Thursday, 12 June 2014

Moja bitwa o Anglie cz.26

 Niestety pomiedzy Swietami Bozego Narodzenia, a Nowym Rokiem musialem isc do pracy. Phil naprawil okna jakiejs kobiecie I bardzo mnie prosil bym te okna pomalowal. Wiola w drugim pokoju szlifowala angielski rozmawiajac z gosposia, a ja wywijalem pedzlem. Na szczescie bylo to chwilowe zlecenie I moglismy powrocic do turystyki. Z Philem umowilem sie, ze zadzwonie po wyjezdzie Wioli.
 Zwiedzalismy te wszystkie bigbeny,towerbridze I palace. Pokazalem Wioli wszystkie moje miejsca do ktorych uciekam. Moja lipe pod ktora pisalem wiersze I moje golebie, a nad ranem pokazalem jej najpiekniejsze drzewo w parku.
 Wszystko ukladalo sie pieknie I przebiegalo sprawnie. Wiola dzwonila do Polski powiadomic rodzicow, ze jest bezpieczna oraz porozmawiac z corka Stela. Jak sie okazalo, Stela byla okropnie zazdrosna o mame I "strzelila" focha, niczym prawdziwa ksiezniczka.
 Zblizal sie koniec roku. Zaplanowalismy go spedzic wspolnie z innymi ludzmi na Trafalgar Squere, gdzie co roku obchodza to swieto w tym miejscu setki tysiecy ludzi. Na srodku placu jest ustawiona wielka choinka, wisi tez duzy telebim I o polnocy mer Londynu sklada zyczenia. Kupilismy wiec butle szampana I czekalismy nadejscia godziny 0. W mojej szalonej lepetynie urodzil sie kolejny pomysl aby biorac tych wszystkich ludzi za swiadkow, kleknac I oswiadczyc sie Wioli. Schowalem wiec pierscionek gleboko w kieszeni, ulizalem pozostalosci po grzywce, wsunalem kosciolowe mokasyny I koszule, wyprasowalem nowe spodnie I podniecony I niepewny odpowiedzi czekalem chwili. Niestety z kazda minuta przybywalo ludzi I robilo sie ekstremalnie tloczno. O godzinie 22 cala okolica byla juz maksymalnie przepelniona. Wszedzie pelno policji na koniach I brakowalo tylko jakiegos pijaneo kretyna z pomyslem na glupi zart, by wszyscy nawzajem sie stratowali. Ludzi bylo tak duzo, ze niemozliwe bylo obrocenie sie bokiem do mojej kobiety. Smutny musialem odwolac dlugo oczekiwana ceremonie oswiadczen. Nie mialbym szans nawet wyciagnac pierscionka z kieszeni, a co dopiero ukleknac I przemowic. Nie wspomne o swiadkach.
 Wiola niczego nie podejrzewala, choc wyczula moje dziwne zachowanie. Po zlozeniu zyczen, tradycyjnie nad Tamiza odpalane sa sztuczne ognie. Tysiace fejerwerkow umieszczane sa na London Eye oraz na barce. Caly pokaz trwa dosyc dlugo I robi niesamowite wrazenie. Mamy tak wspaniale wladze, ze co roku funduja nam bezplatny powrot do domu srodkami komunikacji miejskiej. Z trudem dopchalismy sie wiec do stacji metra I w domu na spokojnie dokonczylismy impreze. Moglem juz wtedy rozluzniony kleknac przed moja krolowa, choc ciagle stremowany. Byla zaskoczona moja propozycja I wogole sie nie spodziewala. Przynajmniej tak powiedziala. Podlalismy jeszcze ten pierscionek brandy I oddalilismy sie w objecia noworocznej nocy Roku 2004.
 Nadszedl nieublagalnie koniec tej wycieczki. Moja przyszla krolowa wylala dwa wiadra lez, zamilkla I posmutniala. Mi tez nie bylo latwo. Zakochalismy sie na dobre. No I ten jej zapach!
 Umowilismy sie, ze teraz ja odwiedze Polske na Wielkanoc. Na szczescie na granicy w ojczyznie nie robia takich problemow. Czyzby? Ale o tym juz w nastepnym odcinku.
cdn

2 comments:

Jasna8 said...

Oho, oświadczyny :-)
Gratulacje :-)

sia said...

Tym o to sposobem, Artur zasmakował słonej miłości skąpanej w tęsknocie łez...
Czekała, a on odliczał dni kolejnym zachodem słońca...
Twardo stąpający martens potknął się na krawęzniku miłości...

Rozstania zbliżają
Pozdrawiam
http://eksperyment-przemijania.blog.onet.pl/