Friday, 29 August 2014

Moja bitwa o Anglie cz 38

 Ciezko mi bylo podjac decyzje. Obie opcje byly niepewne, ryzykowne I smierdzialy podstepem, podobnie jak przed wyborami prezydenckimi w 1990 roku. Postawilem na mlodziez. Z nimi zawsze dam rade, znajde jakis sposob by im zaimponowac. Starzy recydywisci moga szukac nowych wrazen. Ciezko zmienic ich przyzwyczajenia. Lepiej byc tym doswiadczonym I najstarszym w grupie, niz zoltodziobem wsrod profesjonalistow. Wybralem dobrze. Przenosza mnie razem z Sikorem. Mam sie nim opiekowac I chronic go. Kolejny absurd. Czy ja wygladam na Matke Terese??? A kto bedzie sie opiekowal mna? Mam w dupie Sikora I jego problemy, jego nalogi, jego glod heroinowy I arogancje.
 Zanim zmienie lokal, wymieniamy sie z wszystkimi numrami konaktowymi. Polubilismy sie. Polaczyla nas ta niedola, plastikowe sztucce I brak pradu w ciagu dnia.
 Wchodzimy z Sikorem do nowej celi. Nie boje sie. Jestem otwarty I przygotowany na wszystko. Czy moze mnie cos jeszcze zaskoczyc po spotkaniu z seryjnym morderca? Czuje sie dobrze, jestem w formie. Moge nawet stanac do pojedynku z kazdym z tych malolatow. Natomiast Sikor caly sie trzesie I panikuje. Siada gdzies w kacie na swojej pryczy I unika towarzystwa, separuje sie. Ja natomiast chetnie bratam sie z malolatami. Jeden z nich tylko dziwnie sie zachowuje. Chodzi po celi I widac, ze swedza ga pznokcie. Najwidoczniej ma ochote pokazac, kto tu rzadzi. Wystraszony Sikor skulil sie jeszcze bardziej, a ja nie zwracalem uwagi na Rudego I robilem swoje. Fakt, balem sie zasnac pierwszej nocy, na szczescie chlopcy spali grzecznie przemeczeni cwiczeiami na sztandze zrobionej  z miotly I butelek plastikowych z woda.
 Rano, o dziwo, wystawili mnie na starszego celi oraz kazali pierwszemu odbierac posilki w okienku. W ten sposob okazali mi szacunek. Usmiechnalem sie pod wasem. Moj system przyniosl efekty. Jestem spokojny. W nastepnych dniach pokaze im kilka ciekawych gier zabijajacych nude oraz zadam kilka madrych zagadek. Wypadlem chyba dobrze. Nikt sie mnie nie czepial, a nawet chetnie czytali I rozmawiali na temat tego co pisze. Nadal prowadzilem kronike I pisalem wiersze. Myslalem, ze takie nie meskie bawic sie w poete, lecz chlopcy byli nawet dumni z tego, ze jestem z nimi I chwalili sie innym na spacerze moim pisaniem.
 Niestety to wszystko nie spodobalo sie Sikorowi, ktory byl nieco przesladowany. Pewnego dnia nie wytrzymal napiecia, zdenerwowal sie I zmarszczyl czolo niewyrazej twarzy mlodego narkomana. Zbuntowany glosno wybuchnal I zaprotestowal z warszawskim akcentem, ze ma tego dosc I wyprasza sobie jakiekolwiek proby naruszania jego godnosci I prywatnosci. Stwierdzil do tego, ze teraz wszyscy powinni sie wziac za mnie, poniewaz ja tylko siedze I pisze I nic innego nie robie. Nastala cisza. A nastepnie wybuch gromkiego smiechu. Ja ntomiast nie moglem tak tego zostawic. Musialem zareagowac I to w taki sposob, by wszyscy to zapamietali. Do konca. By nikomu wiecej nie przyszedl do glowy podobny pomysl. Wstalem, nabralem pelne pluca powietrza, zlapalem z calej sily stol przy ktorym siedzielismy I z calym impetem, ze wszystkim co bylo na nim, rzucilem n koniec celi. Plastikowe kubki, pelne kawy rozbily sie o ciane I poturlaly kazdy pod inne lozko. Pozostale kanapki ze sniadania przykleily sie do sciany. Popielniczka z cala zawartoscia dokladnie przykryla genitalia, zasypujac w popiele Sikora, a nie Feniksa. Odlozylem pioro I okulary, podwinalem rekawy I wzywam Sikora na pojedynek. Ten odwaznie wstal I... Sikor okazal sie Sikorka! Zniknal w toalecie. Wszyscy w smiech. Spedzil tam jeszcze dluga chwile, az chlopcy sila go wyciagneli I nakazali posprzatac cala cele. Oczywiscie pomoglem mu, a reszta dolaczyla do mnie. Jednak to wydazenie dokladnie pokazalo, kto jaka pozycje zajmuje w naszym lancuchu pokarmowym. Ja natomiast do konca swych dni w tym osrodku wczasowym, mialem spokoj I nadal pobieralem jako pierwszy posilki, a chlopcy parzyli mi kawe bez pytania.
 Mijal trzeci tydzien pobytu na Sluzewcu. Samoloty lataly coraz nizej. Tak nisko, ze czekalem, ktory pierwszy zachaczy o nasz komin. Maj wyjatkowo zimny I mokry, jak spiewala Kora. Wiekszosc moich ubran zostala zniszczona podczas zatrzymania. W walizce mialem schowane osiem puszek piwa Guiness, ktore dokladnie zabarwily cala moja garderobe. Udalo mi sie tylko uchronic ulubiony czarny sweter, ktory byl brdzo przydatny. Reszte odziezy oraz dziurawe puszki wyladowaly w koszu na smieci. Jak sie domyslacie, I w tym przypadku nie bylo odpowiedzialnych za zniszczenia. Walizka tez byla mocno uszkodzona I nie nadawala sie do dalszego uzytku.
 Jednak wiadomosc, ktora otrzymalem dokladnie w trzeci tydzien pobytu, zacmila wszystkie troski. Pani officer, z wrodzona gracja, oswiadczyla mi, ze jutro po sniadaniu wychodze na wolnosc. Moja ukochana Wiola zalatwila adwokata, zdobyla pieniadze by zaplacic za jego usluge oraz zaplacic zalegle alimenty dla Grety. Wiedzialem, ze moge na nia liczyc. Spisala sie na medal! Po przekroczeniu bramy zadzwonil moj telefon. Wiola wiedziala dokladnie o ktorej godzinie mnie wypuszcza. Zorganizowala nawet Tomka z samochodem, ktory mnie odwizol na dworzec kolejowy, postawil pyszny obiad I piwo. Tomka wypuscili kilka dni wczesniej. Nawiazal kontakt z Wiola I opowiedzial jej co sie ze mna dzieje.
 Odetchnalem plena piersia. Dopiero teraz zrozumialem ile warta jest wolnosc, ile warta jest prawdziwa milosc. Nie moglem sie doczekac, by przytulic moja Krolowa...
cdn

No comments: