Sunday, 28 September 2014

Moja bitwa o Anglie cz 42

   Oprocz takich hosteli remontowalismy tez domy seniora dla ludzi bardzo zaawansowanych wiekowo, takie hospicja. Czesto ci ludzie byli juz w stanie agonalnym lub nieuleczalnie chorzy. Bylo czysto, schludnie I tylko nieliczni krzyczeli ze swoich pokojow wzywajac pielegniarke. Bylo ich tu wiele. Prawie kazdy z lokatorow mial osobista siostrzyczke, ktora sie nim opiekowala cala dobe. Jednak wiele z tych osob bylo calkowicie nieswiadomych co sie dzieje wokol nich.

 Niestety po powrocie do Londynu nie udalo mi sie nawiazac kontaktu z kims ze Sluzewca. Dopiero kilka lat pozniej Patryk napisze do mnie emaila z prosba o pomoc w przeprowadzce do UK, jednak o tym w dalszej czesci.
 Powoli rany po ostatnim pobycie w Polsce goily sie. Bardzo sumiennie przygotowywalem sie do przeprowadzki moich dziewczyn. Na poczatku mielismy zamieszkac w "naszym" wiezowcu razem z Kazikiem w drugim pokoju. Wiazalo sie to z wypowiedzeniem mieszkania naszym lokatorom. Nie byli z tego powodu zadowoleni I nawet poklocilismy sie o to. Nie rozumialem ich postawy. W trojke mieszkali na jednym malym pokoju z I wogole nie zamierzali tego zmieniac. Przez ten rok ich coreczka urosla, co I nam sprawialo sporo klopotu. Szczegolnie rano przed wyjsciem do pracy, gdy spedzali w lazience wiecej czsu niz powinni.
 Ostatnie dni ich pobytu rozmawialismy tylko sluzbowo, a nawet zdazalo sie, ze robili nam coraz czesciej problemy z platnosciami, sprzataniem, a nawet zajmowali cala kuchnie gdy my wracalismy z pracy I nie mielismy mozliwosci przygotowania sobie posilku. Kaziu nawet posunal sie do ostatecznosci wyprowadzajac sie na te kilka dni do swojej przyjaciolki. Niestety sytuacja zrobila sie jeszcze bardziej niewygodna, gdy poprosili o jeszcze jeden miesiac mieszkania. Ktos im obiecal wynajac pokoj, jednak przesunelo sie to w czasie. Nie mielismy serca wygonic ich z dzieckiem na ulice I uleglismy prosbie. Moje dziewczyny nie byly z tego zadowolone, jednak nie mielismy wyjscia.
 Nadszedl wreszcie dlugo oczekiwany dzien 21 sierpnia 2004 roku. Wiola I Stela przylecialy z wielkimi walizami pelnymi wpomnien I dobrej nadziei. Wspolnie zajelismy salon w naszym apartamencie na 6 pietrze z wielkim balkonem I widokiem na centralny Londyn.
 Stela dostala swoj kacik odgrodzony regalem, a my w drugim udawalismy malzenstwo I bylismy wreszcie szczesliwi, ze jestesmy razem. To nic, ze biedni I musimy wszystko zaczynac od zera. Ba, zeby od zera! Nadal splacalem zaleglosci po polskim biznesie, wiec zaczynalismy od minusa. Jednak pelni wiary, optymizmu, sily I zapalu na lepsze zycie, lepsza przyszlosc.
 Gdy ja pracowalem na dwie zmiany, to Wiola dzielnie szukala szkoly dla Steli oraz pracy dla siebie. Po kilku bezowocnych kursach po naszej dzielnicy, udala sie do wspomnianej wczesniej White City. Ktos jej polecil tam szkole dla Steli. Nie bylo nam to po drodze, jednak byla to ostatnia nadzieja na rozpoczecie nauki w terminie.
 W UK sa bardzo ostro przestrzegane zasady szkolnictwa. Mozna latwo traffic do aresztu, nawet za niusprawiedliwiona nieobecnosc dziecka lub zaplacic duza kare finansowa. Wiola stanela wiec na wysokosci zadania I za jednym zamachem zalatwila edukacje dla Steli oraz zatrudnienie dla siebie. Wszystko w jednej szkole. Super! Bedzie miala Stele pod opieka przez te pierwsze miesiace. Stela nie znala wogole angielskiego I byla bardzo zestresowana. Niestety do szkoly musiala sama dojezdzac autobusem. Wiola zaczynala prace o 6 rano I konczyla o 8. Nastepnie wracala do domu by ponownie pojawic sie w pracy o 16 na kolejne dwie godziny. Bylo to sprzatanie tejze szkoly. Praca moze malo ambitna, jednak od czegos trzeba zaczac. Dostala umowe na stale, przyslugiwal jej pelen "socjal" oraz platne dni wolne podczas szkolnej przerwy. Calkiem dobra oferta jak na start. Wolne godziny od pracy mogla poswiecic na doksztalcanie jezyka z czego I ja skorzystalem. Unia Europejska oplacala kursy jezykowe dla nowowstepujacych panstw I moglismy szlifowac angielski w prawdziwym londynskim college'u.
 Powoli to wszystko nabieralo ksztaltu, rodzinnego domu I familijnej atmosfery. Jednak uplynie jeszcze wiele wody w Tamizie, dopoki nie ustatkujemy sie, dopoki nie znajdziemy poprawnego zatrudnienia I mieszkania, stabilizacji. Ale o tym w kolejnych odcinkach...
cdn

Thursday, 18 September 2014

Moja bitwa o Anglie cz 41

 Koncert Pavarottiego zapowiadal sie bardzo apetycznie. Piekna, sloneczna pogoda, kolorowy park I wszechobecne, wolnochodzace pawie I kroliki. Dziesiatki tych zwierzakow! Nie jestem az tak wielkim fanem klasyki, lecz od czasu do czasu, dla dowartosciowania sie, lubie posluchac np. Vivaldiego czy Nigela Kennedy'iego. Sam Pavarotti nagral wiele dobrej muzyki, a jego glos byl doceniany na calym swiecie, rowniez przez rockmanow.
 Do Knebworth Park przybylo jego fanow kilka tysiecy. Duzo starszych osob, ale tez cala masa rodzin ze starszymi dziecmi, ktore organizuja pikniki.
 W innej czesci parku, pod duzym namiotem, popija szampana angielska arystokracja. Nie brakuje tam ksiezniczek I ksieciow. Tym razem dostaje stanowisko " na bramce". Wnoszenie alkoholu jest dozwolone, ale tylko w postaci wina I piwa, nie wolno rozpalac grilla I ogniska.
 Podczas sprawdzania biletow podjechal luksusowy Mercedes kabriolet pod nasza brame z kims stojacym na tylnym siedzeniu w duzym, slonkowym kapeluszu. Byl to pan Lucian, operowy mistrz, pogromca kurczakow pieczonych. Wygladal niczym papierz w papamobile. Wszystkie kobiety piszczaly jak nastolatki, a mistrz pomachal im na przywitanie I pomknal do swojej garderoby zostawiajac nas z otwartymi dziobami wdychajacymi luksusowe spaliny z kabrioleta. Mialem nadzieje, ze chociaz mnie poglaska po glowie. Bylem przeciez najblizej I tak dobrze pilnowalem bramy...
 Lucjan zniknal, a my po wpszczeniu wszystkich milosnikow klasyki zajmujemy stanowiska w sektorach. Wymogi menagera wloskiego gwiazdora sa bardzo srogie: mamy mowic szeptem, chodzic wolnym krokiem oraz wyciszyc telefony I walkie-talkie.
 Caly koncert przebiegal spokojnie. Doipiero po zakonczeniu, gdy ludzie juz rozchodzili sie, wydazyl sie bardzo nieprzyjemny incident. Jeden z moich czarnoskorych kolegow, zostal oblesnie zaatakoany w rasistowski sposob I wywiazala sie nie mala szarpanina. Na szczescie sytuacja zostala szybko opanowana  I moglismy powrocic do pracy.

 Kolejne zlecenia przychodzily czesto I w ilosciach hurtowych. Rozpoczal sie sezon letni I wszedzie organizowano koncerty oraz rozne imprezy. Regularnie bralem udzial w zabezpieczaniu meczy pilkarskich w dwoch klubach Crystal Palace oraz FC Charlton, wszystkch imprez w Hyde Parku I Wembley Arena. To byla moja dzialka, choc zdazalo mi sie tez wyruszyc w inny rejon.
 Kolejny concert na Wembley: gwiazda New Romantic lat '80- Duran Duran. Niestety dluzej jak 15 minut nie wytrzymlem tego sluchac I ukrylem sie w pomieszczeniach za scena. Jeszcze nie raz tam bede uciekal przed rozna muzyka.
 W miedzy czasie pracowalem nadal z Mariuszem I Lukaszem remontujac kolejne domy seniora oraz hotele dla bezdomnych alkoholikow I cpunow.
 Bylem bardzo zdziwiony, a nawet zszokowany panujacymi zasadami w takich hostelach. Dom dsyc duzy, kazdy z rezydentow ma swoj wlasny pokoj-sypialnie, lazienki wspolne na korytarzu, w beasemencie stolowka I za sciana "drinking room", w polskim tlumaczeniu pokoj, gdzie legalnie mozna nachlac sie do nieprzytomnosci. Calkiem gustownie urzadzony: skorzane dwie sofy, duzy telewizor, szklany stolik I wielka popielnica. Kazdy z nich mogl tu przyjsc, ulozyc sie wygodnie I podczas ogladania TV poprostu sie "nawalic". Gdy juz spadl delikwent z sofy, piaty raz narobil w gacie I zaczal sie ksztusc wlasnymi wymiocinami, to dwoch sanitariuszy dyzurnych, lapiac go za konczyny probowalo przetransportowac do sypialni. Zabawnie wygladalo, gdy pan alkoholik wracal po kilku minutach o wlasnych silach z kolejna butelka taniego cidera. Mialem wrazenie, ze nie chcialo mu sie isc do gory o wlasnych nogach, wiec czekal, az go zaniosa.
 W takim hostelu dzialy sie dziwne rzeczy I mieszkali tam rozni ludzie, bardzo zniszczeni przez rozne uzywki.
 Jeden z nich, siedzial przez caly dzien w jadalni I bujal se na krzesle. Dlugie, tluste wlosy, dluga jeszcze bardziej tlusta broda, garnitur w paski, ale juz bez koszuli oraz buty mokasyny bez skarpet. Wygladal troszke jak Frank Zappa na kacu. Oczy zagubione, niepewne I sploszone. Od rana do kolacji podczas tego sierocego bujania mamrotal cos pod nosem, co brzmialo jak: "pizza hut, pizza hut, pizza hut". Gdy ktoremus z jego kolegow znudzilo sie sluchac o najslynniejszej pizzerii I zwrocil mu dyplomatycznie uwage: Shut up!!! To "Frank Zappa" z wielkim krzykiem zamykal sie w toalecie na dluga chwile, by ponownie wyjsc I nadal grac swa role przez nastepne godziny.
 Innym ciekawym przypadkiem, byl mezczyzna w bardziej niz srednim wieku. Niewysoki, energiczny, podobnie jak poprzednik w garniturze bez koszuli I skarpet. Jego cialo zdobila cala gama roznej wielkosci I koloru swastyk. Ow osobnik, cale dnie spedzal w lozku, wychadzac tylko do toalety lub na posilek. Ale, ale! To nie bylo takie zwykle legowisko. Dookola niego na tym lozku lezalo tysiace petow, a w nogach stal rozklekotany magnetofon "Jamnik" z jedna kaseta, ktora w kolko mamrotala ta sama melodie. Gdy wstawal do toalety, to z tych niedopalkow ulozona byla jakby jego forma, odcisk jego sylwetki. Po powrocie, delikatnie ukladal sie w to samo miejsce,by tylko nie uszkodzic choc jednego peta.
 Bylo jeszcze kilku innych ciekawych osobnikow: pan, ktory za wszelka cene chcial komus wsadzic penisa na sile do ust, inny pan, przez kilka lat nie wychodzil z pokoju, zalatwial sie na podloge, a pozniej zawijal to w serwetke I rzucal  w nas przez okno. Byla tez kleptomanka, ktora notorycznie wyciagala nam wszystko z kieszeni, myslac, ze jest niezauwazona. I wielu innych ludzi skazonych roznymi substancjami ze zlamana psychika. Zapadlo mi w pamieci jedno powiedzenie, ktore ktos tam ciagle powtarzal: "You are catholic, I'm alcoholic." W polskim tlumaczeniu- Ty jestes katolikiem, a ja alkoholikiem.
 Szkoda tych ludzi. Przegrali swoje zycie. Jednak tam sa pod specjalistyczna opieka psychologa I aby dostac zasilek pieniezny, ktory to przeznacza w calosci na alkohol lub narkotyki, musza brac udzial w zajeciach I wykazac chec wspopracy. Tylko czy ktos jest w stanie ich wyleczyc lub zmienic ich nawyki? W UK alkoholizm, czy jakiekolwiek inne uzaleznienie, jest uznawane za chorobe, a chorzy ludzie maja godne warunki do zycia, niekiedy lepsze niz nie jedna rodzina. Maja stala opieke lekarska, wyzywienie, kieszonkowe. Nie jeden polski alkoholik marzy o czyms takim...
cdn

Saturday, 13 September 2014

Moja bitwa o Anglie cz 40

  Kolejne zlecenie w ochronie wygladalo bardziej optymistycznie: Hyde Park- Red Hot Chilli Peppers. Trzy dniowy maraton. Koncerty maja zaczynac sie o 19.00, lecz my juz pracujemy od 12 w poludnie. Po odprawie dostaje w opieke bar piwny. Mam go zabezpieczac z dwoma kolegami. Nie jest zle. Jestem blisko sceny I wszystko dobrze widze. Techniczni ustawiaja sprzet I robia probe.
 Pol godziny do rozpoczecia koncertu. Rzesza fanow "wlala" sie juz przez bramki wejsciowe I okupuja zrodla piwne. Wszyscy podescytowani oczekujemy pierwszych dzwiekow. Wreszcie pierwszy na scenie pojawia sie Flea I zaczyna grac wstep do "Tell me baby". Wszyscy jak na rozkaz biegna pod scene. Nikt juz nie zwraca uwagi na piwo, na pieniadze. Zauwazylem, ze nawet moi koledzy znikneli gdzies, wiec I ja zniknalem pod scena. Sciagnalem tylko koszulke firmowa, by nie wyrozniac sie w tlumie I oddalem sie szalenstwu. Tu na szczescie mozna skakac.
Wczesniej bedac w jakiejs budzie na koncercie miejscowej kapeli z moimi przyjaciolmi Blizniakami, probowalem rozkrecic "mlynek" pod scena. Nawet nie zle wychodzilo, a para dziewczyn z Chorwacji I prawdziwy londynski punk chetnie dolaczyli I krecilismy razem wciagajac kolejnych ludzi. Gdy nagle wielki pan murzyn wyciagnal mnie za ucho na zewnatrz I pokiwal palcem. Wytlumaczyl, ze ten lokal nie ma licencji na tanczenie I nie wolno nam tego robic. Zdziwiony wrocilem do srodka, przysiegajac, ze wiecej nie zlamie lokalowego prawa. Jednak jak tu stac spokojnie, gdy tak pieknie graja. Sciagnalem koszulke, zablyszczaly wszystkie "dziary" I udalem sie w romantyczny taniec wojownikow- Pogo. Cala ekipa schowala mnie do srodka, skutecznie broniac przed czarna reka sprawiedliwosci. Jednak I tu mnie dopadl pan murzyn z kolegami I skutecznie wywalil na bruk tlumaczac, ze na striptease tez nie maja licencji. Co to za remiza!!! Zakpilem. Wlasciwie nawet nie remiza, bo w kazdej bez problemu mozna szalec do rana.
 Wracajac do konmcertu RHCP, tlum mnie wchlanal I nawet manager nie zauwazyl mojej nieobecnosci. Nastepne dwa dni grzecznie juz stoje na posterunku I pilnuje zrodla.
 Mija kilka dni I dostaje kolejna oferte: zabezpieczenie biegu ze zniczem olimpijskim. Impreza bardzo duza. Jeszcze nie mialem okazji pracowac z tak wielkim tlumem. Sztafeta biegnie przez cale UK, zatrzymujac sie w Londynie, by udzielic kilku wywiadow. Dostaje przydzial na Brixton w poludniowym Londynie. Okolica znana z zamieszek emigrantow, ktore wywolali w latach 80, oraz pobytu Roberta Brylewskiego, ktory kiedys postanowil posmakowac emigracyjnego chleba.
 Stoje przy duzej, pustej scenie I czkam na "gwiazdora". Nie wiem jeszcze na kogo, jednak wokol jest mnostwo reporterow I kamer. Po godzinie pojawiaja sie pierwsi zwiadowcy na motorach I po chwili biegnie grupka "dresiarzy" prowadzona przez Franka Bruno, bylego mistrza swiata z UK w boksie. Frank dumnie trzyma plonacy znicz I z cala grupa kibicow oraz fotoreporterami kieruja sie w strone sceny, przy ktorej pelnie straz. Jestem sam I zaraz mnie pozra razem ze scena I mikrofonem. Daje sygnaly menagerowi, by dal mi kogos do pomocy, lecz tlum jest tak gesty, a reporterzy glodni sensacji, ze mojemu pomocnikowi nie udaje sie przedrzec. Dzielnie wiec wypinam klate I strofuje co nachalnych pisamkow I papparazzich. Frank Bruno udziela krotkiego wywiadu, po czym ustawia sie do zdjec. Jeszcze uscisk dloni sponsora I mozna biegnac dalej.
 Wszyscy sie rozchodza, a my wracamy do pracy po poludniu. Obok Palacu Buckingham, mer Londynu organizuje wielka fete I kilka koncertow. Impreza zorganizowana  z rozmachem. Tlumy ludzi z choragiewkami, duzo stoisk z piwem I jedzeniem, wiele osob robi piknik  w Green Parku obok palacu. Ponownie duzo kamer I reporterow, a wszystko dlatego, ze Wielka Brytania bierze udzial w konkursie na zorganizowanie olimpiady w 2012 roku. To, w jaki sposob zakonczy sie ta impreza, bedzie mialo duzy wplyw na podjecie decyzji przez komitet olimpijski.
 To byla bardzo dluga I wyczerpujaca zmiana dla mnie. Rozpoczalem prace o 18.00, a zakonczylem o 6.00 rano. 12 godzin na nogach. 12 godzin chodzenia, biegania lub stania.
 Po zregenerowaniu konczyn dolnych, kolejnego dnia wracam do pracy z Mariuszem I Lukaszem. Remontujemy dom seniora na Camden. Coraz lepiej sie rozumiemy I wspopracuje nam sie wysmienicie. Pieniadze, ktore oferuja nie sa najlepsze, jednak pozwalaja uregulowac dlugi powstale podczas mojego pobytu na "wczasach".
 Mija kolejne kilka dni I dostaje oferte koncertu Luciano Pavarottiego. Koncert ma sie odbyc w przepieknym miejscu poza Londynem: Knebworth Park. Ten park, to legendarne miejsce. To tu wciaz odbywaja sie kultowe koncerty oraz  Sonisphere Festival. Grali tu wszyscy wielcy muzyki tego swiata, ktorych nie sposob wymienic. To tu odbyl sie ostatni koncert Queen z Freddie Mercurym. Miejsce tak magiczne, ze niewyobrazam sobie, by tam nie byc.
 Jednak o tym jak przebiegl ten koncert, opowiem Wam w kolejnym odcinku...
cdn

Friday, 5 September 2014

Moja bitwa o Anglie cz 39

  W malo luksusowym przedziale klasy drugiej Polskich Kolei Panstwowych jade cala noc do Wioli. Odleglosc niby nie wielka, lecz wielkie wyzwanie dla kolei.
 W przedziale wspoltowarzysze podrozy sa uprzejmi I towarzyscy. Mily pan w kapeluszu, z piecioletnim synkiem, czestuje wszystkich wysokooktanowym bimbrem z termosu. To nie wszystko! Jego goscinnosc I dobrodusznosc powala wszystkich na kolana. Synkowi podal wielkiego jak kosmiczny statek, lukrowanego paczka, a dla nas przygotowal smarzonego sledzia w marynacie z cebula. Pan w kapeluszu, szczerze sie przyznal, ze on to moze na papierosy nie miec pieniedzy, ale synek paczka musi dostac codziennie. Tak go kocha, ze nieba mu uchyli. Obecnie jest w trudnej sytuacji I musial tego paczka ukrasc. Synek zapewne wybaczy mu ten czyn, przeciez to wszystko z milosci do niego. Siedzacy po sasiedzku z "kapelusznikiem" jegomosc skusil sie na delicjaly, a nawet wdal sie w pogawedke z wrazliwym tatusiem. My niestety  nie skorzystalismy z tej uprzejmosci I w oparach bimbru I ryby w occie wjechalem na peron pomorskiej stacji kolejowej. Zatopilem sie w ustach mojej Krolowej I przytulilem ja mocno. Wakacje na Sluzewcu, to byly trzy najdluzsze I najgorsze tygodnie w moim zyciu.
 Na drugi dzien, po sniadaniu zabieram sie za zalatwianie wszystkich formalnosci. Dzwonie do Kazika do Londynu oraz rozmawiam z adwokatem. Mam wyznaczona rozprawe w sadzie na 29 czerwca. Czyli kolejny miesiac musze sedzic w Polsce. Osczednosci mi sie koncza, a w Anglii czeka na mnie praca. Mam nadzieje, ze nie ucieknie mi sprzed nosa. Martwie sie, czy nadal bede mogl pracowac w ochronie.
 Wiosenny miesiac minal szybko I intensywnie. Poznalem cala familie Wioli oraz jej rodzinne strony. Nadrabiamy stracone tygodnie, a w miedzy czasie odstresowujemy sie wycieczka do Gdanska I Malborka, po czym udajemy sie do Walbrzycha na rozprawe sadowa. Tym razem rezerwujemy sobie przedzial sypialny. Przed nami 12 godzin nocnej podrozy. Niestety dziadek z alzhimerem daje nam popalic gorzej od kapelusznika z bimbrem w termosie. Starszy pan jst kombatantem, ktory wraca z kanadyjskiej emigracji do opiekujacego sie nim wnuczka. Niestety jego choroba jest bardzo uciazliwa dla wszystkich wokolo. Krzyczy, duzo mowi I bez przerwy chodzi. Jego wnuczek na poczatku biega za nim I probuje go tlumaczyc, jednak po pewnym czasie poddaje sie I przeprasza nas. Emocje sa tak duze, ze nie mozemy zasnac.
 Dojezdzamy rankiem I po sniadaniu w dworcowym barze spotykamy sie z adwokatem. Jest dobrej mysli I uspokaja nas. Po kilku godzinach sprawa wyjasnia sie I wolny wracam z moja Krolowa. Odwiedzamy przy okazji moja corke I jemy wspolny obiad. Wieczornym pociagiem udajemy sie w droge powrotna. Jeszcze tylko jednen dzien I wracam do UK. Ustalamy z Wiola, ze zamieszkamy wspolnie w Londynie od sierpnia, razem z jej corka. Wracam wiec z mysla przygotowania mieszkania na przyjazd dziewczyn.
 Na moje szczescie Kazik zaopiekowal sie moimi rzeczami oraz wynajal moje lozko, by uniknac kosztow. Bardzo madre posuniecie, ktore uchronilo mnie przed dodatkowymi kosztami
 Praca w ochronie nadal na mnie czekala I wystarczylo tylko wyslac smsa z potwierdzeniem gotowosci bojowej. Niestety moje zlecenie na remont mieszkania przejal ktos inny I musialem szukac innego zajecia. Szczesliwie po kilku godzinach dzwoni moj telefon z oferta pracy w polskiej firmie budowlanej. Stawka bardzo skromna, lecz od czegos musze zaczac. W miedzy czasie dostaje zlecenie do zabiezpieczenia koncertu na Wembley Arena. Jest to mutacja The Doors, pod tytulem: The Doors of XXI century. Na sam dzwiek nazwy Morison przewraca sie w grobie. Lecz coz moge zrobic? Nie jestem tu jako fan, tylko probuje przezyc. Na sentymenty przyjdzie czas. Pomimo tego wyglupu scenicznego, bo przeciez nie sztuki, na widowni jest mostwo ludzi. Udaje mi sie stac I zabezpieczac wejscie za scena. Widze I slysze dokladnie co sie tam dzieje. Na wielkim ekranie wyswietlany jest jakis film, do tego pozostalosci po The Doors graja muzyke. Jakis pajac probuje nasladowac Jimma. Wychodzi mu to bardzo zenujaco. Nie wytrzymuje tego widoku I znikam za drzwiami koncentrujac sie na pracy.
 Na drugi dzien spotykam sie z Mariuszem I Lukaszem, dla ktorych bede pracowal przez nastepne kilka miesiecy. Po uzgodnieniu szczegolow rozpoczynamy zlecenie na King's Cross dla jakiegos bogatego Szkota. Ponoc mial swoj program w BBC. Ma duzy dom, jednak niezbyt gusownie urzadzony.
 Chlopakom podoba sie moja praca I nawet na koniec dostaje od nich bonusa. Proponuja mi stala wspolprace na wiekszym gruncie. Sa podwykonawcami dla duzej angielskiej firmy budowlanej. Dostajemy glownie zlecenia na remonty domow seniora, hosteli dla bezdomnych, szkol I roznych biur. Czesto tez sie zdaza, ze naprawiamy I malujemy cale domy na zwnatrz: dachy, elewacje, ogrodki, chodniki. Podoba mi sie, znow moge wykazac sie umiejetnosciami I sprytem. Zarabiam nie wielkie pieniadze, jednak udaje mi sie placici zalegle rachunki I przygotowac grunt na przyjazd Wioli I Steli.
cdn