Tuesday, 18 February 2014

Moja bitwa o Anglie cz8

 Po powrocie do domu okazalo sie, ze Kazikowe zdolnosci nie zaskoczyly Balkanskiej Dziwki I zostal odsuniety na boczny tor. Musial szybko szukac nowej pracy.
 Udal sie pod najslynniejsza w Europie tablice ogloszen, zwana potocznie w zargonie emigrantow "Sciana placzu".
 Jest to wystawa sklepowa, ktora miesci sie w dzielnicy Hammersmith obok Polskiego Osrodka Kultury POSK. Miejsce to jest doskonale znane nie tylko Polakom. Kazdy kto szuka pracy lub ja oferuje, napewno przynajmniej raz w zyciu tu trafi. Spotkac tu mozna przedstawicieli kazdej profesji. Kazdy glodny angielskich funcikow, kazdy czeka swojej szansy na zarobek. O tym miejscu kraza tez legendy. Ponoc co jakis czas zjawia sie kolejny cwaniak oferujac malowanie London Bridge. Praca ponoc stala, dobrze platna, nie wymagana znajomosc jezyka. Musisz miec jedynie wlasne narzedzia I ciuchy robocze. Koles zbiera po stowie od kazdego chetnego I organizuje transport autobusem. Chetni, przewaznie w ilosci 50-60 sztuk swierzutkich I niedoswiadczonych emigrantow lapia przynete I placa czesto ostatnie £100 za ten diabelski pakt I jada tym autobusem z nadzieja na prace w historycznym punkcie Londynu. Na miejscu zleceniodawca oswiadcza, aby rozpoczac prace przygotowawcze do malowania, a on jedzie zakupic farby do sklepu. Jednak po pol godzinie zamiast farby ich oczy ujrzaly jednostke Metropolitan Police w pelnym rynsztunku bojowym. Wszyscy zostali aresztowani I deportowani za podjecie nielegalnej pracy I zaklocanie porzadku. Zaden z nich nie probowal nawet wytlumaczyc, ze zostali oszukani. Zreszta kogo to obchodzi. Zlamali prawo nielegalnie pracujac, a pomyslowy cwaniak zadowolony, z nie mala suma w kieszeni opracowuje kolejne zlecenie.
 Moj Kazik na szczescie nie skorzystal z tej oferty I znalazl cos innego, normalnego. Mial prace na kolejnych kilka tygodni.
 Obydwoje zatem zarabialismy. Mielismy pieniadze na oplaty, jedzenie I jeszcze udalo mi sie wyslac do Polski pewna sume co jakis czas na zalegle oplaty dla corki.
 Wieczory spedzalismy roznie. Kazik integrowal sie z tubylcami w miejscowym pubie, a ja poznalem trzech Hindusow, ktorzy prowadzili lokalna kafejke internetowa. Probowalem nawiazac lacznosc z Waldkiem oraz czytalem wiadomosci z Polski.
 Okazalo sie, ze Waldka po zatrzymaniu na granicy wypuscili po kilku godzinach I musial biedaczyna autostopem wracac do domu.
 Ja natomiast poznalem na jednym z czatow urocza dziewczyne o slowianskim imieniu Jagoda. Ale o tym w kolejnej czesci Bitwy o Anglie. Mojej bitwy...
cdn.

2 comments:

Jasna8 said...

Chyba nic się nie zmieniło w sprawie pracy...

1beam said...

Wszędzie można spotkać cwaniaczków i naciągaczy.Trzeba też mieć dużo szczęścia,żeby nie dać się oszukać,nie pozwolić się wciągnąć w niejasne interesy,bo są tacy,co maja talent bajerancki.
*
Czego szukasz chłopcze,
dziewczyno,
na śmietnisku wędrujących dusz
za okruszkiem chleba,
czego tu szukasz matko,
która opuściłaś gniazdo z pisklętami,
a ty ojcze nie tęsknisz za synem,którego jeszcze nie nauczyłeś kopać piłkę,
czy serca wasze nie krwawią,
czy duszę nie rozrywa tęsknota,
a oni,pozostawieni w dalekim kraju,
co czują,jaką drogą podążają,
opuszczeni i bez drogowskazu?

Pozdrawiam:)