Sunday, 23 February 2014

Moja Bitwa o Anglie cz9

Oprocz Kazika I kilku kolegow z pracy nie znalem tu nikogo. Czesto wiec wchodzilem na internetowy czat, by porozmawiac z nowymi ludzmi. Tak pewnego dnia zaczepilem Jagode. Jagoda mieszkala I pracowala w Polsce, a dokladnie na Slasku. Rozmawialismy duzo I czesto. Caly wolny czas poswiecalem jej I pisalem dla niej wiersze. Zaprzyjaznilismy sie. Niestety w tamtych czasach nie bylo jeszcze Skype, nie mialem tez telefonu komorkowego, wiec nasz kontakt byl mocno utrudniony. Nie przeszkodzilo to nam jednak zzyc sie ze soba tak mocno, ze choc raz dziennie musielismy sie uslyszec. Moje kieszenie nadal jednak byly zbyt skromne by kupic telefon, wiec Jagoda dzwonila do pobliskiej budki telefonicznej I przez piec sekund moglem sluchac jej slodkiego glosu.
 W naszym nowym mieszkaniu zaczelo robic sie tloczno. Zamieszkala z nami grupa imprezowych kolesi z dziewczyna. Bylo ich trzech, zeby nie powiedziec Ich Troje. Trzech bufonow z atlasem. Ustawili sobie ten przyrzad do cwiczen w salonie I po pracy, do poznej nocy cwiczyli przy jakichs dzwiekach udajacych muzyke. Tylko od czasu do czasu jeden z nich wyskakiwal do sklepu zakupic nowy zestaw szeciopaka z browaru poznanskiego. Natomiast ich kolezanka dumnie prala im skarpetki, gotowala obiady I chetnie sprzatala po nich caly usportowiony syf.
 Po kilku tygodniach tej gimnastyki w towarzystwie zubrow I baranow nastala cisza. Towarzystwo zmienilo lokal I szczesliwie wyprowadzili sie. Jednak zastanawiam sie, kto byl bardziej szczesliwy?
 Po kilku dniach wolne pokoje zajeli kolejni lokatorzy. Jednym z nich byl czlowiek z nikad. Wesoly, usmiechniety, towarzyski. Przedstawil sie jako Rafal. Duzo rozmawialismy o muzyce I przegadalismy wiele godzin zamiast grzecznie spac. Pewnej nocy pochwalil sie, ze zalozyl niedawno zespol Springwater I wlasnie nagral kasete demo, ktora to mnie obdarowal. Na okladke przywalil, ze to jego kolejny projekt, ze nazywa sie Rafal Kwasniewski, a jednym z jego dzieci jest grupa PRL, z ktora to wystapil m.inn. na festiwalu w Opolu. Bylem totalnie zaskoczony. Slyszalem to nazwisko wielokrotnie, jednak PRL ciezko bylo uslyszec  gdziekolwiek w radio, a I sam Kwasniewski specjalnie medialny nie byl. Stad moja konsternacja I nierozpoznanie tej muzycznej geby.
 Bylem podekscytowany podarowanym upominkiem I poczulem sie wyrozniony, poniewaz siedzialo nas tam czworo. Teraz po tej informacji jeszcze wiecej rozmawialismy. My pytalismy, a on opowiadal I puszczal swoje nuty.
 Taka swojska sielanka trwala kilka tygodni. Wracalismy z pracy, szybka kapiel, kolacja I spotykalismy sie w kuchni by delektowac sie muzyka. W miedzy czasie nadal spotykalem sie z Jagoda I planowalismy nasze spotkanie w realu.
 W koncu przyjechala na kilkudniowa wycieczke do stolicy nad Tamiza. Czas spedzilismy na zwiedzaniu Londynu, opychalismy sie truskawkami I namietnie sluchalismy Kwaska. Po tych wspolnie spedzonych godzinach, ustalilem wspolnie z moja nowa partnerka, iz zamieszkamy razem w Londynie od wrzesnia.
 Smutna wrocila do Polski I zniecierpliwoscia czekalismy  kiedy mina kolejne trzy miesiace. Moje malzenstwo bylo w rozsypce od kilku lat, wiec trzeba bylo tez uregulowac ta sprawe.
 Z Jagoda ustalilismy, ze to nasz priorytet I musimy zajac sie tym niezwlocznie. Zmienilem tez mieszkanie. Z bolem w sercu opuscilem nasze wspolne muzyczne biesiadowanie I przeprowadzilem sie na zachod Londynu do dzielnicy Alperton znajdujacej sie w okolicy stadionu Wembley. Mialem jeszcze okazje zobaczyc stary obiekt ze slynnymi wiezyczkami w przeddzien ich zbuzenia.
 Po tygodniu Kazik zameldowal sie u mnie z nowina, ze chcialby zamieszkac razem. Ucieszylem sie. Zaprzyjaznilismy sie juz na dobre I bezkonfliktowo uzupelnialismy swoj wolny czas.
 Po przeprowadzce Kwasek kilkakrotnie jeszcze do mnie dzwonil, jednak kontakt nam sie urwal, az doszla do mnie smutna wiadomosc, ze trafil za kraty...

to be continued

3 comments:

Jasna8 said...

Samemu ciązko jest żyć na obczyźnie...

Anonymous said...

pierwszy raz przeczytałam i... czekam na kolejny odcinek :)

1beam said...

Samo życie.
Pozdrawiam serdecznie.