Saturday, 31 May 2014

Moja bitwa o Anglie cz.24

 Po powrocie do domu opowiedzialem Kazikowi kogo spotkalem, jak wspaniala i madra kobieta jest i dodalem, ze jak mi sie uda ja sprowadzic do UK, to bede mistrzem swiata.
 Wiola namieszala mi w glowie na calego. Cala noc o niej myslalem. Umowilismy sie dnia nastepnego w tym samym miejscu. Byl weekend, godziny mijaly bardzo powoli. A gdy juz ja znow dopadlem, to bylem najszczesliwszy na swiecie. Ponownie oddalismy sie namietnej dyskusji rozmawiajac o wszystkim. Wiola przygotowywala sie akurat do egzaminow i chciala troszke sie rozluznic rozmowa. Miala tez swierzo zlamane serce, wiec z bukietem wierszy pod pacha skutecznie leczylem jej rany.
 Od teraz spotykalismy sie juz codziennie. Po pracy bieglem do domu, szybki prysznic, obiad w biegu i znow sprintem do kafejki internetowej. Uwielbialem te nasz erozmowy. Czulem sie znow doceniony, zauwazony, wysluchany. Wiola jest na tyle silna osobowoscia, ze na odleglosc tysiaca kilometrow, przez morza, pola i lasy czulem jej energie, jej cieplo, czulem jej zapach. Wiedzialem, ze to jest ta kobieta, ktorej tak dlugo szukalem. Z nia mogla konkurowac tylko Bozena. Obie piekne, madre i zaradne. Radzace sobie wysmienicie w trudnych sytuacjach.
 Wiola jest typowym menagerem, moim prywatnym ministrem finansow od samego naszego poczatku. Generalem sztabu kryzysowego, pilotem, ktory musi podjac zyciowa decyzje w ulamku sekundy. Jest rozsadnym saperem, ktory analizuje i dziala logicznie.
 Natomiast Bozena, to wspaniala artystka, szalona z fantazja, i choc twardo kroczy przez zycie, jest marzycielka. Moze nie tak odwazna jak Wiola, jednak gotowa na wiele.
 Obie sa prawdziwymi kobietami, mozna powiedziec "z jajami". Dopiero poznajac Wiole, docenilem Bozene i dokonalem tej analizy. Obie maja doskonala intuicje i wiedzialy w jaki sposob rozmawiac ze mna.
 Nie jestem latwym facetem. Miewam humory, fochy, jestem wrazliwy, latwo sie obrazam. Potrafie wybuchnac, potrafie tez zaatakowac. Jestem naiwny i bez problemu mozna mnie wprowadzic w maliny. Wszystko to tworzy moja postac. Sylwetke artysty amatora, wierszoklety, wrazliwca, ktory jest silny przy silnej kobiecie.
 Zlecenie na Notting Hill dobiegalo konca i przenieslismy sie na Highgate, by rozpoczac przebudowe lokalu przeznaczonego na restauracje.
 Highgate jest luksusowa dzielnica w polnocnym Londynie. Domy jeszcze wieksze niz w centrum, z duzymi ogrodami i basenami, polozona na jednym z nielicznych wzniesien tej metropolii.
 Ta budowa byla wspolnym projektem Grzegorza i Icka. jednak nie wszyscy z poprzedniej budowy dostali mozliwosc pracy. Czesc ludzi byla niewystarczajaco wykfalifikowana. Ja sam mialem obawy, czy znajde sie w grupie szczesliwcow.
 W duecie z Mackiem czulem sie dobrze i swobodnie. Zakolegowalismy sie z Robertem kafelkarzem. Znajomosc nabierala rozmachu i staropolskim zwyczajem duzo pilismy alkoholu podczas pracy. Towarzystwo wysmienite, wiec i whisky smakowala inaczej. Czesto bylo slychac haslo wypowiadane przez ktoregos z nas: Po szklanie i na rusztowanie!
 Pilismy duzo, jednak nigdy nie doprawadzilismy sie do stanu niewazkosci. Kontrolowalismy sytuacje. Posmakowala nam herbata po Irlandzku, czyli Irish tea. Do kubka z herbata dolewalismy dawke whisky. Smakowalo rewelacyjnie oraz nie wygladalo podejrzanie. Musielismy sie pilnowac, bylismy obserwowani przez mlodego Zyda. Takiego przydupasa Icka. Chyba cos podejrzewal i czesto z nami rozmawial. Pewnego dnia rozdzielili nas. Zostalem przeniesiony do Szkota -Phila. On byl niezaleznym budowlancem, ktory czasami wspolpracowal z Grzegorzem.
 Byl piekny pazdziernik 2003. Duzo slonca, cieplo. Z Philem mialem bardzo szybko pomalowac domek na Kensingtonie z pieknym starym ogrodem pelnym winorosli.
 Phil oferowal stawke jeszcze lepsza od Grzegorza. Prace zaczynalismy o 9.00. i konczylismy o 16.00. Podobalo mi sie- mniej godzin, wiecej pieniedzy.
 Pod koniec pazdziernika dostalem rachunek za telefon. W oczach dwoily mi sie cyferki. Dalem Philowi do potwierdzenia. Rozmowy z moja osobista pania menager z Polski,kosztowaly mnie £450. No coz, chcialem ja slyszec, wiec dzwonilem do niej bez wzgledu na godzine. Jednak nie zaluje tych wydanych pieniedzy. Uwielbiam jej glos, lubie gdy mowi, poza tym bedac przy niej, zapewne poszlibysmy do restauracji, na koncert czy do kina i tez wydalbym te pieniadze.
 Ponownie zaczalem odlicza cdni. Tym razem do Swiat Bozego Narodzenia. Wiola zaskoczyla mnie informacja, ze chetnie odwiedzi mnie w Londynie w drugi dzien swiat. Zadowolony pobieglem po pracy do oddzialu LOT na Chiswick, kupilem jej bilet na samolot i wyslalem kurierem aby tylko nie zdazyla sie rozmyslic. Nawet Phil sie cieszyl razem ze mna z jej przyjazdu i rano wchodzac na budowe zamiast "good morning" usmiechniety podawal cyfre. Prawie jak w wojsku, gdy odliczalo sie dni do wyjscia, a mlode wojsko meldowalo cyfre starszych zolnierzy.
 Co sie wydazylo dalej, czy Wiola przyjechala do mnie i jak potoczyly sie dalsze moje losy w Londynie, to juz za tydzien.

Tuesday, 27 May 2014

Moja bitwa o Anglie cz23

 Mieszkanie, ktore zaczelismy remontowac, bylo ulokowane w duzej, starej kamienicy w Notting Hill. Podobnie jak poprzednio dostalem dobra cene za prace i chetnie tam wykazywalem sie umiejetnosciami. W tym czasie Aga szla z ksiazkami do Kensington Gardens i tam szlifowala angielski. Spedzala tam cale dnie wracajac dopiero pod koniec mojej pracy. Przewaznie przychodzila do mnie na budowe i wracalismy razem. Po drodze robilismy zakupy we wloskich delikatesach. Wolny czas spedzalismy tez zPawlem, kolega Agnieszki, ktory do Londynu przyjechal miesiac wczesniej. Byl mezem jej najlepszej przyjaciolki i zatrzymal sie gdzies w okolicach Brixton u kumpla ze studiow. Czesto przyjezdzal do nas na obiad, na piwo. Razem bylo razniej. Pewnego dnia nawet odstapilem im jedna ze swoich prywatnych prac. Ja mialem stale zajecie u Grzegorza, a im przydalo sie kolejne zlecenie.
 Jednak pewnego dnia Aga nie przyszla do mnie do pracy. Jej telefon milczal.Zdziwiony sam wrocilem do domu. Bylem o nia bardzo zaniepokojony. Nie znala miasta, jezyka, a tu latwo sie zgubic. W koncu po dwoch godzinach zadzwonila z budki telefonicznej tlumaczac sie, ze zabladzila w Hyde Parku i ma rozladowany telefon. Zblizal sie wieczor, wiec nie moglem zwlekac. Kazalem jej usiasc na lawce i czekac na mnie. Po pol godzinie bylem juz przy niej. Zlapalem ja za reke i poszlismy na przystanek. Jednak bedac w autobusie, wchodzac po schodach na gorny poziom, zauwazylem, ze ma pobrudzona i podarta sukienke i wogole dziwnie sie zachowuje. Tlumaczyla, ze pomogl jej jakis mlody Arab. Wygladalo to wszystko podejrzanie ale udawalem blondynke, ktora nic nie rozumie. Czekalem na dalszy rozwoj sytuacji. Aga bardzo "gesto" sie tlumaczyla calkowicie nie pytana. Od tej chwili wszystko wygladalo juz inaczej i wszystkie kolejne zdazenia obracaly sie przeciwko nam. Przez kolejne dni przestala juz robic zakupy ze mna, nie gotowala, ale za to chcetnie spedzala czas poza domem. Az ponownie nie pojawile sie wieczorem w domu. Jej telefon tez milczal. Tym razem bylem prawie pewien, ze zaopiekowal sie nia ten Arab z parku. Aga zostawila w domu wszystkie swoje rzeczy lacznie z ksiazkami do angielskiego i notesem. Otworzylem wiec notes by znalezc jakas informacje, jakis slad gdzie ona moze przebywac i czy jestbezpieczna. Na wewnetrznej okladce zostalo wykaligrafowane imie Mohamet oraz numer telefonu. Aaaaaa, to jest bezpieczna! Usmiechnalem sie. Pokazalem Kazikowi znalezisko i jeszcze tylko wykonalem formalny telefon do Pawla. Niestety on tez nic nie wiedzial, a przynajmniej tak twierdzil. Po kilku minutach zadzwonila Agnieszka z telefonu Mohameta. Bawili sie dobrze w jakims klubie, powiedziala tylko, ze nie wraca, jest bezpieczna i wkrotce pojawi siepo swoje rzeczy. Dalem jej dwa dni. Jesli nie zjawi sie, wystawiam walizke na ulice. I tak tez zrobilem. Nie zjawila sie ani za dwa dni, ani za tydzien, ani za rok. Nie pokazala sie juz wiecej. Po miesiacu zadzwonil tylko Pawel z pytaniem, czy nie przenocuje jego przyjaciela przez kilka dni. Odmowilem. Przypuszczam, ze to byla ona.
 Dostalem kosza. I to pozadnego. Kupilem flaszke whisky, wzialem dzien wolny i upilem sie. Bylem wsciekly. Chyba nawet krzyczalem, ze ja kocham. Zbilem tez talerz z zupa. Pozniej, gdy mi przeszlo, gdy doszedlem do siebie, bylo mi okropnie wstyd. Posprzatalem wszystko i poszedlem pobiegac. Chcialem zgubic ta zla energie.
 Wykapalem sie, zjadlem kolacje, wlaczylem odpowiednia muze i zastanawialem sie co teraz. Nie moglem przeciez zalamac sie tylko dlatego, ze jakas kobieta porzucila mnie dla jakiegos Araba. Jedna moja polowa nie ufala juz wiecej kobietom, natomiast druga polowka bardzo tesknila za kims obok. Bylem rozdarty. Raz mowilem, ze nie chce juz sie wiazac z nikim, by nastepnie za chwile wyobrazac sobie jak moglaby wygladac moja nastepna kobieta. Paranoja! Usnalem nie podejmujac decyzji.
 Chodzilem jakis "zakrecony" caly dzien. Nie moglem znalezc sobie miejsca. Wieczorem postanowilem, ze poszukam tym razem prawdziwej kobiety. Wyraznie okreslilem jakie warunki musi spelniac. Przede wszystkim musi byc silna kobieta. Pewna siebie dama, ktora nie przestraszy sie mojejprzeszlosci, a wrecz przeciwnie, stawi czola wyzwaniu ibedzie wiedziala jak rozmawiac znawiedzonym poeta-lunatykiem. Odwiedzilem wiec ponownie kafejke internetowa i znajomy Chat Room. Przejrzalem liste wszystkich obecnych osob i wytypowalem niki najbardziej oryginalne. Wsrod nich znalazla sie Wioletta. Rozmawialem naraz z trzema kobietami. Jednak po wymianie kilku zdan, skoncentrowalem sie na Wioli, kasujac dialog zpozostalymi. Rozmawialismy okolo trzech godzin, a mi bylo wciaz malo. Poczulem, ze dostalem zastrzyk energii, jakiegos mentalnego kopa. I choc Wioletta miala ustatkowane zycie wPolsce- dom, corka, praca, studia, duzo tez pomagala rodzicom w biznesie, to postawilem sobie za zadanie sciagnac je do Londynu.
cdn

Sunday, 18 May 2014

Moja bitwa o Anglie cz22

 Rozumielismy sie z Grzegorzem dobrze, a Icek nie wtracal sie do tego projektu. Nadal zarabialem przyzwoite pieniadze. Stac mnie bylo na oplacenie mieszkania, normalne jedzenie, od czasu do czasu butelke whyskey z Kazikiem, a nawet udalo mi sie zrobic paczke dla corki i wykupic jej kolonie letnia.
 Nasze stosunki ulegly pogorszeniu gdy wyjechalem do UK. I choc sam pracowalem nad tym, by utrzymac z nia dobry kontakt, to moja byla zona skutecznie wszystko psula i mieszala w glowie zdezorientowanej nastolatce. W pewnym momencie przestalismy wogole rozmawiac. Ciezko mi bylo odpowiadac na argumenty z oddali. Na argumenty wyssane z palca bezrobotnej kobiety, ktora nie potrafila zorganizowac sobie zycia. Cierpialem wiec milczac. Pisalem wiersze i ludzilem sie, ze kiedys mnie zrozumie i zmieni stanowisko. Nie bylo mi latwo. Chcialem nawet trzykrotnie rzucic to wszystko i wracac do kraju. Wpakowalem sie w nie maly dolek psychiczny. Niestety nie bylo w poblizu nikogo bliskiego kto moglby mi pomoc. Owszem, rozmawialem z Kazikiem duzo na ten temat. W pewnyn sensie podtrzymywal mnie na duchu, jednak on czesto znikal na dluzsze okresy u swojej znajomej, a ja sam na sam z depresja spedzalem bezsenne noce dywagujac o Grecie.
 Lato bylo upalne, wiec czesto wychodzilem na balkon i obserwowalem uspiony tylko czesciowo Londyn. Od ponad roku walczylem z nalogiem nikotynowym, wiec nawet nie moglem puscic sobie odstresowujacego dymka. Saczylem wiec  "szkocka" schlodzona lodem i pisalem kolejne wiersze.
 Palenie rzucilem rok wczesniej w maju, jeszcze mieszkajac na wschodzie Londynu przed poznaniem Kwaska. W Angli papierosy sa bardzo drogie i szkoda mi bylo pieniedzy puszczac z dymem. Wiele osob kupuje tyton i bibulki i robia skrety. Obecnie wielu Polakow zajmuje sie przemytem z Polski tego drogocennego wyrobu i latwo znajduja rzesze nabywcow. Nawet mozna kupic polskie papierosy z pod lady w niektorych sklepach po zanizonych cenach. Ja jednak postawilem na oszczednosc i zdrowie. Nie bylo latwo, jednak opracowalem plan dzialania. Najpierw przez tydzien palilem regularnie tylko o pelnej godzinie, by przyzwyczaic organizm do systematycznosci. Nastepnie przez kolejnych kilka dni palilem juz co druga godzine. Szlo mi coraz lepiej i obcinalem kolejne dawki nikotyny, az do limitu trzech papierosow dziennie: pierwszy po sniadaniu, drugi po obiedzie i ostatni po kolacji. Taki stan trwal okolo dwoch tygodni.Po czym obcialem poobiedniego sztacha i zaraz  po dwoch dniach zostawilem tylko jednego przed snem.
 Nie bylo zle, a moj organizm powoli odwykal od tej trucizny, az pewnego wieczora nie zapalilem zadnego i trwam tak do po dzis dzien, 13 rok. Duzo mi pomogla Kazikowa abstynencja i zdrowy jego rozsadek. Przez te lata tylko dwa razy sie skusilem i wyciagnalem reke po papierosa. Na moje szczescie pudelko bylo puste i nie uleglem pokusie. Dzis czasami mecza mnie nikotynowe koszmary. Trulem sie nikotyna dosc intensywnie od wielu lat, jednak czuje po tym okresie abstynencji, ze moj organizm juz sie zregenerowal.
 Agnieszke odebralem z lotniska rankiem, w sloneczny, sierpniowy dzien. Bardzo sie ucieszylem na jej widok. Znalismy sie juz kilka dlugich miesiecy, jednak tylko wirtualnie. Teraz mialem wreszcie mozliwosc ujrzec ja na wlasne oczy, przytulic i pocalowac. To ciekawe, bo nigdy wczesniej jej nie widzialem, a zakochalem sie po uszy. Przyslala mi wczesniej obraz namalowany na szkle. To byla jej specjalnosc. Nalogowo bazgrala po kazdym napotkanym szkle. Przywiozla ze soba ulubione pedzle, a farby i reszte sprzetu kupilismy w sklepie dla artystow nie gdzie indziej, tylko na Notting Hill.
 Nasze skromne mieszkanko spodobalo jej sie i nawet polubila sie z Kazikiem. Pokazalem jej wspanialy market Portobello, a obok znalezlismy rewelacyjny wloski sklep z piekarnia na zapleczu. Kazdy kto byl choc raz w UK wie dlaczego to jest tak wazne. Angielska kuchnia ogranicza sie do fish and chips oraz chicken pie. Gdyby nie emigranci i ich restauracje, to Angole juz dawno pekli by od amerykanskich hamburgerow i coca-coli. Ich chleb zawiera cala tablice Mendelejewa i przypuszczam,ze zawarta w nim woda tez jest sztuczna.
 Kupilismy wiec pachnacy duzy bochen od wloskiego piekarza, do tego kawalek salami i pudelko swierzutkich oliwek. Tu w Londynie nauczylem sie oliwki "smarowac" na kromce chleba, mozna to tez polac ta oliwa z przyprawami. Rewelacja!
 Pierwsze dni mijaly nam na zwiedzaniu miasta. Zapoznalem Age z wszystkimi zakamarkami i tajemnicami. Gdy ja pracowalem, to Agnieszka szlifowala angielski z ksiazka w parku. Przynajmmiej tak mi mowila...
cdn

Friday, 9 May 2014

Moja bitwa o Anglie cz.21

 Lezalem wiec w tym lozku zupelnie bezsilny i zalamany. Nie moglem wstac, nie moglem chodzic. Ba! Kazdy ruch nogami przystwarzal silny bol miesni. Poza tym na lydkach zrobily mi sie biale bomble z woda w srodku, natomiast cala reszta od kolan w dol byla ciemnoniebieska. Wygladalo to okropnie. Doslownie jakbym mial gangrene.
 Przelezalem juz poranna toalete, przelezalem sniadanie i pierwsze wydanie wiadomosci. Zaraz lunch, a ja nadal w lozku, niczym niepoprawny rockendrolowiec wracajacy nad ranem z koncertu. Dookolo stado zwietrzalych Zubrow leniwie wygrzewa sie w poludniowym sloncu. Wszystkie kontrolki juz mi sie swieca i ostrzegaja, ze zbiorniki fizjologiczne sa pelne i lada chwila waly przeciwpowodziowe pekna. Nawet ten glod mnie tak niezmobilizowal do wstania jak potrzeba naturalna. Powoli opuscilem nogi i delikatnie ruchem posuwisto-przesuwnym udalem sie sie tam, gdzie pajak rozpial siec. Cisnienie krwi w nogach bylo tak duze, ze tylko obserwowalem, ktory babel z woda wystrzeli pierwszy. Na szczescie bezpiecznie i bez wiekszych przygod zalatwilem sprawe i znalazlem sie w naszym aneksie kuchennym. Z predkoscia wscieklego zolwia zrobilem sobie rewelacyjna zupke z torebki. Udalo mi sie nawet usiasc przy stole i skonsumowac ten wynalazek w calosci skutecznie oszukujac zaladek. Nabrawszy sil, pelen nowej energii, witaminy az paruja z uszu, wracam do mojego legowiska i oddaje sie poobiedniej siescie. Musialem byc jednak chory. Wieczorem budzi mnie Kazik zaskoczony moim niecodziennym wygladem. Zrobil mi nawet tosta na kolacje i podal herbate. Ja jednak mocno oslabiony i z wysoka temperatura ponownie odplywam w sen.
 Obudzilem sie nad ranem w lepszym stanie. Nogi jeszcze bolaly i byly nawet bardziej kolorowe, jednak goraczka ustapila. Powoli sie przebralem i postanowilem pojechac do pracy sprawdzic czy dam rade dokonczyc to malowanie. Samo chodzenie nie sprawialo mi tyle klopotu, co stanie w miejscu. Chcialem skonczyc ta fuche jaknajszybciej. W kazdej chwili mogl zadzwonic Grzegorz z propozycja pracy, a tego nie chcialem przegapic.
 Wlascicielka mieszkania juz wczesniej wyszla do pracy, wiec podbieram jej z lazienki jakis balsam nawilzajacy i aplikuje cala butle na granatowe konczyny. Rewelacyjnie chlodne uczucie przynosi upragniona ulge. Wzdycham radosnie i bez spodni w samych bokserkach zabieram sie do pracy. Modle sie tylko, aby maz wlascicielki mieszkania nie wrocil zbyt szybko z pracy. Mysle, ze ciezko by bylo mi udowodnic, ze nic poza malowaniem mnie z nia nie laczy.
 Szczesliwie udaje mi sie dotrwac do konca tego projektu i kontaktuje sie z Grzegorzem. Owszem ma dla mnie prace, ale dopiero za tydzien. Znajduje wiec ogloszenie na Scianie Placzu i udaje sie na interview do kolejnej polskiej firmy remontowej. Bardzo sympatyczny i profesjonalny pan zaoferowal mi prace przy renowacji szkoly na Seven Sisters. Stawka nie byla rewelacyjna, ale wystarczalo by przetrwac tydzien.
 Na drugi dzien okazalo sie, ze sympatyczny pan urzeduje w biurze i w terenie, a budowa kieruje jego mniej sympatyczny i mniej profesjonalny syn Artur. Totalne beztalencie rzemieslnicze o charakterystycznym niskim poziomie plynu w glowicy. Potrafil tak skutecznie sie zblaznic jednym zdaniem, ze jego ojciec na pewno nie raz robil testy DNA. Artur mial taka wene do pracy i predyspozycje kierownicze, ze po przepracowanym pierwszym dniu zaczalem wydzwaniac po znajomych i pytac o prace. Trzeciego dnia nie wytrzymalem i opuscilem szeregi tego mistrza renowacji budynkow, kasujac jego numer telefonu bezpowrotnie.
 Odpoczalem jeden dzien w domu kurujac wciaz chore nogi. Na szczescie Grzegorz zadzwonil i zaoferowal mi start dnia nastepnego.
 Byl juz poczatek lipca. Bardzo cieple i wyjatkowo suche lato. Aga pocieszyla mnie informacja, ze przyjezdza za miesiac.
 Rozpoczelismy z Grzegorzem kolejny projekt. Tym razem apartament w starej, duzej kamienicy na Notting Hill. W miedzy czasie wyleczylem juz na dobre nogi, choc nie odbylo sie bez incydentow w pracy. Czesto chodzilem ubrany w krotkie spodnie, opuchlizna z nog schodzila powoli, a znikajace bable na granatowych lydkach zostawialy biale plamy. Wygladalo to wszystko dosyc kolorowo i co niektorzy nie mogli oprzec sie by zadac pytanie, czy aby nie jestem chory na Aids i czy wogole moga ze mna rozmawiac. Wszak ten piekielny wirus rozprzestrzenia sie tak latwo, ze wystarczy obejrzec film pornograficzny by sie zarazic. Oczywiscie po kilkukrotnym wytlumaczeniu, ze to nie Aids i wogole Aids mozna zarazic sie w inny sposob, stracilem cierpliwosc i kpilem sobie w bialy dzien z tepych polglowkow. Przytakiwalem im, ze jestem chory nie tylko na Aids, ale tez mam Gangrene i wlasnie jestem w tej najgorszej fazie i za chwile odpadna mi nogi. Caly teren jest skarzony i trzeba teraz spalic cala dzielnice i zrobic kwarantanne dla zwierzat i ludzi. Lapalem ich wtedy za rece i smarowalem po calym ciele niewidzialnymi bakteriami. Kilku z nich dostalo takich spazmow, ze nie moglem ich pozniej uspokoic oraz wytlumaczyc, ze to zart. Po tym incydencie wystraszylem sie, ze jeszcze bardziej rozsieja ziarna paniki i zaniechalem niecnych, sarkastycznych zagrywek.
cdn

Thursday, 1 May 2014

Moja bitwa o Anglie cz.20

 Pieknej, cieplej majowej nocy, wracalem ze spotkania z przyjaciolmi. Niestety nocny autobus nie kursowal w okolicy mojego wiezowca i musialem przespacerowac sie dwa kilometry. Wspaniale rzeskie,wiosenne powietrze dobrze mi zrobilo i juz gdy bylem kilkaset metrow od domu, to musialem przejsc przez waski mostek nad kanalem. Dookola cisza, tylko nietoperze zalotnie kraza nad glowa, ksiezyc slodko drzemie gdzies za Big Benem. Mostek pieknie oswietlony, a za nim po dwoch stronach barierek dwoch czarnoskorych chlopcow niewinnie stuka bejsbolem w czubek buta. Postawilem juz pierwszy krok, wiec trudno mi bylo zrezygnowac z przyjemnosci przekroczenia kanalu w srodku nocy. Troszke mi sie kolana ugiely i lysina zablyszczala, jednak postawilem kolejne kroki z oczekiwaniem na nocne rozmowy z milosnikami amerykanskiej odmiany krykieta. Jednak- przeszedlem obok, minalem ich i nic. Hmmm, chyba nie mieli ochoty na rozmowy.
 Po drodze minalem w pol otwarty sklep off licence. W pol otwarty, poniewaz nie mieli licencji na handel w nocy i obowiazywala ich prohibicja (tu w UK alkohol mozna sprzedawac tylko do 23.00). Jednak oni znali zwyczaje Polakow, wiedzieli, ze lubimy spacerowac po nocach i wtedy bardzo nam sie chce pic. Pan sklepowy uprzejmie zapakowal mi rodzine Zubrow do czarnej torby, skasowal podwojnie i lamana polszczyzna  z Afganskim akcentem powiedzial: Zzziienkujeee. Zaraz za rogiem otworzylem pierwsza puszke by ostudzic bejsbolowe emocje, gdy nagle wyrosl mi spod ziemi oryginalny Rastaman z Jamajki z dredami do kolan. Podjechal do mnie na rowerze i powiedzial: "Yo man, zjadlem wlasnie Marsa i bardzo mi slodko.Sprzedasz mi jedna puszke? Dobrze rozumialem Yomana. Przed chwila bylem w podobnej sytuacji, wiec chwycilem Zubra za rogi i poczestowalem nowego kumpla. Bardzo sie ucieszyl i chcial mi nawet zaplacic trzy pensy. Jednak nie wzialem tej kupy szmalu od biedaka, a on w fryworze przyjazni polsko-jamajskiej chcial mi ofiarowac swoj rower. Widac, ze byli ze soba dlugo zwiazani. Maszyna byla nadgryziona zebem czasu i niejedna nocna przygode z nim przezyla. Nie moglem wiec zgodzic sie na ten bestialski krok i zabic ta przyjazn. Odzucilem wiec jego propozycje i z reszta Zubrow udalismy sie na spoczynek. Gdy juz znalazlem sie w moim lozku king size, postanowilem jeszcze zadzwonic do Waldka, do Polski i pochwalic sie wrazeniami. Rozmawialismy chwile, po czym padlem w ramiona zony Morfeusza przy dzwiekach Nine Inch Nails z mojego nowego zestawu.
 Zlecenie na malowanie hotelu dla Grzegorza i Icka dobieglo konca. Podobala im sie  moja praca, mi odpowiadaly ich warunki, wiec umowilismy sie na kolejne zlecenie za dwa tygodnie. Tak sie dobrze ulozylo, ze dostalem prywatne oferte na malowanie mieszkania i nie mialem dwutygodniowej dziury budzetowej.
 Prace rozpoczelem z impetem w poniedzialek. Wszystko szlo dobrze, tylko wilgoc  w sypialni podkreslala swoja obecnosc i musialem poswiecic jej dwa kolejne popoludnia. Weekend zrobilem sobie wolny. Pogoda nie byla najpiekniejsza jednak wybralem sie do Brighton nad morze. Chcialem polezec na plazy i zrelaksowac sie. Ulozylem sie wygodnie, w sluchawkach Illusion 3, za chmurka slonce, orzezwiajaca bryza oraz zapach fish and chips wprowadzily mnie w stan uspienia. I tylko wredne ptaszyska darly swe angielskie dzioby nie dajac spokoju.
 Lezalem wiec sobie na tych kamykach i konsumowalem ten naturalny masaz. Gdy juz przesluchalem siodmy raz cala plyte i przed oczami ukazal mi sie Lipa wrzeszcacy na cale gardlo "Vendetta!!!", to tradycyjnie, jak kazdy nadmorski turysta udalem sie na obiad do pobliskiej smazalni... hamburgerow. Obrocilem w mig zestaw dla duzych chlopcow, beknalem jak prawdziwy Angol po amerykanskiej coli i wrocilem klimatyzowanym pociagiem do kolorowego Londynu. Jednak po drodze dostalem zawrotow glowy i mdlosci. Czulem sie coraz gorzej. Nawet dostalem goraczki. Padlem polprzytomny na lozko i nawet nie mialem ochoty rozmawiac z pajakiem na scianie. Zasnalem szybko, jednak obudzilem sie w nocy  z wyzsza temperatura. Myslalem, ze to moj zoladek przyzwyczajony do fasoli w pomidorach nie toleruje tekturowych hamburgerow i walczy jak moze z imperialistycznym chlamem. Zaschniete polskie usta zwilzylem glebokim lykiem zwietrzalego Zubra i zasnalem ponownie. Rankiem obudzilem sie juz bez temperatury i nawet mialem zludzenie, ze wyzdrowialem. Szybko wiec wstalem na nogi by nie marnowac pieknej i slonecznej niedzieli. I wtedy poczulem jakbym dostal kijem po lydkach. Bol tak okropny, ze wskoczylem spowrotem do lozka. Moje nogi byly spuchniete w dol od kolan i granatowe. O kurwa! Co jest?! Zaklalem w myslach. Czy to od tych hamburgerow? Mam to w dupie, juz niegdy nie zjem hamburgera!
 Gdy sie juz pogodzilem z losem, nawet amputacja mi przeszla przez mysl. Kazika nie bylo w domu, nawet nie mam jak isc do toalety. Siostro, basen! Krzycze sam do siebie- I kawe! Dodalem z przekasem. Po godzinie lezakowania dotarlo do mnie, ze dostalem udaru slonecznego i popazylem nogi. Niestety nie moglem nawet zadzwonic nigdzie. Telefon zostal w kuchni, a ja nadal nie moglem ruszyc sie z lozka...
cdn