Monday, 30 June 2014

Moja bitwa o Anglie cz 29

 Podczas "zlecenia zycia", jakim nazwalem ostatnia prace z Mackiem, dostaje pierwsza wiadomosc od Sebastiana, odnosnie zabezpieczenia imprezy Budwiser Party w klubie na Kings Cross. Typowy clubbing dla angielskich malolatow. Duzo alkoholu I jeszcze wiecej dragow. Napruci gowniarze rzygaja I sikaja gdzie popadnie. W sumie ludzi jest conajmniej dwa tysiace. To jakas impreza sponsorowana I zamknieta dla ludzi z zewnatrz. Dostaje stanowisko z Kuba, nowym kolega. Szybko sie poznajemy I swietnie rozumiemy. Naszym zadaniem bylo zabezpieczenie wyjscia ewakuacyjnego na dach, by jakiemus nacpanemu angolowi nie przyszlo do glowy uczyc sie fruwac. Ogolnie stanowisko nie najgorsze. Nie musimy sluchac tej "sieczkarni", ktora co niektorzy zwa muzyka.
 Bylo w miare spokojnie, do momentu zapchania sie jednej z toalet I nawiedzona, zdesperowana mlodziez zaczela szukac innego miejsca do oproznienia przepelnionych amerykanskimi popluczynami pecherzy. My dzielnie barykadowalismy drzwi wlasnymi cialami. Nawet skutecznie. Jednak ich desperacja przekroczyla wszelkie granice I amerykanskie popluczyny w formie moczu zostawiali nam na schodach, doslownie na nszych oczach. Robilo sie tam coraz bardziej tloczno, a nawet, co niektorym spodobalo sie, gdy bylismy obok, podczas gdy oni zalatwiali sie. Niewiedzielismy jak zareagowac. Nie mielismy walkie-talkie, zaden z nas nie mogl opuscic tez posterunku by sprowadzic pomoc. W pojedynke napewno nie dalibysmy rady tego przypilnowac. Trwalismy wiec w tym urologicznym evencie calkowicie bezradni, a klejnym dziewczynom coraz bardziej puszczaly hamulce  przyzwoitosci. Zapewne za sprawa bialego szalenstwa w polaczeniu z alkoholem. Nie obylo sie nawet bez kilku propozycji I komentarzy. Z zadnej jednak nie skozystalismy I jakims cudem dotrwalismy do 4 nad ranem oraz konca imprezy. Rozentuzjazmowana mlodziez jeszcze dlugo rozchodzila sie do domow, a nasz oczekiwany koniec pracy nastal dopiero o swicie o 6. Czulem sie okropnie. Bylem totalnie wyczerpany. Moje nogi nadawaly sie wylacznie na galarete. Smierdzialem dymem papierosowym I szczynami. Z blasku moich nowych, czarnych mokasyn zostalo tylko wspomnienie. Moj szarmancki sznyt przystojnego ochroniarza w czarnym "gajerze" legl na posterunku w gruzach. Powalila mnie ta impreza na kolana. Gdybym mial tak pracowac codziennie, to zapewne skonczylbym jak Curt Cobain, I wcale nie mysle o Nirvanie.
 Padlem polprzytomny na lozko I przespalem cala niedziele. Humor poprawila mi jednak mysl, ze na moje konto ponownie wplyna pieniadze.
 Wieczorem, gdy juz doszedlem do siebie, zadzwonilem do Wioli I opowiedzialem o nowej pracy. Niestety zlecen w ochronie nie otrzymywalismy codziennie I musialem nadal pracowac z Mackiem konczac ten nieudany project.
 Zblizala sie Wielkanoc 2004. Tym razem nie pojade na zadna wycieczke. Bardziej martwie sie, abym mogl utrzymac sie z pracy w ochronie. Przerwa swiateczna zapowiadala sie nieciekawie. Mieszkanie, ktore remontowalismy, bylo w luksusowej dzielnicy Hampstead I nie wchodzila w rachube zadna praca w swieta oraz niedziele. Ba, nawet po 16 mielismy obawy, czy sasiedzi nie zadzwonia na policje z informacja, ze zaklocamy pozadek.
 Kaziu radzil sobie swietnie I nawet udalo mu sie zaprosic zone do Londynu.na kilka dni. Kupil jej bilet lotniczy I oboje ucieszylismy sie, ze Wielkanoc nie bedzie az taka nudna.
 Nasi lokatorzy, ze swoja dwuletnia coreczka byli w miare spokojni I ugodowi. Nie wchodzilismy sobie w doge I zawsze placili nam na czas czynsz. Mielismy dodatkowe pieniadze, ktore bardzo mi pomogly, a z Ewa czesto rozmawialem rano przed praca, przy pierwszej kawie.To wtedy zwierzyla mi sie, ze chcieliby kupic dom nad rzeka, z wielkim ogrodem I dostepem do wody. Spytalem jaka okolica im sie podba najbardziej I ktora rzeka. Czy to jest Tamiza? Niestety im przypadla do gustu RIVER. Thames byla zbyt blisko Londynu, a oni chcieli gdzies poza miastem. Ledwo sie powstrzymalem przed wybuchem spazmy smiechu. Udalem, ze zaksztusilem sie I zniknalem w toalecie. Ewa w przyszlosci jeszcze nie raz "zablysnie" swoim intelektem I musialem uwazac, by tylko nie wyfrunela przez okno niczym orzel bielik.
 Dojazd do pracy, z North Kensington do Hampstead pochlanial wiele czasu I pieniedzy. Nie mialem mozliwosci podrozowania tam metrem I musialem dojezdzac az trzema autobusami. W sumie, gdy nie bylo korkow, to w jedna strone jechalem ok. 1.5h, a wieczorem, o pracy czesto zdazalo sie, ze dochodzilo do dwoch godzin. Bylo to bardzo wyczerpujace I irytujace. Duzo czasu staconego calkowice bez sensu. Niestety nie mialem zadnego innego zlecenia w poblizu I musialem skulic ogon I dotrwac do konca.
 Niespodziewanie zadzwonil do mnie Grzegorz z propozycja szybkiej "fuchy". Jeden z jego klientow- Martin, wlasciciel restaurcji, ktora to nie tak dawno remontowalismy, kupil nowy dom poza Londynem. Chcial abysmy z Mackiem przyjechali na kilka dni I pokolorowali biale sciany. Oferowal nocleg z wyzywieniem, dowoz no I swietne pieniadze. Bez namyslu przyjelismy wyzwanie I na trzeci dzien siedzielismy juz w jego restauracji zajadajac chinski lunch, czekalismy na jego przyjazd. Po zapelnieniu brzuchow kilogramami makaronu z krewetkami oraz wypiciu chinskiego piwa Tiger, jedziemy z Martinem ubarwnic jego przyszlosc.
 Martin byl Holendrem z angielska zona. Mieli siec resturacji w Londynie w calkiem przyzwoitym standardize I w renomowanych dzielnicach. Mysle, ze pani Gessler nie mialaby do czego sie przyczepic.
cdn

1 comment:

Jasna8 said...

Życie na obczyźnie nie jest łatwe.
Czytam uważnie :-)
Popraw reklamę,
bo zasłania początek i tytuł wpisu.