Friday, 9 May 2014

Moja bitwa o Anglie cz.21

 Lezalem wiec w tym lozku zupelnie bezsilny i zalamany. Nie moglem wstac, nie moglem chodzic. Ba! Kazdy ruch nogami przystwarzal silny bol miesni. Poza tym na lydkach zrobily mi sie biale bomble z woda w srodku, natomiast cala reszta od kolan w dol byla ciemnoniebieska. Wygladalo to okropnie. Doslownie jakbym mial gangrene.
 Przelezalem juz poranna toalete, przelezalem sniadanie i pierwsze wydanie wiadomosci. Zaraz lunch, a ja nadal w lozku, niczym niepoprawny rockendrolowiec wracajacy nad ranem z koncertu. Dookolo stado zwietrzalych Zubrow leniwie wygrzewa sie w poludniowym sloncu. Wszystkie kontrolki juz mi sie swieca i ostrzegaja, ze zbiorniki fizjologiczne sa pelne i lada chwila waly przeciwpowodziowe pekna. Nawet ten glod mnie tak niezmobilizowal do wstania jak potrzeba naturalna. Powoli opuscilem nogi i delikatnie ruchem posuwisto-przesuwnym udalem sie sie tam, gdzie pajak rozpial siec. Cisnienie krwi w nogach bylo tak duze, ze tylko obserwowalem, ktory babel z woda wystrzeli pierwszy. Na szczescie bezpiecznie i bez wiekszych przygod zalatwilem sprawe i znalazlem sie w naszym aneksie kuchennym. Z predkoscia wscieklego zolwia zrobilem sobie rewelacyjna zupke z torebki. Udalo mi sie nawet usiasc przy stole i skonsumowac ten wynalazek w calosci skutecznie oszukujac zaladek. Nabrawszy sil, pelen nowej energii, witaminy az paruja z uszu, wracam do mojego legowiska i oddaje sie poobiedniej siescie. Musialem byc jednak chory. Wieczorem budzi mnie Kazik zaskoczony moim niecodziennym wygladem. Zrobil mi nawet tosta na kolacje i podal herbate. Ja jednak mocno oslabiony i z wysoka temperatura ponownie odplywam w sen.
 Obudzilem sie nad ranem w lepszym stanie. Nogi jeszcze bolaly i byly nawet bardziej kolorowe, jednak goraczka ustapila. Powoli sie przebralem i postanowilem pojechac do pracy sprawdzic czy dam rade dokonczyc to malowanie. Samo chodzenie nie sprawialo mi tyle klopotu, co stanie w miejscu. Chcialem skonczyc ta fuche jaknajszybciej. W kazdej chwili mogl zadzwonic Grzegorz z propozycja pracy, a tego nie chcialem przegapic.
 Wlascicielka mieszkania juz wczesniej wyszla do pracy, wiec podbieram jej z lazienki jakis balsam nawilzajacy i aplikuje cala butle na granatowe konczyny. Rewelacyjnie chlodne uczucie przynosi upragniona ulge. Wzdycham radosnie i bez spodni w samych bokserkach zabieram sie do pracy. Modle sie tylko, aby maz wlascicielki mieszkania nie wrocil zbyt szybko z pracy. Mysle, ze ciezko by bylo mi udowodnic, ze nic poza malowaniem mnie z nia nie laczy.
 Szczesliwie udaje mi sie dotrwac do konca tego projektu i kontaktuje sie z Grzegorzem. Owszem ma dla mnie prace, ale dopiero za tydzien. Znajduje wiec ogloszenie na Scianie Placzu i udaje sie na interview do kolejnej polskiej firmy remontowej. Bardzo sympatyczny i profesjonalny pan zaoferowal mi prace przy renowacji szkoly na Seven Sisters. Stawka nie byla rewelacyjna, ale wystarczalo by przetrwac tydzien.
 Na drugi dzien okazalo sie, ze sympatyczny pan urzeduje w biurze i w terenie, a budowa kieruje jego mniej sympatyczny i mniej profesjonalny syn Artur. Totalne beztalencie rzemieslnicze o charakterystycznym niskim poziomie plynu w glowicy. Potrafil tak skutecznie sie zblaznic jednym zdaniem, ze jego ojciec na pewno nie raz robil testy DNA. Artur mial taka wene do pracy i predyspozycje kierownicze, ze po przepracowanym pierwszym dniu zaczalem wydzwaniac po znajomych i pytac o prace. Trzeciego dnia nie wytrzymalem i opuscilem szeregi tego mistrza renowacji budynkow, kasujac jego numer telefonu bezpowrotnie.
 Odpoczalem jeden dzien w domu kurujac wciaz chore nogi. Na szczescie Grzegorz zadzwonil i zaoferowal mi start dnia nastepnego.
 Byl juz poczatek lipca. Bardzo cieple i wyjatkowo suche lato. Aga pocieszyla mnie informacja, ze przyjezdza za miesiac.
 Rozpoczelismy z Grzegorzem kolejny projekt. Tym razem apartament w starej, duzej kamienicy na Notting Hill. W miedzy czasie wyleczylem juz na dobre nogi, choc nie odbylo sie bez incydentow w pracy. Czesto chodzilem ubrany w krotkie spodnie, opuchlizna z nog schodzila powoli, a znikajace bable na granatowych lydkach zostawialy biale plamy. Wygladalo to wszystko dosyc kolorowo i co niektorzy nie mogli oprzec sie by zadac pytanie, czy aby nie jestem chory na Aids i czy wogole moga ze mna rozmawiac. Wszak ten piekielny wirus rozprzestrzenia sie tak latwo, ze wystarczy obejrzec film pornograficzny by sie zarazic. Oczywiscie po kilkukrotnym wytlumaczeniu, ze to nie Aids i wogole Aids mozna zarazic sie w inny sposob, stracilem cierpliwosc i kpilem sobie w bialy dzien z tepych polglowkow. Przytakiwalem im, ze jestem chory nie tylko na Aids, ale tez mam Gangrene i wlasnie jestem w tej najgorszej fazie i za chwile odpadna mi nogi. Caly teren jest skarzony i trzeba teraz spalic cala dzielnice i zrobic kwarantanne dla zwierzat i ludzi. Lapalem ich wtedy za rece i smarowalem po calym ciele niewidzialnymi bakteriami. Kilku z nich dostalo takich spazmow, ze nie moglem ich pozniej uspokoic oraz wytlumaczyc, ze to zart. Po tym incydencie wystraszylem sie, ze jeszcze bardziej rozsieja ziarna paniki i zaniechalem niecnych, sarkastycznych zagrywek.
cdn

4 comments:

sia said...

Czy zauważyłeś, że głupota rozprzestrzenia się szybciej niż jakikolwiek wirus- a ludzie nie boją się głupoty tylko wirusów!!!!
Dziwolągi.
Swoją drogą to się nieźle urządziłeś, aż mnie boli..
W lektyce winni Cię nosić!
Całe szczęście masz to już za sobą:)
http://eksperyment-przemijania.blog.onet.pl/

Jasna8 said...

Oj za wesoło to Ty nie miałeś , oj nie ....

Beata said...

Artur, widzę że twoja historia życia do łatwych nie należała. Jedno jest pewne, napracowałeś się nad tym, co masz/macie w tej chwili. P.S. Niewielu mężczyzn dałoby radę, to wszystko przetrwac i wyjść "na swoje" tak pozytywnie jak ty... pozdrawiam serdecznie

1beam said...

Masz poczucie czarnego humoru.Ta wyboista droga nieźle Cię hartowała.