Thursday, 13 February 2014

Moja bitwa o Anglie cz.7

 Do mieszkania dotarlismy nad ranem. Co ciekawe, dzis juz nie pamietam w jaki sposob.
Kazik jest doswiadczonym, starszym panem. Cale zycie pracowal jako dyrektor lub prowadzil wlasny biznes. I wlasnie z takim zamiarem przyjechal do UK. Wtedy mial pomysl, by produkowac domki drewniane. Chcial nawiazac kontakty oraz zdobyc niezbedne doswiadczenie. Byl dobrze przygotowany do wyprawy: karta kredytowa, telefon komorkowy, walizka plena wizytowek I garnitur na zmiane. W porownaniu ze mna, gdzie ja mialem 5 plyt CD, dwie ksiazki, maszynke do golenia oraz troche rzeczy na przebranie, wygladal raczej jak konsul niz turysta zarobkowy.
 Zamieszkalismy w jednym pokoju. Wreszcie poczulem sie lepiej I choc nie znalismy sie jeszcze dobrze, to uczucie samotnosci zostalo zgniecione na pewien czas.
 Wczesnym rankiem, po nieprzespanej nocy udalismy sie do Stojana zapytac, czy nie znajdzie miejsca w firmie dla Kazika. Udalo sie I nawet nie trzeba bylo go dlugo przekonywac. Jednak pracowalismy w roznych miejscach.
 Ja nadal pomagalem dzielnie Mikowi I lamina angielszczyzna nauczylem go jak wyrazac opinie na widok ladnej Polki. W mig zalapal I powtarzal kazdej napotkanej kobiecie, nie tylko Polce: Niezla dupa! I puszczal do niej oczko. Na szczescie zadna niespoliczkowala go, a my mielismy ubaw po pachy. Dodam, ze Mike byl dobrze po piecdziesiatce, siwy z typowymi irlandzkimi bakami, wysoki I chudy jak zasilek dla samotnej matki. Niestety umarl kilka lat temu z powodu uciazliwej choroby.
 Powoli ustatkowalem sie w firmie I szybko uczylem rzemiosla. Mike byl swietnym stolarzem I dobrym pedagogiem. Pomimo tej bariery jezykowej rozumialem wiele I nigdy nie bylo nawet jednego konfliktu pomiedzy nami.
 Nasze kolejne zlecenie dotyczylo usuniecia przyczyny ciekniecia wody-deszczowki z rynny, ktora w jakis sposob dostawala sie do mieszkania powodujac powazne zacieki na scianach I kaluze wody na podlodze.
 Mieszkanie bylo dwupoziomowe. Salon I kuchnia znajdowaly sie na parterze, a cztery sypialnie, cztery lazienki, biuro I sekretarzyk w beasemencie. W Anglii tak okresla sie zamieszkala czesc piwnicy. Oczywiscie ta piwnica w niczym nie przypomina polskich piwnic I w zasadzie niczym sie nie rozni od pozostalej czesci domu. No moze tylko doplywem swiatla z zewnatrz. Jednak I tu sa duze okna tak jak na innych poziomach. Caly ten dom znajdowal sie w dzielnicy Belgravia. Jest to luksusowa, bardzo droga okolica w niedalekim sasiedztwie Palacu Buckingham oraz Chelsea I Victoria, zapewne znane Wam czesci Londynu.
 Wlascicielami tego apartamentu bylo malzenstwo Anglikow w srednim wieku, bezdzietne, za to z Filipinska gosposia. Nie wiem czym sie zajmowali, ale byli bardzo bogaci. Ona wychodzila do pracy zaraz po naszym przyjsciu I nie wracala do wieczora. Natomiast pan domu caly dzien spedzal na trzech komputerach klikajac praktycznie bez przerwy. Na polkach widnialy segregatory z opisami "cars" oraz "films", a obok na polce jego zdjecie przy czerwonym Ferarri.
 Dom byl wyposazony dosc ekskluzywnie I bardzo nowoczesnie. W kazdym pomieszczeniu byl system naglosnieniowy w suficie I mozna bylo sluchac muzyki w calym domu. Komputer I TV byl nawet w lazience za wodoodporna szyba. Sekretarzyk w beasmencie byl oszklony prawie z kazdej strony I oswietlony roznymi kolorowymi lampkami. Nad szklanym sufitem, na zewnatrz, powiesili model Spidermana w skali 1:1 zrobionego z jakiejs drucianej siatki, ktory po zmroku odpowiednio oswietlony robil fantastyczne wrazenie. Podloga byla wysypana bialym grysem, otoczona drewnianymi deskami. Na tych kamyczkach ulozone byly szklane, przezroczyste kafle. Na scianach, tam gdzie nie bylo szkla, byly drewniane panele od podlogi az po sufit. Calosc robila ciekawe wrazenie, choc byla malo praktyczna.
 Naszym zadaniem bylo sciagnac dwa panele ze sciany, znalezc miejsce przecieku, usunac przyczyne, wymienic zniszczone woda panele I pomalowac. Proste! Pomyslalem I zabralismy sie z Mikiem do roboty.
 Wszystko przebiegalo gladko, a moj irlandzki carpenter profesjonalnie rozwiazywal kolejne budowlane zagadki.
 Jednak na trzeci dzien pracy mielismy nieprzyjemny incident. Wszelkie ciecia pila dokonywalismy  na zewnatrz, na chodniku, by nie kurzyc w domu. Przeciagnelismy przedluzacze z korytarza przez okno az na ulice. Podlaczylem niezbedna pile I przygotowalem deche do ciecia., gdy pan domu inteligentnie mnie zjebal jak nauczyciel ucznia I zadzwonil do Stojana. Ten blyskawicznie sie zjawil I rozpoczelismy dochodzenie. Okazalo sie, ze pan domu ciezko haruje I niszczy swoj wzrok pracujac od rana na trzech komputerach I bardzo musial sie natrudzic by zaplacic 3.5miliona funtow za to mieszkanie. A my, proste pospolstwo, bez oglady I wychowania niszczymy jego zyciowe marzenie. Nie znalismy jeszcze powodu ani szczegolow zniszczenia, a Stojan juz kleczal na kolanach gotowy zrobic mu loda. Pan domu zlapal go za reke I pomaszerowalismy cala delegacja do przedpokoju, a tam naszym prostackim, robotniczym oczom ukazal sie slad kurzu  na rogu sciany pozostawiony przez kabel od przedluzacza. Caly znak mial nie wiecej niz 3 cm dlugosci, byl czarny jak dupa szatana I smial sie nam w oczy. No tak, to oczywisty powod, by dokonac na nas moralnej egzekucji, pomyslalem. Przeciez to nawet wystarczy by zeslac nas na roboty , gdzies do Gujany Francuskiej. Bedziemy tam polowac na niebieskie motyle I uwolnimy sie od takich kretynow.
 Stojan jednak nie zrobil oralnej przyjemnosci panu domu. A szkoda, bo zapowiadalo sie zabawnie I bylaby niezla afera z tego. Dostalismy slowne reprymendy, by w przyszlosci byc bardziej uwaznym I profesjonalnym. Po zakupie srodka czyszczacego oraz dmuchniecia na sciane moim otworem gebowym, pokonalem to wydazenie dnia. Mysle, ze gdybym wtedy pracowal z innym Polakiem, to pewnie nasze glowy  spadly by do pobliskiego rynsztoka I nawet bysmy zostali deportowani. Nie, nie do Gujany. Gdzies do malowniczo polozonej kopalni uranu na Syberii.
 Jednak udalo nam sie skonczyc ta robote bez kolejnych incydentow I szczesliwie spakowalismy nasze zabawki. Oczywiscie pan domu nie zezwolil plebstwu umyc nawet dloni w panskich czterech lazienkach. Nie moglismy tez nawet przebrac sie w czyste ubranie I brudny musialem wracac do domu. W pociagu okazalo sie, ze zapomnialem zabrac moich cywilnych butow. Jednak bylo juz za pozno na powrot. Wyslalem pozegnalny pocalunek moim niebieskim mokasynom I zanurzylem wzrok w bezplatnej, angielskiej gazecie. Czytalem ja codziennie w drodze do pracy. Choc rozumialem zaledwie trzy slowa, to namietnie studiowalem te saksonskie hieroglify by przyswoic sobie jezyk tubylcow...
cdn

3 comments:

1beam said...

A jednak byłeś dzielny
i pilny uczeń z Ciebie był:)
Tak czy owak,fajne wspomnienia.Bez nich człowiek byłby ubogi.
Pozdrawiam serdecznie i czekam na cd.

Beata said...

Arturze: "czytanie cię", nadrobię w wolnej chwili. :) a tymczasem... Walentynkowe pozdrowionka dla ciebie i Twojej M... zostawiam. p.s. napisałam cos na czarnobiałej, więc to może być odp. na twoje pytanie, na fraszce :)

Jasna8 said...

:-)))
Może wtedy nie było śmiesznie,
ale ciekawie piszesz :-)