Monday, 20 January 2014

Moja bitwa o Anglie cz1


 W cyklu "Moja bitwa o Anglie" chcialbym zaprosic Was do wirtualnego spaceru po Londynie I nie tylko. Jak wiadomo, Londyn to muzyczna mekka. To tu narodzil sie Punk Rock, to w Anglii powstal Heavy Metal. To tutaj narodzily sie najwieksze gwiazdy muzyki: Rolling Stones, Led Zeppelin, David Bowie, Pink Floyd, Sex Pistols, The Clash, Joy Division, Mike Oldfield I wiele innych. To tutaj umierali tez ci wielcy, np. Jimmy Hendrix, wybierajac to miasto na ostatni swoj zyciowy przystanek.
 W kolejnych rozdzialach opowiem Wam o ciekawych ludziach, ktorych tu poznalem, przeniesiemy sie razem w ciekawe miejsca I opowiem Wam o koncertach, na ktorych mialem okazje byc. A na poczatek, w skrocie zapoznam Was  z moja podroza do ziemi obiecanej, co przezylem w pierwszych dniach mojej wielkiej bitwy o Anglie.


 Moja bitwa o Anglie zaczela sie jeszcze w Polsce. Po nieudanym biznesie I ogolnym rozczarowaniu zyciem, namowiony przez kolege, podjelem decyzje o wyjezdzie z nim do Londynu. Jednak nie bylo to takie proste. Jak pamietacie, przed przystapieniem do Unii Europejskiej musielismy przechodzic ostre I nieprzyjemne kontrole na granicy w Dover. Niejedna rodzine doprowadzilo to do lez I utraty gotowki. Nie moglem pozwolic sobie na falstart. Wymyslilem, ze wykupimy wycieczke w biurze podrozy I tak bedzie bezpieczniej.
 Po ustaleniu terminu uiscilismy wszystkie oplaty I pozostalo nam czekac dnia wyjazdu. Oczywiscie jeszcze w Polsce skontaktowalismy sie z londynskim budowlancem, ktory mial nas zatrudnic na miejscu. Wszystko wygladalo pieknie I kolorowo.

Po ciezkiej nocy w autokarze, zjawilismy sie rankiem na granicy francusko-brytyjskiej w Calais. Jednak poziom adrenaliny byl tak wysoki, ze nikt nie czul zmeczenia. Spojrzalem z boku na nas autobus I na nas, na wszystkich pasazerow I zadalem sobie pytanie: Czy my wygladamy na turystow? Przeciez to przewoz pracownikow, a nie wycieczka na herbatke do krolowej. Ale nie mnie oceniac. Ustawilismy sie w kolejce do odprawy jak owce do strzyzenia I polecialy pierwsze glowy. W tym moj kolega, moj wspoltowarzysz. Mnie przepuscili, jednak zdalem sobie sprawe, ze jestem tu sam,bez jezyka, kontaktow I jakiejs bezpiecznej kwoty na przetrwanie. Resztki wlosow zjezyly mi sie na glowie. Przytulilem sie do zimnej szyby I probowalem wyobrazic sobie co bedzie dalej.
 Poznym popoludniem dojechalismy do hotelu. Jednak zamiast odswierzajacego prysznica I wygodnego lozka, dorwalem hotelowy telefon I rozpoczalem dzwonic do miejscowego buildera. Ten jednak rozwial ostatnie moje zludzenia I zbyl mnie po krotkiej rozmowie, twierdzac iz mnie nie zna I nie moze mnie zatrudnic bez mojego kolegi. Bylem w szoku. Przeciez jeszcze wczoraj wieczorem przed wyjazdem obiecal nam prace. Co teraz?? Kazdy z naszej wycieczki gdzies pojechal, ktos kogos odebral, ludzie znikaja. Zostaje nas moze pieciu z calej grupy.
 Zaraz po przekroczeniu granicy, nasz pilot wycieczki oswiadczyl przez mikrofon, iz zna malzenstwo w podlondynskim Slough, ktore moze pomoc znalezc prace, ze on rozumie nas I tez kiedys tu przyjezdzal na zarobek I chetnie teraz pomoze. Wiec po tym rozczarowujacym telefonie udalem sie do pokoju pilota. Pod jego drzwiami juz stal Kazik, jeden z moich towarzyszy podrozy. O wiele lat starszy ode mnie I rownie zagubiony w tym wielkim miescie jak ja.
 Weszlismy razem do pokoju. Pilot nas wysluchal I zadzwonil do znajomej pary ze Slough. Wszystko znow wygladalo rozowo. Mieli dla nas prace w fabryce czekolady Mars I gdzies na fermie. Mieli nas odebrac z nastepnego dnia z Windsoru...
CDN
Jest to pierwszy fragment mojego sluchowiska z Radio Bunt pt. "Moja bitwa o Anglie". Juz w krotce ciag dalszy, natomiast bierzace odcinki emitowane sa w kazdy piatek o 21.00 w www.radiobunt.com 

2 comments:

Jasna8 said...

A w którym to było roku ?
Teraz to już chyba nie tajemnica...
Wiem ,że było inaczej, bo byłam w 1996 roku w Londynie na prywatne zaproszenie.
I celnicy wcale nie byli mili...

pan nikt said...

to byl marzec 2002