Wednesday, 5 March 2014

Moja bitwa o Anglie cz.11

 Z Henkiem I Kazikiem rozumielismy sie wysmienicie. Nikt nikomu nie przeszkadzal, a nawet czesto pomagal. Henka nie bylo calymi dniami w domu, Kazik czesto znikal na weekend do swojej przyjaciolki, a ja krazylem po Londynie poznajac kolejne piekne miejsca oraz randkowalem wirtualnie z Bozena. Bozena, piekna I dojrzala kobieta o wspanialym wyczuciu artystycznym oraz zawodowa plastyczka. Robila wiele wspanialych rzeczy by zainteresowac mnie swoja osoba. Przysylala mi swoje kartki lub rysunki. Bardzo chcialem ja poznac blizej.
 W miedzyczasie szlifowalismy z Kazikiem nasz Angielski. Znalezlismy mloda I calkiem ladna korepetytorke o imieniu Patrycja. Dwa razy w tygodniu, wieczorami po pracy, dostawalismy od niej niezly lomot intelektualny. Moze nie byla najlepszym pedagogiem, ale chetnie uczestniczylismy w tych zajeciach. Nawet nasz wspollokator Heniek czasami sie doksztalcal z nami.
 Wszystko powoli ukladalo sie w calosc. Mialem prace, nienajgorsza kwatere, gdzies daleko, po drugiej stronie monitora kobiete, ktora bardzo chcialem ujrzec.
 W koncu po kilku tygodniach otrzymalem od niej wiadomosc, ze przylatuje do Londynu na kilka dni. Jej przyjaciolki corka, wlasnie dostala prace w BBC oraz apartament w dzielnicy Holland Park w pakiecie, wiec jada ja odwiedzic I przy okazji spotkac sie ze mna.
 Truptalem juz przed tym domem jeszcze zanim wylecialy z Polski. Wczesniej wyprasowalem ulubiona czarna koszule, wyczyscilem buty I czekalem na sygnal o ladowaniu. Tradycyjnie, jak kazda kobieta, spoznila sie na spotkanie. Choc samolot wyladowal o czasie, to oczywiscie bylo sto powodow, by przyjechac godzine pozniej.
 Jednak gdy juz podjechala wyczekiwana taksowka, mym oczom ukazaly sie najpierw najpiekniejsze nogi w Zielonej Gorze, nastepnie ich wlascicielka. Jej kolezanka zniknela z walizka w hallu, natomiast naszym usciskom I pocalunkom nie bylo konca. Gdy minela juz pierwsza fascynacja, udalismy sie do windy. Niestety co sie tam wydazylo, nie moge tu napisac ze wzgledow na mozliwosc czytania przez nieletnich. Wspomne tylko, ze krazylismy po pietrach kilkakrotnie, az do momentu, gdy pewna pani tez chciala skorzystac z uslug dzwigu personalnego.
 Bozena odswierzyla sie po podrozy, przebrala I udalismy sie na obiad do pobliskiej pizzeri. Zjedlismy pyszna neapolitanska pizze, popilismy francuskim winem I udalismy sie na spacer do pobliskiego Holland Parku. Jest to przepiekny kawalek naturalnej zieleni oddzielajacy Notting Hill od Kensington. Duzo dzikiej natury, ale tez malownicze ogrody, w tym japonski z oczkiem wodnym I kolorowymi karpiami, wolno chodzacymi pawiami I calym stadem malych zajacow. NAd glowami radosnie skrzeczaly zielone papuzki. Legenda glosi, ze przed sama smiercia, Jimmy Hendrix wypuscil na wolnosc kilkanascie tych ptakow, a one swietnie sie przystosowaly do londynskich warunkow I chetnie sie rozmnozyly. Dzis fruwa ich po tym niebie niezliczona ilosc. Niczym nieposkromiona gromada nastolatkow, rozrabiaja I glosno chichocza ponad naszymi glowami. Piekny widok, szczegolnie wiosna w cieple, sloneczne dni.
 Spacerowalismy wiec spalajac wloskie kalorie, rozmawiajac I tulac sie. I tu musze ponownie wykropkowac moja opowiesc ze wzgledow na szerzenie tresci niecenzuralnych. Wspaniala pogoda nam dopisala, dodatkowo uroku dodal zielony I kolorowy park oraz czyste powietrze w srodku tej metropolii.
 Rozstalismy sie wieczorem. Na zawsze. Niestety moja natura, niczym rosyjski lodolamacz, skruszyla kolejne kobiece serce. Bylo duzo lez I dociekan dlaczego. Dlaczego? A dlatego, ze tacy sa mezczyzni. Zdobywaja kobiete usilnie pokazujac swe najlepsze cechy, a gdy dopna juz swego, bezdusznie ja pozucaja.
 I ja tez bylem smutny I rozdarty. Bozena byla piekna I madra kobieta I moge nawet stwierdzic, ze zakochalem sie. Wrocilem do swojej pracy I probowalem zagluszyc swoje sumienie. Byla juz jesien. Dni coraz krotsze. Wieczorami uprawialismy chalupniczo angielski I czasami wpadalem do POSK-u na kolejne polowanie.
 Gdy tak pewnego wieczoru topilem smutki w kuflu zimnego piwa, mym oczom okazala sie anielica. Przelknalem sline, uszczypnalem sie I nadal ja widze. Nawet zwrocila na mnie uwage, nawet puscila do mnie oczko. Cholera! Co jest? Nawet chcialem poprosic jakiegos kolesia przy barze, aby zdzielil mnie po pysku dla otrzezwienia. Niezdazylem. Podeszla do mnie ze slodkim usmiechem na tacy oraz lampka wina w rece. Irena jestem, przedstawila sie. Ja bylem tak oczarowany jej wygladem, ze prawie zemdlalem z wrazenia. Piekna blondynka, dobrze zbudowana I bardzo kobieca. Bilo od niej takie cieplo, ze az sie spocilem.
 Spedzilismy reszte wieczoru razem. Byla tak piekna I pociagajaca, ze nawet nie zwracalem uwagi na banialuki, ktorymi mnie czestowala. Byly to takie rozowiotkie farmazony I gdyby nie jej rozmiar DD oraz ten czarodziejski usmiech, to zdusilbym w zarodku te paplanie.
 Po dokonczeniu ostatniego drinka wybralismy sie na spacer deptakiem wzdluz Tamizy podziwiajac pieknie oswietlona Chelsea. I tu Was zaskocze moi drodzy. Grzecznie ja odprowadzilem do domu I po otrzymaniu buziaka wsiadlem do pietrusa I odjechalem. Doslownie!
 Spotkalismy sie ponownie po kilku dniach w bardziej romantycznym miejscu...
cdn

3 comments:

Jasna8 said...

To już coraz bardziej nie przypomina Bitwy o Anglię :-)))

sia said...

Widzę, że czasu nie marnowałeś, co robić gdy życie tak szybko ucieka :)
Pozdrawiam
http://eksperyment-przemijania.blog.onet.pl/

1beam said...

To jak w tej piosence,co śpiewał J.Kiepura
"Brunetki, blondynki - ja wszystkie was dziewczynki
Całować chcę,
Lecz przyznam się o jednej tylko śnię
Tą kochać chcę

Bo ta jedyna, słodkousta ma dziecina (...)"

Wydawać by się mogło,że mężczyźni zapadają na kurzą ślepotę,gdy zobaczą przed sobą "gwiazdę"i już więcej nic nie widzą poza jej blaskiem.
Urok i zakochanie,
a potem opada czar
i następuje rozstanie:)