Thursday, 5 June 2014

Moja bitwa o Anglie cz 25

 Na szczescie dni mijaly bardzo szybko. Pracy z Philem mielismy sporo. Spodobalo mu sie moje malowanie i chcetnie dawal mi kolejne zlecenia, a sam wykonywal pozostale prace takie jak stolarka, elektryka czy kafelkowanie. I choc kilkakrotnie doszlo do malych zgrzytow pomiedzy nami, to wspolpraca przebiegala profesjonalnie. Phil po zakonczeniu swoich obowiazkow czesto znikal wczesniej w pobliskim pubie, ja natomiast w samotnosci kontynuowalem kolorowanie swiata, co w zupelnosci wogole mi nie przeszkadzalo. Czasami tylko, gdy mial moj szkocki kolega daleko do zrodla piwnego, przesiadywal ze mna parzac mi w ilosciach hurtowych kawe, myslac, ze to po niej tak szybko pracuje. Sam siadal gdzies w kacie i czytal angielskiego szmatlawca w tumanach dymu jakichs smierdzieli udajacych papierosy.
 Wreszcie doczekalismy sie Wigilii. Jednak nie tesknilem za choinka czy prezentami. Moim najwiekszym prezentem byl przyjazd Wioli. Z Philem zrobilismy sobie przerwe swiateczna i tradycyjnym zwyczajem brytyjskim uczcilismy miniony rok w lokalnym pubie przy kilku kuflach spienionego szalenstwa.
 Wiola przyleciala w drugi dzien swiat ladujac na lotnisku Heathrow. Znajac panujace zwyczaje w szeregach Border Control uprzedzilem ja o czajacych sie szyderstwach i upokozeniach podczas odprawy paszportowej. Zeby bylo bardziej wiarygodnie, umowilismy sie na opowiedzenie pewnej historyjki. Nasze poznanie sie w internecie bylo bardzo romantyczne, jednak malo prawdopodobne by zachwycilo w podobny sposob celnikow.
 Siadlem wiec w lotniskowej kafejce i siorbiac cynamonowe cappucino czekalem pojawienia sie mojej krolowej. Wtem przez megafony rozlegl sie komunikat niczym z filmu "Mis"Stanislawa Barei, gdzie uprzejma pani z klucha w gebie wzywa obywatela Palucha do informacji. Tym razem butelkowym akcentem pani wywolala Mistera Lajsockiego oczekujacego na samolot z Gdanska. Spocony z trzesacymi sie nogawkami probuje przeliterowac swoje nazwisko w okienku informacji. Uprzejma pani oficer z wygladu przypominajaca bialego nosorozcca podaje mi sluchawke telefonu, gdzie kolejna pani zadaje mi pytania: Jak dlugo sie znamy, gdzie sie poznalismy, kiedy ostatni raz sie widzielismy, czym Wiola sie zajmuje, czym zajmuja sie jej rodzice i gdzie mieszkaja. Pytania podobne jak w teleturnieju Milionerzy, jednak nagroda bardziej wartosciowa. Wszystkie te pytania i odpowiedzi przetestowalismy z Wiomina duzo wczesniej. Teraz plynnie, bez pomylek odpowiadam na kolejne, perfekcyjnie zblizajac sie do najdrozszego pytania: Kiedy ostatni raz sie widzielismy? Oczywiste!W Paryzu, rok wczesniej! Spedzilismy razem noc na Balu Sylwestrowym niedaleko wiezy Eiffla. Tam sie zakochalismy do szalenstwa i dlatego widzimy sie ponownie. Wiola dodatkowo zabrala ze soba wszystkie notatki i ksiazki z uczelni aby nikomu do glowy nie przyszlo, ze jedzie tu podjac nielegalnie prace. Niestety na tym kontrola sie jeszcze nie zakonczyla. Angole nie mogli uwierzyc, ze Polka przyleciala tu na wycieczke. Jak to mozliwe? Zachodzili w glowe i jeszcze z okruchami nadzieji, ze jednak znajda jakis slad, przetrzepali jej caly portfel wysypujac wszystko na tace i gleboko analizujac kazdy polski grosz oraz fotografie najblizszych. Niestety nie dalismy im tej satysfakcji ze zlokalizowania kolejnego szubrawcy chcacego okrasc z podatku krolowej i jej gburowatego synalka Karola. Na koniec tego polowania na jelenie okazalo sie, ze Wiola byla jedyna osoba z calego samolotu poddana kontroli. Pieknie rozpoczela sie nasza londynska przygoda.
 Gdy juz ja wypuscili, gdy juz ja dopadlem, te slodkie usta, te niebieskie oczy, to ciezko bylo nie oderwac od niej uwagi.
 Wiola jest bystra, pelna temperamentu, bardzo wrazliwa, a zarazem przebiegla kobieta. Piekne oczy, namietne usta, zadbane dlonie, idealnie dobrane perfumy. To tylko kilka cech, ktore rzucaja sie w oczy. Dochodzi do tego madrosc, zaradnosc, rewelacyjna organizacja czasem, pewnosc siebie, obycie towarzyskie i zeby nie przeslodzic- brak pedenterii.
 Udalismy sie wiec prosto z lotniska na Clapham. Moj agent od nieruchomosci wyjechal na swieta z rodzina do Afryki i za niewielka oplata wynajal mi caly dom na okres pobytu Wioli. Mielismy do dyspozycji caly pietrowy dom z wyposazeniem.
 Po blizszym poznaniu sie, zjedlismy pyszny lunch i udalismy sie na wycieczke do centrum. Ja juz doswiadczony z poprzednimi kobietami, po raz setny odbywalem runde obowiazkowa odwiedzajac najwazniejsze punkty w Londynie. Mysle, ze gdyby z Wiola mi sie nie udalo i poznalbym kolejna kobiete, to powaznie bym sie zastanowil nad zrobieniem certyfikatu przewodnika turystycznego po tej stolicy.
 Kazdego dnia odwiedzalismy kolejny zakatek tego pieknego miasta, po drodze opowiadajac mojej osobistej krolowej o moich przeprawach w Anglii oraz zapoznajac ja z przyszlym miejscem zamieszkania. Natomiast wieczorami, relaksowalismy sie w salonie przy zapalonych swiecach popijalismy brandy sluchajac muzyki...
cdn

2 comments:

sia said...

Dobrze, że minęly czasy tak nieprzyjemnych kontroli.Z perspektywy czasu muszę przyznać, że jedynie po stronie polskiej pozostali nieprzejednani celnicy, podczas, gdy w Londynie witano mnie z uśmiechem , w Warszawie czepiano się małego plecaka, który ostatecznie wylśdował w koszu na śmieci
Pozdrawiam
http://eksperyment-przemijania.blog.onet.pl/

Jasna8 said...

Może to i dobry pomysł ,żeby zostać przewodniekiem :-)))