Thursday, 14 August 2014

Moja bitwa o Anglie cz 36

   Siadamy grzecznie w lawkach. Kolega morderca odpala swiece I kadzidelko. Po calej kaplicy rozchodzi sie blogi zapach. Ktos pyta na glos kogo zabil I dlaczego. Pada natychmiastowa odpowiedz, zupelnie bez emocji: Zabilem zone, bo zdradzila, zabilem jej matke, bo stanela po jej stronie, zabilem siostre zony, by nie robila mi wyrzutow. Wszyscy zamilknelismy zastygnieci. Nie bylo osoby, ktora nie otworzyla by japy najszerzej jak tylko mogla. Dla nas "swierzakow", byl to wielki szok poznac osobiscie seryjnego zabojce, byc obok niego bez krat, kajdanow, "klawiszow".
 Facet byl bardzo bystry, inteligentny, sprawial wrazenie opanowanego. Moze tego nauczyl sie w wiezieniu przy wylaczonym pradzie? Zrobil na nas wielkie wrazenie I spotkania z tym czlowiekiem nie zapomne do konca mych dni.
 Kapelan po chwili wyczytuje moje nazwisko I udaje sie do zachrystii na spowiedz. Tam jednak zamiast pasc na kolana I calowac stopy pasterza, twardo tlumacze po co tu przyszedlem. Jednak pasterz nie jedna zagubiona owieczke juz wyspowiadal I pewnie nie raz mial podobna propozycje. Spokojnie wysluchal mojej opowiesci I obiecal wyslac gryps do Wioli. Niestety gryps do dzis do niej nie dotarl, natomiast ja tak.
 Po powrocie do celi, rozpoczynam pisac kronike wydarzen. Opisuje kazdy spedzony tu dzien, osoby, ktore tu poznalem. Pisze tez wiersze...

OKRADZIONY Z GODNOSCI
ZUPELNIE BEZ TWARZY
ODMIERZAM CZAS POSILKAMI

SKULONY Z BOLU NA ROZKLEKOTANEJ KOI
W SMIERDZACEJ CELI
MYSLE O SPRAWIEDLIWOSCI

MARZE O ZAPACHU TWYCH WLOSOW
MARZE BY POCZUC SMAK TWYCH UST
KIEDY WRESZCIE I DO NAS USMIECHNIE SIE LOS?

XXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXX

OBARCZONY SAMOTNOSCIA
ODIZOLOWANY OD UCZUC
UWIEZIONY W KRAINIE CIENIA
OSMIELAM SIE PISAC
UCIEKAM
UCIEKAM

PLACZESZ?

MLODY ZLODZIEJ
KTORY WPADL JAK BEZPANSKI PIES
PROSTO W SIATKE HYCLA
STARY LIS
KTOREGO PRZECHYTRZYL MYSLIWY
CALKIEM ZWYCZAJNY LISTONOSZ
KTORY MARUDZI WIECEJ NIZ POWINIEN
ZAROSNIETY TYP
TAK PRZEPITY
ZE MISKE ZUPY ODDA ZA WINO
I JESZCZE KTOS INNY...

PLACZESZ?

PONURY KLAWISZ GASI SWIATLO
UCIEKAM
UCIEKAM
UCIEKAM W SEN
UCIECZKA JEST SEN
SEN JEST WOLNOSCIA
UCIEKAM WIEC W SEN

XXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXX

Pisze tez listy do Wioli z nadzieja, ze choc jeden dojdzie. Nasz ukrainski kolega Witia przesiaduje cale dnie przy oknie I krzyczy praktycznie bez przerwy: Dima! Dima! Dimeczka! Synku gdzie jestes?! Lzy nam stoja w oczach. Jednak kazdy z nas przezywa swoj osobisty dramat, rozlake, rozpacz I wewnatrzny bol.
 Leze na lozku I zastanawiam sie, ktory z nas pierwszy "peknie", ktory z nas pierwszy wybuchnie, straci cierpliwosc. Typuje Sikora I Patryka z uwagi na ich apetyt do dragow.
 Martwie sie o Wiole. Kompletnie nie mam dostepu do swiata zewnetrznego. Zamowilem w kantynie gazety, krzyzowki, kawe I jakies ciastka. Niestety mozemy zamawiac tylko raz w tygodniu za maksymalna kwote 20 zl. Wykreslam polowe zakupow. Oczywiscie zakupy docieraja z duzym opoznieniem, tak aby gazety byly juz nieaktualne. Przeciez moglibysmy uknuc jakis spisek I sterroryzowac 200 "klawiszy" przy pomcy duzego ogora kiszonego I plastikowych widelcow. Mysle, ze taki ogor w moich rekach w przyplywie adrenaliny, moze byc bardzo groznym narzedziem. Moglbym  np. pani wychowawczyni powiedzec, by wsadzila go sobie do nosa I bylaby afera. Moze nawet zostalbym za to ministrantem w naszej kapliczce?
 Zamykam oczy. Kolejny dzien zaliczony. Rozmawiam w myslach z Wiola. Opowiadam jej co sie dzis wydazylo, co bylo na obiad. Prosze, by sie nie martwila o mnie. Daje sobie rade, nie chodze glodny, a jedzenie nie jest takie najgorsze. Wlasciwie moge sie tylko przyczepic do higieny w celi, tych opoznionych zakopow, wylaczanego pradu I braku ksiazek. To nie wiele, prawda? No moze General moglby mniej marudzic, ale to mozna zniesc.
 Rano, po sniadaniu dostajemy kolejnego lokatora- Tomka. Nasza cela jest przeludniona I to o dwie osoby. Jednak kogo to obchodzi? Mozemy sobie pisac skargi. Wszyscy. Po trzy dziennie, kazdy z nas. A one I tak trafia do kosza. Tak sie tam traktuje ludzi. Tylko dlaczego? Przeciez nikt z nas nie jest skazany, a skoro nie skazany, to niewinny. Tylko, ze "klawisze" maja to gdzies, ignoruja nasze prosby, uwagi, komentarze I pytania. Nikt nie zwraca na nas uwagi. Resocjalizacja to mit, martwy przepis w kodeksie. Pusty, bezduszny paragraf, ktory nawet gdyby zniknal z zapisu w kodeksie, to zapewne nikt by tego nie zauwazyl.
 Tomek, nasz nowy wspoltowarzysz, jest zadbanym panem w srednim wieku. Dobrze ubrany, w markowym garniturze. Pachnie dobrymi kosmetykami, ma duza walizke ze soba z naklejka kierunkowa do Seulu. Jest menadzerem w polskiej filii koreanskiego producenta telewizorow. Zostal zatrzymany na lotnisku, podobnie jak ja I posadzony o znecanie sie nad tesciowa (!?) Podsumowujac, mowi, ze mogli sie wysilic bardziej I wymyslec cos bardziej oryginalnego. Z czasem dowiadujemy sie, ze kolega z pracy, zazdrosny o Tomkowe sukcesy w firmie oraz w prywatnym biznesie, uknul podstep I wymyslil bajke o skrzywdzonej tesciowej. Nieufni I ostrozni Koreanczycy, nie beda chcieli ryzykowac I zatrudniac menadzera o podejrzanej reputacji, a zazdrosny kolega menadzer pozbedzie sie konkurencji.
 Nasza cela peka w szwach! Lozka pietrowane sa juz po trzy. Chlopaki, aby dostac sie na sama gore, musza sie gimnastykowac niczym w cyrku. Kolejka do toalety lub do umywalki jest bardzo dluga. Tak samo dlugo czekamy do okienka po posilek. Czekamy wieki by zaparzyc kawe jedna, mala grzalka. Nie podoba nam sie to. Puszczaja pierwsze nerwy.
 Kto pierwszy wybuchnal? O tym juz w kolejnym odcinku...

2 comments:

Krystyna Bożenna Borawska said...

Opowieśc na kasiążkę, dużo się działo w Twoim życiu oj dużo :-)

Danka Skandanita said...

bardzo ciekawy wpis..Oj dużo Ty przeżyłeś...Ciekawa z Ciebie postać::)Pozdrawiam serdecznie