Wednesday, 23 July 2014

Moja bitwa o Anglie cz 33

 Dlugo zastanawialem sie jak opisac ten rozdzial z aresztem I czy wogole wspomniec o tym zdazeniu. Doszedlem do wniosku, ze TAK. Oczywiscie nie jest to powod do dumy, jednak to co tam przezylem I widzialem musi ujrzec swiatlo dzienne. Owszem, popelnilem blad falszujac ten dokument, jednak... o tym juz za chwile.

 Po odprawie powitalnej z sympatyczna pania "klawisz", przechodze badanie lekarskie. Mam przed oczami sceny z filmu "Skazani na Showshank", gdy nowoprzyjeci zostaja posypywani wapnem w celu odkazenia. Udaje sie do magazynu, gdzie wydaja mi plastikowa miske, plastikowe sztucce, rosyjska podrobke pasty do zebow oraz sliska, brazowa kostke. Na podpisywanym spisie okazuje sie, ze to jest mydlo.
 W jednej rece trzymam moje "skarby" z magazynu, a w drugiej ciagne polamana walizke, ktora wlasnie wydali mi z depozytu. Jest mocno zniszczona I mokra. Ide prowadzony przez  dwoch "klawiszy" dlugimi, kretymi korytarzami. Wszystko okratowane, drzwi od kazdej celi obdrapane, zaduch I ten okropny dzwiek kluczy brzeczacych na lancuchu przy boku staznikow. Nienawidze go! Zastanawiam sie z kim bede pod cela? Czy uda mi sie przespac choc jedna noc w calosci? Czy moze zjedza mnie na obiad w pierwszy dzien?
 Na szczescie trafiam do prawie pustej celi. Jest nawet przestronna, duzo lozek I tylko na jednym lezy starszy gosc. Sploszony tak samo jak  ja. Zajmuje kojo obok niego I poznajemy sie. Ma na imie Grzegorz, 55 lat, jest listonoszem z Warszawy. Spokojny, inteligentny, opanowany, sensownie sie wypowiada. Pytam wiec, za co taki czlowiek znalazl sie tutaj? Usmiechnal sie tylko jednym kacikiem ust I odpowiedzial poltonem: "kradziez". Jednak dla mnie to bylo zbyt banalne. Wiedzialem, ze to nie byla zwykla kradziez.
 Od 30 lat Grzegorz pracowal na tej samej poczcie. Uczciwy, rzetelny, pracowity, sumiennie wykonywal powierzone obowiazki. Znal wszystkich adresatow na swoim rejonie I wszyscy znali Grzegorza. Z pokora znosil niepowodzenia losu I podejrzane pomyslnosci sasiadow. Az kilka dni temu czara goryczy przelala sie. Mial dosc tej pokory I niesprawiedliwosci systemu. Ukradl z koperty karte kredytowa zaadresowana do jednego ze znanych mu spekulantow. Ukradl I probowal oproznic mu konto ze spekulacyjnej waluty. Jednak czujne oko sprawiedliwosci, bacznie podgladajac przez kamere przemyslowa, zlapalo go na goracym uczynku I schowalo do tej celi. Oczywiscie, postapil zle. Tylko dlaczego? Takich pytan padnie jeszcze wiele w tej opowiesci.
 General, tak sie mianowal, dzien spedzal na rozwiazywaniu krzyzowek I troszke marudzil. Cale popoludnie bylismy sami. Byla sobota 2 maja 2004roku. Chlodny, pochmurny weekend, ktory mial sie odbyc w moim przypadku, w fantastycznym gospodarstwie w Borach Tucholskich w gronie rodzinnym Wioli. Jednak nie tylko w moim. O godz. 17 zostal dokwaterowany do naszego duetu kolejny starszy pan- warszawski przesiebiorca- Jerzy. Zostal aresztowany w ogrodku, podczas familijnego grilla, na oczach wnuczkow,  calej rodziny I sasiadow. Z zaciekawieniem wysluchalismy historii Jerzego. Mial siec sklepow ze sprzetem gospodarstwa domowego. Calkiem spory biznes o dobrym obrocie I dlugiej tradycji rodzinnej. Wszystko szlo dobrze, sklepy przynosily spore dochody I utrzymywaly cala, liczna rodzine. Az pewnego dnia w sasiedztwie, jeden znany polityk z Unii Wolnosci, otworzyl konkurencyjny, wielki salon z podobnym sprzetem I mocno sie reklamowal w TV. Jerzy nie wystraszyl sie konkurencji I opracowal madre zagrywki marketingowe. Jednak cwany polityk nie poddawal sie. Nie po to zostal waznym politykiem, by teraz ulegac plebstwu. Wykonczyl Jerzego taktyczna zagrywka, podsuwajac mu pod nos znajomego prezesa banku z "oferta nie do odrzucenia", na rewelacyjny kredyt, ktory to napewno Jerzy potrzebuje. Jerzy cwany lis nie zlapal tej przynety. Moze nie skonczyl renomowanej szkoly jak wspomniany polityk, jednak na biznesie sie znal dobrze I wyczul podstep. Niestety zona Jerzego wraz z corka nie mialy jednak takiej intuicji. Nie byly tak utalentowane w prowadzeniu negocjacji I ulegly pokusie, namawiajac Jerzego. Ten pod presja dwoch najblizszych kobiet, oraz pozostalej czesci rodziny, podpisuje kontrakt z diablem, ktory oczywiscie przegrywa. Pieniadze z kredytu inwestuje w transport telewizorow, ktorych nie jest w stanie sprzedac. Wiaze sie to z zadlawieniem w splacie kredytu oraz blizszym poznaniem komornika, pozniej prokuratora, az wreszcie wczasami na koszt podatnikow.
 Zrobilismy Jerzemu kawe, ktora to General posiadal z paczki. Byl juz tu od kilku dni I kochajaca zona zdazyla go odwiedzic.
 Kawa nie zdazyla sie zaparzyc, a juz mielismy kolejnego wspolokatora w postaci zapijaczonego, polprzytomnego Jozefa. Kompletnie zamroczony, bez kontaktu ze swiatem zewnetrznym. Zastanawialismy sie, czy to dobre miejsce dla niego? Jednak policja wie lepiej. Dzozef padl na rozklekotana koje zupelnie nie zwracajac uwagi na aromatyczny zapach dopiero co zaparzonego Jackobsa. Spojrzelismy po sobie, a General podsumowal sytuacje: "Obfite polowanie jak na pierwszy weekend w Unii Europejskiej."
 Zanim strudzony Dzozef sie ocknie z pijackiego letargu I opowie nam swoje story, dokwateruja nam kolejnych towarzyszy niedoli.
cdn

4 comments:

Krystyna Bożenna Borawska said...

Bardzo ciekawe wejście do Unii :-)))
Cóż ,życie, dobrze jest poczytać jak to było...

sia said...

Artur kryminał się robi z Twojego dziennika... Jest ciekawie
Pozdrawiam
http://eksperyment-przemijania.blog.onet.pl/

1beam said...

Witam i pozdrawiam serdecznie.Jak czytam,to przeżyłeś Arturze czeski film w polskim wydaniu:)

Anonymous said...

Wonderful post however , I was wondering if you could write a litte more on this topic?
I'd be very grateful if you could elaborate a little bit
more. Appreciate it!

Here is my webpage youtube thumbnail editor