluchalem uwaznie jego uwag I wskazowek. Obsrwowalem jego zachowanie, nawyki, uczylem sie zyc na nowo. Majac taki przyklad u boku bylo mi latwiej.
 Pewnego dnia, wracajac z pracy, Wiola przywitala mnie pierogami oraz informacja, ze jestesmy w ciazy...
cdn