Friday, 5 September 2014

Moja bitwa o Anglie cz 39

  W malo luksusowym przedziale klasy drugiej Polskich Kolei Panstwowych jade cala noc do Wioli. Odleglosc niby nie wielka, lecz wielkie wyzwanie dla kolei.
 W przedziale wspoltowarzysze podrozy sa uprzejmi I towarzyscy. Mily pan w kapeluszu, z piecioletnim synkiem, czestuje wszystkich wysokooktanowym bimbrem z termosu. To nie wszystko! Jego goscinnosc I dobrodusznosc powala wszystkich na kolana. Synkowi podal wielkiego jak kosmiczny statek, lukrowanego paczka, a dla nas przygotowal smarzonego sledzia w marynacie z cebula. Pan w kapeluszu, szczerze sie przyznal, ze on to moze na papierosy nie miec pieniedzy, ale synek paczka musi dostac codziennie. Tak go kocha, ze nieba mu uchyli. Obecnie jest w trudnej sytuacji I musial tego paczka ukrasc. Synek zapewne wybaczy mu ten czyn, przeciez to wszystko z milosci do niego. Siedzacy po sasiedzku z "kapelusznikiem" jegomosc skusil sie na delicjaly, a nawet wdal sie w pogawedke z wrazliwym tatusiem. My niestety  nie skorzystalismy z tej uprzejmosci I w oparach bimbru I ryby w occie wjechalem na peron pomorskiej stacji kolejowej. Zatopilem sie w ustach mojej Krolowej I przytulilem ja mocno. Wakacje na Sluzewcu, to byly trzy najdluzsze I najgorsze tygodnie w moim zyciu.
 Na drugi dzien, po sniadaniu zabieram sie za zalatwianie wszystkich formalnosci. Dzwonie do Kazika do Londynu oraz rozmawiam z adwokatem. Mam wyznaczona rozprawe w sadzie na 29 czerwca. Czyli kolejny miesiac musze sedzic w Polsce. Osczednosci mi sie koncza, a w Anglii czeka na mnie praca. Mam nadzieje, ze nie ucieknie mi sprzed nosa. Martwie sie, czy nadal bede mogl pracowac w ochronie.
 Wiosenny miesiac minal szybko I intensywnie. Poznalem cala familie Wioli oraz jej rodzinne strony. Nadrabiamy stracone tygodnie, a w miedzy czasie odstresowujemy sie wycieczka do Gdanska I Malborka, po czym udajemy sie do Walbrzycha na rozprawe sadowa. Tym razem rezerwujemy sobie przedzial sypialny. Przed nami 12 godzin nocnej podrozy. Niestety dziadek z alzhimerem daje nam popalic gorzej od kapelusznika z bimbrem w termosie. Starszy pan jst kombatantem, ktory wraca z kanadyjskiej emigracji do opiekujacego sie nim wnuczka. Niestety jego choroba jest bardzo uciazliwa dla wszystkich wokolo. Krzyczy, duzo mowi I bez przerwy chodzi. Jego wnuczek na poczatku biega za nim I probuje go tlumaczyc, jednak po pewnym czasie poddaje sie I przeprasza nas. Emocje sa tak duze, ze nie mozemy zasnac.
 Dojezdzamy rankiem I po sniadaniu w dworcowym barze spotykamy sie z adwokatem. Jest dobrej mysli I uspokaja nas. Po kilku godzinach sprawa wyjasnia sie I wolny wracam z moja Krolowa. Odwiedzamy przy okazji moja corke I jemy wspolny obiad. Wieczornym pociagiem udajemy sie w droge powrotna. Jeszcze tylko jednen dzien I wracam do UK. Ustalamy z Wiola, ze zamieszkamy wspolnie w Londynie od sierpnia, razem z jej corka. Wracam wiec z mysla przygotowania mieszkania na przyjazd dziewczyn.
 Na moje szczescie Kazik zaopiekowal sie moimi rzeczami oraz wynajal moje lozko, by uniknac kosztow. Bardzo madre posuniecie, ktore uchronilo mnie przed dodatkowymi kosztami
 Praca w ochronie nadal na mnie czekala I wystarczylo tylko wyslac smsa z potwierdzeniem gotowosci bojowej. Niestety moje zlecenie na remont mieszkania przejal ktos inny I musialem szukac innego zajecia. Szczesliwie po kilku godzinach dzwoni moj telefon z oferta pracy w polskiej firmie budowlanej. Stawka bardzo skromna, lecz od czegos musze zaczac. W miedzy czasie dostaje zlecenie do zabiezpieczenia koncertu na Wembley Arena. Jest to mutacja The Doors, pod tytulem: The Doors of XXI century. Na sam dzwiek nazwy Morison przewraca sie w grobie. Lecz coz moge zrobic? Nie jestem tu jako fan, tylko probuje przezyc. Na sentymenty przyjdzie czas. Pomimo tego wyglupu scenicznego, bo przeciez nie sztuki, na widowni jest mostwo ludzi. Udaje mi sie stac I zabezpieczac wejscie za scena. Widze I slysze dokladnie co sie tam dzieje. Na wielkim ekranie wyswietlany jest jakis film, do tego pozostalosci po The Doors graja muzyke. Jakis pajac probuje nasladowac Jimma. Wychodzi mu to bardzo zenujaco. Nie wytrzymuje tego widoku I znikam za drzwiami koncentrujac sie na pracy.
 Na drugi dzien spotykam sie z Mariuszem I Lukaszem, dla ktorych bede pracowal przez nastepne kilka miesiecy. Po uzgodnieniu szczegolow rozpoczynamy zlecenie na King's Cross dla jakiegos bogatego Szkota. Ponoc mial swoj program w BBC. Ma duzy dom, jednak niezbyt gusownie urzadzony.
 Chlopakom podoba sie moja praca I nawet na koniec dostaje od nich bonusa. Proponuja mi stala wspolprace na wiekszym gruncie. Sa podwykonawcami dla duzej angielskiej firmy budowlanej. Dostajemy glownie zlecenia na remonty domow seniora, hosteli dla bezdomnych, szkol I roznych biur. Czesto tez sie zdaza, ze naprawiamy I malujemy cale domy na zwnatrz: dachy, elewacje, ogrodki, chodniki. Podoba mi sie, znow moge wykazac sie umiejetnosciami I sprytem. Zarabiam nie wielkie pieniadze, jednak udaje mi sie placici zalegle rachunki I przygotowac grunt na przyjazd Wioli I Steli.
cdn

2 comments:

Krystyna Bożenna Borawska said...

Jakoś tak życie na emigracji kojarzy mi się tylko z pracą :-)))
Dobrze ,że Ci sie poukładało z ta pracą:-)

1beam said...

Piękne to i burzliwe czasy,ale co warte byłoby życie w monotonii i bez wspomnień.
Pozdrawiam serdecznie.