Thursday, 1 May 2014

Moja bitwa o Anglie cz.20

 Pieknej, cieplej majowej nocy, wracalem ze spotkania z przyjaciolmi. Niestety nocny autobus nie kursowal w okolicy mojego wiezowca i musialem przespacerowac sie dwa kilometry. Wspaniale rzeskie,wiosenne powietrze dobrze mi zrobilo i juz gdy bylem kilkaset metrow od domu, to musialem przejsc przez waski mostek nad kanalem. Dookola cisza, tylko nietoperze zalotnie kraza nad glowa, ksiezyc slodko drzemie gdzies za Big Benem. Mostek pieknie oswietlony, a za nim po dwoch stronach barierek dwoch czarnoskorych chlopcow niewinnie stuka bejsbolem w czubek buta. Postawilem juz pierwszy krok, wiec trudno mi bylo zrezygnowac z przyjemnosci przekroczenia kanalu w srodku nocy. Troszke mi sie kolana ugiely i lysina zablyszczala, jednak postawilem kolejne kroki z oczekiwaniem na nocne rozmowy z milosnikami amerykanskiej odmiany krykieta. Jednak- przeszedlem obok, minalem ich i nic. Hmmm, chyba nie mieli ochoty na rozmowy.
 Po drodze minalem w pol otwarty sklep off licence. W pol otwarty, poniewaz nie mieli licencji na handel w nocy i obowiazywala ich prohibicja (tu w UK alkohol mozna sprzedawac tylko do 23.00). Jednak oni znali zwyczaje Polakow, wiedzieli, ze lubimy spacerowac po nocach i wtedy bardzo nam sie chce pic. Pan sklepowy uprzejmie zapakowal mi rodzine Zubrow do czarnej torby, skasowal podwojnie i lamana polszczyzna  z Afganskim akcentem powiedzial: Zzziienkujeee. Zaraz za rogiem otworzylem pierwsza puszke by ostudzic bejsbolowe emocje, gdy nagle wyrosl mi spod ziemi oryginalny Rastaman z Jamajki z dredami do kolan. Podjechal do mnie na rowerze i powiedzial: "Yo man, zjadlem wlasnie Marsa i bardzo mi slodko.Sprzedasz mi jedna puszke? Dobrze rozumialem Yomana. Przed chwila bylem w podobnej sytuacji, wiec chwycilem Zubra za rogi i poczestowalem nowego kumpla. Bardzo sie ucieszyl i chcial mi nawet zaplacic trzy pensy. Jednak nie wzialem tej kupy szmalu od biedaka, a on w fryworze przyjazni polsko-jamajskiej chcial mi ofiarowac swoj rower. Widac, ze byli ze soba dlugo zwiazani. Maszyna byla nadgryziona zebem czasu i niejedna nocna przygode z nim przezyla. Nie moglem wiec zgodzic sie na ten bestialski krok i zabic ta przyjazn. Odzucilem wiec jego propozycje i z reszta Zubrow udalismy sie na spoczynek. Gdy juz znalazlem sie w moim lozku king size, postanowilem jeszcze zadzwonic do Waldka, do Polski i pochwalic sie wrazeniami. Rozmawialismy chwile, po czym padlem w ramiona zony Morfeusza przy dzwiekach Nine Inch Nails z mojego nowego zestawu.
 Zlecenie na malowanie hotelu dla Grzegorza i Icka dobieglo konca. Podobala im sie  moja praca, mi odpowiadaly ich warunki, wiec umowilismy sie na kolejne zlecenie za dwa tygodnie. Tak sie dobrze ulozylo, ze dostalem prywatne oferte na malowanie mieszkania i nie mialem dwutygodniowej dziury budzetowej.
 Prace rozpoczelem z impetem w poniedzialek. Wszystko szlo dobrze, tylko wilgoc  w sypialni podkreslala swoja obecnosc i musialem poswiecic jej dwa kolejne popoludnia. Weekend zrobilem sobie wolny. Pogoda nie byla najpiekniejsza jednak wybralem sie do Brighton nad morze. Chcialem polezec na plazy i zrelaksowac sie. Ulozylem sie wygodnie, w sluchawkach Illusion 3, za chmurka slonce, orzezwiajaca bryza oraz zapach fish and chips wprowadzily mnie w stan uspienia. I tylko wredne ptaszyska darly swe angielskie dzioby nie dajac spokoju.
 Lezalem wiec sobie na tych kamykach i konsumowalem ten naturalny masaz. Gdy juz przesluchalem siodmy raz cala plyte i przed oczami ukazal mi sie Lipa wrzeszcacy na cale gardlo "Vendetta!!!", to tradycyjnie, jak kazdy nadmorski turysta udalem sie na obiad do pobliskiej smazalni... hamburgerow. Obrocilem w mig zestaw dla duzych chlopcow, beknalem jak prawdziwy Angol po amerykanskiej coli i wrocilem klimatyzowanym pociagiem do kolorowego Londynu. Jednak po drodze dostalem zawrotow glowy i mdlosci. Czulem sie coraz gorzej. Nawet dostalem goraczki. Padlem polprzytomny na lozko i nawet nie mialem ochoty rozmawiac z pajakiem na scianie. Zasnalem szybko, jednak obudzilem sie w nocy  z wyzsza temperatura. Myslalem, ze to moj zoladek przyzwyczajony do fasoli w pomidorach nie toleruje tekturowych hamburgerow i walczy jak moze z imperialistycznym chlamem. Zaschniete polskie usta zwilzylem glebokim lykiem zwietrzalego Zubra i zasnalem ponownie. Rankiem obudzilem sie juz bez temperatury i nawet mialem zludzenie, ze wyzdrowialem. Szybko wiec wstalem na nogi by nie marnowac pieknej i slonecznej niedzieli. I wtedy poczulem jakbym dostal kijem po lydkach. Bol tak okropny, ze wskoczylem spowrotem do lozka. Moje nogi byly spuchniete w dol od kolan i granatowe. O kurwa! Co jest?! Zaklalem w myslach. Czy to od tych hamburgerow? Mam to w dupie, juz niegdy nie zjem hamburgera!
 Gdy sie juz pogodzilem z losem, nawet amputacja mi przeszla przez mysl. Kazika nie bylo w domu, nawet nie mam jak isc do toalety. Siostro, basen! Krzycze sam do siebie- I kawe! Dodalem z przekasem. Po godzinie lezakowania dotarlo do mnie, ze dostalem udaru slonecznego i popazylem nogi. Niestety nie moglem nawet zadzwonic nigdzie. Telefon zostal w kuchni, a ja nadal nie moglem ruszyc sie z lozka...
cdn

4 comments:

Jasna8 said...

Ale niebezpieczna sytuacja, jak w horrorze...
Ale chyba przeżyłeś jednak ?

sia said...

TAK WYGLĄDAJĄ SKUTKI PIESZCZOT ZE SŁOŃCEM - musiało boleć... Pozdrawiam serdecznie i cieszę sie, że przeżyłeś, bo kto napisałby tomik poezji ?
http://eksperyment-przemijania.blog.onet.pl/

Danka Skandanita said...

Kiedys tez dostałam udaru ,czoło mi tak spuchło że jak nacisnęłam palec to wpadał jak w bułkę drożdżową .Miałam gorączkę i dreszcze ,po dwóch dniach przeszło.Teraz uważam ,bo to nie są żarty.Pozdrawiam

1beam said...

Chwila przyjemności,a potem dramat...