Thursday, 3 April 2014

Moja bitwa o Anglie cz.16

 Pociag Eurostar jest dosc mlodym wynalazkiem. Jest to superexpress jadacy z Londynu na kontynent europejski do Paryza I Brukseli. Pociag ten pedzi  z zawrotna predkoscia po angielskich lakach, tunelem pod Kanalem La Manche oraz po francuskich wioskach. W ciagu dwoch godzin z minutami znajduje sie w centrum stolicy napoleonskiej na stacji Garu de Nord.
 Pogoda byla przepiekna I milo sie spacerowalo paryskimi bulwarami w poszukiwaniu hotelu. Po drodze zahaczylem o kafejke I zjadlem pyszna bagietke oraz wypilem filizanke expresso.
 Po ulokowaniu sie w pokoju hotelowym, wybieram sie na wycieczke. Uzbrojony w mape miasta kroczylem pewnie przed siebie. Po znalezieniu stacji metra postanowilem rozpoczac przygode od zwiedzania Katedry Notre Dame. Wychodzac ze stacji rozejrzalem sie wokol, by znalezc jakis punkt szczegolny, odniesienia, by pozniej kierowac sie na niego. Byl to wczesny ranek, kafejki dopiero szykowaly sie do otworzenia. Wszedzie jeszcze maly ruch. Pospacerowalem po okolicy, a gdy juz moglem wejsc do katedry, udalem sie tam niezwlocznie wyswietlajac w pamieci sceny z filmu "Imie Rozy". Trafilem akurat na concert organowy. Z otwarta geba wysluchalem tej muzycznej uczty, ktora do dzis gra w zakamarkach mej glowy. Obejrzalem cala swiatynie oraz rzezby I obrazy, grobowiec Joanny D'Arc I Wielka Rozete. Po zjedzeniu kolejnej bagietki popitej malym, czarnym szatanem musialem odbyc kolejny, obowiazkowy  punkt wycieczki- Muzeum Louvre. Jednak po wyjsciu z tej swiatyni swiat wygladal juz inaczej. I to doslownie! Nie dosc, ze organy nadal mi graly w glowie, to Paryz zmienil sie nie do poznania. Wokol bylo juz mnostwo ludzi, wszystkie kafejki I restauracje otwarte, wystawione stoliki na zewnatrz. Wszystko zlalo mi sie w jedna, kolorowa, jazgotliwa mase. Stracilem swoj punkt odniesienia, zgubilem wejscie do metra, a mapa pokazywala zupelnie co innego. Chodzilem w kolko po Pl. Sw. Michala I rwalem resztki wlosow z nerwow. Wreszcie po dwudziestym okrazeniu trafilem na schody prowadzace na peron kolejki podziemnej. Paryskie stacje metra wygladaja dosyc ciekawie I romantycznie. Przy wejsciach sa ustawione ozdobne pergole z pnacymi sie kolorowymi kwiatami. Wyglada to pieknie, jednak jesli ktos nie zna miasta, to wsrod tych kwiecistych kawiarenek latwo stracic orientacje. Spanikowany wiec zapomnialem o Luwrze I wskoczylem do wagonika. Nawet nie sprawdzajac dokad jedzie. Wysiadlem na pierwszej stacji I wyruszylem przed siebie. Po chwili znalazlem salon Peugeota z niecodziennymi modelami aut. Nastepnie moim oczom ukazal sie Luk Tryiumfalny. Dotknalem, obszedlem w kolo I zmeczony udalem sie w droge powrotna do hotelu. Gdy juz znalazlem sie w bezpiecznej odleglosci, zwiedzilem jeszcze okolice oraz rozspustny Plac Pigalle. Niestety nie sprobowalem kasztanow oraz paryskiej namietnosci. Zaskoczony cenami  w lokalnym pubie, wypijam kufel zimnego Kronenburga I wracam do hotelu. Po pysznej kolacji bezfasolowej zalegam w wygodnym lozu myslac o Agnieszce. Rozmawiamy chwile przez telefon. Probuje zasnac, lecz baraszkujacy sasiedzi daja mi wyraznie do zrozumienia, ze to jest miasto kochankow I tu sie raczej nie spi.
 Rankiem zajadam rewelacyjne rogaliki, popijam kolejnym malym diabelkiem I wyruszam zobaczyc najwyzszy punkt wycieczki- Wieze Eiffla. Jednak dzdzysta pogoda oraz geste chmury utudniaja wyprawe. Obowiazkowo zdobywam kazdy schodek wiezy I pokonuje zawziecie kolejne poziomy. Pomimo tego deszczu wrazenie I tak jest niesamowite. Reszte poludnia spedzam na spacerze w kaluzach, drepczac po okolicy I wieczorem udaje sie w droge powrotna do Londynu. W mgnieniu oka  znajduje sie na Waterloo Station I zadowolony, znajomym pietrusem jade do domu. Musze szybko odpoczywac. Jutro na 7 do pracy!
cdn

4 comments:

Jasna8 said...

Francja , Paryż to się zwiedza we dwoje :-)
Wybieram się na taką wycieczkę w tym roku,
nie wiem czy mi się uda, ale chciałabym :-)

sia said...

Mój kolejny wyjazd będzie do Paryża :) - miasto zakochanych, Artur lovelas i w podróż wybiera się sam???
Zdaje się, że chciałeś tę podróż odbyć z miłością swego życia- z amym sobą. Nie odbieraj tego czasem, jako krytyki- miłość własna nie jest niczym złym, ona pojawia się z chwilą poznania samego siebie...
Pozdrawiam
http://eksperyment-przemijania.blog.onet.pl/

pan nikt said...

Asiu masz racje.Lubie swoje towarzystwo.Lubie pracowac w samotnosci,lubie samemu jezdzic na rowerze,no moze kilka innych rzeczy,to lubie robic w parze:)

1beam said...

Masz duszę podróżnika,trochę romantyka,trochę ryzykanta,ale dzięki temu masz bogate wnętrze,wypełnione różnobarwnymi wspomnieniami.Tego bogactwa duszy nikt Ci nie odbierze i jest się czym ogrzać w chwilach samotności,czy słabości,jakie każdy człowiek miewa.
Pozdrawiam:)