Friday, 22 August 2014

Moja bitwa o Anglie cz 37

  Mija kolejny dzien odliczany obiadem. Plastikowym widelcem udezamy w plastikowy talerz. Glosno, wszyscy razem, by to mocno podkreslic. Po posilku pani pielegniarka przynosi lekarstwa dla potrzebujacych, w tym dla Jerzego na jego chore nerki. Byla mila I uprzejma, a jednak Jerzy zachowal sie nieladnie I arogancko wobec niej. Staje wiec w jej obronie I wybucham prosto w twarz Jerzemu. Para leci nam obu z uszu, woda sie gotuje w chlodnicy, oboje mamy ochote przywalic sobie po mordzie. To oczywiste, ze Jerzy nie mial racji. Sam jednak jestem zaskoczony moja postawa. Wszyscy obstawiali przeciez Sikora jako pierwszego.
 Wychodzimy na spacer. Czuje sie jak w zoo. Tylko tym razem jestem po drugij stronie. Jestem w klatce. Tym razem to ja jestem zwierzeciem. Podczas spaceru nerwowo zachowuje sie Pawel. Chodzi od jednego rogu do drugiego szybkim, nerwowym krokiem, rece trzyma w kieszeni, cos mruczy pod nosem. Obserwujemy go wszyscy I czekamy co sie urodzilo w jego glowie. Pawel zachowuje sie jak tygrys zamkniety w malej klatce. Atmosfera jest coraz gestsza I bardzo napieta. Jednak na szczescie bez zadnego incydentu wracamy do celi.
 Zauwazam, ze Tomek przyglada mi sie, obserwuje moje rzeczy, buty, zaduma sie.
 General, Jerzy, Patryk I Jozek graja calymi dniami w karty. Pawel przynosi z biblioteki modlitewniki I psalmy. Spiewa na glos piesni koscielne, przez caly dzien modli sie I probuje nas nawrocic. Zaczepia mnie. Wdajemy sie w dyskusje. Pawel probuje mi udowodnic jak jestem ubogi duchowo I nieszczesliw bez mojej wiary, bez swojego boga, bez nadziei na zbawienie. Gdy usiluje zabrac glos I odpowiedziec na jego przemyslenia, to przerywa mi w polowie zdania spiewajac kolejny psalm. Nie daje mi dojsc do slowa. Tomek wyczuwajac jego zamiary, zbliza sie do nas I rozpoczyna ze mna dialog. Tomek zadaje te same pytania co Pawel, a ja odpowiadam. Pawel jest zaskoczony, ale przylacza sie do rozmowy. Na szczescie udaje nam sie dogadac, jednak Pawel do ostatnich naszych dni, bedzie bawil sie w kaznodzieje.
 Ta sytuacja zawiezila nasza znajomosc z Tomkiem. Rozmawialismy czesto siedzac gdzies wysoko na jego pryczy pod sufitem. Tomek mial plan wejsc na brytyjski rynek z telewizorami I widzial mnie tez  tym projekcie. Pmysl spodobal mi sie, tylko kiedy my stad wyjdziemy? Czy wogole ktos bedzie chcial z name rozmawiac?
 Tak minal pierwszy tydzien. Zupelnie nie wiedzelismy co dzieje sie na zewnatrz. Radio gralo tylko muzyke. Jesli piosenki z festiwali w Kolobrzegu I Zielonej Gory mozna nazwac muzyka. Prasa, ktora zamowilem w kantynie oczywiscie dotarla, tylko nie do mnie. Zamowilem Angore, a dostalem Krzyzowki Panoramiczne. Listy, ktore pisalismy z Witia w ilosciach hurtowych wychodzily z celi regularnie, lecz do dzis nie dotarly do Wioli oraz innych adresatow.
 Pani officer, gdy tworzyla moja kartoteke, spisywala I uaktualniala wszystkie szczegoly oraz moje dane, ponoc, by w przyszlosci uniknac podobnych incydentow. Ponoc zostalem zatrzymany, poniewaz nikt nie mogl ustalic mojgo pobytu. To ciekawe: mialem wazna biznes wize, zarejestrowana dzialalnosc gospodarcza w UK, placilem podatki I ubezpieczenie, mialem konto w banku, placilem abonament TV oraz za telefon I tysiac innych rachunkow, wysylaem pieniadze I paczki dla corki do Polski, a mimo to, nikt nie mogl ustalic mojego pobytu. Malo tego! Przed rozpoczeciem pracy w Show and Event Security, musialem zrobic Criminal Record, czyli wypelnic forme I zlozyc ja do Homme Office w celu sprawdzenia czy nie jestem poszukiwany lub bylem karany. Wszystko to wygladalo absurdalnie smiesznie I ciezko bylo mi uwierzyc, ze dzieje sie to naprawde. Gdy probowalem pani officer podac moj angielski adres zamieszkania oraz wszystkie dane z Londynu, to stanowczo odmowila, twierdzac, ze moze wpisac tylko Polski adres, poniewaz jestem Polakiem. To byla jakas kpina! Jak to nie moze?! A skad ja mam wziac Polski adres??? Skoro wezwania przychodzili na moj ostatni adres I byly nieodbierane, to znaczy, ze tam nie mieszkam.
 Jednak te absurdy, jak pamietacie nie dotyczyly tylko mnie. Kazdy z nas mial podobna historie do opowiedzenia. Oczywiscie kazdy osadzony twierdzi, ze zostal zatrzymany nieslusznie I jest niewinny, jednak nie zmienia to faktu, ze ten system jest chory I pelen niedzialajacych paragrafow.
  Nadszedl koniec okresu przejsciowego. 10 dni minelo bardzo szybko. Jednak nadal nie mam zadnych sygnalow z zewnatrz. Nie wiem czy Wiola zalatwila adwokata, nie wiem nawet, czy przez to wszystko nie wyladowala w szpitalu? To, ze nadal jestesmy razem, to pewne. Czuje jej obecnosc w powietrzu, jej energie, zamykam oczy I czuje jej zapach, smak jej ust, dotykam jej wlosow...
 Pierwszy cele zmienil General, po nim Jerzy. Nastepnie zostalem wezwany ponownie do wychowawcy na rozmowe. Sympatyczna pani officer o urodzie blond-goralki z dlugim warkoczem, o miesistej budowie I zabudowie w nagrode za moje dobre sprawowanie dala mi do wyboru cele. Hurra!!! Moge wybierac pomiedzy starymi recydywistami, a maloletnimi gangsterami. Wszystko za to, ze nie sprawialem klopotow. Wlasciwie, chyba wolalbym traffic do celi znajomego z kaplicy mordercy. Przynajmniej byloby o czym pogadac...
Ktora cele wybralem,to juz w nastepnym odcinku. Zapraszam)
cdn

1 comment:

Krystyna Bożenna Borawska said...

O matko, to ciągle trwa w sensie blogowym :-)....Współczuję...