Friday, 25 April 2014

Moja bitwa o Anglie cz.19

  Dziekuje za wszystkie komentarze I emaile.Ostatnio dostaje ich duzo.Nie jestem w stanie odpisac na kazdy,jednak wszystkie czytam.Czytam tez Wasze blogi. Dziekuje,ze jestescie:)
////////////////////////////////////////////////////////////////////////////////////


   U Grzegorza I Icka tez mialem mozliwosc dobrego zarabiania. Praca byla na cene I w nieokreslonych godzinach. To znaczy, ze uzgadnialismy kwote za moje zlecenia I moglem pracowac w godzinach mi odpowiadajacych. Musialem tylko pilnowac terminu zakonczenia.
 Wreszcie kupilem zestaw grajacy I moglem oddawac sie muzycznej uczcie. Przesiadywalem godzinami I szukalem ciekawych stacji radiowych. Wreszcie tez moglem sluchac plyt zabranych z Polski.
 Mieszkanie bylo uzadzone skromnie, ale bylo czyste I zadbane. Czulismy sie wreszcie u siebie I poza landlordem nikt nas nie mogl stad wygonic. Okolica nie byla jednak tak rewelacyjna jak na Fulham. Mielismy daleko do sklepow oraz do High Street. High Street, to okreslenie glownej ulicy w miescie lub dzielnicy, gdzie znajduje sie cale centrum kulturalno-handlowe, banki, sklepy, kino, kluby itp. North Kensington jest ulokowane pomiedzy Notting Hill, Shepherds Bush oraz White City z byla siedziba BBC. Najblizsze takie lokalne centrum znajdowalo sie na Shepherds Bush. Dzielnica slynna z popularnego klubu muzycznego Shepherds Bush Empire, gdzie czesto wystepuja polscy wykonawcy, oraz irlandzkiego pubu O'Neil, w ktorym odbywaja sie polskie dyskoteki. Te akurat najmniej mnie interesowaly.
 Z drugiej strony mielismy moje slynne Notting Hill z bliskim sasiedztwem Ladbroke Grove. Tu wlasnie odbywaja sie karnawaly emigrantow z Karaibow, ktore co roku przyciagaja ponad million widzow z calego swiata. Zabawa trwa caly weekend. Ulice sa pozamykane, w ogrodkach ludzie ustawiaja sprzet grajacy oraz grilla z karaibskimi przysmakami. Caly korowod maszeruje ulica za wielka platforma muzyczna umieszczona na ciezarowkach I tanczac prezentuja swe kolorowe stroje. Gdy skonczy sie parada, platformy ustawiaja sie w okolicy I muzyka gra do rana. Wszyscy sie bawia do utraty tchu. Piekne egzotyczne kobiety kusza lokalnych bialasow swymi wdziekami oraz rytmicznymi ruchami bioder I piersi. Czesto konczy sie taki taniec w pobliskich krzakach. Rano, gdy slonce wstanie, wszyscy zmordowani I wyczerpani niechetnie wracaja do lozek by za kilka godzin rozpoczac poprawiny. Wielu mieszkancow Notting Hill wyprowadza sie na ten tydzien w spokojniejsze miejsce. Nie kazdemu odpowiada przejscie miliona osob  przed domem oraz kilku tysiecy policjantow. Wszystkie okna na czas imprezy sa pozabijane dechami, pojazdy usuwane w bezpieczne miejsca, a patrole policji aresztuja agresywnych I problemowych gowniarzy. Zawsze jednak znajdzie sie jakis idiota, ktory bedzie probowal prowokowac I popisywac sie przed kolegami. Jednak nie liczac drobnych incydentow karnawal jest spokojny I bezpieczny. Dwa lata temu, po London Riots, byla obawa czy zorganizowac ta impreze. Na szczescie odbyla sie bez incydentow I wszyscy bawili sie wysmienicie.
 White City nie wiele ma wspolnego ze swoja nazwa. Co prawda do niedawna miescila sie tam glowna siedziba BBC, to jednak cala okolice zamieszkiwali glownie emigranci z Afryki. Sa tam nieestetyczne bloki mieszkalne z dlugimi balkonami zamiats korytarzy, w ktorych to sa mieszkania socjalne. Cale osiedle po zmroku jest niebezpieczne ze wzgledu na urzedujace tu gangi maloletnich gangsterow oraz dilerow. Po drugiej stronie ulicy znajduje sie stadion Queens Park Rangers. Tym razem trafilismy na druzyne slabsza, z konca tabeli. Cala ta mieszanka kibicowsko-dilerska tworzyla gesta atmosfere na dzielnicy I czesto dochodzilo do bojek.
 Najgorsi sa jednak ci mlodzi gangsterzy w wieku nastoletnim. Chcac zyskac uznanie u starszych kolegow, sa zdolni zrobic wszystko, nawet zabic w bialy dzien. Jest tam nieoficjalna wojna na kody pocztowe. Spotkany przez taki gang np. chlopak musi powiedziec swoj kod zamieszkania. Jesli bedzie inny , to w najlepszym przypadku zostanie tylko pobity. Obowiazuja tez w kazdym gangu kolory. Np. Gang W12 kolory czerwony I czarny. Kazdy z jego czlonkow musi miec urbane widoczne element garderoby w takich kolorach. Niepodpozadkowanie sie tym regulom grozi bardzo powaznymi konsekwencjami wsrod towarzyszy.
 Pewnego razu jeden z moich kolegow wracajac pieknej, letniej nocy z klubu zostal zaczepiony przez grupe sympatycznych chlopcow w kapturach. Grzecznie I bez agresji otoczyli go I z usmiechem na twarzy poprosili o portfel I telefon. Kolega, jako ze znal bardzo dobrze Angielski, postanowil negocjowac z mlodziencami. Jednak jego zdolnosci menagerskie niestety nie spodobaly sie chlopcom I poczestowali go nowiutkim, ostrym nozem kuchennym o dlugosci 20 cm. I pewnie ta dlugosc miala w tym przypadku gromne znaczenie. Kolega wykazal sie bokserskim refleksem I w mgnieniu oka zlapal za ostrze chroniac swe gastryczne skarby. Naszych bohaterskich, maloletnich gangsterow  bardzo zaskoczyla ta sytuacja I do konca probowali trafic choc w watrobe. Kolega nie dal sie przekonac I twardo trzymal zimne, bezlitosne ostrze. Skonczylo sie na sczescie na skopaniu lezacego I pokaleczeniu dloni.
 Unikalem wiec tego osiedla I staralem sie nie dyskutowac z przedstawicielami takich gangow. Ciezko jednak bylo ich nie zauwazyc. Sa wszedzie w Londynie. I jesli nie mieszkaja w drozszych dzielnicach, to chetnie tu przyjezdzaja na wycieczke pohandlowac dragami...
cdn

Saturday, 19 April 2014

Moja bitwa o Anglie cz.18

  Udalo mi sie nawet namowic Agnieszke na przeprowadzke do Londynu. Ze wzgledu na jej zakrety zyciowe, nie moglismy jednak ustalic konkretnej daty. Bardzo chcialem abysmy na poczatku zamieszkali  w tym wierzowcu razem z Kazikiem za sciana. Pozwolilo by to nam zaoszczedzic troche pieniedzy. Kazik wiec pomieszkiwal w salonie, co jakis czas wyskakujac w odwiedziny do swojej przyjaciolki, natomiast ja zajelem sypialnie z wielkim lozem I oczekiwalem przyjazdu Agi placac jednoczesnie za jej miejsce w pokoju.
 Patrycja nadal nas douczala chalupniczo I coraz lepiej radzilem sobie z jezykiem. Bardzo ciekawie nam sie rozmawialo nie tylko po Angielsku. Moge nawet sie przyznac, ze czulem do niej miete. Jednak ta mloda sikoreczka byla zajeta, a ja oczekiwalem przyjazdu Agnieszki, wiec zostalismy tylko przyjaciolmi.
 Patrycja mieszkala w Londynie od bardzo dawna. Jako mala dziewczynka przeprowadzila sie z mama I cala edukacje zdobyla w angielskich szkolach. Pokazala mi Camden oraz klimat tej dzielnicy. Jezdzilem tam czesto na zakupy lub poprostu na piwo, spedzic czas w niecodziennym towarzystwie punkow, metalowcow oraz wszelkiej masci innych odmiencow I odjechancow.
 Camden jest wyjatkowa dzielnica. To gniazdo undegroundu. Wspaniale puby muzyczne lub kluby takie jak Underworld lub Roundhouse przyciagaja tu codziennie tysiace ludzi. Rewelacyjny Camden Lock Market, gdzie mozna kupic element wyposazenia kazdego punka lub sado-masochisty. Sa stoiska z plytami, butami Dr.Martens, niecodzienna odzieza oraz rekodzielem roznych artystow. Spedzalem tam cale dnie, a nawet noce. Uwielbiam ten klimat. Na moscie, codziennie, zbiera sie grupa lokalnych punkow. Gdzies za zakretem sprzedaja sprzet do palenia haszyszu I magiczne grzyby. Nawet kilka ulic dalej kupila pokazny dom Amy Winehouse I czesto mozna ja bylo spotkac w jednym z pubow. Tutaj, w tej dzielnicy powstalo wiele projektow muzycznych. Wielu obecnie dobrze znanych wykonawcow zaczynalo jako nikomu nieznany band przygrywajac do piwa. W sasiedniej dzielnicy Hampstead mieszkaja takie gwiazdy jak Annie Lenox czy George Lubiwbraz Michael. Tam tez, jedna z ostatnich plyt nagalo U2. I tam tez sa piekne parki oraz okolica. Heampstead Heath, to wspanialy kawalek zieleni ze stawami do plywania. Nawet tradycja jest, ze w jednym stawie moga plywac tylko kobiety, a w drugim tylko mezczyzni.
 Z drugiej strony Camden jest Regenst Park z londynskim ZOO oraz St.Johns Wood z najslynniejszym na swiecie Abbey Rd. studio. Park Regentow jest chyba najpiekniejszym parkiem w stolicy jednak rzadko tam bywalem. Wolalem atmosfere undegroundu.
 Z Mackiem pracowalo mi sie coraz lepiej I nawet udalo mi sie raz wyrwac go na piwo. Maciek byl bardzo oszczedny. Jego zona pracowala w Austrii, w domu zostawili dwoje dzieci w wieku 18 I 19 lat pod opieka babci I kazdego funta odkladal na remont domu. Niestety Maciej mial inne zainteresowania muzyczne oscylujace w okolicach remizy strazackiej oraz dancingow w POSK-u. Czesto wiec dochodzilo do sporow I zgrzytow na tym punkcie.
 Pewnego dnia, calkiem przypadkiem, odkrylem wspanialy pub Marlborohead w okolicy Marble Arch w centrum. Super klimat! Prawdziwy rasowy underground. Na scianach plonace pochodnie, rzezby jakichs potworkow, barman nalewaja piwo  z rury przypominajacej kobre, duze debowe stoly I wielkie krzesla. Sciana z wejsciem do toalety przypomina wielki regal z ksiazkami. Aby otworzyc drzwi, trzeba pchnac odpowiednia ksiazke. W toalecie czysto, pachnie kadzidelkiem, a z glosnikow wydobywa sie pochukiwanie duchow. Czulem sie jakbym byl na zamku w Zagorzu Slaskim. Codziennie przygrywa DJ czadowa muzyke, a czesto tez mozna spotkac grajaca na zywo mloda kapele. Klimat dosyc ostry ale ciekawy. Jednak mialem wrazenie, ze grupa metalowcow  przywlaszczyla sobie ten lokal I chetnie tam imprezowali. Oczywiscie DJ to wyczul I gral muzyke pod nich. Pewnego dnia zauwazylem tam dwie dziewczyny ubrane w mundury przypominajace niemieckie uniformy SS, krotkie spodniczki, ponczochy oraz dlugie oficerki na obcasie. Zachowywaly sie dosc prowokujaco I wkrotce dolaczyla do nich para podkreconych chlopakow. Akurat na scenie wyciskal osme poty jakis lokalny band. Wszyscy mieli nie zle w czubie I ochote na ostra zabawe. Sam oczywiscie udzielalem sie tanecznie, a moje czerwone martensy spisywaly sie wysmienicie na parkiecie. Po kilku numerach kupilem piwo  z wezowego nalewaka I oparty o bar lapalem trzeci oddech, gdy podszedl do mnie jakis lysy koles I spytal po Polsku, czy czasem nie jestem rodakiem. Stuknelismy sie kuflami I rozpoczelismy sympatyczna rozmowe. Okazalo sie, ze jest tu stalym bywalcem, ma tu nawet dziewczyne Murzynke I mieszka w polnocnym Londynie. Po drugim Guinessie moj nowy kolega bardziej sie rozgadal, a nawet pokazal mi miniaturke swastyki ukryta pod kolnierzem. Nie krylem zdziwienia I rzucilem mu w twarz: Punk not dead! Usmiechanal sie tylko I na odchodne dodal: "Duzy jestes. Przydalbys sie nam do walki z tymi skurwielami." I zrobil znak gwiazdy Dawida. Zlapal kolezanke Murzynke pod reke I znikneli razem za drzwiami biblioteki dla mezczyzn. Dokonczylem piwo I rozejrzalem sie wokol. Dopiero teraz dotarlo do mnie. To pieprzona banda faszystow zakamuflowana w piwnicznym klubie w centrum Londynu. Oczywiscie nie wszyscy, ale wieksza czesc z tych ludzi, lacznie z tymi dziewczynami w ponczochach, za swojego Boga uwazala karla z wasem I grzywka.
 Odechcialo mi sie tam wiecej przychodzic I dopiero trzy lata pozniej, bedac w okolicy, zaciekawiony kolega namowil mnie na ponowna wizyte w tym pubie I piwo. Usiedlismy grzecznie na przeciw siebie, w kuflu pieni sie czarne szalenstwo z Irlandii, a my oddajemy sie dyskusji dlaczego ludzie, a szczegolnie Polacy, popiaraja faszyzm. Rozmawialismy tak godzine, az czas do domu nas wygonil. Na schodach okazalo sie, ze nie mam telefonu w wewnetrznej kieszeni marynarki. Nie wiem w jaki sposob ktos mi go wyciagnal.
 Jedno jest pewne. Moja noga nigdy wiecej tam nie postala ponownie...
cdn

Wednesday, 9 April 2014

Moja bitwa o Anglie cz.17

 Po powrocie do pracy okazuje sie, ze przez okres swiateczny ktos ukradl wszystkie nasze elektronarzedzia- wiertarki, wkretarki, pily itp. Calosc byla zamknieta na klucz w metalowej skrzyni. Skrzynia nawet nie byla uszkodzona, jednak klucz do niej podejrzanie lerzal na srodku podlogi. Calym sprzetem oraz kluczem mial sie opiekowac  byly superwajzor, ktorego to zastapilem na stanowisku. Wszystkie oczy skierowaly sie wiec na ta zmeczona twarz, ktora blagala o litosc. Kilka miesiecy temu, w pazdzierniku, oplacil jedynemu synowi studia w Newcastle. Zdolny syn mial zostac architektem. W tamtych czasach, zanim Polska przystapila do UE, musielismy placic plena kwote dla studentow spoza Unii. Kwota byla zawrotna I za rok wynosila ok. £25.000. Dzis tez to jest duzy wydatek, jednak wtedy, w 2003 roku dla samotnego ojca bylo to wielkie wyzwanie finansowe. Dlatego ten podejrzanie zapomniany klucz oraz studia syna ukladaly sie  nam w jedna calosc.
 Gerard zostal poproszony na dywanik , jednak szczegolow nigdy nie poznalismy. On sam nie przyznawal sie I unikal rozmowy na ten temat, a Heniek tlumaczyl, ze problem zostal rozwiazany. Po miesiacu Gerard  odszedl z pracy
  Pracowalem dlugo I duzo. Nawet mialem pewien kryzys spowodowany przemeczeniem. Praca byla ciezka fizycznie I umyslowo. Oprocz nadzorowania budowy, musialem tez pracowac z narzedziami. Zbudowalem dach, naprawilem podloge, zaczalem murowac sciane I robic pointing. Bylem bardzo przemeczony tymi obowiazkami I czulem, ze nie daje rady. Heniek tez nie pomagal mi w takim stopniu w jakim obiecal, a nawet kilkakrotnie zwrocil mi uwage, gdy czytalem plany podczas pracy. Zdazalo mu sie tez sprawdzac kubki po kawie czy czasem nie sa jeszcze  cieple. Oznaczaloby to, ze zamiast przeobrazac kosciol w dom, biesiadujemy przy kawie. Obydwa te przypadki, oraz kilka innych, udowodnily, ze niewiele rozni sie od Stojana. Czulem sie coraz gorzej. Pewnego dnia podjalem decyzje, jakze sluszna, ze nie nadaje sie aby nadal pelnic ta funkcje kierownicza. Nie chce nikogo narazac na koszty I szkode, I chcialbym wrocic do poprzednich obowiazkow. Decyzja madra I przemyslana razem z Kazikiem. Henry jednak nie byl taki bystry jak sie spodziewalem I chcac postawic na swoim, zwolnil mnie calkowicie. NIe wiem czy wypowiedzenie nam mieszkania bylo z tym zwiazane, lecz musielismy w tydzien znalezc nowa kwatere. A ja dodatkowo prace. Szkoda. Dobrze nam sie tam mieszkalo. Sklepy wszystkie byly na miescu, na ulicy tak zwany street market ze swierzymi warzywami I owocami. Dobre polaczenie komunikacyjne, blisko centrum.
 Teraz Agnieszka probowala mnie pocieszac I wspierac. Nie powiem, bylem w nie malym dolku psychicznym. Jednak po dwoch dniach znalazlem prace w spolce Polsko-Izraelskiej I ulzylo mi na duszy. Pozostala tylko sprawa mieszkaniowa.
 Wynajac dobre mieszkanie w UK wcale nie jest tak latwo. Wiele osob do dzis przeklina wspolokatorow lub landlordow. Slyszalem opowiesci jak Polscy Cyganie wynajmuja pokoje. Oferuja czysty pokoj na wylacznosc za £80 tygodniowo. Jednak gdy Ty wychodzisz do pracy, to na Twoim miejscu spi calkiem nieswiadomie ktos inny myslac, ze to jego miejsce I odwrotnie. Czesto tez mozna "spalic" sobie credit record. Oznacza to, ze poprzednia osoba, ktora tu mieszkala, wziela kredyt z banku, ktorego nie splacila I adres tego mieszkania zostal wpisany na czarna liste. Zasady funkcjonowania w brytyjskich bankach bardzo roznia sie od polskich. By dostac kredyt w UK nie trzeba miec gwarantow, zaswiadczen o zarobkach  czy adresu zameldowania. Gwarancja dla banku sa Twoje zarobki, ktore wplywaja systematycznie na konto. Bank obserwuje I analizuje ruchy na Twoim koncie I wie ile moze pozyczyc. W Anglii nie ma obowiazku meldunkowego. Zaswiadczeniem o stalym pobycie sa Twoje rachunki z podanym adresem, pod ktory przychodza lub prawo jazdy. Najpewniejszym I najbardziej skutecznym jest wyciag z banku regularnie wysylany pod ten adres.
 Wynajmujac pokoj, mozna tez natrafic na nieuczciwych wspollokatorow lub brudasow. Gdy juz zjezdzimy pol Londynu I obdzwonimy tysiac ogloszen, w koncu mozna sie przeprowadzic. My z Kaziem znalezlismy calkiem przyzwoite, skromne  mieszkanie w jednym z nielicznych wierzowcow na 6 pietrze w dzielnicy North Kensington, calkiem blisko bylej siedziby BBC.
 Wierzowce nie ciesza sie dobra slawa w Londynie I wogole na calej wyspie. Czesto sa to mieszkania socjalne, gdzie jest skupisko emigrantow I azylantow. Czesto tam dochodzi do roznych ekscesow I zadym. Czesto wlasnie takie bloki sa wylegarnia dla maloletnich gangsterow, ktorych tu sa spore ilosci. W naszej wiezy mieszkalo nam sie nawet bezpiecznie I nigdy nie mielismy, ba nawet nie bylismy swiadkami jakiejkolwiek awantury.
 Flat byl przestronny. Mielismy salon, sypialnie, kuchnie, lazienke oraz duzy przedpokoj I kilka schowkow, a na deser spory balkon z widokiem na centrum.
 Powoli sie tam urzadzilismy. Kazik tez zostal zwolniony od Henka I znalazl zajecie u jakiegos Araba. Ja natomiast kontynuowalem prace u Icka I Grzegorza malujac spory hotel w dzielnicy Harlsden. Praca nie trudna, pieniadze jeszcze lepsze jak poprzednio. Poznalem tez tam wielu kolegow. Budowa byla duza I pracowalo nas tam ok. 30 osob pod nadzorem mlodego Zyda. Zaprzyjaznilem sie z Mackiem, kolega po fachu, ktory wlasnie konczyl 40 lat I bardzo mocno to przezywal.
cdn....

Thursday, 3 April 2014

Moja bitwa o Anglie cz.16

 Pociag Eurostar jest dosc mlodym wynalazkiem. Jest to superexpress jadacy z Londynu na kontynent europejski do Paryza I Brukseli. Pociag ten pedzi  z zawrotna predkoscia po angielskich lakach, tunelem pod Kanalem La Manche oraz po francuskich wioskach. W ciagu dwoch godzin z minutami znajduje sie w centrum stolicy napoleonskiej na stacji Garu de Nord.
 Pogoda byla przepiekna I milo sie spacerowalo paryskimi bulwarami w poszukiwaniu hotelu. Po drodze zahaczylem o kafejke I zjadlem pyszna bagietke oraz wypilem filizanke expresso.
 Po ulokowaniu sie w pokoju hotelowym, wybieram sie na wycieczke. Uzbrojony w mape miasta kroczylem pewnie przed siebie. Po znalezieniu stacji metra postanowilem rozpoczac przygode od zwiedzania Katedry Notre Dame. Wychodzac ze stacji rozejrzalem sie wokol, by znalezc jakis punkt szczegolny, odniesienia, by pozniej kierowac sie na niego. Byl to wczesny ranek, kafejki dopiero szykowaly sie do otworzenia. Wszedzie jeszcze maly ruch. Pospacerowalem po okolicy, a gdy juz moglem wejsc do katedry, udalem sie tam niezwlocznie wyswietlajac w pamieci sceny z filmu "Imie Rozy". Trafilem akurat na concert organowy. Z otwarta geba wysluchalem tej muzycznej uczty, ktora do dzis gra w zakamarkach mej glowy. Obejrzalem cala swiatynie oraz rzezby I obrazy, grobowiec Joanny D'Arc I Wielka Rozete. Po zjedzeniu kolejnej bagietki popitej malym, czarnym szatanem musialem odbyc kolejny, obowiazkowy  punkt wycieczki- Muzeum Louvre. Jednak po wyjsciu z tej swiatyni swiat wygladal juz inaczej. I to doslownie! Nie dosc, ze organy nadal mi graly w glowie, to Paryz zmienil sie nie do poznania. Wokol bylo juz mnostwo ludzi, wszystkie kafejki I restauracje otwarte, wystawione stoliki na zewnatrz. Wszystko zlalo mi sie w jedna, kolorowa, jazgotliwa mase. Stracilem swoj punkt odniesienia, zgubilem wejscie do metra, a mapa pokazywala zupelnie co innego. Chodzilem w kolko po Pl. Sw. Michala I rwalem resztki wlosow z nerwow. Wreszcie po dwudziestym okrazeniu trafilem na schody prowadzace na peron kolejki podziemnej. Paryskie stacje metra wygladaja dosyc ciekawie I romantycznie. Przy wejsciach sa ustawione ozdobne pergole z pnacymi sie kolorowymi kwiatami. Wyglada to pieknie, jednak jesli ktos nie zna miasta, to wsrod tych kwiecistych kawiarenek latwo stracic orientacje. Spanikowany wiec zapomnialem o Luwrze I wskoczylem do wagonika. Nawet nie sprawdzajac dokad jedzie. Wysiadlem na pierwszej stacji I wyruszylem przed siebie. Po chwili znalazlem salon Peugeota z niecodziennymi modelami aut. Nastepnie moim oczom ukazal sie Luk Tryiumfalny. Dotknalem, obszedlem w kolo I zmeczony udalem sie w droge powrotna do hotelu. Gdy juz znalazlem sie w bezpiecznej odleglosci, zwiedzilem jeszcze okolice oraz rozspustny Plac Pigalle. Niestety nie sprobowalem kasztanow oraz paryskiej namietnosci. Zaskoczony cenami  w lokalnym pubie, wypijam kufel zimnego Kronenburga I wracam do hotelu. Po pysznej kolacji bezfasolowej zalegam w wygodnym lozu myslac o Agnieszce. Rozmawiamy chwile przez telefon. Probuje zasnac, lecz baraszkujacy sasiedzi daja mi wyraznie do zrozumienia, ze to jest miasto kochankow I tu sie raczej nie spi.
 Rankiem zajadam rewelacyjne rogaliki, popijam kolejnym malym diabelkiem I wyruszam zobaczyc najwyzszy punkt wycieczki- Wieze Eiffla. Jednak dzdzysta pogoda oraz geste chmury utudniaja wyprawe. Obowiazkowo zdobywam kazdy schodek wiezy I pokonuje zawziecie kolejne poziomy. Pomimo tego deszczu wrazenie I tak jest niesamowite. Reszte poludnia spedzam na spacerze w kaluzach, drepczac po okolicy I wieczorem udaje sie w droge powrotna do Londynu. W mgnieniu oka  znajduje sie na Waterloo Station I zadowolony, znajomym pietrusem jade do domu. Musze szybko odpoczywac. Jutro na 7 do pracy!
cdn