Thursday, 18 September 2014

Moja bitwa o Anglie cz 41

 Koncert Pavarottiego zapowiadal sie bardzo apetycznie. Piekna, sloneczna pogoda, kolorowy park I wszechobecne, wolnochodzace pawie I kroliki. Dziesiatki tych zwierzakow! Nie jestem az tak wielkim fanem klasyki, lecz od czasu do czasu, dla dowartosciowania sie, lubie posluchac np. Vivaldiego czy Nigela Kennedy'iego. Sam Pavarotti nagral wiele dobrej muzyki, a jego glos byl doceniany na calym swiecie, rowniez przez rockmanow.
 Do Knebworth Park przybylo jego fanow kilka tysiecy. Duzo starszych osob, ale tez cala masa rodzin ze starszymi dziecmi, ktore organizuja pikniki.
 W innej czesci parku, pod duzym namiotem, popija szampana angielska arystokracja. Nie brakuje tam ksiezniczek I ksieciow. Tym razem dostaje stanowisko " na bramce". Wnoszenie alkoholu jest dozwolone, ale tylko w postaci wina I piwa, nie wolno rozpalac grilla I ogniska.
 Podczas sprawdzania biletow podjechal luksusowy Mercedes kabriolet pod nasza brame z kims stojacym na tylnym siedzeniu w duzym, slonkowym kapeluszu. Byl to pan Lucian, operowy mistrz, pogromca kurczakow pieczonych. Wygladal niczym papierz w papamobile. Wszystkie kobiety piszczaly jak nastolatki, a mistrz pomachal im na przywitanie I pomknal do swojej garderoby zostawiajac nas z otwartymi dziobami wdychajacymi luksusowe spaliny z kabrioleta. Mialem nadzieje, ze chociaz mnie poglaska po glowie. Bylem przeciez najblizej I tak dobrze pilnowalem bramy...
 Lucjan zniknal, a my po wpszczeniu wszystkich milosnikow klasyki zajmujemy stanowiska w sektorach. Wymogi menagera wloskiego gwiazdora sa bardzo srogie: mamy mowic szeptem, chodzic wolnym krokiem oraz wyciszyc telefony I walkie-talkie.
 Caly koncert przebiegal spokojnie. Doipiero po zakonczeniu, gdy ludzie juz rozchodzili sie, wydazyl sie bardzo nieprzyjemny incident. Jeden z moich czarnoskorych kolegow, zostal oblesnie zaatakoany w rasistowski sposob I wywiazala sie nie mala szarpanina. Na szczescie sytuacja zostala szybko opanowana  I moglismy powrocic do pracy.

 Kolejne zlecenia przychodzily czesto I w ilosciach hurtowych. Rozpoczal sie sezon letni I wszedzie organizowano koncerty oraz rozne imprezy. Regularnie bralem udzial w zabezpieczaniu meczy pilkarskich w dwoch klubach Crystal Palace oraz FC Charlton, wszystkch imprez w Hyde Parku I Wembley Arena. To byla moja dzialka, choc zdazalo mi sie tez wyruszyc w inny rejon.
 Kolejny concert na Wembley: gwiazda New Romantic lat '80- Duran Duran. Niestety dluzej jak 15 minut nie wytrzymlem tego sluchac I ukrylem sie w pomieszczeniach za scena. Jeszcze nie raz tam bede uciekal przed rozna muzyka.
 W miedzy czasie pracowalem nadal z Mariuszem I Lukaszem remontujac kolejne domy seniora oraz hotele dla bezdomnych alkoholikow I cpunow.
 Bylem bardzo zdziwiony, a nawet zszokowany panujacymi zasadami w takich hostelach. Dom dsyc duzy, kazdy z rezydentow ma swoj wlasny pokoj-sypialnie, lazienki wspolne na korytarzu, w beasemencie stolowka I za sciana "drinking room", w polskim tlumaczeniu pokoj, gdzie legalnie mozna nachlac sie do nieprzytomnosci. Calkiem gustownie urzadzony: skorzane dwie sofy, duzy telewizor, szklany stolik I wielka popielnica. Kazdy z nich mogl tu przyjsc, ulozyc sie wygodnie I podczas ogladania TV poprostu sie "nawalic". Gdy juz spadl delikwent z sofy, piaty raz narobil w gacie I zaczal sie ksztusc wlasnymi wymiocinami, to dwoch sanitariuszy dyzurnych, lapiac go za konczyny probowalo przetransportowac do sypialni. Zabawnie wygladalo, gdy pan alkoholik wracal po kilku minutach o wlasnych silach z kolejna butelka taniego cidera. Mialem wrazenie, ze nie chcialo mu sie isc do gory o wlasnych nogach, wiec czekal, az go zaniosa.
 W takim hostelu dzialy sie dziwne rzeczy I mieszkali tam rozni ludzie, bardzo zniszczeni przez rozne uzywki.
 Jeden z nich, siedzial przez caly dzien w jadalni I bujal se na krzesle. Dlugie, tluste wlosy, dluga jeszcze bardziej tlusta broda, garnitur w paski, ale juz bez koszuli oraz buty mokasyny bez skarpet. Wygladal troszke jak Frank Zappa na kacu. Oczy zagubione, niepewne I sploszone. Od rana do kolacji podczas tego sierocego bujania mamrotal cos pod nosem, co brzmialo jak: "pizza hut, pizza hut, pizza hut". Gdy ktoremus z jego kolegow znudzilo sie sluchac o najslynniejszej pizzerii I zwrocil mu dyplomatycznie uwage: Shut up!!! To "Frank Zappa" z wielkim krzykiem zamykal sie w toalecie na dluga chwile, by ponownie wyjsc I nadal grac swa role przez nastepne godziny.
 Innym ciekawym przypadkiem, byl mezczyzna w bardziej niz srednim wieku. Niewysoki, energiczny, podobnie jak poprzednik w garniturze bez koszuli I skarpet. Jego cialo zdobila cala gama roznej wielkosci I koloru swastyk. Ow osobnik, cale dnie spedzal w lozku, wychadzac tylko do toalety lub na posilek. Ale, ale! To nie bylo takie zwykle legowisko. Dookola niego na tym lozku lezalo tysiace petow, a w nogach stal rozklekotany magnetofon "Jamnik" z jedna kaseta, ktora w kolko mamrotala ta sama melodie. Gdy wstawal do toalety, to z tych niedopalkow ulozona byla jakby jego forma, odcisk jego sylwetki. Po powrocie, delikatnie ukladal sie w to samo miejsce,by tylko nie uszkodzic choc jednego peta.
 Bylo jeszcze kilku innych ciekawych osobnikow: pan, ktory za wszelka cene chcial komus wsadzic penisa na sile do ust, inny pan, przez kilka lat nie wychodzil z pokoju, zalatwial sie na podloge, a pozniej zawijal to w serwetke I rzucal  w nas przez okno. Byla tez kleptomanka, ktora notorycznie wyciagala nam wszystko z kieszeni, myslac, ze jest niezauwazona. I wielu innych ludzi skazonych roznymi substancjami ze zlamana psychika. Zapadlo mi w pamieci jedno powiedzenie, ktore ktos tam ciagle powtarzal: "You are catholic, I'm alcoholic." W polskim tlumaczeniu- Ty jestes katolikiem, a ja alkoholikiem.
 Szkoda tych ludzi. Przegrali swoje zycie. Jednak tam sa pod specjalistyczna opieka psychologa I aby dostac zasilek pieniezny, ktory to przeznacza w calosci na alkohol lub narkotyki, musza brac udzial w zajeciach I wykazac chec wspopracy. Tylko czy ktos jest w stanie ich wyleczyc lub zmienic ich nawyki? W UK alkoholizm, czy jakiekolwiek inne uzaleznienie, jest uznawane za chorobe, a chorzy ludzie maja godne warunki do zycia, niekiedy lepsze niz nie jedna rodzina. Maja stala opieke lekarska, wyzywienie, kieszonkowe. Nie jeden polski alkoholik marzy o czyms takim...
cdn

3 comments:

Anzai said...

No, to powiedzenie: "You are catholic, I'm alcoholic." jest super! Chyba facio nie wiedział, że rodowici Polacy u siebie w kraju mogą być i jednym i drugim na raz. Ciekawe masz obserwacje.
Pozdrawiam :)

Krystyna Bożenna Borawska said...

Anglicy to bogaty kraj, nie mają chyba na co wydawać pieniędzy.
Nie wiem czy alkoholizm to choroba, ale uważam ,że należy pomagać tym ludziom do pewnych granic.

1beam said...

Jednym słowem,od wielkiego świata do rynsztoka.Miałeś Arturze zdrowie na takie widoki:)