Monday, 17 March 2014

Moja bitwa o Anglie cz.13

 Po tym spotkaniu z Natalia, dlugo nie moglem dojsc do siebie. Nawet rzadziej zaczalem chodzic do POSK-u, a I z kobietami stalem sie bardziej ostrozny. Razem z Kazikiem I Henkiem zaprzyjaznilismy sie I spedzalismy wspolnie wieczory, a nawet weekendy.
 Pewnej soboty Heniek zaprosil mnie na rajd po londynskich klubach. Podkreslil wyraznie, ze on stawia I kazal mi sie przebrac w cos wyjsciowego. Uwielbiam angielski klimat w pubach. Lubie tez ich piwo I whisky, dlatego z checia przystalem na ten pomysl.
 Rozpoczelismy nasza wycieczke od szybkiego kufla spienionego Guinessa w nieduzym pubie na Fulham, a stamtad pojechalismy metrem do centrum, do Soho. No I tam sie zaczelo. Pierwszy pub na szlaku- jakas knajpa mordercow. Same zakapiory spogladaja na nas spode lba. Jednak wchodzimy odwaznie. I choc sam jestem wysoki I do chuderlakow raczej nie naleze, to w tym lokalu czulem sie jakis niewyrosniety. Nie wiem, moze to byl pub dla rugbystow? Oczywiscie wszyscy sie roznili wygladem od typowych polskich dresiarzy. Oczywiscie kazdy z nich byl lysy, a obwod karku mieli taki jak ja w pasie, wiele tatuazy, jednak wygladali na sportowcow, na atletow. W polskim pubie takie miesniaki chodza w dresach, a w kieszeni zamiast zapalniczki maja kij bejsbolowy I ze sportem nie maja nic wspolnego, a na sniadanie jedza platki kukurydziane z amfetamina.
 Zamowilismy z Henrykiem po szklance ginu z tonikiem I stanelismy odwaznie przy barze. Tu na wyspach jest taka tradycja, ze wszyscy w pubach stoja I rozmawiaja. Jesli juz sie nie mieszcza w srodku, to tlumnie wylewaja sie na zewnatrz I okupuja okolice. W weekendowe wieczory, gdy nie pada, przy kazdym dobrym pubie stoi kilkadziesiat osob, a podczas meczow lub koncertow cale masy kibicow I fanow legalnie blokuja ruch uliczny. Wtedy policja na koniach zamyka przewaznie droge I ustala objazdy. Musza reagowac szybko I skutecznie. Tlum podekscytowanych I podpitych Anglikow moze zmienic sie w mgnieniu oka w gniazdo szerszeni I moze dojsc do powaznej zadymy.
 Po smacznym drinku ruszylismy w dalsza droge szlakiem Krola Drinkera III. Przechadzac przez serce Soho, natrafilismy na grupe alfonsow pochodzenia Afro, ktorzy za £60 oferowali kobiete w kazdym wieku, kolorze skory oraz rozmiarze. Nie skorzystalismy, jednak nie sposob przejsc obok obojetnie. W Amsterdamie nazywa sie taka dzielnica Red Light District, tutaj poprostu Soho. Dziewczyny okresla sie mianem modelek lub escort. W wielu oknach swieca sie czerwone lampki, wiele drzwi wejsciowych do domow jest otwartych, a wnich stoja blond laleczki w krotkich sukieneczkach, z dupa na wierzchu niezaleznie od temperatury na zewnatrz oraz wypchanymi cyckami gotowymi do wystrzalu. Pomiedzy nogami, dla podgrzania atmosfery, maja ustawione dmuchawy ciepla I moga tak stac godzinami wabiac klientow. Dla mnie jednak to wypchane, plastykowe kukielki, wymalowane I gotowe zrobic wszystko za pieniadze. Wole prawdziwe kobiety.
 Przechodzac obok ktoregos z klubow ze striptease, zostalem zlapany za reke przez jednego z powiedzmy alfonsow. Koles ten stal w drzwiach I naganial klientow, wiec probowal I nas upolowac. Zaoferowal stolik, piwo I striptease  za £5 od osoby. mordy nam sie ucieszyly, ze tak tanio popatrzymy sobie na cycki przy zimnym piwie. Po upewnieniu sie ceny, skusilismy sie na wejscie do srodka...
cdn

5 comments:

Jasna8 said...

Ciekawe co dalej było :-)))

Beata said...

Oj Artur, mam zaległości w czytaniu cię, w takim razie nadrobię to, za chwilę. No i ciekawe, jak to "skuszenie", opiszesz. pozdrawiam :)

Anzai said...

... a tam pewnie niespodzianka, bo co chwilę trzeba komuś stawiać drinka. ;)

pan nikt said...

Anzai byles blisko:)

1beam said...

Witam po długiej nieobecności,ale niebawem nadrobię zaległości:)
Takie miejsca nabijają klientów w butelkę i 5 funtów może w mig urosnąć do 500 i więcej,nim się klient zorientuje.