Friday, 21 March 2014

Moja bitwa o Anglie cz.14

 ...Czerwonymi schodami zeszlismy do bejsmentu. Niestety widzielismy tylko czerwone punkciki na podlodze. Ktos mnie zlapal za reke I zaprowadzil do stolika. Wszedzie ciemno jak w piekle, glosna muzyka, chyba pusto, tylko w oddali w polmroku oswietlony mala lampka bar z kelnerka. Muzyka nagle stala sie jeszcze glosniejsza, w powietrzu czuc juz zapach kobiety, gdy nagle ktos mi siada na kolanach I przytula naga piers do mojego policzka. Heniek chyba siedzi obok, jednak nie jestem pewien. Jest tak glosno, ze nie slysze nawet wlasnego oddechu, jest tez tak ciemno, ze pomimo iz ta plastikowa kukielka siedzi mi na kolanach, to zupelnie jej nie widze, nawet konturow jej ciala. Po kilku minutach tej przytulanki kukielka krzyknela mi do ucha pytanie, czy kupie jej drinka. Propozycje odrzucilem z dwoch wzgledow: bylem biedniejszy od organisty, a po drugie, mial byc striptease z piwem w cenie. Heniek jednak sie znalazl po drugiej stronie stolika ze swoja osobista kukielka oraz podobna propozycja. Jako bardziej doswiadczony I bardziej napalony, zaproponowal jej spotkanie w bardziej prywatnej atmosferze. Kukielka propozycje przyjela z entuzjazmem I obie nas oposcily. Po kilku sekundach zauwazylismy jak podchodza do baru I rozmawiaja z kelnerka. Nie minelo 5 minut na sluchaniu przerazliwie glosnej muzyki, a ktos do nas podszedl z latarka I taca. Muzyka nagle ucichla, twarzy jednak nadal nie widac. Latarka za to wyraznie oswietla tace I rachunek lezacy na niej. Pani oswiadczyla, ze po uiszczeniu rachunku mozemy rozmawiac na temat wyjscia do private z dziewczynami. Spojrzelismy na papierek I nagle zrobilo mi sie goraco. Cena do zaplaty widniala £1500 z wyszczegolnieniem: £1000 szampan dla dziewczyn + po £250 od kazdego z nas za dotykanie ich.Spojrzelismy na siebie I w smiech. To jakis zart mowie I placze z radosci. Jednak burdelmamie nie bylo tak wesolo I wezwala ochrone. Naszym oczom ukazal sie wielki murzyn ubrany na czarno z rownie duzym telefonem oraz lancuchem z kluczami przypietym do spodni. Grzecznie I profesjonalnie oswiadczyl, ze mozemy rachunek nawet uiscic karta kredytowa, ale beda musieli dodatkowo pobrac oplate £5. Naprawde?? Spytalem z kpiaca mina. Pan murzyn chyba obrazil sie na mnie, bo zblizyl sie do mojej twarzy I buchnal mi w nos niczym rasowy buchaj: Jesli nie zaplacicie teraz, to dzwonie na policje. Mamy wszystko nagrane, mamy swiadkow, wyslemy film do waszych zon i do pracy. Pojdziecie do aresztu za niezaplacony rachunek z burdelu. Grzmial wielki straznik moralnosci. Jednak nie wystraszyl mnie, podbnie jak jego czarnoskorzy bracia kilka miesciecy wczesniej w pociagu. Nie balem sie go. Wlasnie poczulem, ze wygralismy to rozdanie. Zlapalem za rachunek I wrocilem do stolika. Usiadlem spokojnie I poprosilem go by zadzwonil na policje. Heniek obserwuje zdziwiony ale siada obok. Pan murzyn nie rozgryzl jeszcze mojej strategii. Widocznie zostal zaprogramowany na inna. Moze na agresje ze strony klienta? Moze na placz I blaganie? Nie wazne, mialem to gleboko w mojej bialej dupie. I zeby tylko ktos mnie nie posadzil o rasizm. Nigdy nie bylem I nie bede rasista I brzydze sie ludzmi o takich pogladach. Jednak, gdy ktos mi probuje wcisnac siano zamiast lososia, to nie ma znaczenia jego pochodzenie czy wyznanie. Wielu podobnych kretynow spotkalem w Polsce czy  w innym kraju z bialymi ludzmi. Plaskostopie mozgu trafia sie w kazdej nacji.
 Niestety siedzielismy przy tym stoliku na sucho I niedoczekalismy sie obiecanego piwa. Nasz opiekun zniknal na chwile na zapleczu, a my z Heniem wymienilismy tylko spojrzenia. Po kilku chwilach big man wylonil sie ze swojej jaskini I oznajmil glebokim glosem: Go, go away and never come back! Gdy juz bylismy na schodach, odwazny Heniek odszczeknal sie: I can't promise you, man! Na gorze mialem nadzieje spotkac ulizanego alfonsa , ktory sprzedal nam ten kit. Jednak pewnie zostal wczesniej uprzedzony I chowal sie w bezpieczne miejsce. My z ulga wyszlismy na zewnatrz I odetchnelismy swierzym powietrzem. Z zaschnietymi gardlami udalismy sie do nastepnego pubu po sasiedzku.
 Niestety I tu zastala nas niespodzianka. Po otworzeniu drzwi okazalo sie, ze to bar dla mezczyzn kochajacych inaczej. Jednak wszyscy obrocili sie na nasz widok I serdecznym usmiechem zaprosili do srodka. Wygladalismy przeciez jak rasowa para gejowska. Heniu starszy pan z klasa, dobrze ubrany, ja duzo mlodszy, oboje zadowolone geby, ciagle wspominajace ostatni incident z panem murzynem. Wygladalismy pewnie na szukajacych rozrywki pare. Jednak emocji mielismy dosc jak na jeden wieczor I nie skorzystalismy z zaproszenia.  Wybralismy inny lokal, wygladajacy na bardziej profesjonalny, bezpieczny oraz pelen pieknych kobiet I par mieszanych. Byl to typowy nocny klub z restauracja na parterze, mysle, ze na ok. 500 osob. Szerokimi, kretymi, szklanymi schodami zeszlismy do bejsmentu, gdzie znajdowala sie sala taneczna, scena oraz kolejna restauracja dla tanczacych. Na dolnym poziomie, razem z siedzacymi przy stolikach bylo ok. 300 osob. Do zabawy przygrywala angielska orkiestra grajaca porywczego swinga oraz amerykanskie standarty. Ludzie bawili sie swietnie, atmosfera byla fantastyczna, a maly na trabce prowadzacej zacinal prawie jak Stanko! Zostajemy! Zawolal podekscytowany Heniek I podbiegl do tanczacej grupy, wmieszal sie w tlum I tyle go widzialem. Kupilem dwa piwa, stanalem oparty o filar I odetchnalem plena piersia. Przy kolejnym kawalku pojawil sie moj towarzysz. Spocony, zdyszany z rozpieta koszula I jezykiem na brodzie. Moze cos zjemy? Zaproponowal. Owszem, byla juz 2 nad ranem I chetnie bym zjadl zalegla kolacje. Kelner znalazl nam stolik I wreczyl menu. Z calego zestawu tej angielskiej, egzotycznej kuchni najbardziej smakowicie zapowiadala sie kaczka z warzywami. Henry zamowil kaczke razy dwa I tupiac nozka w rytm malego trebacza poddalismy sie czekaniu. Wypilismy jedno piwo I nic. Wypilismy drugie I nic. Lekko zniecierpliwieni rozgladamy sie za kelnerem I JEST!! Niesie dwa wielkie talerze wysoko ponad glowami. Zapach juz do nas dotarl I po chwili nasza kolacja. Jednak na talerzu byl tylko maly plasterek miesa, dwa kawalki ogorka, jakas marcheweczka, listek salaty, poproszone to pietruszka, calosc skropiona jakims brazowym mazidlem. Oczy stanely mi deba. heniek wygladal jakby chcial mi zabrac moja porcje. Jednak szybko zlapalem za talerz I bez namyslu polknalem swoje danie. Ychy, ychy, gdybym zjadl reszte tej kaczki, to bym nawet sie najadl. Niestety to restauracja, a nie bar dworcowy I dokladek nie przewidziano. Heniek mlasnal inteligentnie I poprosil o rachunek. Czas do domu, wspomnial zerkajac na zegarek. Dochodzila 4. Kelner elegancko podal nam dlugi kawalek papieru. Heniu az usiadl z wrazenia. Cena za dwie porcje kaczuszki w warzywach kosztowala go £53. Wszystko by bylo ok, gdyby ta kaczka w calosci pojawila sie na naszym stole.
 Zmeczeni, glodni, obdarci z resztek nadziei poszlismy na taksowke. A w niej dopadlo mnie przemyslenie: Anglicy na taki rachunek w restauracji maja odpowiedz- Nothing on the plate, everything on the bill.
cdn

3 comments:

Jasna8 said...

Nie wiem czy o to Ci chodziło, ale się uśmiałam...
Niezłe przygody człoweika mogą spotkać :-)))
Bardzo dobrze piszesz...ciekawie...

Beata said...

Czyli, nie było na co się skusić :) Ekipa "od rozkoszy" zawiedziona była. :) Wygląda na to że gejowski klub okazał się bardziej "przyjazny", no ale ta kaczka, to jakaś "malizną była". W Polsce bywa podobnie. pozdrawiam

1beam said...

W tym wszystkim miałeś dużo szczęścia,bo mogło skończyć się inaczej:))
Życiorys coraz ciekawszy:)