Monday, 27 January 2014

Moja bitwa o Anglie cz3

 Obecnie Notting Hill jest jedna z moich ulubionych dzielnic. Piekna okolica, wspaniale bogate domy, sklepy z oryginalna odzieza z lat '60-tych oraz cos, co mnie pochlonelo do reszty. potrafilem tam spedzac wiele godzin szukajac czegos ciekawego. Byly to mianowicie sklepiki z uzywanymi plytami CD. W kazdym takim sklepie byly tysiace plyt. Tysiace, I kazda inna, kazda wyjatkowa.
 Jest tez na tej dzielnicy slawny market Portobello z roznymi starociami, antykami I milionami innych rzeczy. Codziennie odwiedza to miejsce mnostwo ludzi, a szczyt osiaga w sobote, gdzie ciezko jest przejsc obok. Znalazlem tez tam kilka malych studio nagran specjalizujacych sie w muzyce Reagge. Ze wzgledu na wielu osiadlych tam emigrantow, cala okolica pachnie karaibskim jedzeniem oraz pelnowartosciowym haszem. Co roku oragnizowany jest tam Notting Hill Carnival, bardzo podobny do tego z Rio de Janerio. W innej czesci Notting Hill, tej bogatszej, swoje domy maja takie slawy jak Madonna czy Richard Branson, tam jest najdrozsza ulica w Wielkiej Brytanii I tam tez byl krecony slynny film pt. Notting Hill z Hugh Grantem. Do dzis turysci robia sobie fotki przy filmowej ksiegarni. Po latach nawet zamieszkalem w sasiedztwie, jednak o tym pozniej.

 Taaaa, tylko gdzie jest to pieprzone Notting Hill??? Zaklalem zerkajac na kolorowy labirynt potocznie zwany mapa metra. Gdy juz znalazlem,to kolejnym wyzwaniem bylo opracowac trase przejazdu. Byly to moje pierwsze kroki po Londynie, wiec musialem przygotowac sie odpowiednio. W tamtym okresie nie bylo jeszcze nawigacji satelitarnej w telefonach, ba wtedy wchodzily dopiero pierwsze telefony z kolorowym wyswietlaczem. Kafejki internetowe byly oblegane przez studentow I emigrantow I trzeba bylo czekac godzinami na swoja kolej przy komputerze. Za ostatnie funty kupilem mape Londynu, ktora mam do dzis I obiecalem sobie, ze bede ja trzymal do konca swiata. Bez niej wtedy poruszanie sie tym miescie bylo niemozliwe. Odnalazlem wiec moja stacje docelowa, opracowalem srodki transportu publicznego oraz prywatnego w postaci spaceru na wlasnych nogach w celach oszczednosciowych I nastepnego ranka wyruszylem pelen entuzjazmu I nadziei na lepsze zycie. Zycie emigranta.
 Oczywiscie na miejscu bylem dwie godziny przed czasem aby tylko nie spoznic sie choc minuty. Przed stacja metra jest olbrzymie skrzyzowanie I kilka podziemnych wyjsc, na srodku drogi kierunki ruchu oraz chodnik oddzielaja barierki bezpieczenstwa, aby czasem komus do glowy nie wpadlo wedrzec sie do paszczy lwa, ktory w tym przypadku byl tym koszmarnym skrzyzowaniem.
No I tak stalem I opracowywalem plan dzialania w przypadku ujrzenia niebieskiego volkswagena.
 Stojan, moj przyszly pracodawca "na czarno", byl z pochodzenia Bosniakiem. Osiadl w Londynie na poczatku lat '70-tych. Wlasciwie tu uciekl. ponoc sprzedawal w bylej Jugoslawii tabletki Biseptol sprowadzane z Polski jako srodek antykoncepcyjny. Widocznie mial kilku niezadowolonych tatusiow I musial sie ewakuowac na brytyjska wyspe. Tu przybral nazwisko zony I rozpoczal nowe zycie jako przedsiebiorca budowlany.
 Zaraz, zaraz, ale jaki Volkswagen? Zadalem sobie pytanie.Przeciez takich niebieskich Volkswagenow przejechac tedy moze wiele. Cholera, co teraz? Nie zdazylem jednak podrapac sie w glowe, gdy po przeciwnej stronie zatrzymal sie niebieski Volkswagen van. Bez zastanowienia przeskoczylem ulice I barierki I po sekundzie siedzialem w srodku auta. Byl tam juz Wojtek, jego polski wspolpracownik. Znali sie od samego poczatku tej firmy.
CDN

4 comments:

baśka said...

Notting Hill kojarzy mi się wyłacznie z filmem. Bardzo fajnym zresztą

Agnieszka said...

ciekawe są te Twoje opowieści. Nigdy nie miałam chyba tyle odwagi aby wyjechać do pracy do obcego kraju...
opowiadaj dalej!
pozdrawiam

cafetime.bloog.pl

sia said...

Artur mam do dzisiaj mapę Londynu w formie ksiażeczki, nigdy nie byłam w Notting Hill, mogę napisać tylko tyle, że podobają mi się okolice Fullham, Putny oraz Kensington
Między South Kensington a Chelsea znajduje się sklep Stelly McCartney - ceny ubrań mnie zabiły :)
serdecznie
http://eksperyment-przemijania.blog.onet.pl/

Anzai said...

Tak, w czasach bez komórek i GPSów plan miasta to było coś jak mapa sztabowa. Dobrze, że wygrałeś tę batalię.

PS. Ciekawe czy to właśnie tam jest/był ten słynny hotel Notting Hill?