Sunday, 10 August 2014

Moja bitwa o Anglie cz 35

 Minela pierwsza noc. Na szczescie spokojna I bez wiekszych emocji. Rano, przed sniadaniem, zaaz po pobudce, przemowil Sikor jako pierwszy I wydawaloby sie- doswiadczony. Poinstruowal nas, ze musimy wybrac starszego celi, by po pobudce zdac raport o ilosci opsadzonych pod nasza cela. Bylo oczywiste, ze na ochotnika wyznaczymy Generala. Najlepij pasuje do tej roli.
 Po sniadaniu udajemy sie kolejno na wizyte do wychowawcy. Jest to kolejny "klawisz", ktory opiekuje sie naszym oddzialem. Trafilem akurat na mila pania officer. Jestem "swierzy", bez doswiadczenia I historii kryminalnej, wiec pani kapitan musi przeprowadzic ze mna caly wywiad. Wypytuje mnie o wszystkie szczegoly z zycia prywatnego oraz co zamierzam ze soba zrobic podczas osadzenia, jakie mam plany. Gdyby to ode mnie zalezalo, to wybral bym bramke nr.1 pt. Wolnosc. Nie interesuje mnie grypsowanie, jakies gierki I zabawy zabijajace czas. Wiem, ze jestem tu "na chwile" I nie chce sie angazowac w to zycie. Nie chce tez brac udzialu w wojnie pomiedzy "klawiszami" I grypsujacymi. Nie interesuje mnie zadna ze stron. Mam ich gdzies,
 Rozmawiam z pania officer dlugo. Zwracam uwage na ksiazki w biblioteczce. Pytam, czy jest mozliwosc zrobienia jakichs kursow zaocznie, chcialbym doksztalcic sie, nie zmarnowac czasu. Oczywiscie wychowawczyni udostepnia mi biblioteczke. Jednak znajduja sie tam same podreczniki dla ministrantow I modlitewniki. No nie! Tak zle to jeszcze nie jest! Jeszcze nie musze sie modlic.
 O godz. 10.00 rano wylaczany jest prad w calym areszcie I robi sie okropnie nudno. Nie mozna zaparzyc kawy, nie mozna sluchac radia, nie mozna nic. Mozna jedynie nudzic sie. Czy to madre? Czy tak powinien wygladac process resocjalizacji? Oczywiscie nie jestesmy jeszcze skazani, wiec nie ma mowy o resocjalizacji. Lecz skoro nie jestesmy skazani, to dlaczego mamy ograniczony dostep do pradu?
 Po zapoznaniu sie z wychowawca, udajemy sie na wizyte do dentysty. Po powrocie zapisujemy sie na spowiedz I msze. Nawet ja, zagorzaly agnostyk wpisuje sie na liste. Calkiem oczywiste. Po pierwsze kazde wyjscie z celi jest na wage zlota, po drugie mam pomysl, by wyslac gryps do Wioli.
 Po obiedzie, do naszej pelnej juz celi dokladaja nam kolejnego cpuna. Blady I zimny jak lawina w Karkonoszach. Z blagajacym wrokiem, tylko w brudnym podkoszulku I dzinsach siada na taborecie I trzesie sie jak galareta. Po chwili podszedlem do niego, dalem mu swoj cieply sweter I zaparzylem kawy. Mial szczescie, bylo juz po 16.00 I wlaczyli spowrotem prad.
 Nasz nowy kolega przedstawil sie jako Patryk. Nie dosc, ze trzasl sie z zimna, z glodu narkotykowego, to najzwyczajniej byl tez glodny. Od kilku dni nic nie jadl. Wiec nie zastanawiajac sie, zrobilem mu dwie swoje kanapki, ktore zostaly mi ze sniadania. Patryk byl troche zaskoczony. Spodziewal sie krzykow, bicia, wykozystywania, a tu prawie jak u mamy!
 Gdy juz doszedl do siebie, dostal jakies leki, umyl sie, rozgrzal kawa, gdy zaufal nam I poczul sie bezpiecznie, to otworzyl sie. Okazal sie bardzo wrazliwym, zdolnym I normalnym chlopakiem zaniedbanym przez rodzicow. Ojciec odszedl bardzo dawno, zostawiajac go samego z zapracowana matka. Skonczyl Akademie Sztuk Pieknych I pracowal przy renowacji zabytkow na terenie calej Europy. Jego specjalnoscia byla odnowa rzezb oraz fresek I gzymsow. Nie mial dziewczyny, za to bardzo kochal matke, ktora nigdy nie miala czasu dla niego. Prowadzila hurtownie I byla bardzo zajeta od wczesnego switu do poznej nocy. Patryk chcac uciec od samotnosci, zwrocic na siebie uwage, byc  zauwazony zaczal brac narkotyki. Na poczatku, jak to zwykle bywa, byly to niewinne ilosci. Jednak apetyt domagal sie wiecej I wiecej, az pewnego dnia stracil prace. Zaczal krasc by zagluszyc glod, az wpadl I znalazl sie z nami. Szkoda mi go bylo. Czulem od niego ta pozytywna energie, jego dobroc az razila w oczy. Cale szczescie, ze trafil do nas pod cele. W innej mogli by go skrzywdzic.
 Mija kolejny dzien. Na szczescie szybko I bezproblemowo. Na poczatku zawsze szybko czas mija. Duzo sie dzieje, przychodza nowi ludzie, kazdy opowiada swoja historie. Kazda jest wyjatkowa I wszyscy uwaznie sluchaja.
 Kolejnego dnia zapisujemy sie na zakupy w kantynie I oczekujemy wyjscia na msze do wieziennej kaplicy. Zeby nie zwariowac, gramy w karty oraz w panstwa I miasta. Najwazniejsze, to znalesc sobie zajecie, zajac czyms mozg, nie nudzic sie. Nuda jest tu najgorsza. To wtedy wydazaja sie te najgorsze rzeczy. Wiezniowie z duzym stazem I recydywisci wymyslaja wtedy przerozne sposoby, aby uprzykrzyc "swierzakom" zycie, a sobie je ubarwnic I rozweselic. Jednak wszyscy w naszej celi to "pierwszaki", nawet Sikor, choc wydawalo sie, ze ma doswiadczenie. Jest to cela przejsciowa I spedzimy w niej maksymalnie 10 dni. Nastepnie przekwateruja nas do wlasciwych cel.
 Przed obiadem wychodzimy do kaplicy. Przygotowalem wczesniej gryps do Wioli I ukrylem go w ustach pod jezykiem. Jestesmy dokladnie przeszukiwani przy kazdym wyjsciu I powrocie. Usta tez. Boje sie, ze znajda to. Widzialem jak przy jednej kontroli aresztowanego zabierali mu taki gryps. Chlopak bardzo protestowal I blagal. Oni jednak spalowali go na naszych oczach I wrzucili obolalego do celi. Szczesliwie przechodze kontrole. Po drodze rozmawiamy. Dowiaduje sie, ze facet, ktory opiekuje sie nasza kaplica ma wyrok 25 lat I zostalo mu jeszcze 13 do odsiadki. Taki wyrok mozna dostac np. za zabojstwo.
Kogo zabil I dlaczego, jakie na nas zrobil wrazenie, to juz w kolejnym odcinku...Zapraszam!

1 comment:

sia said...

Robi się gorąco ... Każda przygoda czegoś uczy, a Ty potrafisz się odnaleźć w każdej sytuacji widzę..
Pozdrawiam...

http://eksperyment-przemijania.blog.onet.pl/