Thursday, 10 July 2014

Moja bitwa o Anglie cz 31

 Nie moglem sie doczekac, kiedy bede zabezpieczal pierwszy, prawdziwy koncert. Firma Show and Event Security byla mloda firma, zaledwie z kilkuletnim stazem. Prowadzilo ja pieciu Anglikow i jakims cudem mieli zlecenia na najlepsze imprezy, nie tylko w Londynie. Wembley Arena, Earls Court Arena, Hyde Park, Exel, Knewborth Park, a nawet nie ktore imprezy w Royal Albert Hall. To tylko pierwiastek miejsc, w ktorych pracowalismy. Jednak zanim dostane pierwsze zlecenie przy koncercie, dostaje kolejnego SMS-a  z propozycja od Sebastiana. Tym razem South Africa Day. W centrum Londynu, na placu Trafalgar, odbedzie sie dzien niepodleglosci, swietowany przez Republike Poludniowej Afryki. W Londynie mieszka bardzo wielu emigrantow z tego kraju. RPA byla kiedys brytyjska kolonia, a dzis oba te kraje lacza dobre stosunki gospodarcze i polityczne.
 Na przeciwko kolumny Nelsona, znajduje sie olbrzymi gmach, w ktorym ulokowany jest dom kultury oraz konsulat tego panstwa. Impreza bardzo kolorowa, duzo roznych pokazow artystycznych, mnostwo ludzi, wszyscy szczesliwi i zadowoleni. W bufecie bogaty wybor kanapek i przekasek, rozne napoje i desery. Wszysto za darmo, dla kazdego. Po siodmej kanapce z tunczykiem i 3 kg zelkow, mam dosc jedzenia i uciekam jak najdalej od koryta.
 Dzien jest dla nas bardzo dlugi. Stoimy tam od 7 rano i zapewne skonczymy okolo polnocy. Na szczescie mamy polgodzinne przerwy co 4 godziny. Jednak nogi daja znac o sobie. Godziny mijaja w miare szybko. Duzo sie dzieje wokol. Poznaje nowych ludzi, nie tylko z Afryki. Atmosfera jest luzna i czuc, ze to prawdziwe swieto.

 Wreszcie po dlugich cierpieniach udaje mi sie skonczyc zlecenie z Mackiem i obiecuje sobie, ze to byl nasz ostatni raz. Bylo wiele nieporozumien i zgrzytow. Maciek jest dobrym wspopracownikiem, jednak tylko wtedy, gdy jest na rownej pozycji ze mna lub pod moim rozkazem. Gdy ma wladze, jak w przypadku tej budowy, odbija mu przyslowiowa palma i bardzo sie wywyzsza. Zdazylo mu sie nawet ukrasc i przyswoic moj pomysl i chwalic sie nim na glos przy reszcie zalogi gdy ja stalem tuz obok.
 Projektantem wnetrza tego domu byl slynny grecki architekt, o typowym greckim nazwisku- Jack Shnider. Bardzo zdolne bydle i czesto ukazywaly sie wywiady z nim w firmowych czasopismach. Pelen pomyslow i bujna wyobraznia. Co akurat nie musi byc zaleta w moim przypadku. Jack odwiedzal nas co drugi dzien rankiem i sprawdzal jak radzimy sobie z jego pomyslami. A mial ich wiele i czesto je zmieial gdy tylko cos mu sie przysnilo w nocy. Potrafil np. zabudowe w sypialni zlecic nam pomalowac na zielono. Jednak w dniu wizyty nie spodobala mu sie i zmienil barwy na czerwono. Oczywiscie aby przemalowac meble z zieleni na czerwien i uzyskac odpowiedni odcien, trzeba wykonac cala procedure z farbami podkladowymi, przecieraniem papierem sciernym oraz czasem oczekiwania na wyschniecie farb. Wszystko to wydluzalo czas za niewielki dodatek pieniezny. Po kilku latach odnalazlem strone internetowa Jacka. Otworzyl filie w USA w Miami i zostal mianowany osoba odpowiedzialna z wystroj sieci hoteli Hilton na calym swiecie. Mysle, ze nalezalo mu sie. To byla jego pasja i cel.
 Za reszte pieniedzy z tego kontraktu, postanawiam kupic bilet na samolot do Polski. 1 maja 2004 roku, w dniu przystapienia Polski do Unii Europejskiej, udaje sie w dlugo oczekiwana podroz, by zobaczyc ukochana Wiole oraz wyteskniony kraj. To moja pierwsza wizyta od momentu wyjazdu. Minely dwa lata. Wiele sie zmienilo, niekoniecznie na dobre. Niestety nie ma bezposredniego lotu Gdanska i musze sie przesiasc w Warszawie.
 Jestem jakis poddenerwowany. Nie moge jesc. Pije tylko kawe i niecierpliwie oczekuje na kolejny samolot. Gdy wreszcie otwieraja okienko do odprawy, to sympatyczny pan policjant, po dokladnym sprawdzeniu moich dokumentow, calkowicie nieprofesjonalnie aresztuje mnie i cieszy sie tym jak maly chlopiec, ktory dostal wielki zestaw znanych klockow. Doslownie krzyczy na cala sale odlotow: Yes, yes, yes!!!-Niczym piekny Kazimierz Marcinkiewicz- Yes, pierwsza sluzba w Unii Europejskiej i mam go!!! Zabrzmialo jakby conajmniej aresztowal Pershinga.
 Jestem totalnie zdezorientowany, zszokowany, zagubiony i zaskoczony. Nie wiem o co chodzi. Mam wrazenie, ze gram w jakims kiepskim filmie. Sadzaja mnie skutego w kajdanki w jakims "konfesjonale". Wszyscy dookola biegaja, jest zamieszanie i zgielk. Pytam, jednak nikt sensownie mi nie odpowiada. Rzucaja tylko we mnie paragrafami. Tak jakbym wiedzial co one znacza...
cdn

4 comments:

Krystyna Bożenna Borawska said...

Cudów nie ma to tak co do początku Twojego wpisu :-)))
Matkotyjedyna aresztowali Cię ??!!

sia said...

Artur, masz bardzo ciekawe życie, a interesujące życie to dobra lekcja :)
Pozdrawiam
http://eksperyment-przemijania.blog.onet.pl/

1beam said...

Prawdziwa szkoła życia.Jest takie powiedzenie; "Co cię nie zabije,to cię wzmocni"
Mam niewiele czasu na komentowanie,choć staram się czytać wszystko i odwiedzać zaprzyjaźnione blogi,ale moje wakacje wciąż trwają i rozmiękczają mój mózg,dlatego tak trudno zebrać się do pisania:)))
Pozdrawiam serdecznie.

pan nikt said...

Dzieki dziewczyny za komenty.Milo Was znow widziec.Pozdrawiam serdecznie!