Tuesday, 17 June 2014

Moja bitwa o Anglie cz.27

 Odwiozlem Wiole na lotnisko. Po powrocie usiadlem w pubie, zamowilem spienione, czarne szalenstwo i zastanawialem sie czy sie jeszcze odezwie. Bylem jak w amoku. Nic do mnie nie docieralo co dzieje sie dokola. Ludzie wchodzili, wychodzili, grala jakas muzyka, ktos sie glosno smial. A ja, czekalem tylko na sygnal sms-a. Bylem zaprogramowany tylko na ten dzwiek. I tak trwalem. Konczylem juz drugi kufel Guinessa, gdy moj telefon nerwowo zatrzasl sie na stoliku I wydal dlugo oczekiwany dzwiek. Tak,tylko teraz otworze ta wiadomosc, a tam okaze sie, ze to "Good bye, bylo fajnie". Znow knosternacja. Ale przeciez musze przeczytac! Na szczescie widnialo: "Dolecialam.Caluje". Uffff, jednak kocha...
 Dokonczylem piwo I dopiero dotarlo do mnie co dzieje sie na zewnatrz. Swiat byl bialy. Wszystko kompletnie zasypane sniegiem. Doslownie oberwanie sniegowej chmury. Bylem w szoku. Przeciez w Londynie takie rzeczy sie nie zdazaja. Ulice byly prawie nie przejezdne. Kierowcy stali w kilometrowych korkach. Nieliczni potrafia jezdzic w takich warunkach. Jednak trzeba miec opony zimowe, a tych nikt nie posiadal. Doszedlem do domu przysypany sniegiem I bardziej przypominalem balwana niz poete. Zadzwonilem do Phila aby umowic sie na nastepny dzien do pracy, jednak on nie odbieral. Probowalem jeszcze kilka razy, lecz tez bez skutku. Nastepnego dnia, to samo. Napisalem mu wiec wiadomosc, ze skoro mnie nie potrzebuje, to nich mi to powie I odda narzedzia. Nie odpisal, lecz kolejnego dnia oddzwonil. Poinformowal mnie, ze moj sprzet czeka pod domem. Po krotkiej rozmowie dowiedzialem sie, ze sam nie ma pracy. Ktos mu cos obiecal, lecz to nic pewnego. Tak wiec musialem szukac jakiegos zajecia. Grzegorz z Ickiem tez specjalnie dla mnie nic nie mieli.
 Styczen to bardzo zly miesiac na szukanie pracy w budowlance. To nartwy sezon. O tej porze roku nikt nie zaczyna projektu lub remontu. Kazdy odpoczywa po Nowym Roku I Swietach. Prace maja tylko ci, ktorzy rozpoczeli zlecenia wczesniej. Dlatego nastawilem sie na zimowy, obowiazkowy, bezplatny urlop. Mialem jeszcze troche oszczednosci, wiec bylem spokojny. Jednak nie siedzialem bezczynnie w domu. Pytalem kolegow, szukalem w internecine, chodzilem od budowy do budowy. Jednak to nie przynosilo skutku. Tu, na wyspach nie ma zwyczaju zatrudniania czlowieka "z ulicy". Nikt tego nie praktykuje. Wlasciwie tylko pod "Sciana placzu" mozna dostac takie zlecenie, ktore przewaznie jest krotkotrwale I ryzykowne. Dlatego wolalem nie kozystac z tej opcji. Tutaj trzeba sie zglosic do Job Centre. Jest to odpowiednik polskiego "posredniaka". Sa tam wyszukiwarki komputerowe I mozna przebierac w tysiacach zlecen. Sa tez bezplatne telefony, z ktorych mozna dzwonic bez limitu do potencjalnych pracodawcow. Mozna udac sie tez do prywatnej agencji posrednictwa pracy. A tam, calkowicie bezplatnie mozna dostac prace w poszukiwanym zawodzie. I takich ofert jest tez tam bez liku. Tak, bez liku, tylko trzeba znac Angielski przynajmniej w stopniu komunikatywnym. I z tym z pewnoscia bym sobie poradzil. Problem byl naomiast natury prawnej. Polska niestety nie byla jeszcze w Unii Europejskiej I nie moglismy podejmowac tutaj pracy. Moglismy jedynie prowadzic wlasny biznes lub byc samozatrudnionym podwykonawca. Wygladalo to smiesznie. Za trzy miesiace znajdziemy sie w zjednoczonej Europie, a teraz nadal jestesmy traktowani inaczej.
 Jednak pewnego dnia znalazlem ogloszenie w internecine o naborze kandydatow do firmy ochraniarskiej Show and Event Security. Wyslalem emaila z CV I czekalem nadal buszujac w sieci. I ponownie wygrzebalem gdzies w natloku ofert ogloszenie, w ktorym polski producent zegarow ozdobnych szukal rynku zbytu w UK. Spodobaly mi sie jego wyroby I zamarzylem sobie zostac jego przedstawicielem. Napisalem do wlasciciela firmy dlugi list z moja wizja biznesu. Chyba spodobalo mu sie, poniewaz szybko odpisal. Pisalismy do siebie bardzo duzo I czesto, wymieniajac sie sugestiami I pomyslami. Mielismy ustalone juz wiele szczegolow. Postanowilem poszukac ludzi do pracy I zrobic prawdziwa siec dystrybucji. Zglosilo sie ponad 20 osob chetnych zostac moimi sprzedawcami. Z kazdym z nich odbylem dluga rozmowe kwalifikacyjna I zrobilem selekcje, zostawiajac osmiu wspanialych. No tak, wszystko zapowiada sie dobrze, jednak zysk, jesli jako taki bedzie, to pojawi sie po dlugim czasie, a moje oszczednosci topnieja tak szybko, jak lodowiec na Antarktydzie. Potrzebuje czegos na teraz. Jakiejs pracy, ktora pozwoli mi przetrwac ten czas.
 Z Kazikiem wpadlismy na pomysl, by wynajac jeden z naszych pokoi, by obnizyc koszty wynajecia mieszkania. Przeprowadzilem sie wiec do salonu, obok Kazika I wywiesilismy ogloszenia. Na szczescie juz an trzeci dzien zglosil sie Kazikowy kolega z pracy. Na nasze nieszczescie mial zone I dwuletnia coreczke. Jednak to oni beda sie tam tloczyc we trojke I nie powinienem sie martwic.
cdn

1 comment:

Jasna8 said...

Oj nie było chyba łatwo w tym raju,
a i teraz jest tak samo :-)))