Wednesday, 9 April 2014

Moja bitwa o Anglie cz.17

 Po powrocie do pracy okazuje sie, ze przez okres swiateczny ktos ukradl wszystkie nasze elektronarzedzia- wiertarki, wkretarki, pily itp. Calosc byla zamknieta na klucz w metalowej skrzyni. Skrzynia nawet nie byla uszkodzona, jednak klucz do niej podejrzanie lerzal na srodku podlogi. Calym sprzetem oraz kluczem mial sie opiekowac  byly superwajzor, ktorego to zastapilem na stanowisku. Wszystkie oczy skierowaly sie wiec na ta zmeczona twarz, ktora blagala o litosc. Kilka miesiecy temu, w pazdzierniku, oplacil jedynemu synowi studia w Newcastle. Zdolny syn mial zostac architektem. W tamtych czasach, zanim Polska przystapila do UE, musielismy placic plena kwote dla studentow spoza Unii. Kwota byla zawrotna I za rok wynosila ok. £25.000. Dzis tez to jest duzy wydatek, jednak wtedy, w 2003 roku dla samotnego ojca bylo to wielkie wyzwanie finansowe. Dlatego ten podejrzanie zapomniany klucz oraz studia syna ukladaly sie  nam w jedna calosc.
 Gerard zostal poproszony na dywanik , jednak szczegolow nigdy nie poznalismy. On sam nie przyznawal sie I unikal rozmowy na ten temat, a Heniek tlumaczyl, ze problem zostal rozwiazany. Po miesiacu Gerard  odszedl z pracy
  Pracowalem dlugo I duzo. Nawet mialem pewien kryzys spowodowany przemeczeniem. Praca byla ciezka fizycznie I umyslowo. Oprocz nadzorowania budowy, musialem tez pracowac z narzedziami. Zbudowalem dach, naprawilem podloge, zaczalem murowac sciane I robic pointing. Bylem bardzo przemeczony tymi obowiazkami I czulem, ze nie daje rady. Heniek tez nie pomagal mi w takim stopniu w jakim obiecal, a nawet kilkakrotnie zwrocil mi uwage, gdy czytalem plany podczas pracy. Zdazalo mu sie tez sprawdzac kubki po kawie czy czasem nie sa jeszcze  cieple. Oznaczaloby to, ze zamiast przeobrazac kosciol w dom, biesiadujemy przy kawie. Obydwa te przypadki, oraz kilka innych, udowodnily, ze niewiele rozni sie od Stojana. Czulem sie coraz gorzej. Pewnego dnia podjalem decyzje, jakze sluszna, ze nie nadaje sie aby nadal pelnic ta funkcje kierownicza. Nie chce nikogo narazac na koszty I szkode, I chcialbym wrocic do poprzednich obowiazkow. Decyzja madra I przemyslana razem z Kazikiem. Henry jednak nie byl taki bystry jak sie spodziewalem I chcac postawic na swoim, zwolnil mnie calkowicie. NIe wiem czy wypowiedzenie nam mieszkania bylo z tym zwiazane, lecz musielismy w tydzien znalezc nowa kwatere. A ja dodatkowo prace. Szkoda. Dobrze nam sie tam mieszkalo. Sklepy wszystkie byly na miescu, na ulicy tak zwany street market ze swierzymi warzywami I owocami. Dobre polaczenie komunikacyjne, blisko centrum.
 Teraz Agnieszka probowala mnie pocieszac I wspierac. Nie powiem, bylem w nie malym dolku psychicznym. Jednak po dwoch dniach znalazlem prace w spolce Polsko-Izraelskiej I ulzylo mi na duszy. Pozostala tylko sprawa mieszkaniowa.
 Wynajac dobre mieszkanie w UK wcale nie jest tak latwo. Wiele osob do dzis przeklina wspolokatorow lub landlordow. Slyszalem opowiesci jak Polscy Cyganie wynajmuja pokoje. Oferuja czysty pokoj na wylacznosc za £80 tygodniowo. Jednak gdy Ty wychodzisz do pracy, to na Twoim miejscu spi calkiem nieswiadomie ktos inny myslac, ze to jego miejsce I odwrotnie. Czesto tez mozna "spalic" sobie credit record. Oznacza to, ze poprzednia osoba, ktora tu mieszkala, wziela kredyt z banku, ktorego nie splacila I adres tego mieszkania zostal wpisany na czarna liste. Zasady funkcjonowania w brytyjskich bankach bardzo roznia sie od polskich. By dostac kredyt w UK nie trzeba miec gwarantow, zaswiadczen o zarobkach  czy adresu zameldowania. Gwarancja dla banku sa Twoje zarobki, ktore wplywaja systematycznie na konto. Bank obserwuje I analizuje ruchy na Twoim koncie I wie ile moze pozyczyc. W Anglii nie ma obowiazku meldunkowego. Zaswiadczeniem o stalym pobycie sa Twoje rachunki z podanym adresem, pod ktory przychodza lub prawo jazdy. Najpewniejszym I najbardziej skutecznym jest wyciag z banku regularnie wysylany pod ten adres.
 Wynajmujac pokoj, mozna tez natrafic na nieuczciwych wspollokatorow lub brudasow. Gdy juz zjezdzimy pol Londynu I obdzwonimy tysiac ogloszen, w koncu mozna sie przeprowadzic. My z Kaziem znalezlismy calkiem przyzwoite, skromne  mieszkanie w jednym z nielicznych wierzowcow na 6 pietrze w dzielnicy North Kensington, calkiem blisko bylej siedziby BBC.
 Wierzowce nie ciesza sie dobra slawa w Londynie I wogole na calej wyspie. Czesto sa to mieszkania socjalne, gdzie jest skupisko emigrantow I azylantow. Czesto tam dochodzi do roznych ekscesow I zadym. Czesto wlasnie takie bloki sa wylegarnia dla maloletnich gangsterow, ktorych tu sa spore ilosci. W naszej wiezy mieszkalo nam sie nawet bezpiecznie I nigdy nie mielismy, ba nawet nie bylismy swiadkami jakiejkolwiek awantury.
 Flat byl przestronny. Mielismy salon, sypialnie, kuchnie, lazienke oraz duzy przedpokoj I kilka schowkow, a na deser spory balkon z widokiem na centrum.
 Powoli sie tam urzadzilismy. Kazik tez zostal zwolniony od Henka I znalazl zajecie u jakiegos Araba. Ja natomiast kontynuowalem prace u Icka I Grzegorza malujac spory hotel w dzielnicy Harlsden. Praca nie trudna, pieniadze jeszcze lepsze jak poprzednio. Poznalem tez tam wielu kolegow. Budowa byla duza I pracowalo nas tam ok. 30 osob pod nadzorem mlodego Zyda. Zaprzyjaznilem sie z Mackiem, kolega po fachu, ktory wlasnie konczyl 40 lat I bardzo mocno to przezywal.
cdn....

5 comments:

sia said...

Zmiana miejsca zamieszkania ma swoje plusy - poznajesz ludzi, dzielnice i komunikację, najgorzej mieszkało mi się na Croydon, a njmilej wspominam Mitcham - pozdrawiam serdecznie
http://eksperyment-przemijania.blog.onet.pl/

Beata said...

Fajnie, że zacząłeś pisać te dłuższe opowiadania. Czyta się ciebie jak książkę. Pozdrawiam serdecznie :)

Beata said...

Witaj, oj zazdroszczę ci tego Sopotu :) Artur, w takim razie wspaniałych Świąt Wielkanocnych, Wam życzę :)

Anonymous said...

wieżowiec

1beam said...

Jak widać,życie to nie bajka, hartowałeś się niczym stal.Do tego potrzeba dużo wytrwałości i mocnej psychiki.Najważniejsze,że dawałeś radę i jak mniemam trudy zostały wynagrodzone.