Wednesday, 23 July 2014

Moja bitwa o Anglie cz 33

 Dlugo zastanawialem sie jak opisac ten rozdzial z aresztem I czy wogole wspomniec o tym zdazeniu. Doszedlem do wniosku, ze TAK. Oczywiscie nie jest to powod do dumy, jednak to co tam przezylem I widzialem musi ujrzec swiatlo dzienne. Owszem, popelnilem blad falszujac ten dokument, jednak... o tym juz za chwile.

 Po odprawie powitalnej z sympatyczna pania "klawisz", przechodze badanie lekarskie. Mam przed oczami sceny z filmu "Skazani na Showshank", gdy nowoprzyjeci zostaja posypywani wapnem w celu odkazenia. Udaje sie do magazynu, gdzie wydaja mi plastikowa miske, plastikowe sztucce, rosyjska podrobke pasty do zebow oraz sliska, brazowa kostke. Na podpisywanym spisie okazuje sie, ze to jest mydlo.
 W jednej rece trzymam moje "skarby" z magazynu, a w drugiej ciagne polamana walizke, ktora wlasnie wydali mi z depozytu. Jest mocno zniszczona I mokra. Ide prowadzony przez  dwoch "klawiszy" dlugimi, kretymi korytarzami. Wszystko okratowane, drzwi od kazdej celi obdrapane, zaduch I ten okropny dzwiek kluczy brzeczacych na lancuchu przy boku staznikow. Nienawidze go! Zastanawiam sie z kim bede pod cela? Czy uda mi sie przespac choc jedna noc w calosci? Czy moze zjedza mnie na obiad w pierwszy dzien?
 Na szczescie trafiam do prawie pustej celi. Jest nawet przestronna, duzo lozek I tylko na jednym lezy starszy gosc. Sploszony tak samo jak  ja. Zajmuje kojo obok niego I poznajemy sie. Ma na imie Grzegorz, 55 lat, jest listonoszem z Warszawy. Spokojny, inteligentny, opanowany, sensownie sie wypowiada. Pytam wiec, za co taki czlowiek znalazl sie tutaj? Usmiechnal sie tylko jednym kacikiem ust I odpowiedzial poltonem: "kradziez". Jednak dla mnie to bylo zbyt banalne. Wiedzialem, ze to nie byla zwykla kradziez.
 Od 30 lat Grzegorz pracowal na tej samej poczcie. Uczciwy, rzetelny, pracowity, sumiennie wykonywal powierzone obowiazki. Znal wszystkich adresatow na swoim rejonie I wszyscy znali Grzegorza. Z pokora znosil niepowodzenia losu I podejrzane pomyslnosci sasiadow. Az kilka dni temu czara goryczy przelala sie. Mial dosc tej pokory I niesprawiedliwosci systemu. Ukradl z koperty karte kredytowa zaadresowana do jednego ze znanych mu spekulantow. Ukradl I probowal oproznic mu konto ze spekulacyjnej waluty. Jednak czujne oko sprawiedliwosci, bacznie podgladajac przez kamere przemyslowa, zlapalo go na goracym uczynku I schowalo do tej celi. Oczywiscie, postapil zle. Tylko dlaczego? Takich pytan padnie jeszcze wiele w tej opowiesci.
 General, tak sie mianowal, dzien spedzal na rozwiazywaniu krzyzowek I troszke marudzil. Cale popoludnie bylismy sami. Byla sobota 2 maja 2004roku. Chlodny, pochmurny weekend, ktory mial sie odbyc w moim przypadku, w fantastycznym gospodarstwie w Borach Tucholskich w gronie rodzinnym Wioli. Jednak nie tylko w moim. O godz. 17 zostal dokwaterowany do naszego duetu kolejny starszy pan- warszawski przesiebiorca- Jerzy. Zostal aresztowany w ogrodku, podczas familijnego grilla, na oczach wnuczkow,  calej rodziny I sasiadow. Z zaciekawieniem wysluchalismy historii Jerzego. Mial siec sklepow ze sprzetem gospodarstwa domowego. Calkiem spory biznes o dobrym obrocie I dlugiej tradycji rodzinnej. Wszystko szlo dobrze, sklepy przynosily spore dochody I utrzymywaly cala, liczna rodzine. Az pewnego dnia w sasiedztwie, jeden znany polityk z Unii Wolnosci, otworzyl konkurencyjny, wielki salon z podobnym sprzetem I mocno sie reklamowal w TV. Jerzy nie wystraszyl sie konkurencji I opracowal madre zagrywki marketingowe. Jednak cwany polityk nie poddawal sie. Nie po to zostal waznym politykiem, by teraz ulegac plebstwu. Wykonczyl Jerzego taktyczna zagrywka, podsuwajac mu pod nos znajomego prezesa banku z "oferta nie do odrzucenia", na rewelacyjny kredyt, ktory to napewno Jerzy potrzebuje. Jerzy cwany lis nie zlapal tej przynety. Moze nie skonczyl renomowanej szkoly jak wspomniany polityk, jednak na biznesie sie znal dobrze I wyczul podstep. Niestety zona Jerzego wraz z corka nie mialy jednak takiej intuicji. Nie byly tak utalentowane w prowadzeniu negocjacji I ulegly pokusie, namawiajac Jerzego. Ten pod presja dwoch najblizszych kobiet, oraz pozostalej czesci rodziny, podpisuje kontrakt z diablem, ktory oczywiscie przegrywa. Pieniadze z kredytu inwestuje w transport telewizorow, ktorych nie jest w stanie sprzedac. Wiaze sie to z zadlawieniem w splacie kredytu oraz blizszym poznaniem komornika, pozniej prokuratora, az wreszcie wczasami na koszt podatnikow.
 Zrobilismy Jerzemu kawe, ktora to General posiadal z paczki. Byl juz tu od kilku dni I kochajaca zona zdazyla go odwiedzic.
 Kawa nie zdazyla sie zaparzyc, a juz mielismy kolejnego wspolokatora w postaci zapijaczonego, polprzytomnego Jozefa. Kompletnie zamroczony, bez kontaktu ze swiatem zewnetrznym. Zastanawialismy sie, czy to dobre miejsce dla niego? Jednak policja wie lepiej. Dzozef padl na rozklekotana koje zupelnie nie zwracajac uwagi na aromatyczny zapach dopiero co zaparzonego Jackobsa. Spojrzelismy po sobie, a General podsumowal sytuacje: "Obfite polowanie jak na pierwszy weekend w Unii Europejskiej."
 Zanim strudzony Dzozef sie ocknie z pijackiego letargu I opowie nam swoje story, dokwateruja nam kolejnych towarzyszy niedoli.
cdn

Wednesday, 16 July 2014

Moja bitwa o Anglie cz.32

Po dluzszej chwili przenosza mnie do pokoju przesluchan. Obok mnie siada uzbrojony po pachy komandos w kominiarce. KURWA!!!!! O co tu chodzi! Zaklalem na caly glos. Mily pan komandos uprzejmie dal mi do zrozumienia, ze jak nie zamkne paszczy I bede agresywny, to schowa mi glowe pomiedzy kolanami. Moimi kolanami. Zbladlem I zzielenialem od razu. Co tu jest grane???
 W koncu pojawil sie pan prokurator I wyrecytowal kolejny paragraf. Byl tak powazny, ze az kwiatki w doniczce stanely na bacznosc. Spytalem go czy moze mi poprostu, normalnie, po polsku wytlumaczyc w jakim filmie wystepuje I kto jest rezyserem. Pan prokurator nadal byl powazny I nawet oko mu nie drgnelo gdy wypowiadal: "Falszowanie dokumentow. Jestes aresztowany." Spocilem sie na calym ciele. Czuje jak moja lysa glowa siwieje, buty robia sie za ciasne. Jak to aresztowany?! Jakie dokumenty??? Ja musze do Gdanska, tam czeka na mnie Wiola I jej rodzina. Pan "powazny" powiadomil mnie jeszcze, ze moge wykonac tylko jeden telefon. Zaschlo mi w gardle, nie moglem slowa wypowiedziec. Trzeslem sie jak zajac w krzakach. Bylem glodny, bylo mi zimno. Poprosilem o szklanke wody. Dostalem cala butelke. Ale hojni! Pomyslalem. Tylko jak ja mam ja sobie odkrecic? Czy wygladam na Davida Coperfielda? Uprzejmy pan komandos przerwal na chwile pilowanie mnie I wypowiadajac "W sluzbie narodu" pokonal zakretke od butelki z woda mineralna. KURWA!!!! Gdzie ja jestem?!?! Zaklalem ponownie. Czy to juz teraz tak wszedzie bedzie? Co to za popaprancy? Przeciez to jakies blazny, a nie policja.
 Gdy mi oddali telefon, to udalo mi sie dodzwonic do Wioli. Powiedzialem jej co sie wydazylo, jednak nadal nie bylem pewien dlaczego.
 Po chwili zjawili sie kolejni przedstawiciele sluzb narodu I luksusowym radiowozem p.t. "Gazik" przewiezli mnie na "dolek". Bylo juz po 15.00, a ja nadal bez sniadania. Okazalo sie tez, ze spoznilem sie na obiad. O nie! Tego juz za wiele. Jestem glodny! Krzycze na caly korytarz. Jesc!!! Boze, ile ja bym dal teraz za puszke fasoli. Moze byc bez boczku. Niestety do 18.00 nie dostane nic oprocz kubka wody I zimnej kawy zbozowej.
 Zamkneli mnie w celi z jakims gnojem. Chwalil sie, ze w nocnym autobusie ukradl kobiecie torebke, jednak ktos go zlapal za reke, a ten dzgnl go nozem. Ladnie sie zapowiada. A jednak ten film, to ktyminal.
 Nie wiem jakim cudem dotrwalem do kolacji. Chyba zjadlem drewniany taboret, juz nie pamietam. No, a na kolacje wypasik! Pajda chleba ze smalcem I wielki, kiszony ogor. Tak wielki, ze smialo moglbym nim sterroryzowac klawisza, do tego oczywiscie zimna kawa zbozowa.
 Jedyny plus tego filmu, to to, ze nie musze nigdzie sie spieszyc. Moge spokojnie uwalic sie na drewniane kojo po kolacji, bez obawy, ze mnie ktos wygoni do jakiejs pracy.
 Niestety w nocy jest mi zimno. Mam na sobie tylko cienka bluze I smierdzaca szmate, ktora oni nazywali kocem. Rano budzi ,mnie klawisz ze sniadaniem. Nareszcie cos cieplego- melduje- zupa mleczna. Tylko, ze ja nienawidze mleka! Nie cierpie nawet tego zapachu I za chwile zabrudze cala cele. Boze, kiedy to sie skonczy??? Jest mi zimno, jestem glodny I nie wiem o co tu chodzi...

 Przed obiadem przewoza mnie do aresztu sledczego na Sluzewcu. Siedzie w poczekalni juz druga godzine. Zjadlbym jakis taboret. Jednak jest tu tylko metalowa lawka, a na metal mam uczulenie. Jest tez malutkie, zakratowane okienko, w ktorym wreszcie pokazuje sie jakas kobieta. Wyglada normalnie I nawet mowi ludzkim glosem. Probuje nawiazac z nia kontakt. Zaskakuja mnie jej wskazowki. Doradza mi, bym nastepnym razem podrozowal autokarem, mniej kontroli. Tylko, ze ja nie za bardzo rozumiem o co tu chodzi, prosze pania. Sympatyczna pani obiecala zrobic rozpoznanie w dokumentach. Zniknela na kilkanascie minut, zostawiajac mnie samego w towarzystwie zdrapek na scianach. Czytam je wszystkie I krew sie we mnie gotuje. Sa nawet takie "wiekowe" wpisy.
 Po powrocie pani klawiszowa, zameldowala mi, ze zostalem zatrzymany w zwiazku ze stara sprwa ciagnaca sie za mna od kilku lat. Ponoc sfalszowalem dokumenty I ukrywalem sie. Probowalem sobie przypomniec coz takiego zafalszowalem? Przychodzila mi do glowy tylko jedna sprawa. Bedac jeszcze w Polsce, prowadzac firme, po kilku atakach konkurecji na moje szyby wystawowe, postanowilem wymienic cale okna oraz wstawic zaluzje antywlamaniowe. Niestety bylem poczatkujacym przedsiebiorca I nie mialem zdolnosci kredytowej. Jeden z moich znajomych, nomen omen dyrektor w jednej z firm produkujacej takie okna, podsunal mi pomysl, by wystawic zaswiadczenia na jednego z moich pracownikow. Tak tez zrobilem. Dogadalem sie z jedna z moich pracownic I wypelnilem potrzebne dokumety. Okna z zaluzjami zostaly wstawione I dobrze sie spisywaly chroniac mnie przed agresywna konkurencja. Wszystko bylo dobrze, dopoki pracowalem tam I placilem raty. Jednak gdy wycofalem sie z tego biznesu, wlasciciel lokalu nie mial ochoty placic dalszych naleznosci. Oczywiscie nie obwiniam go za to, to byl moj blad I nie poinienem tego robic. Jednak nasowa sie pytanie: Czy w zwiazku z tym, powinienem znalezc sie za kratami? Czy to byl powod, by stworzyc cale to zamieszanie I zmarnowac pieniadze podatnikow?
 W dalszej czesci opisze kolejne absurdy systemu sprawiedliwosci, martwy twor  zwany resocjalizacja I kilka zdazen z udzialem funkcjonariuszy sluzby wieziennej. Dzis smieje sie z tego I mam nadzieje, ze juz wiecej tam nie trafie. Nie dlatego, ze sie boje. Dlatego tylko, ze to co tam doswiadczylem ze strony przedstawicieli prawa, to temat na osobna ksiazke. Tragikomedie...
cdn

Thursday, 10 July 2014

Moja bitwa o Anglie cz 31

 Nie moglem sie doczekac, kiedy bede zabezpieczal pierwszy, prawdziwy koncert. Firma Show and Event Security byla mloda firma, zaledwie z kilkuletnim stazem. Prowadzilo ja pieciu Anglikow i jakims cudem mieli zlecenia na najlepsze imprezy, nie tylko w Londynie. Wembley Arena, Earls Court Arena, Hyde Park, Exel, Knewborth Park, a nawet nie ktore imprezy w Royal Albert Hall. To tylko pierwiastek miejsc, w ktorych pracowalismy. Jednak zanim dostane pierwsze zlecenie przy koncercie, dostaje kolejnego SMS-a  z propozycja od Sebastiana. Tym razem South Africa Day. W centrum Londynu, na placu Trafalgar, odbedzie sie dzien niepodleglosci, swietowany przez Republike Poludniowej Afryki. W Londynie mieszka bardzo wielu emigrantow z tego kraju. RPA byla kiedys brytyjska kolonia, a dzis oba te kraje lacza dobre stosunki gospodarcze i polityczne.
 Na przeciwko kolumny Nelsona, znajduje sie olbrzymi gmach, w ktorym ulokowany jest dom kultury oraz konsulat tego panstwa. Impreza bardzo kolorowa, duzo roznych pokazow artystycznych, mnostwo ludzi, wszyscy szczesliwi i zadowoleni. W bufecie bogaty wybor kanapek i przekasek, rozne napoje i desery. Wszysto za darmo, dla kazdego. Po siodmej kanapce z tunczykiem i 3 kg zelkow, mam dosc jedzenia i uciekam jak najdalej od koryta.
 Dzien jest dla nas bardzo dlugi. Stoimy tam od 7 rano i zapewne skonczymy okolo polnocy. Na szczescie mamy polgodzinne przerwy co 4 godziny. Jednak nogi daja znac o sobie. Godziny mijaja w miare szybko. Duzo sie dzieje wokol. Poznaje nowych ludzi, nie tylko z Afryki. Atmosfera jest luzna i czuc, ze to prawdziwe swieto.

 Wreszcie po dlugich cierpieniach udaje mi sie skonczyc zlecenie z Mackiem i obiecuje sobie, ze to byl nasz ostatni raz. Bylo wiele nieporozumien i zgrzytow. Maciek jest dobrym wspopracownikiem, jednak tylko wtedy, gdy jest na rownej pozycji ze mna lub pod moim rozkazem. Gdy ma wladze, jak w przypadku tej budowy, odbija mu przyslowiowa palma i bardzo sie wywyzsza. Zdazylo mu sie nawet ukrasc i przyswoic moj pomysl i chwalic sie nim na glos przy reszcie zalogi gdy ja stalem tuz obok.
 Projektantem wnetrza tego domu byl slynny grecki architekt, o typowym greckim nazwisku- Jack Shnider. Bardzo zdolne bydle i czesto ukazywaly sie wywiady z nim w firmowych czasopismach. Pelen pomyslow i bujna wyobraznia. Co akurat nie musi byc zaleta w moim przypadku. Jack odwiedzal nas co drugi dzien rankiem i sprawdzal jak radzimy sobie z jego pomyslami. A mial ich wiele i czesto je zmieial gdy tylko cos mu sie przysnilo w nocy. Potrafil np. zabudowe w sypialni zlecic nam pomalowac na zielono. Jednak w dniu wizyty nie spodobala mu sie i zmienil barwy na czerwono. Oczywiscie aby przemalowac meble z zieleni na czerwien i uzyskac odpowiedni odcien, trzeba wykonac cala procedure z farbami podkladowymi, przecieraniem papierem sciernym oraz czasem oczekiwania na wyschniecie farb. Wszystko to wydluzalo czas za niewielki dodatek pieniezny. Po kilku latach odnalazlem strone internetowa Jacka. Otworzyl filie w USA w Miami i zostal mianowany osoba odpowiedzialna z wystroj sieci hoteli Hilton na calym swiecie. Mysle, ze nalezalo mu sie. To byla jego pasja i cel.
 Za reszte pieniedzy z tego kontraktu, postanawiam kupic bilet na samolot do Polski. 1 maja 2004 roku, w dniu przystapienia Polski do Unii Europejskiej, udaje sie w dlugo oczekiwana podroz, by zobaczyc ukochana Wiole oraz wyteskniony kraj. To moja pierwsza wizyta od momentu wyjazdu. Minely dwa lata. Wiele sie zmienilo, niekoniecznie na dobre. Niestety nie ma bezposredniego lotu Gdanska i musze sie przesiasc w Warszawie.
 Jestem jakis poddenerwowany. Nie moge jesc. Pije tylko kawe i niecierpliwie oczekuje na kolejny samolot. Gdy wreszcie otwieraja okienko do odprawy, to sympatyczny pan policjant, po dokladnym sprawdzeniu moich dokumentow, calkowicie nieprofesjonalnie aresztuje mnie i cieszy sie tym jak maly chlopiec, ktory dostal wielki zestaw znanych klockow. Doslownie krzyczy na cala sale odlotow: Yes, yes, yes!!!-Niczym piekny Kazimierz Marcinkiewicz- Yes, pierwsza sluzba w Unii Europejskiej i mam go!!! Zabrzmialo jakby conajmniej aresztowal Pershinga.
 Jestem totalnie zdezorientowany, zszokowany, zagubiony i zaskoczony. Nie wiem o co chodzi. Mam wrazenie, ze gram w jakims kiepskim filmie. Sadzaja mnie skutego w kajdanki w jakims "konfesjonale". Wszyscy dookola biegaja, jest zamieszanie i zgielk. Pytam, jednak nikt sensownie mi nie odpowiada. Rzucaja tylko we mnie paragrafami. Tak jakbym wiedzial co one znacza...
cdn

Friday, 4 July 2014

Moja bitwa o Anglie cz 30

 Dostalismy zakwaterowanie w ogrodzie, w summer house, czyli w altance. Rewelacji nie bylo, ale przeciez nie przyjechalismy tu na wczasy. Martin osobiscie robil nam sniadania, a na lunch zabieral nas do lokalnego pubu, gdzie przy kuflu pysznego bittera rozmawialismy na temat przystapieia Polski do Unii Europejskiej. Martin bardzo liczyl na polskich pracownikow. W sumie w swoich lokalach zatrudnial ok. 100 osob, a z druga setka wspolpracowal. Bardzo nazekal na angielska sile robocza I mocno ja krytykowal. Twierdzil, ze nieoferujac wiele, rzadaja wysokich stawek, a gdy probuje im wytlumaczyc, ze np. nie posiadaja odpowiednich kwalifikacji, to strasza go sadem oraz zwiazkami zawodowymi. Pokladal wiec spora nadzieje w Polonusach oraz Litwinach.
 Trzy dni minely szybko. Napedzani angielskim piwem oraz bekonem na sniadanie, przyzadzonym przez Holendra, ktory ma siec chinskich restauracji, polskimi rekoma dokonczylismy dziela w delegacji.
 Po powrocie do domu kontaktuje sie z Sebastianem, z mysla o kolejnym zleceniu w ochronie. Po kilku godzinach przysyla mi wiadomosc: "Praca w Wielkanoc. Trzy dni po 12 h. Zabezpieczenie barki na Tamizie w poludniowym Londynie." Brzmialo zachecajaco. O niebo lepiej niz "popluczyny party". Przyjalem ta oferte I udalem sie wieczorem uzgodnic szczegoly.
 Tak wiec Wielkanocy nie spedzilem w towarzystwie Kazika I jego zony. Dostalem nocna zmiane. Ponownie w parze z Kuba. Po przyjezdzie na miejsce, okazalo sie, ze na tej barce przewozony jest samolot Concorde, ktoremu amputowano skrzydla I jest transportowany droga wodna do Endyburga do muzeum. Caly korpus plynal barka, natomiast reszta pojechala ciezarowkami droga ladowa.
 Samolot ten latal w liniach British Airways na trasie do Nowego Jorku. Po kilku wyadkach z udzialem tej marki, producent postanowil wycofac je z uzytku.
 Naszym zadaniem bylo zabezpieczyc calosc podczas odplywu. Poziom wody w Tamizie wtedy bardzo opada I byla obawa, ze ciekawscy ludzie beda podchodzic I zagladac do srodka.
 Prace zaczynalismy o 19.00. Podplywal po nas ponton ze zmiana konczaca I zamienialismy sie miejscami. Co ciekawe, ta sama droge rano pokonywalismy na piechote po suchym dnie rzeki.
 Na statku wahte mial tylko jeden marynarz. Przy kolacji pokazywal nam na laptopie zdjecia I filmy ze swoich rejsow po calym swiecie. Plywal na roznych statkach I pelnil rozne funkcje. Wygladalo to dosc imponujaco I jak przystalo na prawdziwego wilka morskiego, mial dziewczyne w kazdym porcie. Nie moglo byc inaczej w Londynie. Polal nam po szklanie rumu I dal do zrozumienia, ze czeka na kogos. Udalismy sie wiec z Kuba do naszej kajuty. Mielismy tam TV oraz odtwarzacz DVD I kilka plyt. Tak wiec na zmiane spalismy I ogladajac filmy, czuwalismy pilnujac francuskiej potegi lotnictwa. Mialem okazje byc w srodku tego samolotu. Usiadlem nawet za sterami pilota I przez chwile probowalem uruchomic ta maszyne, jednak Kuba nie spisal sie dobrze w roli nawigatora I odwolalem lot.
 Nocki na barce dluzyly nam sie I bylo okropnie nudno. Ilez razy mozna ogladac te same DVD? Nikt specjalnie tez nie kwapil sie, by sprobowac chodzic po wodzie I podgladac nasz obiekt. Rozmawialismy wiec z Kuba o zyciu, o naszych londynskich przygodach, o kobietach.  Zbilzylismy sie bardzo przez te trzy noce.
 Kuba byl spokojnym I opanowanym trzydziestolatkiem. Z zawodu fizjoterapeuta. Oglaszal sie w gazetach I internecie. Wykonywal chalupniczo masaze relaksacyjne. Mial kilku stalych klientow, wlasciwie klientek. Polki, pracujace jako escort- girl. Jezdzil do nich do domow I masowal obolale I przepracowane ciala. Placily mu calkiem dobre pieniadze, jednak nie bylo ich wystarczajaco wiele, by utrzymac sie z tego.
 Kuba swietnie gotowal. Potrafil z niczego zrobic wysmienita uczte. Mial taki talent kulinarny, ze smialo ugotowalby zupe z gwozdzia I wmowilby nam, ze to rosol. No I najwazniejsze- nikt by nie narzekal.
 Kuba znalazl wiec w tej marynarskiej lodowce resztki marynarskich zapasow I nie mowiac nic nikomu, przygotowal pachnaca kolacje. Z kolega marynarzem nie mielismy zielonego pojecia, ba! nawet niebieskiego nie mielismy, co on wyprawia w kuchni. Nie pozwolil nam podgladac I wogole wygonil nas na poklad. Za to po godzinie, jak najlepszy kucharz od Gordona Ramsaya, ze sciera na mankiecie I flaszka wina w dloni, zaprosil nas na pachnaca uczte. Oczywiscie jak to na lodce bywa, przyrzadzil rybe z frytkami, do tego bukiet surowek. Zachodzilismy w glowe, skad on to wzial? W lodowce byly przeciez same resztki. Z wielkim apetytem zjedlismy wszystko popijajac bialym winem. Concorde mogl spokojnie zaczekac. Poziom wody byl wysoki, ponton przywiazany do naszej barki, wiec nie ma mozliwosci, by jakis niespodziewany gosc nas skontrolowal. Spodobalo mi sie to marynarskie zycie. Gdybym byl mlodszy, to moze bym sie nawet skusil. Wynagrodzenie bardzo atrakcyjne, kawal swiata mozna zwiedzic, no I te dziewczyny czekajace w kazdym porcie! Jednak nie skusilem sie na ta mozliwosc I po trzech dniach zakonczylem moja przygode na statku.
 Minela kolejna Wielkanoc w Londynie. Tym razem na wycieczke dookola swiata zabral nas wspomniany marynarz. Miejsca w ktorych bywal, zdjecia I filmy, ktore nam pokazal, zrobily na nas wielkie wrazenie. Bezkres oceanu, potega natury jaka jest sztorm, egzotyczna Azja I magiczna Afryka, zamarzniete kolo podbiegunowe I awaria pradu na statku, to tylko nieliczne z jego przezyc. Bardzo mnie korcilo popracowac choc przez chwile w ten sposob. Jednak moja Wiola nie pozwalala zapomniec o sobie I szybko wybila mi  glowy ten zamiar.
cdn