Sunday, 18 May 2014

Moja bitwa o Anglie cz22

 Rozumielismy sie z Grzegorzem dobrze, a Icek nie wtracal sie do tego projektu. Nadal zarabialem przyzwoite pieniadze. Stac mnie bylo na oplacenie mieszkania, normalne jedzenie, od czasu do czasu butelke whyskey z Kazikiem, a nawet udalo mi sie zrobic paczke dla corki i wykupic jej kolonie letnia.
 Nasze stosunki ulegly pogorszeniu gdy wyjechalem do UK. I choc sam pracowalem nad tym, by utrzymac z nia dobry kontakt, to moja byla zona skutecznie wszystko psula i mieszala w glowie zdezorientowanej nastolatce. W pewnym momencie przestalismy wogole rozmawiac. Ciezko mi bylo odpowiadac na argumenty z oddali. Na argumenty wyssane z palca bezrobotnej kobiety, ktora nie potrafila zorganizowac sobie zycia. Cierpialem wiec milczac. Pisalem wiersze i ludzilem sie, ze kiedys mnie zrozumie i zmieni stanowisko. Nie bylo mi latwo. Chcialem nawet trzykrotnie rzucic to wszystko i wracac do kraju. Wpakowalem sie w nie maly dolek psychiczny. Niestety nie bylo w poblizu nikogo bliskiego kto moglby mi pomoc. Owszem, rozmawialem z Kazikiem duzo na ten temat. W pewnyn sensie podtrzymywal mnie na duchu, jednak on czesto znikal na dluzsze okresy u swojej znajomej, a ja sam na sam z depresja spedzalem bezsenne noce dywagujac o Grecie.
 Lato bylo upalne, wiec czesto wychodzilem na balkon i obserwowalem uspiony tylko czesciowo Londyn. Od ponad roku walczylem z nalogiem nikotynowym, wiec nawet nie moglem puscic sobie odstresowujacego dymka. Saczylem wiec  "szkocka" schlodzona lodem i pisalem kolejne wiersze.
 Palenie rzucilem rok wczesniej w maju, jeszcze mieszkajac na wschodzie Londynu przed poznaniem Kwaska. W Angli papierosy sa bardzo drogie i szkoda mi bylo pieniedzy puszczac z dymem. Wiele osob kupuje tyton i bibulki i robia skrety. Obecnie wielu Polakow zajmuje sie przemytem z Polski tego drogocennego wyrobu i latwo znajduja rzesze nabywcow. Nawet mozna kupic polskie papierosy z pod lady w niektorych sklepach po zanizonych cenach. Ja jednak postawilem na oszczednosc i zdrowie. Nie bylo latwo, jednak opracowalem plan dzialania. Najpierw przez tydzien palilem regularnie tylko o pelnej godzinie, by przyzwyczaic organizm do systematycznosci. Nastepnie przez kolejnych kilka dni palilem juz co druga godzine. Szlo mi coraz lepiej i obcinalem kolejne dawki nikotyny, az do limitu trzech papierosow dziennie: pierwszy po sniadaniu, drugi po obiedzie i ostatni po kolacji. Taki stan trwal okolo dwoch tygodni.Po czym obcialem poobiedniego sztacha i zaraz  po dwoch dniach zostawilem tylko jednego przed snem.
 Nie bylo zle, a moj organizm powoli odwykal od tej trucizny, az pewnego wieczora nie zapalilem zadnego i trwam tak do po dzis dzien, 13 rok. Duzo mi pomogla Kazikowa abstynencja i zdrowy jego rozsadek. Przez te lata tylko dwa razy sie skusilem i wyciagnalem reke po papierosa. Na moje szczescie pudelko bylo puste i nie uleglem pokusie. Dzis czasami mecza mnie nikotynowe koszmary. Trulem sie nikotyna dosc intensywnie od wielu lat, jednak czuje po tym okresie abstynencji, ze moj organizm juz sie zregenerowal.
 Agnieszke odebralem z lotniska rankiem, w sloneczny, sierpniowy dzien. Bardzo sie ucieszylem na jej widok. Znalismy sie juz kilka dlugich miesiecy, jednak tylko wirtualnie. Teraz mialem wreszcie mozliwosc ujrzec ja na wlasne oczy, przytulic i pocalowac. To ciekawe, bo nigdy wczesniej jej nie widzialem, a zakochalem sie po uszy. Przyslala mi wczesniej obraz namalowany na szkle. To byla jej specjalnosc. Nalogowo bazgrala po kazdym napotkanym szkle. Przywiozla ze soba ulubione pedzle, a farby i reszte sprzetu kupilismy w sklepie dla artystow nie gdzie indziej, tylko na Notting Hill.
 Nasze skromne mieszkanko spodobalo jej sie i nawet polubila sie z Kazikiem. Pokazalem jej wspanialy market Portobello, a obok znalezlismy rewelacyjny wloski sklep z piekarnia na zapleczu. Kazdy kto byl choc raz w UK wie dlaczego to jest tak wazne. Angielska kuchnia ogranicza sie do fish and chips oraz chicken pie. Gdyby nie emigranci i ich restauracje, to Angole juz dawno pekli by od amerykanskich hamburgerow i coca-coli. Ich chleb zawiera cala tablice Mendelejewa i przypuszczam,ze zawarta w nim woda tez jest sztuczna.
 Kupilismy wiec pachnacy duzy bochen od wloskiego piekarza, do tego kawalek salami i pudelko swierzutkich oliwek. Tu w Londynie nauczylem sie oliwki "smarowac" na kromce chleba, mozna to tez polac ta oliwa z przyprawami. Rewelacja!
 Pierwsze dni mijaly nam na zwiedzaniu miasta. Zapoznalem Age z wszystkimi zakamarkami i tajemnicami. Gdy ja pracowalem, to Agnieszka szlifowala angielski z ksiazka w parku. Przynajmmiej tak mi mowila...
cdn

3 comments:

Made Inja said...

Hmmm... nikt nie komentuje, to może ja wtrącę 3 grosze- też swój osprzęt malarski kupowałam w Londynie.
-ciut drożej na Great Marlborough st. i na Charing Cross :) Jeszcze wtedy było mnie na to stać.

sia said...

Jedzenie w Londynie nie należy do najzdrowszych. Poznałam Polaka który w okolicach Mitchamm sprzedawał pyszne mielone-v jak u mamy :)
Rozłąka nigdy dobrze nie rokuje ani na dzieci, ani tym bardziej na partnerów
Pozdrawiam
http://eksperyment-przemijania.blog.onet.pl/

1beam said...

Kiedy jechałam w odwiedziny do syna zawsze brałam ze sobą chleb za którym tak tęsknił.A kiedy sam przyjeżdżał do kraju samochodem,to zabierał bagażnik żywności.Potem już było lepiej,bo w Londynie pojawiły się sklepy z polską żywnością.